Jakiś czas temu podawałam wam prosty jak konstrukcja cepa lub droga na Gdańsk przepis na chipsy jabłkowe. W skrócie – suszysz jabłka, masz chipsy. Do suszenia użyłam piekarnika, spaliwszy wcześniej jedną partię i ukatrupiwszy banany, które też chciałam przerobić na sucharki. Ktoś podpowiedział mi, żebym użyła suszarki do grzybów. Mam takową i żyłam w przeświadczeniu tyleż błędnym, co niezrozumiałym, że suszarka do grzybów nadaje się tylko do grzybów. Otóż nie, nadaje się ona do wszystkiego, co chcemy wysuszyć i… niekoniecznie zjeść, ale na przykład zachomikować i użyć potem do przygotowywania potraw.

Postanowiłam podążyć za białym króliczkiem i załadowałam suszarkę pokrojonymi w plasterki jabłkami, marchewkami i bananami. Ustawiłam wyższą kulturę nadmuchu i uzbroiłam się w cierpliwość, co jakiś czas zmieniając położenie produktów. Po czterech godzinach moja cierpliwość robiła bokami, a chipsy nadal były w stanie embrionalnym. Po sześciu godzinach trzeba było uważać na nisko latające wulgary. Po ośmiu godzinach wulgary robiły już naloty dywanowe, a jabłka, marchewki i banany zaparły się i ni cholery nie chciały zgodzić na reinkarnację w sucharki. Po dziesięciu godzinach poddałam się i przełożyłam do miseczki suszone owoce i warzywa w takim stanie, jakim były.

chipsy_z_bananow_i_marchewki

Wszystko było prawie chrupkie, przy czym PRAWIE robi istotną różnicę. Smacze było, a i owszem, Marysia, jedna z bliźniaczek pożarła na ten przykład wszystkie machewki, starannie ominąwszy resztę. Resztą ja się zajęłam i naprawdę było to dobre. Dobre… suszone marchewki, suszone jabłka i suszone banany. Prawie suszone i prawie czyni różnicę.

chipsy_z_bananow_i_marchewki2

Pomyślałam, że z burakami zrobię inaczej. Znalazłam w internetach prosty przepis i przeszłam od słów do czynów.

Chipsy z buraków

Składniki:

  • surowe buraki
  • olej lub oliwa
  • sól, pieprz, majeranek

Przygotowanie:

Buraki obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Lekko muziamy olejem lub oliwą (używam oleju rzepakowego), posypujemy solą, pieprzem i majerankiem, po czym układamy na papierze do pieczenia i pieczemy w około 180 stopniach do chrupkości. Od czasu do czasu trzeba te buraczki obracać.

chipsy_z_burakow2

No, chipsy z buraków potrzebowały znacznie mniej czasu na narodziny. Powiedziałabym nawet, że trzeba uważać, bo jeśli przesadzimy, wszystko momentalnie pójdzie w cholerę, a buraczki przeistoczą się we wzorcowy węgiel. Tak, słusznie podejrzewacie, mnie się właśnie to udało. Buraczki na zdjęciu są zupełnie OK, a całość wychodzi naprawdę smaczna. Zrobiłam je na ostro z myślą o sobie i jakimś chrupanku przy czytanku, i powiem wam, że opcja na ostro bardzo mi odpowiada.

chipsy_z_burakow

Dzieci podeszły z pewną taką nieśmiałością do buraczanego eksperymentu, nadgryzły jakieś trzy atomy w porywach do czterech, a potem już tylko pluły dalej niż widziały. Nie mam żalu, wszystko zeżarłam osobiście.

Więcej do eko-chipsów nie podejdę. Jak pomyślę, ile energii elektrycznej puściłam z dymem, to aż mnie wszystko boli. Dziesięć godzin pracy suszarki, piekarnik, czas poświęcony na tę całą zabawę, nie mówiąc już o sprzęcie, który zajął mi pół kuchni. Nigdy więcej. Ekologiczne chipsy, jeśli weźmiemy pod uwagę koszty produkcji, ni cholery nie chcą być ekologiczne. Pies to drapał, następnym razem po prostu kupię. Jak przyjdzie rachunek za prąd, to zanim przeczytam, najpierw się znieczulę. Może wermucikiem?

16 KOMENTARZE

  1. Też próbowałam różnych rzeczy ze względu na rozmaite problemy zdrowotne i w końcu stanęło na pieczonej cieciorce (rewelacja, uwielbiam, lepsze niż wszystkie orzeszki świata i chipsy też).
    A buraki lubię na surowo, tylko trzeba bardzo cienko pokroić 🙂

    • Cieciorkę zalewasz wodą i zostawiasz na noc (garnek i woda z dużym zapasem, cieciorka lubi nabierać masy i uciekać z gara). Po nocy wymieniasz wodę i gotujesz, aż stanie się lekko miękka (wierzch jest lekko chrupki, środek miękki), bez soli, 30-40 minut. Ugotowaną cieciorkę trzeba ostudzić, potem wymieszać z łyżką oliwy i przyprawami (chilli, pieprz, gyros, tymianek, cokolwiek, co się chce), najlepiej metodą worka. Na blachę wyłożyć papier do pieczenia, rozgrzać piekarnik do ok 180-200 stopni i siup! do takiego rozgrzanego piekarnika na ok. pół godziny. Jeśli się piecze dłużej, cieciorka konsystencją zbliża się do orzeszka, ale ja wolę bardziej miękką. Wszystko 🙂
      Przyznam, że uwielbiam, cieciorka znakomicie zastępuje mi słone paluszki 🙂

  2. Oj a ja uwielbiam chipsy jabłkowe suszone właśnie w suszarce do grzybów przez mojego dziadka. Ale nie mam pojęcia jak on to robi i ile czasu mu to zajmuje. I fakt nie są takie całkowicie twarde, ale na tyle suche że mogą stać miesiącami i wciąż są dobre.
    J.

  3. Hehehe:) Kruszyzno, ty wiesz, jak rozśmieszyć człowieka i poprawić mu nastrój. Tekst przedni!!! Pomijam te nieszczęsne
    czipsy, ja tam wolę tradycyjne, zieloną cebulkę najbardziej. 🙂

  4. Chipsy jabłkowe mój syn pochłania w ilościach hurtowych. Nie ma bata żebym sama mu je przygotowywała – po prostu brak czasu. Za to wzięła się za produkcję babcia, bo czego się nie robi dla jedynego wnusia. Doszła już do takiej wprawy, że suszy je zwyczajnie na kaloryferze w swoim mieszkaniu w bloku. Nie wiem na co dokładnie wykłada te plasterki jabłek, ale po 1-2 dniach leżenia są gotowe.

  5. Nie pomyślałaś, żeby suszyć na kaloryferze?
    Moi rodzice tak suszą dla nas jabłka (my mamy ponad metrowe ściany w bloku, więc w ciągu roku prawie kaloryferów nie włączamy).
    Jabłka wychodzą bardzo dobre i chrupkie, jeśli pokroisz na cieniutkie plasterki, a bardziej mięsiste jak na grubsze.
    Nie próbowałam suszyć innych warzyw czy owoców, ale podejrzewam, że wysuszą się podobnie, a jak jest zimno, to kaloryfery i tak chodzą, więc czemu z tego nie skorzystać?

  6. chipsy jabłkowe wychodzą super , gdy się robi przerwy po godzinie przerwa tak zeby jablka całkiem wystygły i powtarzac to ze dwa razy …łacznie właczac suszarke na 3 , 4 godziny nie licząc przerw po każdej godzinie i są naprawde super chrupkie

  7. Moja mama nawlekała na nitki grzyby, papryczki chili, jabłka albo śliwki i suszyła nad kuchenką gazową. Robiła kilka podejść, włączała gaz na dwie godziny (zwykle coś tam obok gotując), potem przerwa, owoce sobie tam dalej wisiały i stygły, potem drugie podejście i tak do skutku, aż były suche i można było schować na zimę. Wychodzi na pewno taniej niż prąd… Trzeba tylko dobrze sobie wymierzyć, żeby za nisko nie wisiały, bo się zwęglą, no i przełożyć co jakiś czas, bo te na środku ususzą się szybko.