Życie seksualne dzikich, czyli NAPRAWDĘ potrzebujemy edukacji seksualnej

17
4291

Upublicznię wam coś. A tak. Podam wam – w oryginalnym brzmieniu – to, co ludzie wpisują w wyszukiwarkach, żeby uzyskać informację, i jakoś tak się zdarza, że trafiają na mój blog. Przypadek? Nie sądzę – powiedziałby klasyk.  Zróbcie sobie kawkę, weźcie popcorn i przede wszystkim trzymajcie kredens. Z braku kredensu trzymajcie się czegokolwiek, będzie rzucało.

Zapytania, które pojawią się poniżej, pochodzą z ostatnich 30 dni, a gdyby sięgnąć bardziej w przeszłość, dokopalibyśmy się niczym archeolodzy do naprawdę ciekawych znalezisk. Ktoś za pięćset lat, analizując zawartość prehistorycznych i zramolałych serwerów, będzie mógł powiedzieć „o, oto jest właśnie życie seksualne dzikich”. Macie już ten popcorn? Przeleciałam – to dobre słowo – pierwsze 2500 zapytań. Jedziemy z koksem.

  • zapłodnienie przez spodnie
  • chłopak skończył we mnie 8 razy
  • chłopak dotykał penisem mojej pochwy ale nie miał wytrysku, czy mogę być w ciąży?
  • chlopak skończył we mnie gdy mialam okres, moge byc w ciąży?
  • chlopak skonczyl we mnie i kilka dni pozniej dostalam okres moglam nie zajsb w ciaze
  • brak okresu dwie kreski na teście ciążowym czy możliwe że nie jestem w ciąży
  • bol brzucha glowy bol piersi niedobrze spozniony okres aje jest
  • bawilismy się..było bardzo mokro chyba doszłam jestem w ciąży?
  • 10 dni po terminie okresu test negatywny czy to mozliwe zeby wyszedl falszywy?
  • uprawiakam sex z chłopakiem bez zabezpieczenia ale skavzyl nie skaczyl w mnie czy moge być w ciąży
  • jak zasugerowac mamie ze potrzebuje stanika mam 11 i pol lat
  • czy moge zajsc w ciaze przy regularnym cyklu zaraz po okresie
  • czy moge byc w ciazy mimo ze nie skonczyl we mnie

Jak się bawicie? Czyżbym słyszała rżenie, jak Polska długa i szeroka? Ja, wystawcie sobie, nie rżę. Ja mam tak.

facepalmWszystkie te zapytania byłyby nawet śmieszne, gdyby nie to, że wcale nie są jakimś ewenementem przyrodniczym czy ślepym zaułkiem ewolucji, ale pokazują dobitnie trzy rzeczy, bardzo powszechne rzeczy, które autentycznie napełniają mnie grozą. Jakie?

Po pierwsze żenująco niska wiedza na temat funkcjonowania własnego organizmu, a mimo wszystko dupczenie się – pardon maj frencz – bez zabezpieczenia. Niezwykły hurra-optymizm. Bez względu na wiek (należy założyć, że nieletni), bez względu na sytuację materialną (należy założyć brak własnych dochodów i utrzymywanie przez rodziców), oni urządzają sobie bzykanko bez żadnej formy antykoncepcji.

Po drugie żenująco niska wiedza po raz drugi. Nie mają pojęcia o tym, czym jest owulacja, kiedy może dojść do zapłodnienia, a kiedy jest to wykluczone, kwestia długości cyklu w ogóle nie jest brana pod uwagę. Nie wiedzą kompletnie nic na temat tego, jak długo żyje komórka jajowa, jak długo żyje plemnik, jakie czynniki sprzyjają zapłodnieniu, nie mówię już o level master, czyli czym jest i jak rozpoznać czas płodny.

Po trzecie żenująco niska wiedza po raz trzeci (sprzedane) i fakt, że odpowiedzi szukają… w internetach. Co to oznacza? Że nie dostali jej ani w domu, ani w szkole.

Myślicie, że wasze dzieci będą inne? Myślicie, że będą bardziej odpowiedzialnie podchodzić do współżycia niż te idiotki? Myślicie, że po prostu intuicyjnie wyczują, kiedy można iść na całość, a kiedy grzecznie poczekać? Myślicie, że będą mądre, spokojne i zupełnie niepodatne na burzę hormonalną i presję rówieśników? Myślicie, że wiedzę zdobędą skąd? Jakaś przeorganizowana wróżka-zębuszka (wróżka-sromuszka) ich uświadomi w dziedzinie odpowiedzialnego seksu i antykoncepcji, a potem oni bezbłędnie już tak hop siup, prosto do ołtarza? Myślicie, że te zapytania to jakiś wyjątek w społeczeństwie, bolesny wrzód na dupie współczesnej młodzieży, odpowiednik małp w ZOO?

Wśród pierwszych 2500 zapytań, które padły w ciągu ostatnich 30 dni, tylko dwa (DWA!) dotyczyły antykoncepcji (a pisałam o niej nie raz), przy czym żadne kwestii, jak konkretnie się zabezpieczać.

Chciałam poruszyć dwie niezwykle dla mnie ważne rzeczy i – jak to było w „Allo, allo” – słuchajcie uważnie, bo nie będę dwa razy powtarzać.

Po pierwsze podstawowymi transmiterami wiedzy na temat seksu i dojrzałości seksualnej powinni być rodzice. Edukacja seksualna zaczyna się w domu. Przekazywanie wartości (!!!) zaczyna się w domu. Jeśli wypchniemy ją do szkół, a sami w czterech ścianach słowem się nie zająkniemy, bo nie umiemy, wstydzimy się i z nami też nikt nie rozmawiał, to efekt będzie dokładnie ten sam, czyli żaden. To my, rodzice, mamy zadanie stworzyć w domu taką atmosferę, która będzie sprzyjała zaufaniu i otwartości. To trudne, nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale obowiązek kształtowania psychiki młodego człowieka i nakierowywanie go ku odpowiedzialności spoczywa na nas i tylko na nas. Szkoła nie zastąpi i nie ma zastępować edukacji w domu. Ona ma być czynnikiem wspomagającym, uzupełniającym wiedzę, której rodzice mogą nie posiadać. Fundamentem jednak jest to, co wynosimy z domu.

Po drugie edukacja seksualna NIE JEST tym samym co seksualizacja. Edukacja seksualna nie nakierowuje na seks, nie namawia do seksu nieletnich. Edukacja seksualna informuje przez pryzmat różnych aspektów, ujmuje seksualność człowieka w kontekście kulturowym, społecznym, ale i biologicznym, bez ograniczania którejkolwiek z tych składowych.

To, jak ją pojmuję, pisałam już wcześniej, bo do tematu seksualności, jak widać, lubię powracać. Wyłuszczyłam to w tekście „Edukacja seksualna, głupcze”.  Zapoznajcie się z nim, proszę, pada tam sporo stwierdzeń, które są dopełnieniem treści przekazywanej teraz. Pozwolę sobie jednak przytoczyć z niego parę zdań mówiących o tym, czym jest DLA MNIE edukacja seksualna. A zatem ona:

  • akcentuje odpowiedzialne podejście do własnej płciowości i do drugiego człowieka
  • wpaja obowiązek traktowania drugiej osoby z szacunkiem, niezależnie od jej płci
  • łączy wymiar psychologiczny z cielesnym w takiej materii, jaką jest seks
  • uczy, że wchodząc w intymną relację z drugim człowiekiem, musisz liczyć się z konsekwencjami, nie tylko biologicznymi, ale też psychicznymi
  • przekazuje informacje o funkcjonowaniu organizmu kobiety i mężczyzny. Co to są dni płodne? Ile żyje komórka jajowa, a ile plemnik? Kiedy i jak dochodzi do zapłodnienia? Co wskazuje na to, że kobieta przechodzi owulację? Co to w ogóle jest owulacja? Jak funkcjonują hormony kobiety i mężczyzny
  • mówi, jak odpowiedzialnie i rozsądnie podchodzić do kontaktów płciowych
  • pokazuje formy stosowanych zabezpieczeń, wraz z informacją, dla kogo są wskazane
  • podaje dokładną i rzetelną informację o metodach naturalnych wraz z podaniem, CZEGO właściwie pozwalają się one dowiedzieć.
  • informuje o zagrożeniach związanych z kontaktami seksualnymi
  • wskazuje, kiedy mamy do czynienia z gwałtem i z molestowaniem seksualnym. Jak się nie broni, to nie znaczy, że tego chce.
  • pornografia – dlaczego patrzenie tylko przez jej pryzmat zniekształca zagadnienie seksu, płciowości i relacji kobiety i mężczyzny.
  • informuje, co zrobić, gdzie się zwrócić, jak się zachować, kiedy doszło go gwałtu lub molestowania. Gdzie szukać pomocy, na co można liczyć?

Wiecie, które z przytoczonych przeze mnie na początku notki zapytań najbardziej wprasowało mnie w podłoże? To o staniku. „Jak zasugerować mamie, że potrzebuję stanika, mam 11 i pół lat. Mój Boże. Chciałabym tak wychować moje córki, żeby zwyczajnie jedna z drugą przyszły do mnie i powiedziały prosto z mostu: „Mamo, źle się czuję w samej koszulce, chłopcy się ze mnie śmieją, wstydzę się. Czy kupisz mi stanik?”. Albo ja sama chciałabym mieć taką czujność i empatię, żeby powiedzieć: „Słuchaj, pojedziemy kupić ci stanik, myślę, że już najwyższy czas”. Rozumiecie? Chciałabym, żeby nie widziały nic niestosownego w tym, że o płciowości i zmianach zachodzących w ich organizmach rozmawiają ze swoją matką.

Dziewczynka w INTERNETACH szuka odpowiedzi na to, jak zapytać własną rodzicielkę o coś tak prostego i oczywistego. Jej matka jest pewnie gdzieś w moim wieku (a ja mam 38 lat). Chyba coś im się po drodze zagubiło. Czy nadal uważasz, że twoje dziecko nie potrzebuje edukacji seksualnej?

17 KOMENTARZE

  1. to jednak dzieje się ! Ja nie śnię ! Nie ogarniam tego ! Wydawało mi się, że mój rocznik był zacofany, a na zajęcia Przystosowanie do Życia w Rodzinie szłam z wypiekami na twarzy by się dowiedzieć o TYM coś…
    ja wiem, wiedzieć będą też moje dzieci ! Już ja tego dopilnuję. !
    Ale to przykre.

  2. zgadzam się z tekstem i założeniami, chciałam tylko na jedną rzecz zwrócić uwagę: zapytania w internecie wyglądają na głupie i sugerują ze ktoś nie zna się na organizmie ( 2 kreski brak okresu, ale może to nie ciąża???) ale sama jak zobaczyłam niespodziewanie 2 kreski to takie rzeczy wpisywałam do internetu – to było jak próba zaklinania rzeczywistości. Niby wszystko wiem, rozumiem ale co szkodzi zapytać dr. Googla? tak żeby nie zwariować czekając na wizytę u lekarza…

    ze stanikiem u 11 latki to widzę tu siebie w wieku 11 lat: rodzice od zawsze próbowali ze mną rozmawiać o ciele biologii itp a ja ZAWSZE (nawet w wieku 5 lat) czułam się tym zażenowana i mogli sobie robić cokolwiek ja nie chciałam od nich o tym słuchać choć podejście mieli zdrowe. W wieku 11 lat wiedziałam dokładnie o co chodzi z miesiączką, dojrzewaniem, seksem i metodami antykoncepcji ( skoro nie chciałam rozmawiać to zostałam wyposażona w odpowiednie książki) a mimo to 1 miesiączka była strasznym dramatem o którym nie chciałam żeby ktokolwiek się dowiedział. Podejrzewam że z sugerowaniem stanika chodzi o to żeby nie rozmawiać wprost – żeby się mama domyśliła, i myślę że jednak nie chodzi o zwykły stanik a o taki, hmm watowany, bo przecież nie push-up 🙂 żeby było widać piersi a nie żeby coś podtrzymywał 🙂

    • Spytać doktora googla nie zaszkodzi, sęk w tym, że gugiel jest traktowany jako wyrocznia, alfa i omega. Chodzi o ten model działania: zamiast pójść po test ciążowy, zapytam w internetach, czy mogę być w ciąży. Ten przykład z dwiema kreskami na teście jest nieco inny niż reszta, fakt.
      Rzecz też w tym – i to jest najważniejsze, i o to mi głównie chodziło – że młodzi ludzie walą do tego internetu dlaczego? Bo nigdzie indziej te informacje nie są im przekazywane. Ani w domu, ani w szkole. Nie mają żadnej bazy, na której mogliby się oprzeć, żeby zweryfikować jakość przekazywanych w sieci wieści, inaczej mówiąc, odsiać głupoty od nie-głupot. Nie umieją odsiać, bo nie mają wiedzy. Nie mają wiedzy, bo jej nigdzie nie dostają.

      • E, ja bym tak nie dramatyzowala, to roznica pokolen sie klania. Wprawdzie wiek 38 lat to jeszcze nie ucieczka grabarzowi spod lopaty… 🙂 Po pierwsze, net JEST pierwszym zrodlem informacji (kiedy tramwaj sie spoznia, dziecko sie drapie po tylku albo masz wredna tesciowa). Sama na tym zarabiasz, nie? Co nie znaczy, ze w drugim rzucie nie prosisz o rade psiapsiolki, tesciowej (pomijam przypadek nr 3) lub specjalisty. Kiedy sie odchudzalas, poszlas do dietetyka, czy poprzestalas na informacjach z netu i apce liczacej kalorie na komorce? 😀
        Po drugie – zaobserwuj kiedys, jakie glupoty wpisuje w wyszukiwarki nudzaca sie mlodziez, kiedy juz odbebnila zabawe w sloneczko oraz poogladala najnowsze filmiki X oraz poklikala wszystkie lajki.

        • Cały czas odbijamy, a tu nie o to się rozchodzi. Podkreślę jeszcze raz: bardzo boli mnie fakt, że poza netem młodzież nie dostaje NIGDZIE wiarygodnych i rzetelnych informacji na temat seksualności. Tak, niech sobie sprawdza, ja też wszystko sprawdzam, ale nie mają nic, co im pomoże odróżnić pierdołę od informacji wartościowej.

          • czy ja wiem? od strony wyszukiwarek tego nie widać, książek trochę jest, wystarczy poszukać w okolicy ramotki „o chłopcach dla chłopców”, pewnie jakąś część rodziców też można spytać – pytanie czy dzieciaki chcą z tego korzystać. Założenie że nigdzie nie ma rzetelnej informacji to chyba jednakowoż lekka przesada… pytanie czy dzieciaki chcą z tego korzystać, jednakowoż, pozostaje 🙂

            • Niby tak ALE tu wracamy do punktu wyjścia. Dzieciaki nie chcą pytac rodziców! Z różnych względów, wszystko jasne. Tylko chodzi o to, że relacja rodzic-dziecko i atmosfera w domu powinna byc taka, by ten dziec CHCIAŁ! Coś jest nie halo jeśli nie chce. Albo nie ma w nas autorytetu, albo czuje dystans, albo nie zostało ośmielone w tych tematach, albo nam nie ufa. Zgadzam się z Krusz – lipa po całości.

    • Podobnie ,,10 dni po terminie okresu test negatywny czy to mozliwe zeby wyszedl falszywy?” wcale mi się głupie nie wydaje. Straszne by było tylko, gdyby ktoś po sprawdzeniu odpowiedzi w internecie, nie poszedł z tym do lekarza.

      • Nie o to chodzi, czy to jest głupie. Chodzi o to, że jest brak wiedzy, by ktoś stwierdził: tak, to możliwe, żeby wyszedł fałszywie negatywny, bo… i tu następuje to bo.

        • Ech, przypomniał mi się wykład na temat jakiegoś procesu losowego i przykładem pokazującym, dlaczego może być niesymetryczny było rozpoznawanie płci dziecka przez USG, dlaczego wyniki fałszywie negatywne i fałszywie pozytywne występują z różną częstością dla wyników ,,dziewczynka” i ,,chłopiec” 🙂

  3. Czemu się dziwić, skoro rodzice „TO” uważają za wstydliwe, „TEGO” zresztą nie powinno się uczyć dzieci, a już na pewno, nie powinny nawet o „TYM” myśleć i brać się za naukę. Zresztą, „TO” powinno się robić tylko po ślubie, najlepiej przy zgaszonym świetle i tylko po to, żeby rodziły się dzieci. No i jak mam dziecku „TAKIE” rzeczy tłumaczyć, przecież to wstyd!
    A teraz na serio, to wydaje mi się, że sami mamy z tym problem, bo wstydzimy się własnych dzieci i wydaje nam się, że jak nie będziemy nawet o tym myśleć przy nich, to one nie będą się tym interesować. Kiedyś wystarczyło powiedzieć, że to grzech. Dziś to raczej nie przejdzie. A przecież pytania „skąd się biorą dzieci” Jeżeli zaś chodzi o internet, wujka Googla i ciotkę Wiki, to po prostu przyzwyczailiśmy się do ich „nieomylności” i szybkości działania, a zapewniam Was, że są już rozwiązania pozwalające spytać telefon o dowolną rzecz i otrzymać odpowiedź głosową. To dopiero będzie jazda! A skoro już o tym mowa, to na swoim blogu opisałem OXIDANE – wiecie że producenci dodają go do słoiczków z jedzeniem dla dzieci, a w dużych ilościach ta substancja może zabić?

  4. Ja „tak” miałam, jak przypadkiem trafiłam na forum, na którym nastolatki dzieliły się uwagami odnośnie brania pigułek antykoncepcyjnych. Stwierdzenia, że dla większej skuteczności należy brać jednocześnie pigułki z różnych serii były na porządku dziennym, albo takie żeby po stosunku ukraść matce pigułki i zacząć brać, albo iść do weterynarza i wziąć pigułki „dla kotka”. To nie tylko problem wychowania seksualnego – jak nisko upadł poziom nauczania biologii, że dzieciaki nie rozumieją czym jest hormon i pigułka hormonalna? Jak do tego dodać, że ginekolog nie może przyjąć niepełnoletniej dziewczyny bez rodzica to mamy pięknie, ach pięknie.

  5. Uważam, że moje dziecko potrzebuje MĄDREJ edukacji seksualnej. Pojmuję ją dokładnie tak samo jak Ty. I boli mnie to, że w szkole z niczym takim się nie spotkamy. Od siebie dodam, że edukacja seksualna jest teraz przedmiotem bardzo okrzyczanym i zakrzyczanym, a kompletnie nie przemyślanym. Nauczyciel uczący tego przedmiotu sam powinien być dobrze wyedukowany. Powinien mieć plan nauczania. Wiedzieć CZEGO ma uczyć, a nie improwizować na tematy, które JEMU wydają się właściwe.

    No i przede wszystkim to co powiedziałaś – edukacja seksualna zaczyna się w domu. U mnie w domu nie było żadnych barier i tematów tabu. Do tego stopnia, że dokształcałam swoje koleżanki, a jedną, (2 lata młodszą) nawet wyprowadziłam z błędu, bo ich wiejska nauczycielka edukacji seksualnej źle im powiedziała jak zakładać prezerwatywę…

  6. Szczęście lub nieszczęście, moja mama jest kobietą bardzo otwartą, istny erotoman gawędziarz. Zawsze wszystko wiedziałam przed koleżankami a gdy miałam pierwszego poważnego chłopaka, poszła ze mną do lekarza po pigułki.

      • Ja też bym chciała taka być… Póki co jest ok, budowę anatomiczną maja rozpracowaną – młody (3 lata) wołał do mnie dziś z łazienki „Mamaaaa, jak się nazywają te kuleczki w siusiaczku bo zapomniałem?”… :). O miesiączce rozmawiałyśmy, przyjęła, ale zupełnie nie wraca do tematu, widac póki co wystarczyło. Ostatnio pytała dlaczego ona z bratem albo z mamą się nie zjadają (zobaczyła w tv pocałunek). Z tym wszystkim sobie radę, z całą resztą tematów też dam radę, sama biologia, to jest dla mnie łatwiejsze niż objaśniania kwestii teologicznych :). Ale mam jeden problem – kiedy jest właściwy moment, żeby dziecku – tu akurat córce – powiedzieć jak to się technicznie odbywa ? Chciałabym zdążyć zanim w szkole ktoś jej powie o „ruch..niu”, pokaże gest palcami albo – o czym naset nie chcę myśleć – pokaże porno na telefonie.. Dziżas… Tak przy okazji, znajoma nauczycielka ostatnio opowiadała, ze w jej szkole, jedna z szesciolatek dostała telefon po jakimś wójku. Niestety nie wyczyszczony z różnych niespodzianek, np. z twardego porno. Oglądały to z koleżanką kilka razy.. 6-latki.. Nauczycielka zauważyła, ze dziwnie się zachowują, są poddenerwowane,rozbite, płaczliwe i tak się wydało. Dzieci wylądowały u psychologa, nie wiem co taki psycholog tu może poradzić, moim zdaniem to im zostanie w głowie na całe życie. Ja pamiętam jak mająć jakieś 6-7 lat znalazłamw domu jakąś gazetkę upchniętą miedzy ksiażkami i otworzyłam, zupełnie nie kumałam o co chodzi, mama mi to po minucie zabrała, ale mam ten obrazek przed oczami do dziś.
        Jak dzieci przed tym uchronić. Kiedy o czym mówić ? Kiedyś umówiłl się, ze wtedy kiedy dziecko pyta – a ja boję się, ze oni się dowie nie ode mnie zanim zdaży zapytać :/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here