Push up Bourjois to nie stanik na rzęsy.

6
2191

Matko, tak się śmiałam z niemocy twórczej, z taką ironią patrzyłam na kogoś, kto pisał „ach, nie wiem, co napisać i cierpię z tego powodu”, a teraz sama podchodzę jak pies do jeża i to do czego? Do recenzji maskary Bourjois. Wiecie, rozumiecie, to nie jest tekst o in vitro, to nie jest jeszcze jedna podróż walcem przez aborcję, eutanazję i posyłanie sześciolatków do szkół, to zwykła recenzja maskary. Niezwykłej maskary, to fakt, ale nadal bez dylematów moralnych.

Dobra, Kruszyzno, padłaś, powstań, łapy na klawiaturę i zasuwasz. O maskarze ma być, a konkretnie o Volume Glamour, a jeszcze konkretniej o jej wersji Push Up. Lubię wszystko, co ma push up z racji tego, że natura zostawiła szerokie pole do popisu korektorskiego w tej właśnie materii. Choć z drugiej strony trudno korygować coś, czego nie ma, także ten. Zostawmy to. Natura oszczędziła na biuście, poszła w rzęsy, mogę je podkreślać do upojenia, co niniejszym czynię. Maskara Bourjois Volume Glamour Push Up świetnie się do tego nadaje.

Z uporem maniaka będę powtarzać, że Bourjois to najlepsze, co mnie spotkało, jeśli chodzi o maskary. Push up znakomicie podkreśla rzęsy, pogrubia i wydłuża. Daje naprawdę spektakularny efekt, który na dodatek utrzymuje się przez cały dzień bez osypywania się lub czegoś w tym guście.

Nie jest wodoodporna, ale traktuję to jako zaletę – wodoodpornych nie używam, nie mam cierpliwości do zmywania. Szczoteczka jest klasyczna, czyli „włosiasta”, nie zaś silikonowa. Tuszu nabiera się akuratna ilość, nie za dużo, nie za mało, a nakładanie jest precyzyjne i proste dzięki odpowiednio długiej „rączce”.

Jakieś wady? Szczoteczka jest dość – hmm, jakby to określić? – nieprzyjemna w użyciu. Coś podobnego jest w przypadku maskary Avon Infinitize, o której kiedyś pisałam. Jakby kłująca. Trzeba też uważać przy nakładaniu, bo dość łatwo może skleić rzęsy i zostawić grudki. Na tym polu wypada gorzej niż jej starsza siostra klasyczna Volume Glamour.

Czy polecam? Polecam. Pomimo jej wad polecam. Znakomicie broni się efektem, a to liczy się najbardziej.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

6 KOMENTARZE

  1. Ja tam sie nie moge przyzwyczaic do nowej ortografii, „mascara” czytam normalnie, „maskara” to zawsze „masakra”, heh. Skrzywila mnie ta zagranica, „My babki” to „majbabki” 😉 Push-up tez mi sie zawsze kojarzy z biustonoszem. „Skojarzenia to przeklenstwo”, ze tak zacytuje klasyka.
    BTW, Krusz, jak piszesz o swoim mikro-biuscie, to kojarzy mi sie clip Pink, z „push-up emergency” pod pacha 🙂 Fajny pomysl…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here