Powiem wam szczerze, mam od lat chyba trzech, ale nie doceniałam i nie rozumiałam całej idei konta na Instagramie. Coś tam wrzuciłam parę razy, szału nie było, dupy nie urywało i byłoby pewnie zdechło śmiercią naturalną, gdyby któregoś dnia Asiek należąca do grupy Wroclovers nie powiedziała po prostu „Krusz, a weź ty odśwież ten swój Instagram”. To i zaczęłam odświeżać. Wielce sobie cenię sugestie Asiek, bo lat temu ileś powiedziała mi „Krusz, załóż bloga” i wiadomo, co z tego wyszło :-]

Powiem wam, że nie taki Instagram straszny, jak go malują, ale od czasu do czasu napotykam się na wypowiedzi bardzo podobne do moich własnych sprzed trzech lat. Konto jest, coś tam wrzucone też jest, ale nie za bardzo wiadomo, co wrzucać, po co wrzucać i czego oczekiwać. Ponieważ u mnie raduje się serce, raduje się dusza, kiedy Kruszyzna na swe Insta rusza, postanowiłam podzielić się tym, co mi ta cała zabawa dała i czego po Instagramie można się spodziewać.

Powód pierwszy – kawałek świata na wyciągnięcie ręki.

Obserwuję profile bardzo różnych osób, które mieszkają od Argentyny po Filipiny i łączy je to, że dokumentują swoją okolicę. Robią świetne fotki i dzięki nim mogę zaglądnąć w miejsca, których prawdopodobnie nigdy nie odwiedzę. Jasne, że można sobie to i owo wyguglać, ale co innego fotka z oferty biura podróży, a co innego dany rejon „przefiltrowany” przez subiektywne spojrzenie jego mieszkańca. Mój Wrocław też inaczej wygląda niż Wrocław z przewodnika turystycznego.

Chorwacja, lipiec 2014 – wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego profilu na Instagramie.

Powód drugi – fotoreportaże, ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie.

Ten typ fotografii pociąga mnie najbardziej. Uchwycone w locie i przypadkiem osoby, sytuacje, twarze, miejsca. Niekoniecznie piękne, często nawet odrażające, ale mnie to autentycznie kręci. Takie nowoczesne wydanie turpizmu. Oczywiście na piękno też znajdzie się miejsce. Obserwuję kilka osób, które zdjęciami opowiadają swoje miejskie historie. Piękna sprawa!

W drodze do domu z pracy. 2013 rok.

Powód trzeci – ludzie mówią o sobie zdjęciami

To niekoniecznie oznacza wrzucanie zdjęć swojego obiadu, kawy lub stóp (te stopy to jakaś mania instagramowa, zaraźliwa jak cholera, przenosi się przez kliknięcia czy coś). Niekoniecznie też chodzi o zdjęciowe info w stylu „Jestem w butiku Diora, przymierzam kieckę”. Rzecz w tym, że ktoś poprzez zdjęcia nakreśla swój świat i ciekawie jest w ten świat zajrzeć. Myślę sobie wtedy, że za niebanalnymi zdjęciami codzienności musi stać ciekawy człowiek.

Przylądek Rozewie, 2013 rok.

Powód czwarty – zobaczyć, co ma miasto pod sukienką

Niby wiem, gdzie mieszkam, prawda? Codziennie ocieram się o te same mury, wdeptuję w te same kałuże, tą samą drogę pokonuję z dziećmi do przedszkola i z powrotem, a przystanki tramwajowe znam na pamięć od pętli do centrum. Jednak mam możliwość zobaczyć moje miasto oczami innych jego mieszkańców i… nie poznaję własnego grajdołu! Ktoś dostrzegł coś, co mi umykało, ktoś zwrócił uwagę na coś, co mnie wydawało się banalne, ktoś inaczej uwiecznił coś, na co ja machnęłam ręką i wycisnął z rzeczywistości coś niesamowitego. Na dobrą sprawę nie znałam własnego miasta.

Worldwide Instameet, Wrocław, marzec 2015 rok.

Powód piąty – mobilizacja, by dostrzegać więcej i mieć oczy otwarte

Zupełnie serio powiem, że gdyby nie Instagram i grono ludzi zarażonych pozytywną pasją, wiele pięknych chwil i sytuacji przeszłoby mi mimo oczu. Nie przyszłoby mi do głowy, by to uwiecznić po tym, jak zarejestrowałam zdarzenie wzrokiem. Taki wewnętrzny imperatyw jest jednocześnie męczący i mobilizujący, trąci przymusem, ale jest twórczy.

Niedaleko Warszawy, luty 2015 rok.

Zwyczajnie zaczęłam dostrzegać więcej, patrzę na coś i w mojej głowie układam kadr. Chore? Pozytywnie chore :-]

Instagram to dla mnie taka obrazkowa wymiana myśli. Nie jest przedłużeniem czy uzupełnieniem moich blogów, a część osób mnie obserwujących nie mówi po polsku, nie mówiąc o tym, że nie ma pojęcia o istnieniu tego mojego blogowego poletka. Wymieniamy jednak myśli i uczucia poprzez obrazy. I to jest świetne. 🙂

Tekst przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

5 KOMENTARZE

  1. Instagram polecam każdemu, bo to jedna z najlepszych aplikacji jaka ujrzała światło dzienne 😉 Pod tym co Krusz napisałaś podpisuję się wszystkimi mackami, dodam jeszcze, że instagram wyrabia ręke i oko. Oczywiście są tró fotograficy, którzy nie zhańbią się poczynieniem zdjęcia telefonem, ale jeśli wkręcisz się w instagram i będziesz robić dziennie te kilka czy kilkanaście zdjęć (uśredniając), to nie ma bata, to będą coraz lepsze zdjęcia 😉

    Polecam bardzo te profile, jeśli jeszcze tam nie zaglądałaś, to powinno Ci się Krusz spodobać:
    https://instagram.com/photoman777777/
    https://instagram.com/breathofindustry
    https://instagram.com/floretka
    https://instagram.com/mustafaseven

    Ten ostatni pan jest szczególnie interesujący, to fotografik turecki, który ma na koncie milion followersów. W miliony to zwykle idą obserwujący profile różnych filmowych bądź estradowych gwiazdek, więc gość naprawdę ma talent przez duże T.

  2. (oops, chyba się komentarz nie dodał, więc jeszcze raz:)

    a propos gości z USA fotografujących opuszczone miejsca, tego pana znasz? http://iconosquare.com/viewer.php#/user/2001065/

    Ten pan fajnie Berlin pokazuje: http://iconosquare.com/viewer.php#/user/370080/

    Ten profil lubię za całokształt http://iconosquare.com/viewer.php#/user/917551/

    Funkyspiona pewnie kojarzysz, ale na wszelki wypadek http://iconosquare.com/viewer.php#/user/4197129/

    Ta laska wbija w różne ciekawskie miejsca http://iconosquare.com/viewer.php#/user/8868325/
    i ta także http://iconosquare.com/viewer.php#/user/319618898/
    Ogólnie sprawdź rosyjskie konta insta, mam wrażenie że może Ci się spodobać 😉
    http://iconosquare.com/viewer.php#/user/197161569/