Avène Cleanance Hydra – schizo takie trochę mam

0
2112

Któż nie zna marki Avène! Wszyscy Avène znają i zazwyczaj kochają. Ja, przyznaję szczerze, znam słabawo, ale to i tamto w łapska mi raz i drugi wpadło, z reguły zadowolenie wywołując. Avène ma produkty drogie, ale i dobre, wiadomo, za co się płaci.

Przyfrunął więc do mnie krem do mycia twarzy Cleanance Hydra, który – jak głosi wieść na opakowaniu – nie zawiera mydła, jest łagodzący i przeznaczony do skóry suchej i podrażnionej z racji zabiegów leczniczych. „To dla mnie!” – pomyślałam. Zabiegów leczniczych co prawda nie uświadczyłam, ale skórę problematyczną stwierdzić można ponad wszelką wątpliwość, bo nic tak nie utrudnia życia i nie wpienia jak tłusta skóra skłonna do wysuszania i podrażnień. No tak, tłusta skóra robi takie niespodzianki, a jakże.

Dysponuję próbką o pojemności 10 ml, co starczyło na kilka aplikacji.

I co? I ogólnie szał w gaciach z jednym małym ale. No dobra, ale nie jest takie małe. Krem myjący bardzo ładnie pachnie (pierdoła niby, ale ma znaczenie), bardzo dobrze zmywa zanieczyszczenia, jest też delikatny, jest też wydajne (co przy jego cenie ma znaczenie, rym-cym-cym).

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że skóra po użyciu jest mocno ściągnięta. Normalnie jakby jakiś niewprawny chałturnik przesadził z liftingiem. Nie wiem, czy lanie się należy kosmetykowi czy też nabroiła woda. Wodę ponoć mamy zasadową (to kiepsko), ale zdatną do picia prosto z kranu (to dobrze). Twarda też jest, nie ulega wątpliwości. Pojawia się pewien dyskomfort, bo jeśli krem myjący, który „oczyszcza i chroni skórę przetłuszczoną i podrażnioną leczniczą kuracją przeciwtrądzikową”, jednocześnie tę skórę bardzo ściąga, to… to ja nie wiem, co mam myśleć. Nie wiem, czy warto wydać prawie 40 zł na 200 ml Cleanance Hydra.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here