Z rodzicielstwem jest tak jak z małżeństwem. Mówi się, że po siedmiu latach małżeństwa przychodzi kryzys. W rzeczywistości małżeństwo to pasmo kryzysów z przebłyskami nirwany, to nieustanne ścieranie się charakterów i jeśli ktoś myśli, że zaliczy ogólnie pojęty zen, bo mieszka pod jednym dachem z osobą, którą świadomie wybrał, będąc w pełni władz umysłowych, to się boleśnie rozczaruje. Małżeństwo rodziło, rodzi i będzie rodzić nie tylko dzieci, ale i konflikty. Cały wic polega na tym, jak do tych konfliktów się podchodzi, czy umie się je przezwyciężać i czy w przezwyciężaniu obu stronom przyświeca ten sam cel.

Dokładnie tak samo jest z wychowywaniem potomstwa. Jeśli ktoś myślał, że po kilkunastu latach spokojnego życia czeka go bunt nastoletniego dziecka, to się gorzko rozczaruje. Dobra, zapewne słyszał o buncie dwulatka, ale bardziej traktuje to jako klechdę domową niż sytuację interpretowaną w kategorii faktu. Mówiąc prościej, zlewa temat, myśli, że po tym buncie, co on go właśnie przeżył, dalej ma z bańki, a czeka go jakieś dziesięć lat spokoju, po czym… no właśnie zmierza się z buntem czterolatka.

Czterolatek potrafi się zbuntować jak jasna cholera. Na bogate doświadczenie dwulatka nakładają się nowe umiejętności, przez co zyskujemy mieszankę, która wybuchowością zawstydza nitroglicerynę użytą jako wypełnienie marakasów. Na co powinieneś być przygotowany? Lecim.

Czterolatek wie lepiej, wie więcej, wie wszystko. Cokolwiek powiesz, on odpowie „nieplawda! Wcale tak nie było!” i nie ma sensu upierać się przy tym, że jednak było. Ocalisz życie i cenne nerwy, jeśli zgodzisz się, że nie było (choć było), a czterolatek i tak za pięć minut nie będzie pamiętał, o czym była mowa. Czterolatek nawet jeśli o coś pyta, robi to po to, by po zapoznaniu się z twoim zdaniem, oznajmić, że on wie lepiej. I nie ma znaczenia, czy pyta o styl życia uchatek kalifornijskich, czy zasadę działania zegarka.

Czterolatek przede wszystkim pyta i jego pytania zmuszają cię do przedefiniowania na nowo ojczystego języka, którym władasz lat -dziesiąt, ale nigdy jeszcze nie władałeś tak świadomie. O nie, żadnych forów. Czterolatek zapyta na przykład:

– Mamo, a co to znaczy „jeżeli”?

I weź mu, kufa, tłumacz. Jeśli nie „jeżeli”, to zapyta, co to znaczy „ponad”. Właściwie to powinieneś zawczasu nastawić się na dialogi w stylu:

– Tato, a co to znacy „za tydzień”?

– To znaczy za siedem dni. Poniedziałek, wtorek, środa…

– Ale nieeeeee! Ja pytam, co znacy „za tydzień”!

– No, poniedziałek, wto..

– ALE NIEEEEE!!! ZA TYDZIEŃ!!!!

– Za tydzień to znaczy za siedem dni.

– Nieplawda! Za tydzień to nie jest za siedem dni!

I tak możemy do upojenia. Nawet jeśli zabłyśniesz wiedzą, wiedz, że czterolatek zabłyśnie bardziej.

Czterolatek jest już bardzo świadomym trendsetterem i ze znajomością tajników mody mu nie podskoczysz. Jak mówi ci, że króliczek na majtkach ma być z przodu, to choćby miał być z tyłu tak bardzo, że już bardziej się nie da, to i tak założony będzie tyłem na przód i kropka. Czterolatek wykazuje dość luźne podejście do ubioru jako takiego i z hipsterską nonszalancją ostentacyjnie będzie paradował w założonym na lewą stronę wszystkim, co się da. Jakby dało się tak zrobić z butami, to miałbyś to jak w banku.

Jak u każdego hipstera każda część odzieży jest precyzyjnie przemyślana, dzięki czemu poranne zbieranie się do przedszkola można przypłacić zawałem i aż dziwne, że do tej pory to nie nastało. Pewnie zbieramy kumulację na podstawówkę. Młode nie odpuści i jak mówi, że założy różowe rajty, to znajdziesz te różowe, kufa, rajty, choćbyś je miał wydrzeć pralce z gardzieli, do tego weźmiesz bluzeczkę z tym cholernym Cliffordem, bo z kucykiem być nie może, a na koniec ostatkiem sił wytłumaczysz, dlaczego nie sandałki i koronnym argumentem, jak się okaże, nie będzie „bo jest minus dziesięć„, tylko że buciki z kwiatuszkiem zakładamy tylko latem, zimą nie pasują. W ogóle obczaj sobie nietypowe tłumaczenia już wcześniej, będzie prościej.

Czterolatek potrafi być niezwykle przekonujący, gdy przychodzi do symulowania oznak choroby. Rano informuje cię, że boli brzuszek i robi to tak sugestywnie, że podejrzewasz wyrostek i łamiesz się, czy nie dzwonić po karetkę. Zostawiasz delikwenta w domu i informujesz, że nie pójdzie do przedszkola, po czym momentalnie następuje cudowne ozdrowienie, a cała gra miała na celu zarezerwowanie sobie nieskrępowanego dostępu do tabletu (bo konkurencja nie wpadła na to, żeby zachorować i karnie poszła do przedszkola).

Czterolatek usilnie będzie testował wyznaczane mu granice, dlatego teraz zostawiamy śmichy-chichy i mówimy bardzo poważnie. Jasne i mądre wyznaczenie granic, a potem konsekwentne się ich trzymanie to najważniejsze zadanie rodzica na tym etapie rozwoju dziecka. Jeśli ustalimy, że czegoś nie wolno, to nie może to funkcjonować na zasadzie „dzisiaj wyjątkowo wolno, a potem już nie” albo „u mamusi nie wolno, ale u tatusia to już spoko wodza”. Jako rodzice jesteśmy dla czterolatka punktem odniesienia, papierkiem lakmusowym. Jeśli w tych samych sytuacjach będziemy dawali różne wyniki, żadnych racjonalnych wniosków nie będzie się dało z doświadczenia wyciągnąć. Jasne, jesteśmy ludźmi, kto nigdy się nie pomylił, niech pierwszy rzuci kamieniem, błądzimy jak każdy, ale konsekwencja działań jest ważna w każdej dziedzinie życia.

Cztery lata to etap, kiedy bardzo ważne staje się kształtowanie nawyków higienicznych. Tłuczemy do łba z uporem maniaka, że po skorzystaniu z toalety myjemy rączki i zawsze spuszczamy po sobie wodę, że myjemy zęby rano i wieczorem. To jest ważne nie tylko dla nas, ale dla społeczeństwa w ogóle. W grupie przedszkolnej, gdzie prawie 30 osób korzysta z tego samego kibla, odpowiednio wpojone zasady higieny są na wagę złota – przekłada się to na mniejszą zachorowalność. Ano tak.

„Ale mamooooooo” albo „ale dlaczegooooooo” lub też „ale mogęęęęęę” to ulubione powiedzenia czterolatka. Weźmy na przykład kwestię dostępności narzędzi ostrych, powiedzmy noża.

– A mogę to zabrać?

– Nie, nie możesz.

– Ale dlaczego?

– Bo to niebezpieczne.

– Ale dlaczego?

– Bo możesz się skaleczyć.

– Ale dlaczego?

– Bo jak weźmiesz nóż, a kroić nie umiesz, to utniesz sobie paluszki.

– Ale dlaczego?

– Bo nóż ci po tych paluszkach zjedzie. Rozumiesz?

– Tak. Ale mogęęęęęę?

Czy byłeś nie dość przekonujący? O nie, po prostu rozmawiasz z czterolatkiem.

Czterolatek potrafi konfabulować i kreować alternatywną rzeczywistość, która do złudzenia przypomina świat, w którym żyjesz. I nawet dziecku wierzysz, a wtedy nagle wymyka mu się coś, co stawia sprawę w zupełnie innym świetle.

– Mamo, a wies, a myśmy dzisiaj wysli na dwól w samych kapciuskach! – oznajmiła mi radośnie Maria, kiedy odbierałam ją z przedszkola.

Około zera i pośniegowa breja.

– Ale jak to w kapciuszkach? Pani wypuściła was na dwór w kapciuszkach?

– No tak!

– I nie przebieraliście bucików?!

– Nie!

– Super. To co robiliście na dworze w kapciuszkach? – zapytałam, obmyślając jednocześnie odpowiednio wyrafinowane tortury, którym poddam wychowawczynię.

– No, goniliśmy małe kotki i małe pieski. A potem nadleciały smoki.

Oczywiście nie było żadnego wychodzenia w kapciuszkach, wychowawczyni jest normalna i oprócz tego jest aniołem cierpliwości. W pierwszym odruchu jednakowoż uwierzyłam.

Czterolatek jest niezwykle ruchliwy i właściwie jak nie biega, to skacze, jak nie skacze, to kica, jak nie kica, to się wspina, jak się nie wspina, to właśnie zaczął biegać i tak w kółko. Uwielbia bawić się w „a kuku”, co polega na tym, że wybiega naprzód, chowa się, a następnie wyskakuje i krzyczy „a kuku”. Wybiega znienacka na ulicę, wskakuje do rowu i robi wszystko, żebyś natychmiast wziął i osiwiał.

Spokojnie, zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei. Cała zabawa trwa krócej niż bunt dwulatka i młodzież w wieku lat pięciu jest już zorganizowana i przezorna, uczesana i bezpieczna. Masz chwilę oddechu przed etapem rozkapryszonego i mądrzącego się sześciolatka.

Nie zapominajmy, że oprócz tego, że czterolatki są upierdliwe w obsłudze, jednocześnie są twórcze i oryginalne, mają pasje i entuzjastycznie odkrywają świat. Codziennie szokują cię bezmiarem swojej wyobraźni, są nieprzewidywalne, ale przez to po prostu fascynujące. Widzisz, jak twoje dziecko się rozwija, jak zdobywa kolejne umiejętności, zaskakuje cię nimi, bo nie podejrzewałeś nawet, że potrafi to, co potrafi. Zdumiewasz się inteligencją, trafnością pytań i spostrzegawczością, rozwój umysłowy jest naprawdę zadziwiający. Czterolatek to niezły poligon doświadczalny, ale i kapitalny okres. Celebrujemy. Do bólu, ale celebrujemy 😉