O jakże się cieszę, że już za chwileczkę, już za momencik rozpocznie się we Wrocławiu rekrutacja do przedszkoli i szkół podstawowych na rok szkolny 2015/2016. Nie no, bez kitu, zero sarkazmu, proszę mi tu nie grzebać między literkami :-] Mam konkretny, autentyczny zaciesz i zaraz wam wyłuszczę z jakiego powodu. Tak, jestem trzeźwa, tak, niczego nie jaram, tak, jestem w pełni władz umysłowych i nic ostatnio nie spadło mi na głowę poza pewną ilością dodatkowych problemów, które zresztą momentalnie z łepetyny przerzuciłam na klatę. Radość moja wynika po pierwsze obowiązujących w tym roku kryteriów rekrutacyjnych, po drugie ze szkoły jako budynku.

Tegoroczną rekrutację do podstawówek sponsoruje słowo „rejonizacja”. Ono sponsorowało ją już wcześniej, ale wtedy nie byliśmy jeszcze na etapie podstawówkowym, więc się nie liczyło. Słowo „rejonizacja” wielce subiektywnie będę wielbić i stawiać mu ołtarzyk, bo to oznacza, że po raz pierwszy od kilku lat nie będziemy mieli (najprawdopodobniej, tfu, tfu, trzy razy przez lewe ramię) żadnych problemów z dostaniem się do placówki, którą wskazujemy jako tę pierwszego wyboru. Placówka owa znajduje się rzut beretem od naszego bloku, praktycznie w kapciach można tam iść i przez płot. Rejonizacja oznacza, że pierwszeństwo w trakcie naboru mają dzieci z okolic podległych danej podstawówce, a my podlegamy tak bardzo, że już bardziej się nie da.

Zonk lekki zaliczyłam przy pierworodnej, która jako rocznik 2008 w tamtym roku otrzymała odroczenie od obowiązku szkolnego w wieku lat sześciu, dzięki czemu idzie teraz do pierwszej klasy jako siedmiolatka. O bojach i przebojach z odraczaniem już pisałam, a gdyby komuś nie chciało się zerkać, uprzejmie nadmieniam, że nie wiązało się to u mnie z żadnym wciskaniem kitów i bajerów w poradni pedagogicznej, wręcz przeciwnie, zanim w ogóle się odezwałam, pracownica poradni sama się do mnie zwróciła z tekstem, że warto dziecko odroczyć, bo to, to, to i jeszcze tamto. Full legal, że tak rzeknę.

Z czym ten zonk. Ano nie zdziwcie się, jeśli się okaże, że waszego dziecka na liście rejonowej nie ma. System rekrutacyjny ma swoje zady i walety, bywa więc tak, że się nam odroczony dzieciak dematerializuje. Amba wszamała. Spokojna wasza rozczochrana, nawet jeśli nie ma, to nie oznacza, że będą problemy z rekrutacją elektroniczną, a nawet jeśli będą, to z hasłem, które się otrzymuje w przedszkolu, trzeba się przespacerować do rejonowej podstawówki i tam nas zrekrutują, że tak powiem, analogowo. Tak mi powiedzieli, powtarzam wiernie.

No dobra, o o tych kryteriach rekrutacyjnych bliżej, bo już mi odnóża do oberasa startują. Idzie nowe, proszę ja was, co dla dzieciorobów takich jak ja oznacza, że przy okazji lepsze. Za wielodzietność rozumianą jako posiadanie trójki lub więcej pogłowia otrzymujemy w tym roku 200 punktów, czyli tyle samo, ile matki samotnie wychowujące dzieci (o ho, ho!), niepełnosprawni (oł jes!) oraz rodziny zastępcze (bingo!). Jest to nieprawdopodobny postęp, przewrót wręcz kopernikański, gdyż albowiem jeszcze dwa lata temu za posiadanie rodzeństwa dostawało się punktów 2 (słownie: DWA) na tysiąc możliwych. Najs. Dodatkowe punkty idą za nami wtedy, kiedy do danej placówki wysyłamy więcej niż jedno nasze potomstwo lub też jedno już tam jest, a dosyłamy drugie.

Rozumiecie mą radość? Rejon to raz – pierwszeństwo, dziecioróbstwo to dwa, a po trzecie wszystkie trzy idą do tej samej placówki, dwie do grupy przedszkolnej przy szkole (zerówka), jedna do pierwszej klasy. To jest prawdziwa punktowa kumulacja jak w totolotku. Nie może nie wyjść!

Wy wiecie, jaki to kamień z serca? Wiecie, jak się czuję, kiedy wspomnę płacz i zgrzytanie zębów towarzyszące mi co roku podczas rekrutacji, jak wspomnę to pasmo klęsk i upokorzeń zakończone jednym pyrrusowym zwycięstwem i umieszczeniem dzieci w przedszkolu szóstego, murwa, wyboru, do którego teraz doginam 15 km w jedną stronę i grzęznę w korkach? Magiczne słowo „rejonizacja” oznacza dla mnie miesięczną oszczędność na paliwie w wysokości 450 zł! No weź i nie doceń!

Od następnego roku wchodzi obowiązek przedszkolny dla czterolatków, w związku z tym gdyby ktoś chciał swojego czterolatka umieścić w przedszkolu od września 2015 (choć nie musi), to dostaje dodatkowych 100 punktów, bo przedszkola są teraz bardzo na czterolatków otwarte, podczas gdy jeszcze trzy lata temu przyjmowały wyłącznie po postraszeniu telewizją, radiem i czymś tam w ogóle. Myślicie, że nie przerabiałam? Jak pomyślę, że gdyby dzieciak był trzy lata młodszy, dostałby się z pocałowaniem ręki, to lekko mnie krew zalewa, ale cieszę się, że inni będą mieli łatwiej. Niech mają, w tym kraju i tak jest wiecznie pod górę.

Zmieniła się też we Wrocławiu definicja matki samotnie wychowującej dzieci (uprośćmy i powiedzmy, że matki). Wcześniej za taką uważało się osobę, której partner:

  • nie żyje (i możemy pokazać akt zgonu)
  • siedzi w pierdlu (i też jakoś tam można to wykazać)
  • został pozbawiony praw rodzicielskich (j.w.)

System ten bardzo przejrzysty dawał soczystego kopniaka wszystkim rozwiedzionym, w separacji oraz tym związkom, które związkami nie są, ale partner prawa rodzicielskie ma, choć być może dzieciaka na oczy nie widział. Wedle tej klasyfikacji te osoby samotne nie były. Teraz więc są, a dołączają do nich wszyscy żyjący w związkach nieformalnych. Mi to lotto, bo ta rejonizacja, pamiętacie, ale w przypadku przedszkoli boska rejonizacja nie obowiązuje, spodziewać się więc można lawinowego przyrostu samotnych matek. Gdyby więc ktoś chciał się rozwieść, żeby mieć większe szanse na miejsce w przedszkolu, to szanse, owszem, są.

No dobrze, tekst długawy się robi, połowa zasnęła, to co z tym budynkiem? Otóż wydaje się on – uwaga, uwaga! – przystosowany do potrzeb sześcio- i pięciolatków! Byłam na drzwiach otwartych, kazałam się zaprowadzić do świetlicy jednej i drugiej, do stołówki, obskoczyłam korytarze i wszystko to kazało mi się nastawić optymistycznie.

szkola_korytarzKorytarz szkolny

Dwie fajne, duże świetlice, dobrze wyposażone. Pięciolatki (czyli zerówkowicze) oddzielone od dzieci starszych, ale blisko, co pozwoli mi bezkolizyjnie odbierać całą zgraję. Klasy zerówkowe wyglądają dokładnie tak jak przedszkolne, są kolorowe, nie ma ławek, tylko stoliki jak w przedszkolu. Stoliki niskie, krzesełka też. Stwierdziłam obecność zabawek, a z sal można wyjść na ogrodzony i odizolowany od reszty szkoły plac zabaw. Bardzo dobrze wyposażony.

szkola_zerowkaSala zerówkowa z „mojej” podstawówce

Jasne, że robię w gacie, kto nie robi, jasne, że elementarz ministerialny jest, jaki jest, jasne, że – no niestety – będziemy doginać na dwie zmiany, jasne, że będą problemy, ale po pierwsze mam bardzo blisko, po drugie jest świetlica do 17.00, po trzecie pracuję w domu, problemu z odprowadzaniem na drugą zmianę więc nie będzie, a i pies się ucieszy, bo odnóżami pomacha, po czwarte ta oszczędność na paliwie, po piąte idę po wino. No kuźwa, cieszę się, że raz w życiu z rekrutacją będę miała z bańki. Tak mi dopomóż Bóg!

PODOBNE NOTKI

49 KOMENTARZE

  1. gratuluje,sama bym sie cieszyła.a moze w ramach tej radosci opiszesz jak wyglada tzw.deklaracja o kontynuowaniuwychowania przedzkolnego?to teraz bardzo na czasie9u nas do konca tego tyg.0 niech inni się tez uciesza,jesli maja z czego.

  2. Pozazdrościć.
    Niestety uważam, że to wyjątek potwierdzający regułę. W mojej okolicy przedszkola max do 16, a zakłady pracy do 17. O szkole boję się myśleć.

    • Jeszcze w tamtym roku większość szkół była nieprzygotowana na przyjęcie sześciolatków. Jak jest w tym – nie wiem. Ja się cieszę zupełnie bezczelnie i egoistycznie, że moja rejonowa akurat jest przystosowana (a przynajmniej na taką wygląda), bo jak wspomnę, ile nerwów co roku kosztowała mnie rekrutacja, to mi się to, kurde, moralnie należy 😉
      Godziny otwarcia przedszkoli zależą od danej placówki. To, do którego wożę dzieci, czynne jest od 6.30 do 17.30, ale jest na wielkim osiedlu i to może mieć znaczenie.

  3. Rekrutacja do szkoły podstawowej rejonowej to w ogóle jest pikuś. Bo nawet jak się nie zrekrutujesz w ogóle i przyjdziesz 1 września to Ci dziecko muszą przyjąć. Bo obowiązek szkolny jest i w rejonówce miejsce musi się znaleźć. Oczywiście z przedszkolami i „oddziałami przedszkolnymi” (bo tak teraz prawidłowo nazywa się niegdysiejsza zerówka :)) nadal jest cyrk rekrutacyjny.

  4. Dziś w ddtvn powiedziano, że rejonizacja dotyczy również przedszkoli! pierwszeństwo ( mega ilość punktów) dla dzieci zamieszkałych do 3 km od placówki. Obowiązek przedszkolny dla 5latków itp itd…

    • Uwaga, podkreślam jedną bardzo ważną rzecz: każda gmina ma swoje wytyczne odnośnie rekrutacji. W Twoim miejscu zamieszkania może funkcjonować rejonizacja, we Wrocławiu mur beton dla przedszkoli rejonizacji nie ma. Jeśli jesteś z Wrocławia, to ddtvn kłamie 🙂
      Natomiast faktycznie jest tak, jak powiedział mi dyrektor placówki na dniach otwartych, że jeśli dwóch kandydatów będzie miało tę samą ilość punktów, to wybiorą tę osobę, która w linii prostej mieszka bliżej danego przedszkola. Ale to są wewnętrzne zasady ustalone przez miasto Wrocław, nie muszą się powielać.
      Obowiązek przedszkolny dla 5-latków jest już ogólnokrajowy.

    • W Warszawie przedszkolnej rejonizacji również nie ma (przynajmniej dla trzylatków)- żadnych punktów nam nie dadzą za to że przedszkole pod blokiem 🙁 a rozwieść też się nie zdążyliśmy…shit- pocieszające że za rok, czterolatka, będą musieli gdzieś upchnąć;)

  5. Ale ładna szkoła! Super! U nas na szczęście problemów z dostaniem się do wybranego przedszkola nie było (a nie było to przedszkole w rejonie). Szkoła już rejonowa. Starsza zapisana. U nas w mieścinie nie ma elektronicznego naboru, więc wydrukowany arkusz tatuś dumnie zaniósł do podstawówki, wręczył Pani sekretarce, ta rzuciła okiem i powiedziała – „Państwo z rejonu – to do zobaczenia we wrześniu”. We wnętrzach szkoły nie byłam ale znajomi zachwalają. Pierwszoklasiści mają osobne wejście, są oddzielone od starszych dzieci… A portkami trzęsę! Ehhhh… Jak ten czas leci!

  6. Super, tylko pozazdrościć 🙂 my jesteśmy na etapie żłobka. Cierpliwie czekam na kwiecień i magiczne karty do zapisów, których wcześniej wydać mi nie chciano. Jak z punktami, jak z przyjęciami itp nie mam pojęcia. Ja kończę studia, mąż kończy doktorat i czarno to widzę.

  7. Super! Mój dzieć nie chodzi do placówki rejonowej, bo wybrałam szkołę z oddziałami integracyjnymi, do której swego czasu sama chodziłam 🙂 I w ogóle w moim mieście z tego tytułu też są dodatkowe punkty podczas naboru 🙂

  8. Szkoły się nie boję, jako się rzekło – jest obowiązek szkolny, gdzieś córa musi zostać przyjęta.
    Cyrk przedszkolny przeżywa moja koleżanka, dziecko kończy w tym roku trzy lata, chodzi do prywatnego żłobka, które teraz zakłada oddział przedszkolny. W czterech przedszkolach w swojej miejscowości od razu jej powiedzieli, że składanie podania nie ma w ogóle sensu, bo mają obowiązek przyjąć starsze dzieci i dla młodszych nie będzie miejsc, w aktualnym powiedzieli, że może będą miejsca dla młodej, może nie. Koleżanka cała w strachu, nic nie wiadomo, trwają w zawieszeniu i szukają sensownych rozwiązań pozaprzedszkolnych.
    BTW przedszkole mojej córki apeluje o rozsyłanie wici, czy ktoś nie chce przysłać do nich swojego dziecka. No, ale to przedszkole na specjalnych prawach….

    • Doskonale ją rozumiem. Pierworodna jako trzylatek do żadnego przedszkola się nie dostała (można było wskazać trzy). Oboje rodzice pracujący, trójka dzieci, duże miasto i dupa blada. Na dwadzieścia parę miejsc w najbliższym przedszkolu było TRZYSTA podań. Rzeźnia. Rok później można było wskazać 6 placówek, to tyle wskazałam. Oczywiście do pięciu bliższych Jadwiga się nie dostała, za to została przyjęta to szóstej, którą wskazałam z głupia frant, bo była pi razy oko w połowie drogi miedzy moją robotą a małżonową. Czyli jeśli ja zawinę dookoła i on dookoła, to trafiamy na to przedszkole i któreś z nas odbiera dzieciaka. W międzyczasie wszystko się totalnie zmieniło i okazało się, że lokalizacja jest kompletnie z dupy, no ale dziecko chodziło, to to kontynuowaliśmy, a poza tym – co bezcenne – jako człowiek już uczęszczający do placówki nabijała punkty dla rodzeństwa.
      Rok później rodzeństwo wystartowało i co? I oczywiście nie dostało się nigdzie poza przedszkolem, gdzie chodziła starsza siostra (z racji tych punktów). Tak więc sobie do dzisiaj tam są.
      Przedszkole swoją drogą okazało się bardzo fajne. Anioły tam pracują, te kobity powinny być żywcem brane do nieba, naprawdę. Ja zwariowałabym po dwóch godzinach, a one tam wytrzymują latami. To jakieś supermenki. Przedszkole jest świetne i je uwielbiam, tylko że znajduje się cholernie daleko, co oznacza niekończące się dojazdy, korki, przemykanie wiochami, żeby szybciej, szukanie skrótów, objazdów i w rezultacie i tak grzęźnięcie przy zjeździe z autostrady, bo wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.
      Wrocławscy rodzice robili pikiety w rynku, prosili, grozili, zakładali stowarzyszenia, nic to nie dało. Przy okazji zdarzały się prawdziwe cuda, kiedy ktoś z jednym dzieckiem i jednym rodzicem pracującym znajdował miejsce w przedszkolu, gdzie ja się nie dostałam. Można się domyślić dlaczego. Dowodami nie dysponuję, jedynie przekazem ustnym.

      • Wiesz, czasem dziękuję siłom wyższym za to, że moje dziecko ma wadę wzroku (siły trochę przedobrzyły i wada mogłaby być mniejsza i mniej skomplikowana). W czasie, kiedy rodzice dzieciaków z grupy żłobkowej biegali między placówkami to błagając, to grożąc, ja byłam już po rekrutacji, z zagwarantowanym miejscem w przedszkolu (państwowym), w którym w sumie tyle jest dzieciaków, co w jednej grupie w przedszkolu osiedlowym. Gdyby nie to, że potomkini nosi okulary, też bym tak biegała, a że mam jedno dziecko, żyję w związku małżeńskim i nie biję ślubnego, nie mielibyśmy szans na miejsce.
        Rozumiem, że pięciolatki w obliczu reformy powinny mieć zagwarantowane miejsce w przedszkolu, ale przerażenie rodziców trzylatków też do mnie przemawia, nie wiem, czy nie bardziej.

        • Sytuacja trzylatków jest oczywiście do dupy. Miejsc w przedszkolach jest po prostu za mało i żadne wypychanie na siłę sześciolatków do szkół tego nie zmieni. To nie reforma tylko próba zamaskowania rzeczywistej ilości brakujących miejsc.

          • Tak jest, to właśnie brak miejsc jest zasadniczym problemem. Punkty za stan rodzinny, obowiązek dla pięciolatków i tak dalej to przykrywanie słonia kołderką. W rezultacie rodzice przedszkolaków żrą się między sobą i wzajemnie obwiniają, a problem pozostaje nierozwiązany.

  9. Kurcze, może ja jakaś niekumata jestem, ale nie jarze czegoś. Syn chodzi do przedszkola, na Wolska zresztą, w lipcu skończy 5lat i co? I będzie nadal chodzil do przedszkola, czy do tej pięknej podstawówki (z Twojego zdjęcia Droga Krusz) do tzw. „zerowki”?

    • Masz wybór. Możesz zostawić go w przedszkolu i wówczas nie bierzesz udziału w rekrutacji, tylko podpisujesz oświadczenie woli (druk, który dostajesz w przedszkolu ) i masz z głowy. Syn zostaje w przedszkolu. Możesz też wziąć udział w rekrutacji i z przedszkola wziąć login do rekrutacji elektronicznej, po czym wystartować do zerówki, czyli grupy dla pięciolatków PRZY SZKOLE. Program nie będzie się niczym różnił od tego w grupie przedszkolnej, tylko lokalizacja jest inna. W moim przypadku ma to kolosalne znaczenie.

      • Mały w tym roku kończy 4 lata, druk do przedszkola oddaliśmy, czekamy na listę. Ale władze naszego miasta w tym roku wymyśliły, że wszystkie 5-latki idą do tzw. ,,zerówki” przy szkole, nie ma opcji, żeby zostały w przedszkolach. Rodzice oburzeni, nie dziwię się, nas to dotknie w przyszłym roku, chyba, że rodzice jakieś zmiany wywalczą. Była petycja, jakieś rozmowy z burmistrzem itp. Na razie nic więcej nie wiem. Szkoła, do której mały miałby iść za rok do ,, zerówki” mnie przeraża. ogromny budynek, podstawówka i gimnazjum razem, nie wiem jak od środka to wygląda, ale podobno nieciekawie. Szkoła na Twoich zdjęciach wygląda super.

        • Moja szkoła jest nowiutka, powstała parę lat temu, nie wiem czy nie w tym samym czasie co całe osiedle. Naprawdę mam szczęście. Oczywiście dla spokoju sumienia wskażę jeszcze dwie placówki (jak można trzy, to wskażę trzy) położone najbliżej. Gdyby nie to, działałabym inaczej.

    • Jeśli to jest rocznik 2009 (czyli tak jak mój, skończone 5 lat, z listopada, ale rocznik 2009) to MUSI iść już we wrześniu do szkoły. Nie do zerówki, ale do 1 klasy (chyba że zostanie odroczony, ale o to musisz zacząć starać się już teraz).

      • Dobra, czytanie ze zrozumieniem kuleje. Jeśli w tym roku skończy w lipcu 5 lat to zapewne rocznik 2008 (zawsze miałam problemy z odczytywaniem tego dziadostwa). To jest tak jak pisze kruszyzna.

          • Ten wybór, tak w ogólności, dotyczy tylko tych szkół, w których jest grupa z przygotowaniem przedszkolnym. W przyszłej podstawówce mojego dziecka nie ma takowego od tego roku, szkoła powstała trzy lata temu (przy gimnazjum), rozrasta się, upchnięcie oddziałów przedszkolnych jest niemożliwe. A nawet gdyby był, mam takie cudowne przedszkole, że chętnie sama bym do niego pochodziła w charakterze starszaka czy wręcz malucha, więc nie będę wyrywać z niego dziecka. Czeka nas zresztą kolejna operacja, więc lepiej, jeśli przetrwa to w przedszkolu, gdzie zostanie otoczona odpowiednią opieką, niż w paszczy molocha, gdzie panie zwyczajnie nie dadzą rady tego ogarnąć.

            • Oczywiście, powinnam podkreślić, że moje szczęście polega też na tym, że w podstawówce grupa przedszkolna w ogóle jest, to raz, a dwa, że jest to podstawówka solo, a nie organ upchnięty przy gimnazjum. Jasna sprawa. Gdyby tak nie było, to zostawiłabym dzieci w obecnym przedszkolu. 😉

              • Krusz, mam nadzieję,że Cię nie wyciągnę na siłę z błogostanu, ale właśnie rozmawiałam z dyrektorką naszej podstawówki i powiedziała mi,żeby się zastanowić dobrze nad startem do zerówki, bo nie ma w zerówce rejonizacji i nikt mi nie zagwarantuje, że mieszkając po sąsiedzku 5-latek się dostanie. A jak się nie dostanie, to zostaje na lodzie. Natomiast podpisując wolę kontynuacji w przedszkolu mamy pewność, że dzieć na pewno będzie do przedszkola uczęszczał. Pocieszające jest to,że mają dwa oddziały przedszkolne, ale jak to sama pani dyrektor powiedziała: jest to i dużo i mało, bo nie są w stanie przewidzieć ilości chętnych. Mam nadzieję,że nie zburzyłam Twojego szczęścia, chociaż mając taką sytuację jak Ty, to pewnie bym ryzykowała i startowała w rekrutacji. Natomiast do I klasy Młody dostanie się na pewno, bo jest już rejonizacja. p.s. do zerówki dzieci chodzą na dwie zmiany ….. dla mnie to masakra …. bo u mnie nie będzie komu dziecka zaprowadzić do przedszkola jak będzie miał na popołudnie…. 🙁 ale cóż….kogo to obchodzi….

                • W niczym to mojego spokoju nie zmąciło. Ja po prostu nie mam wyjścia. Nie ogarnę odprowadzania na dwie zmiany pierworodnej do podstawówki i odwożenia bliźniaczek do przedszkola 15 kilometrów dalej. Potem przywożenie jednych i przyprowadzanie drugiej. Kiedy będę pracować?

                  • Krusz, życzę Ci, żeby zmiany bliźniaczek i Jadzi pokrywały się, żebyś się też nie nachodziła 🙂 I powodzenia życzę 🙂 my przemyślimy sprawę, ale raczej odpuścimy…

                    • No nie widze Mlodego w tej zerówce. Wolska na szczęście rzut beretem, a ja nie cierpie (chyba!!!) na przerost matczynych ambicji. Ciesze się, ze mamy wybor, bo w pierwszej chwili się, ze to mus 🙂 Krusz, trzymam kciuki 🙂

          • Dzięki, Krusz, za rozjaśnienie mi w łepetynce 🙂 kawka chętnie w każdej ilości (może być nawet wiadrami 😉 )

  10. Ja niestety posiadając tylko jedno dziecko i nie pracując na etacie nie mam szans na przedszkole państwowe. Tym bardziej, że jestem zameldowane gdzie indziej, niż moje dziecko, więc nie bardzo wiadomo, gdzie jest nasz rejon (mieszkam gdzie indziej, niż jestem zameldowana). Więc oczywiście nie mogę startowac do pracy na etacie, bo nie pójdę w ciemno do pracy w innym mieście (mieszkam w sypialni Warszawy), nie mając pewności, czy dziecko będzie mieć na ten czas opiekę. Zamknięte koło. No i każde miasto ma inaczej, w moim mieście niestety nadal promowana jest patologia (której nie brakuje, to inna rzecz). Domyślam się, przez co przechodziłaś kilka lat temu mając trójkę. My się na szczęście załapiemy w przyszłym roku na czterolatki, pytanie czy jeszcze wtedy będę chciała ją przepisać, grupy pewnie będą 40 osobowe (na osiedlu mamy mikro wyż w jej roczniku).

  11. Już mi się kiedyś wymknęło – ja nawet nie startuję do rekrutacji (konkurs piękności, normalnie) bo w Szczecinie sensu to nie ma, przynajmniej jak się jest po ślubie, pracuje się i jest się zdrowym. W naszej rodzinie na pięcioro dzieci w wieku przedszkolnym tylko jedno jest w państwowym/miejskim – dzięki znajomościom z p. dyrektor (bez nich rodzice nie mieli najmniejszych szans, wszędzie córkę odrzucili). Pozostałe, w tym mój syn, idą/ są w prywatnych.
    Miasto oczywiście zapewnia, że miejsca są. Może i są , tylko np. po drugiej stronie rzeki, 20 km w jedną stronę, gdzie nie mam nic do roboty. Jak mam miesięcznie wydać na paliwo tyle, co na czesne i jeszcze stać w korkach, to dziękuję bardzo.
    Swoją drogą ciekawe, że za tzw. „komuny” każdy szedł do rejonowego przedszkola i miejsca były bez żadnej rekrutacji.
    Ale, oczywiście, cieszę się, że jest chociaż normalny pod względem przedszkoli Wrocław. Oby więcej takich dobrych wiadomości dla Was!

  12. Moja przyjaciółka pracuje w przedszkolu państwowym jako nauczycielka. Ma męża, również pracującego (ale nie w przedszkolu :p ), jedno dziecko. Dziecko to próbowała w zeszłym roku zapisać do przedszkola – również państwowego, ale nie tego, w którym pracuje, tylko takiego najbliżej domu. Dziecko się nie dostało. Do żadnego ze wskazanych trzech przedszkoli. Jej rozgoryczenie sięgnęło zenitu, kiedy zapisywała dziecko do przedszkola prywatnego…

  13. Przy wybieraniu przedszkola dla maluchów warto sprawdzić „kadrę”, ponieważ ostatnimi czasy miałam do czynienia z młodymi paniami, które nie miały za grosz ochoty i chęci by w ogóle zajmować się podopiecznymi. Dzieci rozwydrzone, pozbawione kontroli, samopas. Zdecydowanie lepsze są przedszkolanki ze stażem, te w okolicach 45-55 lat 🙂

    • To miałoby sens, gdybyśmy mogli w miejscach przedszkolnych przebierać jak w ulęgałkach. Niestety tak nie jest. Poza tym co to znaczy „sprawdzić kadrę”? Śledzić? Zrobić wywiad środowiskowy? Przesłuchać? Sprawdzanie kadry polega najczęściej na wyszukaniu opinii w necie (jeśli takie są) i przepytanie innych rodziców. A ilu Polaków, tyle opinii. Każda subiektywna. Co jedna to bardziej rzetelna. Na których chcesz się oprzeć? I jeszcze poza tym nie potwierdzę, że nauczycielki około pięćdziesiątki są lepsze niż młodsze. Wszystko zależy indywidualnie od człowieka i jego podejścia. Moje doświadczenie jest dokładnie odwrotne.

  14. o Mamuniu… jak mi tu dobrze, na tym zadupkowiu, w gminie wiejskiej z 3ma przedszkolami państwowymi, jednym katolickim i dwoma prywatnymi (tu się z Pobliskiego Miasta Wojewódzkiego Dzieci wybierają), z podstawówką pod nosem, z przyjęciem z automatu, z zajęciami pozalekcyjnymi dla maluchów BEZPŁATNIE dla mieszkańców gminy… Och jak cudownie jest mieszkać w jednej z bogatszych gmin wiejskich w naszej Pięknej Polsce!! Jeszcze żłobka nam do pełni szczęścia brakuje, ale ponoć też mają zrobić… 🙂

  15. Jak czytam tego typu opowiesci doceniam mieszkanie we Francji. Dzieci 3 letnie rozpoczynaja kariere „szkolna” w ecole maternelle (przedszkolu) aczklwiek nie jest to obowiazek bo ten zaczyna sie dla 6latkow i od samego poczatku jest rejonizacja szkol. Szkoly z rejonu maja obowiazek przyjac wszystkie dzieci z okolicy, ktore sie zglosza. Zeby zapisac dziecko do przedszkola trzeba je zarejestrowac w kasie szkolnej w merostwie i dostaje sie wtedy liste szkol z rejonu i dalej to juz zalezy od rodzicow i ilosci dzieci w kazdej z nich. My jak zarejestrowalismy malego w merostwie, ze chcemy zeby poszedl do szkoly to w tydzien pozniej juz byl w przedszkolu a mielismy w rejonie do wyboru 3 panstwowe i 2 prywatne. Do przedszkola mamy minute spacerkiem, bo szkola jest praktycznie pod naszym blokiem. W tym samym budynku jest tez szkola elementarna i college (gimnazjum) i z tego co widze to dyrekcja sama przypomina rodzicom o zapisach do szkoly wyzej bo widzialam dzisiaj ogloszenie na drzwiach przedszkola, zeby zglosili sie rodzice ktorzy jeszcze nie zlozyli dokumentow do CP (klasa przygotowawcza, pierwsza klasa elementarnej) bo szkola ma liste dzieci, ktore do niej przynaleza i wie, ktorzy rodzice jeszcze dokumentow nie zlozyli.

Odpowiedz