Nie wiem, jak u was, ale u mnie właśnie pada śnieg z deszczem. A mamy 31 marca roku pańskiego 2015. Żadna rewelacja, jeśli chodzi o wiosnę, bo wiadomo, że w marcu jak w garncu, czyli raz zimno, raz gorąco, a kwiecień-plecień wcale lepszy nie jest, bo przeplata trochę zimy, trochę lata. Mówiąc z polskiego na nasze matczyne, ni wuja nie wiadomo, jak wyszykować dzieciaka na spacer.

Smaczku całości dodaje fakt, że rano mamy przymrozki, ale w południe temperatura może wynosić +16°C. Człowiek więc rano jak na wojnę, tylko konia z wozem mu brakuje, a po południu wraca i żałuje, że tego wozu jednak nie ma, bo miałby gdzie zwalić wszystkie manele, co to je akuratnie w rękach trzyma, bo na wózek i tak się więcej nie zmieści. A jak uroczo się wtedy wraca zbiorkomem. Z dzieckiem oczywiście. I wózkiem. I manelami. Mniut.

No dobrze, ja tu pitu-pitu, a czas do konkretów przechodzić. Rzecz w tym, jak ubrać dziecko, kiedy mamy zdradliwą wiosenną pogodę marcową, pi… to jest wieje jak w kieleckiem (przepraszam kieleckie, nie wiem, czy u was wieje, pewnie nie bardziej niż we Wrocku, możecie coś w rewanżu o dolnośląskich kosmopolitach czy coś ;-] ). Bo jak jest dzisiaj, to widać za oknem, ale na przykład rok temu dokładnie o tej samej porze prawie co do dnia było tak:

Jadzia, 28 marca 2014 r.

Pozwólcie, że podzielę się swoim podejściem, które niekoniecznie aspiruje do miana prawdy objawionej, ale procent słuszności pewnie jakiś w sobie nosi.

Zasada pierwsza – na cebulkę. Sad but true. Co prawda niesiemy z sobą potem pół szafy, ale to sprawia, że będzie z czego dzieciaka rozebrać nie zostawiając go od razu w krótkim rękawku. Lepiej jest włożyć polar, pod polar bluzę, pod bluzę coś tam jeszcze niż założyć puchową kurkę, a pod spodem krótki rękaw.

Półroczne bliźniaczki, marzec 2011 r.

Zasada druga – chronimy uszy. Mówcie sobie, co chcecie, ale mam mnóstwo czapek na różne okazje. Grubsze i całkiem cieniutkie, przeróżne. Zakładam dzieciom czapki chroniące uszy, bo wychodzę z założenia, że przez głowę ucieka 70% ciepła. Pogoda wiosenna jest naprawdę nieprzewidywalna, ciepło bywa iluzoryczne i są duże różnice temperatur nie tylko między porankiem i południem, ale też między miejscami nasłonecznionymi i zacienionymi. Dopasowuję rodzaj czapeczki do panującej aury. Kto wie, może dzięki temu nigdy żadna nie przechodziła zapalenia ucha?

Zasada trzecia – inaczej niemowlaka, inaczej przedszkolaka. Przedszkolak wychodzi ze swoją grupą na dwór, musi sam się ubrać i mogę się założyć o skrzynkę boskiego wermutu, że wlezie w niejedną kałużę, a swym szanownym zadkiem siądzie na niejednych zimnych, metalowych drabinkach. Jednocześnie dość intensywnie będzie się ruszał. Przedszkolaka ubieram więc tak jak siebie (i ja też noszę czapkę, bo mam spory problem z zatokami) z poprawką na to, żeby możliwie mało przemókł. Wyposażam go więc z gumowe, ale lekkie spodnie. Nieprzewiewne, nieprzemakalne, idealne na taką pogodę, które dziecko samo sobie założy.

Niemowlę, które jeszcze nie chodzi i podróżuje w wózku, ubieramy w jedną warstwę więcej niż siebie.

Zasada czwarta – ręce od biedy mogą zmarznąć, nogi nigdy. To jest ważne w przypadku każdej grupy wiekowej, ale zwłaszcza niemowląt, które w wózku zazwyczaj śpią (wiem, taki żarcik, moje spały tylko wtedy, kiedy wózek był w ruchu). Ubierałam je tak, żeby po przyjściu do domu i wyciągnięciu z betów stopy były ciepłe.

Roczna pierworodna, marzec 2009 r.

Zawsze stawiam akcent na buty odpowiednio dobrane do pogody.

Jest jeszcze coś, co wydaje się pierdołą, ale niejednej osobie spędza sen z powiek. Do jakiej temperatury zakładać pod spodnie rajtuzki?

Mam nieco spaczone spojrzenie na tę sprawę, ponieważ cała trójka moich dzieci (tak, niestety cała trójka) ma problemy natury nefrologicznej i urologicznej. Wszystkie przechodziły niejednokrotnie zapalenie dróg moczowych, wszystkie są zapisane do poradni urologicznej, następne przyjęcie do szpitala na nefrologię mam wyznaczone na maj i w ogóle jak sobie o tym pomyślę, to robi mi się słabo i w duchu rzucam sobie na prawo i lewo paniami lekkich obyczajów. Dla mnie cholernie ważną sprawą jest odpowiednia ochrona tyłka. Ten tyłek przedszkolny siada na ziemi, siada na zimnych drabinkach i z założenia siada nie tam, gdzie powinien. Kiedy dziecko jest w przedszkolu, nie mam nad nim kontroli, a panie, które mają pod opieką prawie trzydzieścioro dzieci, nie będą się doktoryzować nad pojedynczymi sztukami i sprawdzać, czy aby gołe dupsko nie wyłazi ze spodenek. Dupsko ma więc być chronione. Po tym wstępie odpowiadam na pytanie, co z tymi rajtuzami. Wciągam je dzieciom na tyłki do momentu, aż temperatura na dworze wynosi mniej niż 15°C.

Dobra, koniec gadania, czas na oglądanie. Poszperałam i wyszukałam partię zdjęć, z których każde zostało cyknięte na przełomie marca i kwietnia. Świetnie pokazują, jak zmienna może być pogoda. Każde jest z odpowiednim komentarzem. Po kliknięciu w galerię zobaczycie je w większym formacie.

Każdy ma oczywiście własne patenty i metody, każdy ma inne dziecko i inne podejście do życia. Mam nadzieję, że moje uwagi tak czy inaczej okazały się przydatne i będą już to wskazówką, już to inspiracją, już to przestrogą, he he :-]

16 KOMENTARZE

  1. Czapka ani trochę uszu nie chroni przed wiatrem, większość czapkowych dzieci ma regularnie infekcje uszu, właśnie przez ten mit. My w ogóle poza mrozami nie używamy zimowych czapek, czy muszę dodawać, że moje dziecko ma katar 3x w roku? Jak temperatura jest między 0-10, mała ma na sobie kominek typu buff – najlepsza przeciwwiatrowa cienka tkanina na rynku, można dostać w sklepach sportowych. Na to jesienna cienka czapka, jeśli nie ma słońca, inaczej sam kominek. Nadmiernie chroniąc i zasłaniajac uszy paradoksalnie upośledzamy system obronny dziecka, to tak jak ubieranie w puchową kurtkę przy -2, -5, kiedy wystarczy cienka kurtka i polar.

  2. Nie zapominajmy jeszcze o charakterze i preferencjach dziecka. Moje chlodolubne żywe srebro zameczyloby mnie gdybym przy 15 stopblach założyła mu czapkę albo przy 5 rajstopy. Na plac zabaw zawsze zakładam mu mniej niż sobie – on będzie biegał, ja raczej mniej aktywnie spędzę ten czas.

    • Preferencje dziecka czasem potrafią sprowadzić do parteru zapatrywania mamy;) Ja staram się nie przegrzewać córy ale niestety od pójścia do przedszkola katar ma prawie cały czas, z niewielkimi przerwami na inne choroby. Wystarczy że pobiega dłużej po podwórku (co uwielbia) i wraca zasmarkana. Ale dopóki to tylko katar to nie jest źle. Za to przy pierwszym wybuchu wiosny i nastaniu przyjemnego ciepła pojawił się nowy problem-otóż moje dziecię MUSI mieć rękawiczki! 20 stopni, słońce grzeje, a ona w rękawiczkach. Walczyłam ale niewiele to dało, jak nie wzięliśmy do przedszkola to był płacz i zgrzytanie zębów, bo rękawiczki MUSZĄ być, a jak już były to nie przegada żeby na wszelki wypadek czekały w kieszeniach tylko koniecznie mają być założone. Trudno, jak tak strasznie chce to niech ma (ignoruję przerażone spojrzenia innych mam, niech będzie żem matka-przegrzewająca-wariatka;)), mam nadzieję że jak się zrobi całkiem gorąco to odpuści. Na razie zimno wróciło więc ok.

      • U nas dokładnie tak samo: wiosną rękawiczki MUSZĄ być. Ale przyznam, że mnie też dużo zimniej w dłonie w wilgotny wiosenny poranek aniżeli zimą podczas mrozów!

        • Ja wszystko rozumiem ale wtedy kiedy u nas koniecznie musiały być nie było szans żeby komukolwiek było zimno w dłonie bo było +20 stopni 🙂

  3. Własnie z rajstopkami mam największy problem, z rana zimno a popołudniu gorąco, tzn. było, bo dzisiaj zimnica. Ja za to mam problem z podkoszulkami. Nienawidzę, jak mam gołe plecy, więc mój prawie 3 latek chodzi ciągle w body, bo wiem ze nic mu ze spodenek nie wyjdzie i bawiąc się w żłobku nie będzie chodził z gołymi plecami. Tylko body 98 już ledwo można dostać, we wrześniu przedszkole i będę musiała się przeprosić z podkoszulkami.

  4. Ja patrząc dziś na hulający wiatr za oknem i śnieżycę chyba odkopię dziś kombinezon… Ta pogoda mnie przeraża. Ale już różnie córkę ubierałam, w cieplejsze dni polarek i kamizelkę cieplutką, polarek i bluzę, oczywiście najlepsza opcja ubierania na cebulkę. Pozdrawiam

  5. Mój syn trzylatek (syn=mniej wrażliwe nerki itp) miał tej zimy dwukrotnie założone rajstopy. A tak to po prostu ciepkejsze spodnie na spacer. Nie cierpi nosić koszulek w spodniach, zaraz wyciąga i świecą gołe plecy. O rękawiczkach nie chce nawet słyszeć. ZA to czapki uwielbia. Ale jak tylko mu coś przemarznie to sam z siebie karze obrać pietruszkę i potrafi zjeść dwie surowe na raz. A pietruszka jak widać działa cuda, bo zdrów jak ryba….. 😉

  6. Zgadzam się ze wszystkim i dodam tylko, że czasem przydaje się mniej ciepłolubne spojrzenie męża, który, przy moich zapędach rajstopkowych, czapkowych i kurteczkowych proponuje zdjęcie tego lub owego i zazwyczaj ma rację 😉

  7. U nas rajtki królują, jak najbardziej, choć wszystkie nery zdrowej. Natomiast by wilk był syty, a owca nieprzegrzana mamy pełen garnitur fikuśnych krótkich spodenek wszelkiej maści i gdy za oknem powyżej 5, ale jeszcze wciąż za mało – do przedszkola ubieramy na rajtki jakieś ładne krótkie spodenki. Do tego oczywiście obowiązkowy podkoszulek i bluzeczka z długim rękawem. Nery i pupsko chronione, a dzieciak nie przegrzeje się szalejąc w przedszkolnym ogródku 🙂 Mamy też pół szafy czapeczek różnej grubości, a na aurę dżdżysto-mokrawą gumowe portaski (systematycznie wylumpiane, w naszej okolicy wybór gumowych portek i sztormiaków dziecięcych jest w lumpach olbrzymi, za śmieszne pieniądze) i sztormiak.

  8. A moja 5-letnia córeczka zażyczyła sobie parasolkę! No to kupiłam jej taką ładną, z sóką, specjalnie dla dzieci ze Skip Hopa. Teraz się cieszy, kiedy pada deszcz i czuje się bardzo dorosło 🙂