Mam przed sobą świeżutką i pachnącą jak ciepła bułeczka „Informację o gotowości szkolnej dziecka do podjęcia nauki w szkole podstawowej”. Standardowy papierek, jaki dostaje się na koniec edukacji przedszkolnej. Nie składa się tego nigdzie, to informacja dla nas, rodziców, co sobą reprezentuje dziecko w momencie przechodzenia na dalszy level w tej całej edukacyjnej zręcznościówce.

Papierki, proszę ja was, mam dwa. Z tego roku i z tamtego. Dwa, ponieważ dziecko odraczałam. Jako osóbka z pierwszej połowy 2008 roku powinno rozpocząć naukę w wieku lat sześciu (rodzice dzieci z drugiej połowy 2008 roku mieli prawo wyboru). Czułam jednak, że coś jest mocno nie halo i młoda zwyczajnie na ten krok gotowa nie jest. Moje przypuszczenia potwierdziła pedagożka, która najpierw wezwała mnie do przedszkola na indywidualną rozmowę, na której powiedziała mi wprost i bez ogródek, że ona TEGO dziecka w szkole nie widzi ze względu na trudności i niedyspozycje, jakie ono prezentuje, a następnie wyznaczyła termin wizyty w poradni, celem przeprowadzenia badania i uzyskania zalecenia odroczeniowego.

Odroczyłam. I co? I, kufa, będę sobie gratulować codziennie, jak tylko otworzę oczy, że nie zgrywałam gieroja, przebolałam całą jazdę odroczeniową (a nerwów było sporo) i dzieciaka odroczyłam, bo obie oceny są SZOKUJĄCO różne. Tak, teraz, ROK PÓŹNIEJ, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że moje dziecko jest przygotowane do obowiązku szkolnego. Okazuje się też, że metody postępowania, jakie z mężem wdrożyliśmy wobec dziecka, były słuszne (o tym za chwilę).

Ten rok był bardzo intensywny, dużo rzeczy się wydarzyło, nastąpiło sporo zmian i – co tu kryć – była ostra nerwówa. To był czas latania od poradni do poradni (urolog, nefrolog, ortopeda, alergolog i tak w kółko), czas pobytu w szpitalu, czas intensywnego leczenia, które nadal trwa, czas częstego chorowania i długich nieobecności w przedszkolu. Nie ma ani jednego miesiąca, w którym młoda nie zaliczyłaby absencji, w większości przypadków nie było jej po dwa tygodnie, a był też taki okres, że ponad miesiąc siedziała w domu. Mój mąż pracował z nią popołudniami i nadrabiali zaległości przedszkolne.

Gdybyśmy wtedy posłali ją do szkoły, to byłby dramat.

szkola

Siedzę więc sobie i porównuję obie oceny, skupiam się na zaobserwowanych trudnościach. Dokument z tamtego roku stwierdza, że

dziecko ma dużą trudność z prawidłowym wyrażaniem swoich emocji (płaczliwość), że szybko się zniechęca, kiedy spotyka się z zadaniem, z którym nie daje sobie rady. Myli litery, ma problemy z koncentracją uwagi. Odpowiada na pytania na zasadzie zgadywania, a w sytuacji zadaniowej przyjmuje postawę niepewną.

Czytam, że

potrzebuje pomocy  podczas planowania treści prac plastycznych i wykonywania niektórych zadań i poleceń nauczyciela. W wielu sytuacjach szuka potwierdzenia i aprobaty nauczyciela, nie jest pewna poprawności wykonywanych czynności, nie potrafi samodzielnie ocenić swojej pracy.

Co jeszcze?

Dziecko ma potrzebę akceptacji – domaga się zwracania na niego uwagi, chwalenia, podkreślania, że jest lubiane. Ma dużą potrzebę uznania – stale oczekuje potwierdzenia pozytywnych efektów swojej pracy.

Co zalecono nam, rodzicom?

Wzmacniać samoocenę dziecka, chwalić je nawet za małe osiągnięcia, zachęcać do pokonywania trudności. Nie wyręczać w różnych czynnościach, dawać swobodę w wyborze zabaw i zajęć. Tworzyć warunki do rozwijania zainteresowań.

szkola_korytarz

W ciągu tego roku zaobserwowaliśmy kolosalną różnicę, jaka zaszła w psychice naszego dziecka. Kolosalną. Nadal jest trochę niepewna swoich umiejętności, nadal potrzebuje potwierdzenia, ale wsparcie otrzymała od nas naprawdę mocne (nieźle jej zryliśmy beret) i – nie będę ukrywać – znakomicie na plus zapisało się to, że zrezygnowałam z pracy w korpo i pozostałam na działalności gospodarczej, pracując w domu jako freelancer. Mam zupełnie inne dziecko. Emocjonalnie, psychicznie jest niebo a ziemia.

Dobrze, biorę do ręki informację o gotowości z tego roku, dopiero co ją odebrałam. Co czytam po stronie trudności?

Ma niewielkie problemy z koncentracją uwagi.

Koniec. Nic innego. Żadnych innych trudności. Jakie zalecenia dla rodziców?

Postępowanie wychowawcze jak dotychczas.

Jak jeszcze raz usłyszę jakąś bezcenną uwagę życiową, że jako przewrażliwiona mamusia użalałam się nad córusią, to wytnę w ryj i nawet mi nie zadrży powieka.

To właśnie między innymi ze względu na takie przypadki jak mój rodzice powinni mieć prawo wyboru, czy ich dziecko ma iść do szkoły jako sześciolatek czy jako siedmiolatek. Moje w wieku lat sześciu nie było gotowe. Rok później przy mocnym wsparciu z naszej strony ORAZ dzięki odroczeniu obowiązku szkolnego jest przygotowane odpowiednio. Zrobiło ogromne postępy i teraz się już nie boję. Nie bez znaczenia jest fakt, że leczenie nefrologiczne i urologiczne też przyniosło efekty. Co prawda czeka nas za miesiąc kolejny pobyt w szpitalu, a w lipcu jeszcze jedna seria badań, ale progres jest zauważalny, a i skala absencji się zmniejszyła.

Naprawdę nie trzeba pisać nowej ustawy, wystarczy znowelizować odpowiednio tę, która istnieje i funkcjonuje. O projekcie ustawy rodzicielskiej pisałam (klik, klik). Lepszym rozwiązaniem wydaje mi się stół mediacyjny ze stroną rządową i wypracowanie wspólnych rozwiązań, pozwalających zmodyfikować to, co istnieje. Nierealne, wiem. Ale pomarzyć można.

22 KOMENTARZE

  1. Krusz, tylko gratulować! Proszę o nocię jak wyglądało to wasze super wsparcie i wzmacnianie w praktyce…J. boi się nowych wyzwań, ciężko go przekonać do czegoś nowego…uprze się, że on nie potrafi i dużo pracy nas kosztuje, żeby pokazać, że może się nauczyć…

  2. Jejku, masz nerwy ze stali, ja bym swoje powiedziała tym „osobnikom” najmądrzejszym co o nich sądzę. Najważniejsze, że jakoś sobie z tym radzisz. Życzę twojej rodzinie wszystkie najlepszego

  3. Dziecko było niegotowe. Wg rodziców, pedagogów i innego stada specjalistów. No to zostało odroczone, poprawione, dorosło i czad.
    Ale to nie była decyzja zależna od widzimisia rodziców, tylko uzasadniona faktycznymi, zdiagnozowanymi potrzebami dziecka.

    Więc nadal nie wiem, po co rodzicom ta DOWOLONOŚĆ. Jakby dziecko było gotowe, to by miało na to papier i by poszło do szkoły normalnie, jako sześciolatka.
    Przecież tak jest od zawsze, po to są poradnie, po to są psychologowie i cały ten kram, żeby właśnie takimi przypadkami się zajmować.

    • Ale są jeszcze przypadki pośrednie. Mój straszy mógł iść jako 6-latek, nie miał problemów ze skupieniem, czytał, pisał, liczył, opinię z przedszkola miał niemal wzorową. Ale nie zdecydowaliśmy się, bo widziałam, że jest trochę niedojrzały emocjonalnie, ma problemy z zachowaniem się w grupie, pani przedszkolanka też zasugerowała, że jeśli nam się nie spieszy, to lepiej go zostawić. Nie było żadnych innych opinii, nie chodziliśmy po poradniach. Być może w poradni nie daliby jednoznacznej opinii o odroczeniu. Doszły do tego pewne sprawy organizacyjno-domowe i tak został w zerówce. Teraz też uważam, że była to dobra decyzja.
      Prawda jest też taka, że w jego klasie największe problemy są z dziećmi, które poszły do szkoły jako 6-latki. Nie z nauką, radzą sobie dobrze, ale z zachowaniem.

    • Tyle, że jest morze dzieci niegotowych, i tu jedno z dwojga. Albo rodzic ślepnie i głuchnie na argumenty przedszkola i do poradni w ogóle nie idzie (bo nie musi, nie ma obowiązku), albo poradnia ślepnie i głuchnie na argumenty rodzica i przedszkola i uparcie twierdzi, że dziecko jest gotowe i papieru z odroczeniem nie wydaje. Oba przypadki znam osobiście, po kilka sztuk. I to jest dramat. Dziecko, które w ławce nie jest w stanie wysiedzieć 5 minut (dosłownie), które nawet w zabawach ruchowych nie jest w stanie poddać się pewnym rygorom (a mama była nieczuła na argumenty wychowawczyni w przedszkolu). Dziecko, które przez pierwsze 3 miesiące ssie kciuka w czasie lekcji i jest całkowicie bierne do tego stopnia, że wysyłam do PPP w celu sprawdzenia, czy czasem nie ma upośledzenia umysłowego (po czym, mimo, iż dziecko w tejże poradni było wcześniej! poradnia stwierdza, że nie nie jest nie tak, dziecko po prostu jest niedojrzałe!). Dzieci, które muszą zostać w 1 klasie, bo KTOŚ (i tu nie wiem – rodzice? poradnia?) posłał je debilnie do szkoły mimo, iż emocjonalnie dopiero teraz są na poziomie względnie 6letnim.
      Gdyby rodzice i PPP podchodzili ZAWSZE rzetelnie to sprawy odraczania, to ok. Ale tak nie jest.

    • Moja córka rocznik 2009 z 29 listopada na nasza prośbę dostała opinie z przedszkola( dla pani psycholog z poradni). była super mega pozytywna.. nawet to,że młoda pracuje w tempie grupy, co jest absolutną nieprawdą, ponieważ ze stresu,że zrobi coś źle.. pracuje bardzo dokłądnie i powoli i zostaje w tyle, przez co musi kończyc zadania na drugi dzien lub dostaje do domu. whatever.. Na szczęście mądra pani psycholog zauważyła dokładnie to co nas niepokoiło i dostała odroczenie.. Oczywiście Panie z przedszkola były zbulwersowane tym,że chcemy odroczyć, bo według nich młoda sobie świetnie poradzi.. ale tylko rodzic wie co sie dzieje z dzieckiem.. gdy np wieczorami przed snem płacze przez godzine i upewnia się czy będa zadania czy nie, bo ich nie lubi.. i potrzebuje kilku miesięcy aby sie do nich przyzwyczaić.. albo mowi ,ze nie rozumie co pani do niej mowi.. albo boi sie ,ze pani okrzyczy ,ze zrobila coś źle…
      więc nie zawsze jest to fanaberia rodziców, a opinie o dziecku moga być skrajne różne.. dziecko inaczej zachowuje sie w przyjaznym doskonale znanym srodowisku i jest otwarte radosne..w nowym sie zamyka, jest zestresowane..

      • Lorka, mam dokładnie tak samo – opinia pań z przedszkola wzorowa (laurka jak nie wiem, napisały lepiej niż jest faktycznie), w poradni „przeciętnie sobie radzi” jak na 5,5 latka , problemy z zachowaniem w grupie – agresja, niepewny siebie, sporo nieobecności bo ma astmę i ciągle chory. Ale co – raczej nie będzie odroczony, bo „jakoś sobie w szkole poradzi”. Poszliśmy do innej poradni – prywatnie i tu bez ogródek powiedziano nam, że lepiej go odroczyć bo problemy w nowym środowisku mogą się nasilić, a widać, że on emocjonalnie nie jest gotowy. Mamy pozytywnie wzmacniać itp. Został odroczony. Teraz walczymy o miejsce w przedszkolu – bo w obecnym nie ma miejsca dla niego! Kolejne kłody pod nogi…

  4. Krusz,
    ja się cieszę, że jest lepiej i ja trzymam kciuki za leczenia różne.
    Ale ja się nie zgodzę 😉 To nie rodzice mają mieć decydujący głos w odraczaniu. Nie, nie i nie.
    Nie mówię, że pedagog i psycholog nie mają rodzica wysłuchać i sprawy zbadać, bo oczywiście, że powinni (jak i w drugą stronę rodzic powinien wysłuchać pedagoga), ale nie może być tak, że to rodzić ma głos decydujący, bo po prostu nie jest specjalistą w temacie. Tyle i aż tyle.
    To do czego rodzic powinien mieć prawo, to do wybrania ścieżki do odroczenia i otrzymania rzetelnej pomocy na tej ścieżce. I o ile mi wiadomo tak to właśnie wygląda w tej chwili.

    • Oshin, ale mam wrażenie, że Ty nie masz jeszcze dziecka w takim wieku bądz starszego? Ja mam czternastolatka i jednoroczne. Pierwszy syn jako pięciolatek płynnie czytał, generalnie radził sobie ze wszystkim i sądzę, że gdyby wówczas była już ta ustawa to nie byłoby zastrzeżeń, aby poszedł wcześniej do szkoły, ale …. ja i tak bym go nie puściła. Kto choć trochę interesował się tą durną ustawą to powinien wiedzieć, że według znacznej większości specjalistów, pedagogów, psychologów itd. itp. to nie jest odpowiedni wiek na taką zmianę, na wkroczenie dziecka w progi szkoły. Większość dzieci psychicznie nie jest gotowe na takie stracie. Teoretycznie obecnie dzieci w pierwszej klasie mają mieć w dużej części czas zapełniany zabawą, miały nie mieć lekcji 45 minutowych tylko według potrzeb. Przerwy robione wówczas jak już nie wytrzymują w ławkach. Dużo przerw i aktywności ruchowej. Naukę poprzez zabawę. I tak jak napisałam to tylko teoria. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej i dziecko przykładowo jest karane, bo nie potrafi wysiedzieć 45 min. w ławce. Wiem, że tak jest, bo brat ma synka w takim wieku. I mam nadzieję, że zanim mój drugi syn będzie szedł do szkoły to przyjdzie jakiś mądry i przywróci to co było. Tak, tak wiem. Niektóre z was powiedzą, że to marzenie. Ale na razie mogę mieć taką nadzieję. A tak na marginesie. Gimnazjum to też chory twór, który powinien zniknąć. Wiem co mówię – w końcu mam też czternastolatka.

    • cale lata do pierwszej klasy szło się w wieku 7 lat, co bystrzejsze 6 latki po opini z poradni mogly isc wczesniej.. nagle ktoś zdecydował sobie ,ze wszystkie 6 latki są juz gotowe do pojscia do pierwszej klasy..
      teraz widac juz pierwsze efekty tej reformy i nei są one pozytywne.. wiec moim zdaniem to wlasnie rodzic powinien decydowac a nie jakis patałach z sejmu

  5. BTW, te dzieci, które od września 2015r. pójdą do 1 klasy to będą dzieci, które nawet nie będą miały skończonych tych 6 lat! Dzieci z końca roku to wiek 5,8 miesiąca na przykład. DRAMATYCZNIE mało. A w tym wieku każdy miesiąc więcej to dla rozwoju kolosalna różnica.

  6. Szczerze mówiąc to jak to wszystko czytam to jestem przerażona. Co prawda mój synek ma dopiero 1 rok i 4 m-ce ale jest z 30 listopada i tak, jak powyżej pisze dzieciologia – idąc do szkoły 1 września nie będzie miał 6 lat. Boję się, że nie będzie sobie radził – i nie chodzi mi o to, że jestem taką ambitna matką, że mój synuś musi być najlepszy i basta! ale chodzi mi o zwykła samoocenę dziecka.
    Staram się bardzo wierzyć w to, że jak będziesz szedł do szkoły za 4 lata to nawet jeśli ustawa się nie zmieni to może nauczyciele/szkoły/itp. będą lepiej przygotowani na przyjęcie takich maluchów.

  7. Moja córka jako, że z początku stycznia poszła do szkoły jako 6-cio latek. Miała 6lat i 8 miesięcy. Wg wszelkich opinii była zdatna do pójścia w tym wieku do szkoły. W przedszkolu funkcjonowała świetnie. Nam też wydawało się, że sobie spokojnie poradzi. 1-sza klasa minęła spokojnie, ale prace wykonywała wolniej(chciała starannie) potrzebowała więcej czasu na niektóre zadania itp.W następnych latach było gorzej. Narastały trudności w kontaktach z rówieśnikami, mimo,że córka nie miała problemów z pracą w grupie i nawiązywaniem kontaktów (w przedszkolu) Aktualnie jest w 5 klasie żałuję, że wysłałam ją wcześniej- może byłaby bardziej dojrzała, mocniejsza i pewniejsza siebie. Myślę, że łatwiej byłoby jej sobie poradzić z pewnymi zadaniami i potrzebowałaby na to mniej czasu. zmyliło mnie to, że w przedszkolu naprawdę bardzo dobrze funkcjonowała, nie miała problemów.
    Teraz mam syna, który jest z końca grudnia nie wyobrażam sobie, żeby poszedł do szkoły w wieku 5lat i 8m-cy. To jeszcze o 1 rok mniej niż miała jego siostra :(. Najchętniej odroczyłabym go dwukrotnie ;). Zobaczymy co nam czas przyniesie jeszcze mamy 2 lata.

  8. Ja jako matka dziecka z rocznika 2006 miałam wybór i posłałam syna do szkoły w wieku 7 lat. I też jestem zdania, że dobrze zrobiłam, bo po roku widać było spore postępy – zwłaszcza jeśli chodzi o dojrzałość emocjonalną.

    Witam więc w klubie! 🙂

  9. No przecież zawsze jest i zawsze było. Po to jest ta ocena. W teorii mogłabyś ją posłać jeszcze rok później. Miałam w klasie dzieci o rok młodsze (w PRLu niektórzy rodzice posyłali swoje dzieci o rok wcześniej), miałam kolegę o rok starszego (dostał odroczenie z powodu problemów z motoryką ręki, lekarz stwierdził, że nie da rady z pisaniem). BTW gdybyście pracę nad małą zaczęli wcześniej, a nie w ostatniej chwili, to może nie musiała by miec odroczenia. Ale to tylko takie gdybanie, najważniejsze że udało się pokonać wszystkie problemy.

      • Mam wrażenie, że komentująca nie chciała Cię obrazić, tylko zwrócić uwagę na fakt, że rodzice ‚przełomowych’ dzieci wydają się tak skupiać nad tym, żeby dziecko posłać do szkoły jak najpóźniej, że odwlekają w nieskończoność przygotowanie dziecka na nadejście szkoły. Ja z moim dzieckiem nie będę miała żadnego wyboru i po prostu rok szybciej niż obecnie będę pracować z dzieckiem, żeby do tej szkoły mogło bezboleśnie trafić. Inna sprawa, że ja sama poszłam jako 6latka do szkoły i bardzo jestem z tego zadowolona. A już na sam koniec powiem, że w Waszym przypadku faktycznie odroczenie było wybawieniem, bo niestety dziecko prawdopodobnie musiałoby powtarzać klasę ze względu na nieobecności. A to już byłby duży stres dla Jadzi. Pozdrawiam słonecznie!

        • Chwileczkę, padło stwierdzenie, że pracę nad dzieckiem zaczęłam w ostatniej chwili. Nie wiem, na jakiej podstawie zostało wysnute i czuję się tym urażona. Na dodatek stawia mnie ten komentarz w sytuacji przyparcia do muru i wymusza na mnie tłumaczenie, a tego nie znoszę.
          Praca nad dzieckiem – uprzedzam kolejne ewentualne stwierdzenia – nie zaczęła się, oczywiście z chwilą otrzymania info z przedszkola, ale przebiegała wcześniej. Jednak sygnał z przedszkola i wskazówki pozwoliły te działania lepiej ukierunkować, dzięki czemu były skuteczne.
          Poza tym nie wiem, na Boga, czego się spodziewać po rozwoju sześciolatka, czy jego reakcje są prawidłowe, czy też odbiegają od normy, ponieważ to moje pierwsze, najstarsze dziecko. Z dwójką młodszych już mam porównanie. Czułam, że coś jest nie tak, ale co konkretnie, tego nie wiedziałam. Uwagi z jednej strony część moich przypuszczeń potwierdziły, z drugiej odpowiednio mnie nakierowały.
          EOT.

  10. Czekam z niecierpliwością na Pani przykłady pracy z dzieckiem w domu by było bardziej przygotowane do szkoły.
    Nasza córka ma 5 lat i 6 m-cy i też ją odraczamy (z października 2009). Wiedzę, że woli cały czas się bawić zabawkami aniżeli coś pisać i rysować. Na szlaczki reaguje totalnym sprzeciwem. I co ja mam z nią począć? Pozdrawiam

  11. Ja też odroczyłam synka w zeszłym roku i jestem z tego bardzo dumna. Przez ten rok dziecko zrobiło kolosalne postępy.Dziś wiem że w wieku siedmiu lat jest bardziej gotowy na życiowe starcie ze szkolną rzeczywistością .