Naprawdę mam wrażliwą skórę. Tłustą, ale wrażliwą i bardzo skłonną do podrażnień. To nie jest tak, jak czasem się myśli, że właścicielki tłustej skóry to takie szczęściary, które byle co nałożą na pysk i chodzą szczęśliwe od rana do wieczora, bo przecież dysponują skórą nosorożca. Nic bardziej błędnego. Moja tłusta skóra ma skłonność do zaczerwienień. Mówiąc wprost, bez makijażu wyglądam, jakbym walnęła sobie pół litra gorzały i jeszcze nie zdążyła wytrzeźwieć. Dodatkową atrakcją jest uczucie pieczenia. Skóra normalnie pali i mam wrażenie, że jest wręcz gorąca. Do tego uczucie ściągnięcia. Cóż, łagodzący płyn micelarny byłby idealny, prawda? Właśnie. Łagodzący.

Taki miał być płyn micelarny Mixa z alantoiną. Cóż ja czytam? Wrażliwa i reaktywna skóra twarzy i powiek. To dla mnie! Łagodnie zmywa makijaż, zapobiega zaczerwienieniom, łagodzi podrażnienia. Jestem idealną kandydatką!

Nic dziwnego, że rzuciłam się na niego z pazurami. I co? I ból. Werteryczny ból istnienia. Cała armia niespełnionych obietnic.

Powiedzmy sobie jasno na samym początku: to jest naprawdę bardzo dobry płyn micelarny. Tak samo dobry jak jego inne wydanie, czyli płyn micelarny przeciw przesuszaniu. Bardzo dobrze zmywa makijaż, każdy typ podkładu i każdy rodzaj cieni do powiek. Jest wydajny i delikatny. Tak samo nie radzi sobie z maskarą, ale biorę poprawkę na to, że nakładam maskarę w ilościach gargantuicznych i dotychczas żaden płyn micelarny ani żaden preparat do demakijażu oczu nie poradził sobie z nią tak, jakbym tego oczekiwała.

Sęk w tym, że nie robi tego, co obiecuje na opakowaniu. Nie łagodzi podrażnień, nie zapobiega zaczerwienieniom. Skóra jest świetnie oczyszczona z makijażu, ale boli tak, jak bolała, a ja nadal wyglądam jak po flaszce gorzały.

„Odczuwalne rezultaty” – mówią. „Twarz i powieki skutecznie oczyszczone z makijażu” – mówią. To prawda, z wyjątkiem rzęs. „Zaczerwienienia są mniej widoczne, wrażliwa skóra jest odświeżona i ukojona”. No niestety nie. Nie, nie, nie. Skóra jest odświeżona, to fakt, ale żadnego ukojenia nie odczuwam, a zaczerwienienia widoczne są tak, jak były.

Nie wiem, może jestem przypadkiem specjalnej troski, który potrzebuje jakiejś siły masowego rażenia. Oraz zapewne wizyty u specjalisty alergologa czy coś.

Czy polecam ten płyn? Tak, ja go będę polecać tak jak jego poprzednika, ale nie tym osobom, które liczą na redukcję zaczerwienień. Polecę go wszystkim, którzy chcą po prostu przyjemnym i delikatnym w działaniu specyfikiem zmyć makijaż, bez oczekiwania fajerwerków i wodotrysków. No. To ja sobie zapodam Zyrtec czy coś.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

5 KOMENTARZE

  1. Krusz, wiesz, myślę sobie, że gros Twoich problemów, to może być problem z testowaniem zbyt dużej ilości różnych gam kosmetyków…Paszcza co chwila dostaje coś innego…nawet ciężko stwierdzić, że coś uczula….mam skórę dokładnie jak Ty i największe kuku zrobiłam sobie kupując wypaśny płyn micelarny właśnie, bo po kilku latach używania ogórkowej Ziaji miałam chęć na zmiany…i co? I teraz używam Ziaji i chyba tak do śmierci będę…

  2. Nic nie stracisz, 6zł to kosztuje. Stosuję ją od kilku lat. I już nie będę testować innych specyfików, choć kuszą z półek obietnicami. Prosty skład, dobre działanie -łagodzi, nawilża i lekko ściąga.

  3. Czekałam, aż ktoś krytycznie spojrzy na ten kosmetyk, dlatego, ze skład jakoś nie zachwyca. Ja sobie cenię płyn z aloesem i lilia wodną Farmony, jest bardzo delikatny. Oczywiście nie zmyje ciężkiego makijażu, ale nie podrażni na pewno. Przestałam szukać płyny do demakijażu który by zmywał wszystko i był naturalny, to bez sensu. Wolę rozpuścić sobie tusz jakimś olejkiem niż trzeć oko jakaś wysuszającą chemią…