Na pierwsze mam Malwina, na drugie Farbowanie. W planach wypróbowanie po raz pierwszy w życiu pierwszej poważnej farby na bazie henny i to takiej, wiecie, prawdziwej, nie żadne pseudo-popierdółki, które efekt dają co prawda niezły, choć mocno krótkotrwały. Zanim jednak plany się skrystalizują i przejdę od słów do czynów, powstała potrzeba koloryzacji czymś nieinwazyjnym, a wyrównującym barwę włosów, żeby człowiek nie straszył społeczeństwa podczas uroczystości rodzinnej, która będzie miała miejsce w ten weekend.

Poprzednia farba, czyli Joanna Naturia Perfect Color spłukiwała się bardzo oszczędnie, równomiernie, ale od potraktowania nią włosów minął równo miesiąc i odcień stał się nierówny. Nie z racji nierównomiernego się spłukiwania, ale z powodu rozjaśniania, jakim włosy były wcześniej poddane. Przypominam, że ewoluuję powoli od stanu soczystej, strażackiej czerwieni (by jej nie nazwać burdelową).

No. Stan przed farbowaniem wyglądał więc tak, jak na poniższym zdjęciu. Joanna sprała się więc nieznacznie, ale widać końcówki jaśniejsze niż włosy u podstawy. Pod spodem przeziera mój naturalny kolor włosów.

Naturalny kolor włosów niemożliwy jest do utrzymania z racji siwizny. Smutne, ale prawdziwe, panta rhei.

Żeby więc nie szaleć i zwolnić pole dla rasowej, ziołowej henny, sięgnęłam po szamponetkę Marion w odcieniu Hebanowa czerń.

Miałam już styczność z szamponetką Marion, kiedy podrasowywałam sobie soczystą czerwień. Wyszło tak se. To znaczy wyszło zacnie, jeśli idzie o reanimację koloru i intensywność, ale kiepsko, jeśli idzie o trwałość. Te 8 myć to raczej pobożne życzenie. No, ale do niedzieli może dotrzyma.

Producent zaleca trzymać specyfik przez 40 minut na włosach w celu uzyskania intensywniejszego koloru. Toteż trzymałam. I cóż? I otóż.

Mnie się bardzo, a wam? Zdjęcie jeszcze ciepłe jak świeżo upieczony chleb z piekarni. Bardzo fajny, naturalny odcień czerni. Nie wali po gałach, nie dobija sztucznością, bardzo zbliżony do odcienia, który przezierał spod rozjaśnionych włosów. Ciekawa jeszcze jestem trwałości, wiadomo, że czerń wypłukuje się dłużej niż czerwienie. Może dotrzyma do tych 8 myć. Byle do niedzieli (mamy środę).

Ach, cena. Cena jakaś śmieszna była, 3,5 zł. Szamponetka w optymalnej ilości dla włosów o takiej długości jak moje.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

4 KOMENTARZE

  1. Mam jednak większe zaufanie do produktów Joanna. Przy swojej cenie mają fajną jakość, a eksperymentów po kilku wpadkach 😉 już się boję.

  2. Krusz, spójrz na zdjęcie, po Twojej prawej, u góry wyłażą szarawce sorki….chyba, że to światło, ale jakby nierówno pokryło:-(((((((((((((((((((((((

    • Nie, nie, nie ma takiej opcji, to kwestia flesza, trzymałam blisko aparat. Nie ma szans na siwe, bo szamponetkę nakładałam na farbę, a farba jeszcze istniała. Jeśli siwe są, to u podstawy, bo tam mam odrosty, natomiast na tym zdjęciu widoczne nie są. To kwestia lampy i mojej laickiej edycji zdjęcia 😉