Orgazm – mała śmierć związku

2
2489

Mamy różnych znajomych. Spotykamy się na grillach, kinderparty, imprezach rodzinnych, ślubach, komuniach, w autobusie lub tramwaju, w sklepie, pod blokiem, w pracy, na ulicy, gdziekolwiek. Gadamy o pogodzie i o – pardą – dupie Maryni, o polityce, o religii, o sprawach ważnych i mniej ważnych, o kobietach, mężczyznach, pracy, szowinistycznych szefach i durnych szefowych, i o tym, że w ogóle co to za czasy, panie dzieju. Zwyczajni ludzie, jakich tysiące i miliony, tworzący zupełnie zwyczajne związki, uwikłani w przeciętne relacje. Być może ktoś z kimś flirtuje, ktoś kogoś zdradza, ale jedno i drugie to nihil novi sub sole, świat zna jedno i drugie od zarania dziejów.

Spójrzmy na tych zwykłych ludzi nieco inaczej. Wyobraźmy sobie, że dysponujemy czymś w rodzaju peryskopu, ukrytej kamery, wizjerka, czyli po prostu judasza (cóż, za piękna i pasująca do tej notki nazwa!) i możemy zobaczyć, jacy są w sytuacjach najintymniejszych, czyli w sypialni. Gdybyśmy dysponowali takim sprzętem szpiegowskim i mogli bezkarnie, choć niezauważenie tych zwyczajnych ludzi trochę poinwigilować, to co byśmy zobaczyli? I czy po fakcie moglibyśmy stwierdzić, że warto było zaglądnąć?

O tym mniej więcej (raczej więcej niż mniej) opowiada film „To właśnie seks”. Angielski tytuł The Little Death, czyli dosłownie „mała śmierć” to jedno z określeń orgazmu. Mamy więc kilka na pozór zupełnie zwyczajnych par, jedne związane węzłem małżeńskim, inne nie, jedne będące ze sobą dłużej, inne krócej, które borykają się z jakimś problemem łóżkowym. Problemy łóżkowe miewamy wszyscy, to też żadna nowość, ale ich problemy są, cóż, trochę specyficzne. Generalnie rzecz ujmując, ktoś w tych parach nie odczuwa satysfakcji z seksu. Powody są przeróżne, ale każdemu z nich można przypiąć łatkę lekkiej, hmm, cóż, dewiacji.

Mamy więc kobietę, której partner jest czułym i pomysłowym kochankiem, a która miewa fantazje erotyczne na temat gwałtu. Chciałaby doświadczyć seksualnej przemocy. Jest kobieta, która potrafi przeżyć erotyczne spełnienie tylko wtedy, kiedy jej partner… płacze. Jest mężczyzna, którego podnieca jego śpiąca żona. Tylko śpiąca. Jest para, której seksuolog w ramach ratowania związku proponuje odgrywanie w sypialni różnych ról. Jest w końcu młody, głuchoniemy chłopak, który dzwoni na sekstelefon, by pofantazjować o bzykanku jako takim.

Wszystkie zdjęcia z filmweb.pl

O nie, to nie jest jeszcze jedna durna komedyjka, kiedy to mamy ubaw po pachy, a aktorzy prześcigają się w głupawych scenach i jeszcze głupszych gagach. Mało tego, to jest komedia tylko z pozoru i w miarę postępu akcji coraz mniej nam jest do śmiechu. To film o próbie, na jaką wystawiony jest związek, kiedy coś, jakaś sprawa, z którą ludzie nie umieją sobie poradzić, podporządkowuje sobie całą relację. Wbrew pozorom problemem wcale nie jest seks, nieudany seks jest tego problemu jedynie objawem.

Bardzo ciekawy i wzruszający film, gorąco wam go polecam. Im dłużej o nim myślę, tym więcej w nim odkrywam. Daje do myślenia, a reżyser zdaje się kiwać na nas paluszkiem i pytać „hej, widzu, a czy u ciebie na pewno wszystko jest w całkowitym porządku?” Świetny, inteligentny. Do obejrzenia samemu lub we dwoje. I błagam, nie czytajcie cytatów z różnych pism na plakacie filmowym. Ci, co je pisali, albo nie widzieli filmu, albo nie zakumali, o co naprawdę w nim chodzi.

Notka przeniesiona z mojego drugiego bloga „My, babki”.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here