Spotkaliście się kiedyś z przyjaźnią na całe życie? Rzadko się zdarza, prawda? Zazwyczaj w podstawówce poznajemy jednych kolegów i koleżanki, w szkole średniej innych, na studiach jeszcze kogoś i ci wcześniejsi siłą rzeczy skrywani są przez niepamięci cud. Czasem jednak bardzo bliska relacja łączy nas od dzieciństwa po dorosłość i nawet ciężko sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.

Taka właśnie było z Laurą i Claire. Poznały się w podstawówce, pozostawały nierozłączne jako nastolatki, w krótkim odstępie czasu wyszły za mąż (oczywiście jedna świadkowała drugiej) i wydawało się, że wspaniała przyjaźń potrwa niezmącona jeszcze długi, długi czas.

Ale wtedy Laura umarła. Postęp choroby był na tyle szybki, że nikt nie zdążył się oswoić z faktem jej wystąpienia, a śmierć kobiety była szokiem. Zwłaszcza dla jej męża, Davida, który został sam z kilkumiesięczną córeczką. Claire obiecała przyjaciółce na łożu śmierci, że nie zostawi Davida bez pomocy i że pomoże opiekować się dzieckiem. Przez pewien czas nie kontaktowała się z nim i nie widziała dziecka, bo zbyt bardzo przypominało jej zmarłą przyjaciółkę, pewnego dnia jednak, podczas porannego joggingu, postanowiła złożyć Davidowi niezapowiedzianą wizytę. To, co zobaczyła w jego domu, ostatecznie i nieodwołalnie wywróciło jej życie do góry nogami.

Tak właśnie zaczyna się film Françoisa Ozona pt. „Nowa dziewczyna”, który miałam okazję oglądać dzisiaj na pokazie prasowym w Kinie Nowe Horyzonty. Kurczę, jestem w kropce, bo żeby opowiedzieć wam, co ten film ze mną zrobił i do jakich przemyśleń zmusił, musiałabym zdradzić wam fabułę, a tego robić nie chcę. Kojarzycie reżysera? To ten gość, który nakręcił „8 kobiet”, film z 2002 roku, kryminał-musical z zaskakującym zakończeniem i z doborową obsadą francuskich aktorek. Rewelacyjny był. Z prawdziwą przyjemnością donoszę, że reżyser nie obniża lotów.

Czytałam, że dla Ozona w jego filmach bardzo istotna jest kwestia płciowości i seksualności człowieka. Tak też jest w „Nowej dziewczynie”. Film jest pytaniem, gdzie w człowieku ukryta jest prawda o nim i co tą prawdą jest. Czy tożsamość człowieka określa jego płeć? A co, jeśli ten postanowi swoją płeć… odrzucić? Zaprzeczy samemu sobie? Czy można wtedy normalnie funkcjonować w społeczeństwie? Czy można stworzyć zdrowe relacje?

Tyle się mówi o tym, żeby żyć w zgodzie z sobą, odnaleźć własną drogę życia, realizować siebie, żyć w prawdzie i wolności, bo to jest recepta na szczęście. François Ozon stawia pytanie o cenę wolności. Ile kosztuje życie w zgodzie z sobą i gdzie leży granica, której przekraczanie wydaje się nieopłacalne.

Reżyser odpowiada na to pytanie i ta odpowiedź kompletnie mi się nie podoba. To że się z nią głęboko nie zgadzam, nie oznacza, że film na tym traci. Nic nie traci. To bardzo, bardzo dobry kawałek sztuki filmowej. OK, pod koniec zdarza się scena, która niebezpiecznie ociera się o kicz (i to jest najsłabszy moment filmu), ale tak poza tym niczego zarzucić nie mogę. Film zmusza do refleksji, wywołuje dyskusje. Gadaliśmy o nim i tylko o nim przez całą drogę do domu, a to, że piszę recenzję w tym samym dniu, w którym go widziałam, też o czymś świadczy. Film prowokuje, drażni, stawia pytania i stawia tezę, domaga się określenia względem niej. Kiedy wejdzie do kin, wywoła zapewne krańcowe opinie, od bardzo negatywnych po bardzo pozytywne, ale z pewnością nikt nie pozostanie obojętny.

„Nową dziewczynę” – to info dla wrocławian – będzie można obejrzeć od 22 maja 2015, kiedy zacznie się w Kinie Nowe Horyzonty tydzień kina francuskiego. Bardzo polecam, bardzo. Zobaczcie, ciekawa jestem, czy podzielicie moje zdanie, ciekawa jestem, jak określicie się względem tego, co reżyser ma do powiedzenia. Portal Filmweb donosi, że oficjalna polska premiera odbędzie się 3 lipca 2015. Będę śledzić recenzje w prasie, to pewne.

2 KOMENTARZE