Koty. Koty są miłe – pisał Pratchett. Śniadanie. Śniadanie jest ważne – napiszę podpinając się pod mistrza. Ważne to mało powiedziane. Rozmaite mądre głowy twierdzą, że to najważniejszy nasz posiłek w ciągu dnia. O ile z kolacji możemy zrezygnować (a ten i ów nawet powinien), o tyle ze śniadania rezygnować nie wolno. Dlaczego? Cóż, śniadanie daje nam pozytywnego kopniaka na cały dzień. Mózg – upraszczając sprawę – jest lepiej ukrwiony, lepiej funkcjonuje, łatwiej włączamy się w otaczającą nas rzeczywistość, lepiej kojarzymy fakty, szybciej podejmujemy decyzje, zwyczajnie jesteśmy silniejsi. Nigdy nie wypuszczam dzieci z domu z pustym żołądkiem. Jeśli już śniadanie „właściwe” mają zjeść w przedszkolu, to w domu piją chociażby „kakałko”. Zresztą brak „kakałka” oznacza od razu wypowiedzenie wojny, dlatego lepiej żeby było 😉

Śniadanie śniadaniu nierówne. Fajnie, żeby było pożywne, bogate w składniki odżywcze, ale jednocześnie szybkie i łatwe do przygotowania, bo przecież, na miłość boską, zbieramy siebie do roboty, dzieci do żłobka, przedszkola lub szkoły i choćby nie wiem jak nas zaklinać, nie będziemy się doktoryzować nad patelnią czy garem. Nie ma takiej opcji. Powiem więc wam, co u mnie często występuje w roli śniadania lub jednego z jego składowych.

Dobra, w tym miejscu czas przyznać się, wyznać publicznie grzech polegający na tym, że często-gęsto w roli śniadania występowała u mnie kawa. I tylko kawa. Mea maxima culpa. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem (i posypała się lawina 😉 ). Na ślepo do czajnika, dwa sypki do kubka, zalewamy i… pierwszy gorący łyk był najważniejszy pod słońcem. Potem mogła wystygnąć (i najczęściej tak robiła), a potem nie było czasu, by jej dopić, a potem trzeba było już wychodzić i śniadanie pozostawało w warstwach czysto teoretycznych. Otóż to zmieniam. Bez śniadania słabo się myśli i słabo pracuje, a ja muszę być kreatywna. Jem więc śniadanie.

Jestem totalnym nabiałowym świrusem, dlatego najprostszym i najszybszym wrzuceniem na ząb czegoś niezobowiązującego, a jednocześnie smacznego i pożywnego jest koktajl. Z niewiadomych dla mnie powodów słowo koktajl z uporem maniaka zastępowane jest przez smoothie. Pewnie z tych samych, dla których szkoleniowiec zmienia się w coacha. Nieważne. Koktajl jest prosty jak konstrukcja cepa, smaczny i bogaty w składniki odżywcze.

koktajlCo potrzebujemy do jego przygotowania? Mleko, jogurt (ja używam jogurtu typu greckiego, a co się będę), jakieś owoce. U mnie w wersji uwiecznionej na zdjęciu w roli owoców wystąpiły 2 banany i mandarynka. Dlaczego? Bo trzeba było je zutylizować. Jakbym miała do utylizacji truskawki, to wykorzystałabym truskawki. Można tak naprawdę wykorzystać owoce, jakie tylko chcemy. Wersja z bananem i mandarynką jest świetna, polecam.

Mleko i produkty mlekopochodne są niezwykle wartościowe spożywczo. Jogurt typu greckiego uwielbiam. Dobra, wiem, że zawiera 7-10% tłuszczu, ale ten smak, ten smak… mmmmmm, dam się pokroić, poważnie. Używam zamiast śmietany. Jogurt grecki swoją boską konsystencję zawdzięcza temu, że w końcowym procesie produkcji odsącza się z niego serwatkę. Jogurt grecki w Grecji jest niezbędnym składnikiem tzatziki i bywa ponoć tak gęsty, że kroi się go nożem i sprzedaje na wagę. Dostępne w naszych sklepach jogurty typu greckiego tego nie potrafią, ale i tak są świetne. Ja uwielbiam, mówię poważnie.

koktajl2Dobra, wróćmy do śniadania. Robię więc taki koktajl i to zupełnie wystarczy. Daje naprawdę potężnego kopa. Potem oczywiście kawka też się pojawia, bez kawy nie istnieję, ale wiem, że dostarczyłam organizmowi  wartościowe jedzenie w postaci mleka, jogurtu i owoców.

Drugą rzeczą, która regularnie występuje u mnie w roli śniadania (lub gra w śniadaniu rolę główną), jest twarożek. Dam się za niego pokroić tak samo jak za jogurt grecki. Kupuję twaróg (najczęściej półtłusty), mieszam z jogurtem  i uzupełniam rozmaitymi dodatkami. Dodatki są albo słodkie (np. miód), albo „wytrawne”, jak mi tam się chce i pasuje. Zrobienie twarożku trwa trzy sekundy, ale jeśli mam nieco więcej czasu, chce mi się i mam fantazję utrafić w gusta mojego męża, to dodaję do niego szczypiorek i rzodkiewkę. Wystarczy. Ser twarogowy stanowi dobre źródło pełnowartościowego białka, które jest podstawowym budulcem ludzkich tkanek i komórek. Zawiera również zestaw witamin, w skład którego wchodzą rozpuszczalne w tłuszczu witaminy A, D, E oraz witaminy z grupy B. Jestem fanką twarożku, fanatyczką, jak powiedzieliby szczególnie zaangażowani kibice piłkarscy.

twarozekCzujecie klimat? Prosto, szybko, pożywnie, smacznie i na dodatek można popuścić wodze kuchennej weny twórczej. Bo kto mi zabroni dodać suszonej żurawiny do twarożku? No kto? Kto mi zabroni? 😉

twarozek2Tekst powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Mam kota na pukcie mleka”. Można zaglądnąć na stronę poświęconą kampanii, zapraszam 🙂 Kurczę, naprawdę fajnie jest robić coś, do czego jest się przekonanym. To czwarta notka, jeszcze kilka przed nami. Następnym razem powiem co nieco o serach. Serki z pleśnią, omnomnomnomnom… 😉

1 KOMENTARZ

  1. Fajne, ale mleko… Ja akurat mam nietolerancję, więc spoko, na sojowym lub innym roslinnym jadę. Ale tyle się czyta nieciekawego o mleku, że juz sama nie wiem, podawać rodzinie, nie podawać…