Jakiś czas temu zapodawałam na fejsie, że poszedłszy do Biedry na łowy, ustrzeliłam chusteczki Go Pure Kids, które na opakowaniu mają niesamowitą obietnicę. Trzymajcie spodnie, cytuję:

Usuwają plam z atramentu, kleju, pisaków itd. z twarzy i rąk dzieci.

W mordę jeża! Szok i niedowierzanie! Nie mogłam nie kupić. Nie pamiętam, ile mnie ta przyjemność kosztowała, ale zapewne niewiele, skoro opakowanie mieści 12 sztuk i jest rozmiaru takiego, jaki jeszcze nie dawno miały telefony komórkowe, kiedy się wszyscy łudzili, że świat zmierza ku minimalizacji. No dobrze, ale dokładnie o czym mowa? Pozwólcie, że ja bohaterów zdjątkiem.

chusteczki_go_pure_kids6Być może w oko wpadło wam info, że chusteczki mają zapach gumy balonowej. To delikatnie powiedziane. Po otworzeniu opakowania gumą zionie wszystko w promieniu kilometra przez długie godziny. W ten niezwykle subtelny sposób chcę przekazać, że walą tą gumą naprawdę potężnie. Dzieci są zachwycone, ja wprost przeciwnie.

chusteczki_go_pure_kids7Brak parabenów, PEGów, alkoholu i takie tam bla, bla, bla. No dobrze, ale jak z działaniem? Okazja do testów nasunęła się szybko i wcale nie trzeba było się o to starać. Młodzież stanęła na wysokości zadania i jak zwykle upindoliła się po pachy, trzeba było pospieszyć z odsieczą. U jednej łapki, u drugiej facjata. Efekty wyglądały następująco.

Przed

chusteczki_go_pure_kids4Po

chusteczki_go_pure_kids3Przed (to miał być podobno makijaż)

Po

Wrażenia? Z rąk flamastry schodzą rewelacyjnie! Dodam, że żadne zmywalne one były, po prostu zwykłe pisakowe badziewie. Ważne – mazidła na rękach były stosunkowo świeże, wykryłam je gdzieś w okolicach godziny po popełnieniu czynu. Jedną chusteczką da się spokojnie zapobiec apokalipsie.

Z twarzą tak fajnie nie idzie, choćby dlatego, że trzeba się trochę wysilić, żeby flamastry zetrzeć. Dziecko się niecierpliwiło. Efekt byłby zapewne lepszy, gdyby w ogóle dała nad sobą popracować.

Chusteczki są bardzo mokre i… bardzo małe, ale to, co widzicie na zdjęciach zostało usunięte za pomocą jednej, tej samej chusteczki. U obu dzieci. Wydajność jest więc na plus.

Czy kupię ponownie? Myślę, że tak. Nie sprawdzałam, jaka jest różnica między tymi chusteczkami a zwykłymi nawilżanymi, jeśli chodzi o skuteczność usuwania flamastrów. Chcę mieć na stanie coś, co ogarnia chaos. Nie sądzę, żeby sprawdziły się jako wyposażenie dziecięcego szkolnego plecaka – moje panny z pewnością nie pamiętałyby o użyciu i o tym, że w ogóle coś takiego mają. Małe gabaryty są świetne do rodzicielskiej torebki. Fajna rzecz, polecam.

7 KOMENTARZE

  1. O tak, o tak! Brałabym w każdej ilości – niestety „kolekcja limitowana” i w mojej Biedronie już je wymiotło. Ps. zapach mi zupełnie nie przeszkadza – sezon alergii zaczęłam jakiś miesiąc temu 😉

    • Wiesz, on nie jest brzydki, jest intensywny. Tak jakby rozpakować na raz cały wagon kultowej gumy Donald i wdychać. To jest właśnie ten zapach 🙂
      Czyli edycja limitowana? Ech, to niedobrze. Nic, będę łowić 😉

  2. Chusteczki co jakiś czas się pojawiają, trzeba się rozglądać. Ja kiedyś kupiłam, ale akurat się nie sprawdziły. Może skuszę się jeszcze raz i ponownie przetestuję…

  3. Krusz, wyobraź sobie, że część dzieciaków nosi w plecakach mokre chusteczki, różne, niekoniecznie te. Zwyczajnie, to fajny patent, nawet po prostu szybciej czasem na lekcji szybko łapki wytrzeć mokrym, albo po malowaniu farbami przetrzeć ławkę 😉

  4. Pisaki, mam wrażenie, i to jeszcze w miarę świeże, dadzą się zetrzeć jakąkolwiek nawilżaną chusteczką. Atrament (taki z pióra wiecznego) jest trudniejszy do usunięcia, trzeba by zrobić test z atramentem.

  5. Flamastry może zmywają, ale z długopisem, którym czasem moja mała robi sobie hm… „tatuaże”, nie poszło tym chusteczkom za dobrze.