Mediacja, czyli jak uratować związek

2
3432

Najczęściej to jest tak: sypie nam się, próbujemy się dogadać (albo i nie próbujemy, różnie to bywa), w końcu jednak stwierdzamy, że dosyć tego dobrego i idziemy do sądu. O ile związać się było stosunkowo prosto, o tyle rozwieść się jest znacznie trudniej. I nie chodzi o koszty samego przedsięwzięcia (w końcu wesele zazwyczaj kosztuje znacznie więcej niż 600 zł), ale o wszystko, co dookoła. A co jest dookoła? Cóż, zazwyczaj przede wszystkim dzieci, dla których cała sytuacja staje się niezwykle ciężka, również z tego względu, że kompletnie jej nie rozumieją (dziwne nie jest). Jest też często-gęsto jakiś kredyt hipoteczny, co do którego coś trzeba postanowić, skoro wzięło się go na lat trzydzieści, a rozstajemy się po sześciu. Jest jakieś dobro materialne z którym też bywa problem, skoro nie mieliśmy ustanowionej rozdzielności majątkowej. Słowem – rozwód bywa skomplikowany, upierdliwy i bolesny, nie tylko od strony emocjonalnej.

Pytanie więc, czy jest jakaś opcja, żeby do tego nie doszło, czy jest coś, jakaś deska ratunku (może niekoniecznie wyglądająca na brzytwę), której uczepienie się daje szansę na uratowanie związku? Czy można przedsięwziąć jakieś kroki niekoniecznie prawne i sądowne, żeby jednak swoją relację z drugą osobą próbować wyciągnąć za uszy?

Czymś takim jest MEDIACJA. Co to jest, czemu służy, dla kogo i jak się to robi? Na te pytania i parę innych odpowiedziały mi dwie osoby, które mediacją zajmują się na co dzień, zawodowo. Są to Grażyna Górska, mediatorka i prawniczka, która prowadzi kancelarię mediacyjną w Oławie i która jest założycielką Stowarzyszenia Mediatorów Cywilnych oraz Marta Lichota (z którą znam się jeszcze z liceum, he he), koordynatorka i mediatorka w Fundacji Akita we Wrocławiu.

Malwina Ferenz (Krusz.): Ustalmy najpierw, o czym właściwie rozmawiamy. Co to jest ta mediacja między małżonkami? Czy to takie – wybacz określenie – luźne pitu-pitu czy też bardziej sformalizowanie działanie z jakimiś wytycznymi, procedurami czy też regułami?

Marta Lichota: To ja może odwrócę Twoje pytanie i powiem czym na pewno nie jest mediacja. Na pewno nie jest medytacją. Czasami bywa mylona z terapią, którą również nie jest gdyż posiada własne standardy postępowania, rządzi się swoimi regułami i zasadami takimi jak: dobrowolność,poufność,neutralność i bezstronność. Nie jest też procesem sądowym bo mediator nie rozstrzyga winy jednej ze stron ale pomaga znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie dla obu stron. Przy czym należy podkreślić, że nie narzuca swojego rozwiązania, ale szuka wspólnie ze stronami najlepszej opcji, zaproponowanej przez strony. Podoba mi się natomiast przyrównanie mediacji do wojny pozycyjnej, podczas której obie strony trwają na linii frontu w swoich okopach, a mediator musi lawirować jako posłaniec między pociskami, próbując doprowadzić do porozumienia. Słowo mediacje pochodzi od łacińskiego mediare to znaczy „być w środku”. Mediacja małżeńska jest więc spotkaniem pomiędzy zwaśnionymi stronami , którym towarzyszy bezstronny mediator.

Malwina: Dla kogo przeznaczona jest mediacja?

Marta: Właściwie dla każdego. Konflikty pojawiają się wszędzie, w każdej grupie społecznej. Kłócą się sąsiedzi, pracownicy biur, małżonkowie czy osoby będące w związkach nieformalnych oraz członkowie rodzin gdy przychodzi czas aby zająć się starszymi rodzicami. Mediacja jest uniwersalną metodą rozwiązywania wszelkich konfliktów i sporów, zaś mediator musi być osobą bezstronną i neutralną, tylko wtedy będzie w stanie podjąć się każdej sprawy.

Malwina: Co nam daje mediacja?

Grażyna Górska: Przede wszystkim mediacja daje nam możliwość rozmowy, bo strony będące w konflikcie nie potrafią ze sobą rozmawiać, ta ich rozmowa do niczego nie prowadzi, co więcej sama jej forma staje się źródłem konfliktu i doprowadza do jego eskalacji. Jak pytam strony, kiedy ze sobą ostatni raz rozmawiały, często słyszę, że kilka miesięcy temu, niektórzy mówią kilka lat temu, są też tacy, którzy nie pamiętają, albo mówią, że nigdy nie potrafili ze sobą rozmawiać.

Rozmowa w mediacji jest inna, bo jest w niej obecna osoba trzecia, która ją moderuje, czuwa nad jej przebiegiem i formą, strony zachowują się inaczej w obecności mediatora i inaczej ze sobą rozmawiają. Strony mają okazję omówienia problemu, negocjowania i w końcu znalezienia takiego rozwiązania, które będzie najlepsze w danej sytuacji, będzie dobre dla każdej z nich.

Mówi się, że jest to rozwiązanie „wygrany-wygrany”, gdzie nie ma zwycięzcy i przegranego, bo taki właśnie jest cel mediacji, wypracowanie rozwiązania satysfakcjonującego każdą ze stron. Oprócz rozmowy i poczynienia konkretnych ustaleń mediacja może dać coś więcej, w zależności od tego z czym strony przychodzą, jaki jest ich cel, co chciałyby osiągnąć.

Na początku mediacji zawsze pytam o oczekiwania stron, o to z czym chciałyby wyjść, żeby móc powiedzieć, że było warto skorzystać z mediacji. Takie cele mediacji najczęściej wskazywane przez strony to nie tylko spokojna rozmowa i zawarcie ugody w kwestii spornej, ale faktyczne zakończenie sporu, zrozumienie drugiej strony, przeproszenie się, zamknięcie pewnego okresu i rozpoczęcie nowego, poprawa relacji w przyszłości.

love

Malwina: Jaki moment jest najlepszy na podjęcie mediacji? Czy jest jakiś etap, o którym możemy powiedzieć „ups, chyba powinniśmy porozmawiać z mediatorem”?

Grażyna: Można powiedzieć „im wcześniej tym lepiej”, bo na „świeżo” łatwiej jest o znalezienie rozwiązania, bo nie zdążyło się jeszcze zbyt wiele złego wydarzyć, konflikt nie rozwinął się na dobre. Mniej jest kwestii spornych. Takim pierwszym sygnałem może być właśnie brak możliwości porozumienia się, sytuacja kiedy nie potrafimy ze sobą rozmawiać i podjąć decyzji.

Z pewnością dobrym momentem na mediację jest etap, kiedy jeden z partnerów myśli o rozstaniu. Rozmowa z mediatorem może być wówczas szansą na podjęcie wspólnych działań zmierzających do ratowania związku lub też ustalenia sposobu rozstania (czyli np. kto wniesie pozew o rozwód, kto pokryje koszty), kwestii wspólnego mieszkania, podziału majątku, a przede wszystkim opieki nad dziećmi. Te ustalenia przed rozstaniem pozwolą na opracowanie „planu” zakończenia związku w sposób polubowny, bez wyciągania „brudów”, bez wykorzystywania dzieci jako „karty przetargowej”, bez długotrwałych postępowań sądowych i potwornego stresu, jaki się z tym wiąże.W kwestii dzieci umożliwia poczynienie konkretnych ustaleń dotyczących miejsca zamieszkania, kontaktów, alimentów, ale również tego, jak dzieciom zostanie przekazana informacja o rozstaniu rodziców. Ale również na etapie sądu można wnosić o skierowania jej do mediacji lub skorzystać z mediacji poza sprawą sądową (prywatnie zwracając się do mediatora).

Często jest tak, że strony początkowo nie chcą korzystać z pomocy mediatora, bo każdej z nich wydaje się, iż sąd rozstrzygnie sprawę na jej korzyść, szybko uzyska wyrok, ale potem okazuje się, że nie będzie to szybko, a wyrok niekoniecznie będzie taki, jakiego oczekiwała. Strony walcząc o korzystny dla siebie wyrok zaczynają atakować się nawzajem, wszczynane są kolejne sprawy sądowe, pogłębia się konflikt, pojawia się efekt kuli śnieżnej. Im wcześniej postaramy się to zatrzymać tym lepiej.

Malwina: Dlaczego para nie może dogadać się sama? Co daje obecność tej „trzeciej strony”?

Marta: Jesteśmy w pewnym sensie medium, bynajmniej nie podczas rozmów z duchami;-) Medium w języku łacińskim oznacza pośrednika i mediator właśnie pośredniczy w rozmowie na przykład pomiędzy małżeństwem. To właśnie na osobie trzeciej czyli mediatorze zatrzymuje się, jak na filtrze agresja lub inne nadmierne emocje. Z drugiej strony pełni też funkcję tłumacza, gdy zwaśnione strony nie potrafią przekazać sobie informacji, określić swoich potrzeb i emocji.

Malwina: Czy istnieją jakieś dane statystyczne czy też inne przesłanki, które mogą nam coś powiedzieć o skuteczności tej formy ratowania związku? Nie wiem, coś w stylu „siedem przypadków na dziesięć udaje się uratować”.

Marta: Pytanie też, co rozumiemy przez uratować związek. Zadaniem mediatora jest nauczenie stron porozumiewania się językiem prowadzącym do rozładowania konfliktu. Dlatego tak ważne jest, czy mediator posiadał tę umiejętność. Ten specyficzny język jest po prostu dialogiem, językiem szacunku i umiejętnością wyrażania własnych potrzeb i uczuć za pomocą komunikatu Ja. Zamiast : „zawsze kłamiesz!” możemy powiedzieć: „przykro mi, gdy nie mówisz prawdy”. Czy to nie zmienia wiele? Tego strony nie nauczą się w sądzie.

Co do statystyk to ostatnie pokazują, że w Polsce główne przyczyny rozwodów to niezgodność charakterów – 37,8% (a co to znaczy?), zdrada – 22,9% oraz alkoholizm -19%. Czy są to jakieś nowe problemy, z którymi nie zmagali się nasi dziadkowie? Myślę, że nasz sposób życia, w pędzie, w pogoni za pracą i sukcesem (cokolwiek to znaczy) sprawia, że nie potrafimy poradzić sobie w sytuacji kryzysowej w małżeństwie. Zmieniły się priorytety. Kiedyś była wiara, nadzieja, miłość a teraz mamy pieniądz. Może jest to uproszczenie, ale w mediacji najlepiej widać, że to prawda. Myślę, że rodziny wielopokoleniowe lepiej potrafiły „okiełznać” problem w rodzinie, dać wsparcie w trudnych chwilach, niż to się dzieje w wielkich miastach (75 procent rozwodów odbywa się w miastach), gdy rodzina dwa plus dwa sama próbuje przetrwać ciężkie momenty. Dlatego mediacja jest tak bardzo potrzebna i dlatego się sprawdza. Tylko dialog pomiędzy mężem i żoną w szczerości i miłości jest w stanie uratować związek. Na to również nie ma miejsca w sądzie.

zwiazek

Malwina: Dlaczego lepiej „pertraktować” niż po prostu się rozwieść? Dlaczego warto zawalczyć o związek?

Marta: Dlaczego? To może zacytuję tekst piosenki zespołu , którego słuchają moi synowie – Arki Noego: „I po co ta wojna o moje i twoje? Jak się pogodzimy wygramy oboje!”. Dla siebie i dla swoich dzieci. Dla miłości w rodzinie. Czy istnieje coś ważniejszego? My dorośli zapomnieliśmy, jak artykułować swoje potrzeby i często dopiero dzieci przypominają nam o tym, że druga strona nie domyśli się, co nam w duszy gra, jeśli jej tego szczerze nie przekażemy. Gdy przygotowywałam się do odpowiedzi na te pytania, mój pięcioletni syn zawołał z łóżka: „Mamo, kiedy się mną zaopiekujesz? Chcę twojej miłości!” To aż zapiera dech 😉

Malwina: Czy są jakieś typy problemów, o których możesz powiedzieć, że „ups, ten przypadek to ciężko będzie wyciągnąć za uszy”. Albo inaczej zapytam: czy są jakieś przypadki, których się nie podejmujesz. Np. małżeństwa, w których jedno z małżonków ma problem z alkoholem, związek, w którym doszło do zdrady?

Grażynka: Są takie przypadki, kiedy faktycznie na od samego początku mediator wie, że może być ciężko, że musi zachować szczególną ostrożność. Takimi sytuacjami są przemoc fizyczna i psychiczna, uzależnienie od alkoholu, narkotyków czy hazardu oraz bardzo silna nierównowaga stron, czyli sytuacja, w której jedna z nich ma zdecydowaną przewagę nad drugą i ją wykorzystuje. Ta przewaga może mieć różne źródła, wynikać np. z wykształcenia, pozycji społecznej, zasobów finansowych, ale i osobowości danej osoby, wsparcia osób najbliższych. W takich przypadkach mediator może odmówić prowadzenia mediacji, powołując się na występujące przeciwwskazania do mediacji. Są to trudne przypadki, wymagające dużego doświadczenia od mediatora. W przypadku mediacji z udziałem osób uzależnionych lub stosujących przemoc kwestią poddawaną pod mediacje powinna być również terapia i skorzystanie z pomocy specjalistów, bo takich przypadkach sama mediacja nie wystarczy. A co do zdrady to nie jest ona przypadkiem szczególnym uniemożliwiającym poddanie sporu pod mediację.

Takie trudne przypadki to również sytuacja długotrwałych konfliktów, trwających kilka czy kilkanaście lat, gdzie strony nauczyły się już żyć w konflikcie, nie wykazują woli zmiany sytuacji, nie są w stanie ustąpić, toczą ze sobą ciągłą wojnę, a celem tej wojny staje się zniszczenie przeciwnika. W takiej sytuacji nie ma miejsca na mediację. W mediacji każde ze stron musi to minimum dobrej woli wykazać. A jak rozumiem tę dobrą wolę? Po prostu przez to, że uczestnik mediacji będzie w stanie wysłuchać drugą stronę, nie przerywać jej, starać się zrozumieć, współpracować przy szukaniu rozwiązań, a przede wszystkim nie manipulować, nie szantażować, nie wymuszać. Nie każdy jest na to gotowy.

Malwina: Tak z Twojego doświadczenia: jaki jest najczęstsza przyczyna problemów w małżeństwie? Kiedy zaczyna się „sypać”?

Marta: Sypie się wtedy gdy zapominamy, czym jest małżeństwo: jednością męża i żony a nie życiem obok siebie. Gdy nie poświęcamy czasu naszemu małżeństwu, gdy nie ma bliskości – dialogu oraz miłości fizycznej.

Malwina: Powiedzmy, że ustaliliśmy, że chcemy jednak ratować nasze małżeństwo i skorzystać z mediacji. Jak się za to zabrać? Do kogo się zgłosić? Gdzie można uzyskać jakieś informacje? Czy trzeba ustalać jakiś termin? Jak długo się czeka?

Grażynka: Przede wszystkim trzeba wybrać mediatora, konkretną osobę, do której zechcemy się zwrócić o pomoc. Mediator musi dawać nam poczucie bezpieczeństwa, bo będzie nam towarzyszył w tej drodze do porozumienia. Musimy mieć do niego zaufanie, być przeświadczeni o jego kompetencji, doświadczeniu, a tak po ludzku, musimy się dobrze czuć w jego towarzystwie. Najlepszy jest kontakt telefoniczny, bo wówczas mamy okazję dopytać o sprawy, które są dla nas wątpliwe, ustalić dogodny termin spotkania, miejsce.

A gdzie można znaleźć mediatorów? Na stronach sądów okręgowych, bo tam są zamieszczone listy mediatorów stałych, na stronach internetowych ośrodków mediacyjnych, kancelarii mediacyjnych, fundacji zajmujących się mediacjami. Termin spotkania ustalany jest telefonicznie z mediatorem, ewentualnie za pośrednictwem poczty elektronicznej.

W zależności od warsztatu pracy mediatora strony zostaną zaproszone na spotkanie wspólne lub też indywidualne, podczas którego mediator spotyka się z każdą ze stron osobno, a dopiero po spotkaniach indywidualnych odbywa się spotkanie wspólne. To jak długo będzie trwała mediacja zależy od tego, ile spraw prowadzi mediator, czy spotyka się na posiedzeniach wspólnych czy indywidualnych, co jest przedmiotem konfliktu i ile jest kwestii spornych, ilu jest uczestników mediacji, ale również od woli i zaangażowania stron.

Malwina: Dla kogo przeznaczona jest mediacja?

0

Marta: Spotkanie odbywa się w miejscu przygotowanym przez mediatora, a więc na przykład, jak w moim przypadku, w poradni rodzinnej, gdzie stworzyłam warunki do takiej rozmowy. Oczywiście, że jest to ważne, aby miejsce było wygodne, otoczenie przyjazne, to też część naszej pracy – stworzyć atmosferę.

Malwina: Dla kogo przeznaczona jest mediacja?

1

Marta: Spotkań jest średnio około trzech, jednak bywa że wystarczy jedno, a także bywa że potrzeba więcej. Spotkanie trwa średnio 2-3 godziny.

Malwina: Dla kogo przeznaczona jest mediacja?

2

Marta: Jeśli małżonkowie dojdą do porozumienia, to podpisują dokument, który nazywa się ugodą. Jeśli sprawa została skierowana do mediacji z sądu, to taka ugoda odsyłana jest do sądu i zyskuje status ugody sądowej. Podobnie jest w przypadku, kiedy przychodzimy do mediatora „z ulicy”.

Malwina: Dla kogo przeznaczona jest mediacja?

3

Marta: Hm, mogę powiedzieć że mediacja przyszła do mnie sama. Jako koordynatorka naszej fundacji wyszłam naprzeciw potrzebom poradni rodzinnej. Zgłaszały się małżeństwa, szczególnie młode, które potrzebowały wsparcia w konfliktach na tle np. uzależnień czy emigracji zarobkowej – niewiele osób wie, jak wielkim wyzwaniem jest utrzymanie małżeństwa poza granicami swojego kraju. Mediacje to bardzo trudny i wymagający zawód, wymagający od samego mediatora wielkiej pracy nad sobą, zaangażowania oraz sporej dawki wiedzy. Tu wyedukowały mnie studia podyplomowe z mediacji rodzinnej i małżeńskiej na Uniwersytecie SWPS oraz obecnie wspomaga Pani Grażyna Górska, która jest również prawnikiem z dużym doświadczeniem.

Ważnym zadaniem państwa, sądów i samych mediatorów jest informowanie społeczeństwa o tej formie polubownego rozwiązywania sporów. Ważne żeby małżeństwa wiedziały, jak mogą sobie pomóc zanim dojdzie do wojny w sądzie, gdzie nie liczą się emocje tylko dowody. No i edukowanie dzieci w tym zakresie. Młodzi mają największą szansę ochronić swoje rodziny przed rozpadem wiedząc gdzie mogą szukać pomocy.

Grażyna: W moim przypadku było to przeświadczenie, że mediacja jest potrzebna, że wiele konfliktów da się rozwiązać poza sądem, że ludzie są w stanie się porozumieć, tylko czasami trzeba im w tym pomóc. Jestem przekonana, że mediacja będzie się rozwijała i za kilka lat przestanie być czymś nowym i nieznanym.

Malwina: Dla kogo przeznaczona jest mediacja?

4

Marta: Przyjmuję w Fundacji Akita przy ulicy Kochanowskiego 34 m2 we Wrocławiu. Prowadzimy poradnię rodzinną, jesteśmy finansowani przez miasto Wrocław, a więc jest też alternatywa dla osób poszukujących bezpłatnych porad. Zapraszam do kontaktu z poradnią pod numerem 792 57 50 17.

W Oławie znajduje się kancelaria mediacyjna mediator Grażyny Górskiej. Zapraszamy do odwiedzenia strony www.mediator-olawa.pl.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here