Kobiety wcale nie marzą o księciu z bajki. Kobiety marzą, żeby się nażreć i nie przytyć. Tak jest w jakimś memie, który krąży sobie radośnie po sieci i według którego jestem stuprocentową kobietą. Tak, przyznaję bez bicia, że bez namysłu i żadnej krępacji wszamałabym calusieńki tort śmietanowy, poprawiła lodami, ciastka francuskie wciągnęłabym na deser, a w roli zagryzki wystąpiłyby kokosanki, gdyby tylko można było po tym wszystkim nie przytyć.

Życie jest ciężkie. Pozostaje mi zadowolić się oszukiwaniem siebie, żeby można było zjeść coś, co nazywa się jak coś niedozwolonego, smakuje wyśmienicie i dostarcza o wiele mniej kalorii niż owoc zakazany. Czymś takim są frytki. Frytki w moim jadłospisie nie występują, tak jak nie występują w nim ziemniaki w ogólności. Kto powiedział jednak, że nie można zrobić małego fiku-miku i do zrobienia frytek użyć czegoś innego? Na przykład marchewki? Moja koleżanka Ola sypnęła przepisem, a ja dzielę się nim z wami, bo szama była bardzo smaczna i rzeczywiście można było wsunąć michę marchewki przy zachowaniu czystego sumienia. Jedziem!

Frytki z marchewki

Składniki:
  • kilka marchewek (lub kilkaset, ile tam chcemy)
  • odrobina oleju
  • przyprawy (u mnie sól, pieprz, czosnek granulowany, suszona bazylia)
Przygotowanie:

Surową marchewkę obieramy i kroimy w słupki przypominające frytki. Posypujemy przyprawami i odrobinę polewamy olejem. Odrobinę. Gdyby istniał olej w sprayu, tak jak to jest z octem balsamicznym, to byłoby to idealne rozwiązanie. Żadnego pływania, lekkie skropienie. Trzeba sobie fryty popodrzucać, żeby wszystko ładnie się obtoczyło i okleiło.

Nagrzewamy piekarnik do około 200°C, a wcześniej wykładamy go papierem do pieczenia. Na papier wrzucamy frytki i pieczemy.

Sprawdzamy widelcem, czy warzywo jest już miękkie, i jeśli tak, to wyciągamy. Frytki chrupkie nie będą, ale jakie pyszne!

Sam sposób na marchewkę nowy nie jest, nowa i bardziej litościwa kalorycznie jest metoda. Do tej pory smażyłam marchewkę na polanej olejem patelni i wkrajałam tam ząbki czosnku, ale tłuszczu było wtedy bez porównania więcej. Ten sposób jest lepszy. Nieco dłuższy, ale zdecydowanie mniej tłuszczu idzie. Smak równie dobry, nawet lepszy.

A gdyby ktoś chciał mieć przepisy zawsze pod ręką, to zachęcam do pobrania naszej darmowej apki kulinarnej, zbierającej przepisy z obu blogów, z My, babki oraz „Dzieciowo mi!„.

Czeka sobie w Google Play 🙂

Notka przeniesiona z mojego drugiego bloga „My, babki”.

9 KOMENTARZE

  1. Olej w spreju? A nie lepiej nabyć pojemnik z dyfuzorem (czy jak to, to się tam zwie) na olej?
    A przepis idę wypróbować do dzisiejszego obiadu. Może memu mięsożercy uda się do jadlospisu trochę warzyw przemycić

  2. Pożarłabym wszystkie te torty, ciastka i lody o których piszesz, a potem poprawiła śledziem z cebulą dla równowagi. I nie wcale nie jestem w ciąży… 😉 Ja w podobny sposób robiłam bataty. Też dobre.