Syndrom dziecka podróżującego i jak ocalić auto

5
2213

Co to jest syndrom dziecka podróżującego? To stan, który uaktywnia się u 99% populacji nieletnich, kiedy następuje odpalenie silnika w samochodzie, odjazd pociągu ze stacji, start samolotu lub chociażby rozpoczęcie jazdy rowerem, i który polega na domagającej się natychmiastowego zaspokojenia potrzebie żarcia et consortes. Nie ważne, czym się przemieszczasz. Jeśli robisz to razem z dzieckiem, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że najdalej po pięciu minutach usłyszysz „mamo, tato, jeść, pić, siku”. Znacie to? Na pewno 😉

Ile kosztuje święty spokój i czy da się go kupić? Powiedzmy sobie od razu – jasne, że się da. Pozostaje tylko kwestia ceny, przy czym nie chodzi o pieniądze, a o ekwiwalent tychże, którego rodzaj zależy od wieku dziecka. U nas na liście podróżniczego must have znajdują się odpowiednio:

  • paluszki (w wersji for kids, czyli ogołocone z soli)
  • chrupki kukurydziane
  • talarki
  • znów paluszki, bo znudziły się chrupki,
  • znów chrupki, bo nie ma talarków
  • cukierki (jeśli są)
  • żelki (bo zagrożono strajkiem włoskim i wołaniem siku co 22 sekundy)
  • ewentualnie paluszki

Możecie się domyślić, jak wygląda auto rodzica, którego dziecko wykazuje symptomy syndromu dziecka podróżującego (SDP). Generalnie panuje zasada dostosuj się lub zgiń. My chcemy pożyć, bo łudzimy się ciągle, że nastąpi ten czas w naszej rodzicielskiej karierze, że będziemy leżąc kołami do góry sączyć drinki z palemką, póki co przyjmujemy więc rzeczywistość na klatę w tym galopujący SDP u trójki naszych córek. Tak, wiem, jak zaczną chodzić na randki, będę się śmiać z tego, co dzisiaj uważam za problem 😉

No dobrze, ale auto, choć duże, posiada gabaryty ograniczone, przychodzi więc ten moment, że stajemy wobec zagadnienia, że albo my, albo paluszki. Innymi słowy, jeśli zgadzasz się na konsekwencje SDP w aucie, to zwyczajnie nie wsiądziesz, bo karoseria nie jest z gumy. Trzeba posprzątać.

Postanowiliśmy więc zreanimować wnętrze naszego samochodu, przywrócić mu funkcje życiowe. Co wam będę gadać po próżnicy, sami zobaczcie, jak to wyglądało. Temi ręcami swemi film ten nakręciliśmy.

https://youtu.be/t6vT8yPHyHU

W rolach głównych wystąpili:
Kobieta – ja
Mężczyzna – małżon
Pomocnik płci obojga – odkurzacz Zelmer (świetnie się nadawał do roli, bo posiadał elastyczny długi wąż Flexi, bardzo długą ssawkę szczelinową i ssawkę małą do malutkich chodniczków 🙂 )

Tekst powstał we współpracy z marką Zelmer. Chwała Bogu, bośmy już ginęli 😉

5 KOMENTARZE

  1. A w ostatnim kadrze powinien być widok zbliżającego się dziecka z paczką paluszków w garści. Co ja gadam trójki dzieci 🙂

  2. Ja u siebie co tydzień zbieram w samochodzie wielki wór śmieci!
    A gdy już auto posprzątam na cacy, lub nawet „szarpnę się” i oddam do czyszczenia, zaraz wsiada ekipa z pakietem wycieczkowym… i już znowu wszędzie chrupkie pieczywo, papierki, chusteczki i puste butelki po napojach + odciśnięte na oparciu podeszwy. Poezja!

  3. Wasze Tobi całkiem przyzwoicie wyglądają jak na tyle przejść 🙂 Krysiowy dostał pokrowiec frotte, więc w niezłym stanie jest, ale myślalam, że bez pokrowca to będzie armagedon, a po waszych widać, że dobrze znoszą użytkowanie 🙂
    Przed urlopem małżon mój auto wypucował w środku, a córka po wizycie w lesie wytrzepała kaloszki w dywaniki, tapicerkę i plastiki będące w zasięgu odnóży 🙂
    Jak u was z fotelikami? Wejdą 3 na tylną kanapę?

  4. mam żelazną zasadę- nie jemy w samochodzie. a pijemy najwyżej wodę. To dotyczy zarówno dorosłych, jak i kilkulatki. Wcześniej i tak z tyłu zainstalowałam taką „plandekę”, którą się sprzedaje jako „osłona do przewożenia zwierząt”. i tak mimo wszystkich zasad i zabezpieczeń tył fotela, za którym siedzi dziecko jest niemal zmasakrowany. Ale i tak uważam,że moje dziecko przez 5 lat życia nabyło lepszych obyczajów podróżowania, n^ż niektórzy dorośli. Nie wali drzwiami (nienawidzę tego!!!poza tym przecież drzwi się automatycznie domykają…), je tylko w czasie postojów, w zimie otrząsa buty i czyści je szczotka (kazdy ma swoją w drzwiach). Fotelik co 2-3 miesiące pierzemy, zazwyczaj wtedy, gdy wnętrze przechodzi kompleksową konserwację skór i drewna.
    Miewałam dorosłych pasażerów, którzy zostawiali po sobie gorszy chlew niż wymiotujący niemowlak (raz bylam tak głupia, że zawiozłam w miejsce realizacji projektu moich własnych klientów, o których myślałam że są kulturalni…), dlatego obcenie jeździmy wyłącznie w sprawdzonym gronie. Mam zboczenie może, ale dla mnie auto to moja mała przyjemnośc i lubię o nie dbać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here