Donosiłam już uprzejmie, że wzbogaciłam się o kilka kosmetyków firmy FM, a przy okazji dokonałam epokowego odkrycia, bo okazało się, że firma po pierwsze jest polska, po drugie z Wrocka, czyli ziomy całą gębą, jako i ja wrocławianką jestem.

Obwąchałam pudełeczka, pomacałam, pooglądałam zawartość i zabrałam się za testy. Ponieważ sprawdzić wszystko na raz byłoby niemożliwością, podzieliłam sobie zadanie na dwa etapy. Na pierwszy ogień poszła maskara o przedziwnym (jak zobaczycie) kształcie szczoteczki, flamaster do brwi, kredka i przedziwne ustrojstwo do podkreślania i ujarzmiania brwi oraz podrasowywania rzęs. W następnym rzucie zajmę się bazą pod cienie oraz cieniem sypkim. To znaczy – gwoli ścisłości – już się zajęłam, nawet fotki mam, ale takiej ilości danych na jeden raz nikt o zdrowych zmysłach nie zniesie, muszę podzielić 😉

Kosmetyki sprezentował mi sklep internetowy Magia Zapachu, który został lojalnie uprzedzony o tym, że jeśli znajdę jakieś wady, również o nich napiszę. Przyjęli na klatę 🙂 Skoro tak, to jedziemy z koksem.

Co testowałam?

Tatoo brow tint, czyli flamaster do brwi

Flamaster do brwi, czyli tatoo brow tint to coś, z czym zetknęłam się po raz pierwszy. Jest mi znana szminka we flamastrze (i testowałam takową od Astor), znany mi jest eyeliner we flamastrze (szarpnęłam się na BlackBuster od L’Oreal), ale flamastrowy podkreślacz do brwi to dla mnie nowość (i wiem, że bardzo po czesku zabrzmiało to zdanie, coś jak hlavny wypinac lub elektricki mordulec).

Jak się tym manewruje? Bardzo sprawnie. Świetna koncepcja tak w ogóle. Tam, gdzie to koniecznie, pociągniemy cieńszą kreskę, tam gdzie trzeba, grubszą i wszystko gra. Bardzo precyzyjne narzędzie, naprawdę. Nie wiem, jak jest z okresem „żywotności” flamastra, bo to wymagałoby zapewne kilkumiesięcznego stosowania dzień po dniu, ciężko coś powiedzieć po kilkukrotnym użyciu, ale jak na razie sprawa wygląda cacy.

Jestem posiadaczką odcienia dark brown, najciemniejszego z kolekcji, który niestety i tak jest dla mnie o wiele za jasny. Mój naturalny odcień włosów jest prawie czarny (i można sobie go zobaczyć tutaj -> klik, klik), kolor brwi także i wszystko, czego używam do podkreślania brwi, jest znacznie ciemniejsze. Zaraz zresztą pokażę wam efekty.Jak z trwałością Tatoo brow tint? Zaskakująco dobrze! Trzyma się przez cały dzień, zobaczycie zresztą zdjęcie zrobione w odstępie 10 godzin (sic!) i same wyciągniecie wnioski 😉

Brow & Lash Creator

To ustrojstwo to bardzo ciekawa rzecz, z którą zetknęłam się już wcześniej, tylko – zabijcie mnie – nie pamiętam, o jaką firmę chodziło. Mógł to być Avon, L’Oreal albo Max Factor. Lat upłynęło już tyle, że całość skrył niepamięci cud, pamiętam jednak, że psioczyłam na tamten wynalazek straszliwie i zaraz powiem dlaczego.

Co to jest? To jest kombinacja dwóch „podrasowywaczy”. Z jednej strony mamy bazę pod maskarę, która ma za zadanie potęgować efekt sztucznych rzęs, wydłużać i pogrubiać (logiczne), z drugiej jest żel do nadawania kształtu brwiom i trzymaniu ich „w ryzach”. Wiecie, dla kogoś, kto tak jak ja, ma owłosienie a la Breżniew (i wygooglajcie sobie, riebiata, kto zacz), to jest naprawdę niezłe wyzwanie. Jak uformować krzaki? Właściwie wskazane by było przyciąć jak żywopłot 😉 Uwaga! Żel do brwi jest bezbarwny, nie nadaje koloru. Z racji tego że nabłyszcza i koryguje, podkreśla jednak brwi i no, w ogóle pozytywnie na nie wpływa.Końcówka „brwiowa” wygląda więc tak.Końcówka do rzęs wygląda tak.Jak sprawdziły się oba kosmetyki, zaraz zobaczycie, wcześniej jednak dwa słowa o tym, dlaczego tak wpienił mnie produkt firmy, której nie pamiętam (i coraz bardziej skłaniam się ku temu, że był to jednak L’Oreal). W biało-przezroczystej „masie” było bardzo dużo drobinek, które osiadłszy na rzęsach miały za zadanie je wydłużyć. Idea była dobra, jednak w miarę upływu czasu drobinki osypywały się, wpadały do oczu i powodowały modelowe podrażnienie. Nie dało się tego stosować. Czy tu jest podobnie? Tu jest na szczęście zupełnie inaczej i zaraz do tego dojdziemy.

3 Step Mascara, czyli podrasowujący tusz do rzęs

Co też producenci nie wymyślą, by wybić się z szarej masy z tym, co chcą sprzedać! Czym można wyróżnić się, jeśli chodzi o maskarę? Na pewno kształtem szczoteczki. Podchody były różne. Firma FM postawiła na sinusoidę.

Maskarę mam, jak widać, czarną (i bardzo dobrze, nie ogarniam wynalazków w kolorze zielonym czy niebieskim lub jeszcze innym, chyba że chodzi o brąz dla jasnowłosych), pojemność to 8 ml, co jest wartością średnią. Jest sporo maskar, które mieszczą w opakowaniu 10 ml dobra. To, że mieszczą, nie oznacza jednak, że są lepsze, to wiadomo. Szczoteczka przypomina nieco maskarę Max Factor Wild Mega Volume, ale jest jeszcze bardziej sinusoidalna.

Kredka do powiek, czyli Long-lasting automatic eye pencil

Stałam się posiadaczką kredki w odcieniu, jakiego nigdy w życiu jeszcze nie używałam, czyli Malachite Green. Po polskiemu określiłabym ją jako butelkowa zieleń. Kolor miałam po raz pierwszy, ale kredkę wykręcaną nie. Ostatnio używałam Gelmatic od L’Oreal. Miał to być eyeliner w kredce, taki co krawaty wiąże i zachodzi w ciążę, ale idea mocno rozminęła się z rzeczywistością. Gelmatic był zwykłą, wykręcaną kredką do powiek, wcale nie tak trwałą, jak obiecywał producent.

Tu nikt nie wyjeżdża z turbodoładowanym eyelinerem, tu mamy po prostu wykręcany ołówek.

O, kolor, proszę uprzejmie. Butelkowa zieleń w całej okazałości.

Wykręca się łatwo, rozprowadza po powiece jeszcze prościej, pozwala na precyzyjną aplikację i jest – już zdradzę – nieprawdopodobnie trwały.

Skoro produkty mamy przedstawione, czas na efekty złapane na zdjęciach.

Testy, testy, testy!

Zacznijmy od twarzy kompletnie sauté. No, nie tak dosłownie, bo została pokryta podkładem (AA Oceanic do cery wrażliwej, zresztą świetny) oraz pudrem sypkim (BeBeauty z Biedry, totalne zaskoczenie)

To, co macie poniżej, to rzęsy pociągnięte bazą (widać białe końcówki) oraz brwi ujarzmione żelem. Są nieco wyraźniejsze, prawda? Uwaga! Nie nabierzcie się tak jak ja i nie nakładajcie bazy pod maskarę w nieskończoność. Ona biała wydaje się na szczoteczce, ale na rzęsach jest półprzezroczysta. Aplikowałam i aplikowałam, nie widząc szczególnego efektu, a tymczasem wystarczyło jedno lub dwa pociągnięcia i KONIEC. Jeśli nałożymy za dużo, maskara już po jednym pociągnięciu będzie miała tendencję przekształcania nam brwi w owadzie nóżki. Nakładamy więc bazę i chwilę czekamy, aż wyschnie i dopiero potem aplikujemy maskarę.

Na zdjęciu poniżej dochodzi nam tusz, czyli maskara. To było JEDNO pociągnięcie, jedno! Przy wykorzystaniu bazy efekt pogrubienia, który uzyskuję zazwyczaj przy trzykrotnym nałożeniu tuszu. Ponieważ użyłam zbyt dużo bazy (bo byłam przekonana, że będzie wyraźnie biała, a ona była praktycznie przezroczysta), maskara miała tendencję do sklejania rzęs. Nie ma tego efektu, jeśli bazy użyje się w ilościach rozsądnych.

Co z dolnymi rzęsami? No cóż, szczotka przez swoje udziwnienie utrudnia nakładanie tuszu na dolne rzęsy. Niestety. Górne obrabia się w miarę sprawnie, z dolnymi jest kłopot. Nikt jak dotąd nie wpadł na to, jak problem rozwiązać. Mała i cienka spiralka jest świetna, ale z kolei wysiada przy górnych rzęsach. Z kolei duża szczota obsłuży górne, ale przy dolnych pada.

Dokładamy flamaster. Jest to, o czym pisałam wam wcześniej – niestety jest zbyt jasny. Teraz sięgam po inny patent. Najpierw przeciągam po brwiach starą, wyschniętą maskarą (świetny sposób!), a potem układam je żelem FM, z tego biało-czarnego „kombajnu”. Flamaster jest nieprawdopodobnie trwały! Cały dzień na brwiach bez rozmazywania się, bez znikania, bez żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Świetna rzecz!

Przyjrzyjmy się kredce w kolorze butelkowej zieleni. Jak najlepiej sprawdzić trwałość kredki? Trzeba sobie machnąć makijaż w stylu Amy Winehouse. Tylko oczywiście w wersji light 😉

Rozprowadza się znakomicie, można robić nią bajery, choć nie osiągniemy efektu cieniutkiej linii. Mnie na tym nie zależało (od tego są rasowe eyelinery), wprost przeciwnie. Delikatna dla powieki, nie trzeba nie wiadomo jak naciągać, sunie lekko i daje naprawdę sto procent zadowolenia.No a jak z trwałością? To, co widzicie poniżej, to zdjęcie zrobione po 10 godzinach. Tylko lekkie rozmazanie, a kredka zajmowała bez mała pół powieki niepokrytej żadną bazą!

Powiem zupełnie szczerze, że jeśli chodzi o trwałość, kredka FM sprawdza się o niebo lepiej niż przywoływane przeze mnie Gelmatic i BlackBuster L’Oreal. Serio, serio.

Podsumowanie – wady i zalety

Zbierzmy do kupy.

Tatoo brow tint

  • zalety: precyzja aplikowania, pomysł, trwałość
  • wady: najciemniejszy kolor z palety i tak jest zbyt jasny

Brow & Lash Creator

  • zalety: świetnie ujarzmia i lekko podkreśla brwi, baza pod maskarę nie skleja rzęs, nie podrażnia oczu, nie osypuje się w ciągu dnia (yes, yes, yes!), wydłuża i pogrubia rzęsy.
  • wady: podkreślacz brwi – tu wad nie widzę :), baza pod maskarę: powoduje, że maskara ma tendencje do sklejania rzęs i robienia owadzich nóżek. Właściwie nie wiadomo, ile powinno się jej nałożyć.

3 Step Mascara

  • zalety: sprawna aplikacja, nie osypuje się w ciągu dnia (yes!), prawie nie odbija na powiekach, wydłuża, pogrubia, daje zauważalny efekt, nie podrażnia
  • wady: udziwniona szczotka utrudnia nakładanie na dolne rzęsy, łatwo uciapać powiekę i posklejać włoski

Long-lasting automatic eye pencil

  • zalety: niezwykle trwała, praktycznie się nie ściera, nie znika, nie rozmazuje, łatwo się nakłada, pozwala uzyskać ciekawy efekt
  • wady: kurczę, staram się, ale nie widzę 😉

No dobrze, mamy to już za sobą. W następnym rzucie test sypkiego cienia do powiek i bazy pod cienie. Niech moc będzie z wami 🙂

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

6 KOMENTARZE

  1. zazdroszczę umiejętności zrobienia takiego make-up’u zieloną kredką – śliczny kształt kreski! ten tusz mi się na twoich rzęsach nie podoba :/

  2. Maskarę wyrzuciłam po pierwszym użyciu 🙂 serio 🙂 kredka ma mały bajer- w zakrętce jest schowana temperówka 🙂 Jestem konsultantką FM Group. Pozdrawiam 🙂