Kosmetyczka podróżna – bez czego nie można żyć?

4
946

Reisefieber mam naprawdę konkretne. Zawsze, kiedy wyjeżdżamy, mam wizję, że jakieś trzysta kilometrów od domu przypomina mi się, że zapomniałam jakiejś nieprawdopodobnie ważnej rzeczy, bez której nie ma opcji, żebym przetrwała na obczyźnie. Na przykład telefonu. Brrr, apage satanas!

Przyznaję też bez bicia, że największy problem sprawia mi zawsze zapakowanie kosmetyczki. To jest męka. Jak ją spakować, żeby zabrać wszystko, co niezbędne, żeby niczego nie brakowało, ale nie napakować pierdół. Jasne, zawsze można coś dokupić lub – przeciwnie – czegoś się w trasie pozbyć, ale wiecie, rozumiecie. Kiedy spakuję moją kosmetyczkę WŁAŚCIWIE, mam świadomość dobrze wykonanej roboty. Tego mi po prostu trzeba dla zwykłej higieny psychicznej 😉

Kiedy będziecie czytać te słowa, ja zapewne albo już będę jedną nogą za drzwiami, albo już nawet dobijać do miejsca docelowego (tym razem Słowacja, Mikulasz), a piszę to między pakowaniem jednej i drugiej torby. Jest kilka rzeczy na wyposażeniu mojej kosmetyczki, które są tak niezbędne, że już bardziej nie można. Bez innych sobie poradzę, ale to muszę mieć i kropka. Inaczej zwariuję.

Oczywiście, nie musi być koniecznie TO, co widzicie poniżej. Nie chodzi o markę, chodzi o to, co to coś robi (to zawiłe, wiem 😉 ).

Niezbędne w podróży są więc:

  • chusteczki do demakijażu – żadnych wacików, toników, płynów dwufazowych i micelarnych, nie mam czasu i nerwów na takie bajery, a i miejsca w kosmetyczce oszałamiająco dużo nie ma.
  • chusteczki do higieny intymnej – w dłuższą podróż się bez nich nie ruszam, przydają się do wszystkiego, nie tylko do higieny intymnej.
  • coś do układania włosów – tutaj akurat żel (nie polecam), ale częściej mam pastę do stylizacji lub gumę do włosów. To może was zdziwić, ale bez ułożenia włosów nie wyjdę do ludzi. Serio, serio. Włos mój jest wyjątkowo oporny w obsłudze wymaga zastosowania technik specjalnych, żeby trup nie ścielił się grubą warstwą.
  • lakier do włosów – z tego samego powodu go zabieram, co bajery do stylizacji. Efekt przyjazny dla obserwatora trzeba wszak utrwalić.
  • podkład – tutaj AA (gorąco polecam!). Nie zabieram na wyjazd maskary, cieni do powiek, różu, pomadki itp., ale bez podkładu się nie ruszę. Mieć go muszę (rym-cym-cym). Bez podkładu czuję się goła, jakbym z domu wyszła niemalże bez stanika. Niezbędny dla mnie, by usunąć efekt zombie 😉
  • puder matujący – podkład podkładem, ale puder (tutaj taki jeden z Biedry, świetny zresztą) musi być. Nie każdy podkład matuje, a raczej matują nieliczne. Puder musi być, bym nie stanowiła konkurencji dla słońca, jeśli o blask idzie.
  • antyperspirant – perfum nie zabieram (zwłaszcza że jedziemy w góry, na cholerę mi perfumy?), ale antyperspirant jest niezbędny, żeby uniknąć tzw. paradoksu żula. Znacie go? Jedzie żul autobusem i autobus jedzie żulem. Ten ze zdjęcia jest świetny, będzie recenzja.
  • szampon – nie trzeba tłumaczyć dlaczego. Osoby myjące głowę codziennie docenią podwójnie 🙂
  • żel pod prysznic – tutaj akurat Luksja (znakomity!), ale może być też w wydaniu peelingu pod prysznic, olejku pod prysznic, balsamu z żelem dwa w jednym, czy czegoś tam jeszcze.
  • szczoteczka do zębów i pasta – tego nie wymieniam, bo należą do gatunku oczywistej oczywistości, umarłabym, gdybym ich zapomniała.

Tak to. Ciekawa jestem, czy stanowię ciekawostkę przyrodniczą, czy też znajdą się osoby, które powiedzą, że spokojnie, nie ma się czym martwić, one też uważają ten asortyment za niezbędny 😉

Tymczasem – ahoj! Będę nadawać spod Tatr.

Tekst przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

4 KOMENTARZE

  1. Każdy ma swoje priorytety. Ja na przykład w ogóle nie używam kosmetyków do stylizacji włosów, za to koniecznie zabieram na wszystkie wyjazdy tusz do rzęs i obowiazkowo balsam do ciala po kapieli. Życzę calej rodzince udanych wakacji. Tez za dwa tygodnie pojawimy się w słowackich Tatrach, ale Wysokich. Uwielbiam Słowację i wracam tam bardzo często. Na pewno spędzicie tam wspaniały urlop. Pozdrawiam

  2. I ja bez tuszu do rzęs się nie obejdę! Podkładów i pudrów nie używam-jeszcze! Włosów nie stylizuję,ino suszarka i szczotka-to lżej!;-) Reszta to samo,nic więcej nic mniej!

  3. zestaw podobny, ale bez akcesoriów włosowych – nie posiadam nawet szczotki/grzebienia w domu, więc tym bardziej nie miałabym co zabrać w podróż 😀 ja jednak kocham intensywne pomadki i tusz (no i korektor, bez niego ani rusz, nawet podkładu nie potrzebuję jak mam korektor) – ale wiadomo, wszystko zależy od tego gdzie się jedzie – w góry nie wybiorę się nigdy raczej, bliżej mi do leniuchowania na plaży i popijania drinków w barze wieczorami, więc jak już to trochę bym dodała do tego Twojego zestawu 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here