Pamiętacie, jak pisałam o buncie dwulatka? Być może tak. A jak pisałam o buncie czterolatka i w ogóle o tym, jak z nim wytrzymać? Myślę, że tak. Idziemy za ciosem, dzieci rosną, świat się zmienia, a bunt jak był, tak pozostaje. Dzieci rozwijają się sinusoidalnie i po etapach względnego spokoju (ja wiem, że słowu spokój należy się ogromny, wołami nakreślony cudzysłów) następuje okres burzy i naporu, a im dziecko większe, tym więcej atrakcji nam serwuje.

I jak dwulatek w ataku szału potrafi przecudnie wyfroterować podłogę w hipermarkecie, jak czterolatek wyfroteruje, ale jeszcze dołoży erupcję słowną w pełni zrozumiałą dla otoczenia, tak sześciolatek nieźle się wpiekli, zarzuci słowną erupcją, a następnie bezlitośnie wytknie nam wszystkie nasze niekonsekwencje i błędy wychowawcze.

Tak, będzie o sześciolatkach. Zupełnie na świeżo jestem, lojalnie ostrzegam 🙂 Przede wszystkim na początku powiedzmy sobie, że większość zachowań i sytuacji, o których tutaj przeczytacie, jest dla sześciolatka zupełnie normalna. Ten typ tak ma, ten etap rozwoju właśnie tak wygląda. Odetchnijcie więc z ulgą, bo po pierwsze wy jesteście normalni, po drugie z waszym dzieckiem dzieją się rzeczy książkowe. Ono jest sześciolatkiem.

Szpagat rozwojowy

Można właściwie powiedzieć, że sześciolatek stoi na krawędzi czegoś w rodzaju przepaści. Z jednej strony jest jeszcze dzieckiem, z drugiej czuje, że jakieś drzwi nieodwracalnie się za nim zamykają. Kończy przedszkole i rozpoczyna szkołę, często zmienia środowisko, jedni koledzy zastępowani są drugimi i to wszystko wywołuje zupełnie zrozumiałą frustrację. On nam oczywiście nie powie „Mamo, tato, jestem taki wkurzony, bo rozpoczynam nowy etap w moim życiu”, ale irracjonalnie to czuje. Sześciolatek musi się określić na nowo i wie, że czegoś będzie się od niego oczekiwać, czegoś więcej.

Dla sześciolatka właściwa jest więc huśtawka nastrojów. Dni „do rany przyłóż” (niestety w mniejszości) przeplatają się z dniami focha pociągniętego do ekstremum, kiedy przeszkadza wszystko, nawet nie tak położona na kanapce wędlina. To dni, kiedy okazuje się, że sześciolatek świetnie pamięta niespełnioną obietnicę sprzed półtora roku i zażąda natychmiastowej realizacji, a kiedy odmówisz, zażąda podania racjonalnych argumentów (odpowiedź „nie, bo nie” zdecydowanie odpada).

Nic mi się nie udaje!

Sześciolatek zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich ograniczeń. Z jednej strony chciałby dokonać rzeczy wielkich (na przykład samodzielnie zbudować latawiec), z drugiej strony dociera do niego, że zwyczajnie nie potrafi, bo jego umiejętności manualne są jeszcze za małe. Inaczej mówiąc, widzi, że jego ciało nie nadąża za jego pomysłami. To go niesamowicie frustruje i frustracji tej daje wyraz. Potrafi wpaść w szał, bo kreska nie będzie pociągnięta tak, jak sobie to wyobraził. Warczy, tupie nogami, płacze, rzuca kartkę i drze na strzępy, a na wszystkie zapewnienia, że jest OK, odpowiada „Nieprawda! Wcale nie! Ty tylko tak mówisz, a naprawdę tak nie myślisz!” I koniec, ściana.

przedszkole

Sześciolatek zawiesza sobie poprzeczkę bardzo wysoko i podobnie jak klient w agencji reklamowej oczekuje efektu WOW, najlepiej natychmiast. Po pierwszej nieudanej próbie stwierdza, że nie nadaje się do tego, a przekonanie go do podjęcia następnych przypomina wtaczanie syzyfowego kamienia na górę, z tą różnicą, że kamień jest kwadratowy. Sześciolatek – w przeciwieństwie do dziecka rok czy dwa lata starszego – nie rozumie jeszcze, że porażka jest jednym z etapów dotarcia do celu i że zanim osiągnie się sukces, trzeba wiele razy próbować. On oczekuje, że wyjdzie mu wszystko pięknie za pierwszym razem, a kiedy nie wychodzi, popada w rozpacz i wątpi w swoje umiejętności.

Nie zdziw się, jeśli zauważysz, że twoje dziecko ma obniżone poczucie własnej wartości. To właśnie dlatego. Nie zdziw się, że czuje się niepewnie i kompletnie nie trafiają do niego stwierdzenia w stylu „Nie przejmuj się, uda ci się następnym razem”. On jest przekonany, że się nie uda, a tak w ogóle to następnego razu nie będzie, bo on ma dość i kropka.

Patrz na mnie!

Tak jak bardzo potrzebuje od dorosłego potwierdzenia swojej wartości, tak potrzebuje też jego uwagi. Kiedy coś mówi, oczekuje, że cała uwaga rodzica będzie skierowana wyłącznie na niego, a dobijające się rodzeństwo traktuje jako wrogie wojska przypuszczające atak na jego pozycję. Sześciolatek nie lubi się dzielić rodzicem z innymi. I choć podczas mówienia myśl mu ucieka (bo dziecko w tym wieku działa szybko i jeszcze nie skończy jednego, a zabiera się za drugie), a całość perory brzmi mniej więcej tak „Aaaa, mamoooooo, a wieeeeeeeeeesz, a Klaudiaaaaaaa, to ona, wieeeeeeeesz, no wiesz cooooooooo, bo onaaaaaaaa, onaaaaaaaaa, eeeee… no i przez ciebie zapomniałam!”, to i tak musisz do końca w tym uczestniczyć 😉

Sześciolatek w przeciwieństwie do młodszych buntowników wie dobrze, czego chce. Dwulatek froteruje więc parkiet częściej ze zmęczenia niż z chęci posiadania czegoś, czterolatek froteruje parkiet, bo, owszem, jest zmęczony, ale i sam nie wie, czego chce (bo chce wszystkiego po trochę, a żadnego tak naprawdę i bardzo), sześciolatek natomiast wie czego chce, chce tego na już i nie przyjmuje do wiadomości faktu, że może to przekraczać możliwości rodzica.

– A kiedy pojedziemy nad morzeeeeeee? – pyta sześcioletnie dziecko

– Latem pojedziemy.

– A dlaczego nie teraz?

– Jak to teraz? Teraz jest zima, styczeń.

– A to długo?

– No trochę jeszcze musimy poczekać.

– Ale ja chcę teraz!

– Teraz nie możemy.

– Nie! Teraz jedziemy!

I foch masz jak w banku. Jak to nie można w styczniu jechać nad morze? On chce i oczekuje efektu WOW.

Ruch, ruch, ruch na ulicach

Sześciolatek spala się fizycznie. Wszędzie go pełno! Zazwyczaj radzi już sobie z rowerem na dwóch kółkach, ma hulajnogę, rolki, deskorolkę, a oprócz tego nieustannie biega, wspina się, zwisa z czegoś, na widok czego dostajemy zawału, zdobywa górki i drzewa, przełamuje bariery („O mamo, mamo, patrz, gdzie weszłam!”) i nieustannie wygląda tak, jakby był ofiarą przemocy. Siniaki z góry do dołu, odrapane kolana i łokcie. Sześciolatek tego potrzebuje. W ten sposób odreagowuje swój skok rozwojowy. Jest wulkanem energii i – pozytywnej lub nie – frustracji i ona musi znaleźć jakieś wyjście, inaczej go rozsadzi. Musi mieć w ciągu dnia porządną dawkę ruchu, to też jest forma nauki.

Zmieniam się

Okolice szóstego roku życia to czas, kiedy wypadają zęby mleczne. U różnych dzieci przebiega to różnie. Niektórym zęby zaczynają wypadać już po skończeniu piątego roku życia, niektórym – zwłaszcza tym, które bardzo późno zaczęły ząbkować – dużo później. Dzieci w przedszkolu lubią o tym rozmawiać, porównywać braki uzębienia, miewają kompleksy, na tym punkcie (bo koledze już pięć wypadło, jemu tylko jeden i dlaczego tak, i że to niesprawiedliwe).

Sześć lat to czas nawiązywania poważnych przyjaźni. Poważnych w znaczeniu przedszkolnym, ale na pewno znacie w swoim otoczeniu jakieś osoby, które przyjaźnią się cały czas, a poznały jeszcze w okresie przedszkolnym. Zmiana placówki, przejście z przedszkola do szkoły jest więc jednocześnie często zakończeniem nawiązanych relacji (czasem jest tak, że zerówka płynnie przechodzi w mniej więcej tym samym składzie do pierwszej klasy, ale bywa, że posyłamy dziecko gdzie indziej, sami jesteśmy spoza rejonu itp.), a to dodatkowy stres. Dzieci mocno to przeżywają i nie bardzo rozumieją, dlaczego najlepsza przedszkolna psiapsióła nie będzie chodzić do tej samej szkoły.

– A dlaczego ty płaczesz, Jadziu? – zapytałam pierworodną, której rzęsiste ślozy kapały na kuchenny stół.

– Bo już nie będzie Natalkiiiii.

– Ale będziecie mogły do siebie przychodzić.

– Ale to nie to samooooo.

No fakt, Natalka mieszka prawie 20 km dalej. Trzeba to uszanować. Nie wolno wyśmiewać się i kpić z dziecięcych sympatii i przywiązań. To boli, ono swoje przyjaźnie traktuje bardzo poważnie i z jego punktu widzenia są na śmierć i życie. Jak inaczej ma patrzeć ktoś, dla kogo odległość styczeń-lipiec to totalna abstrakcja?

Sześciolatek wie, że jest starszakiem i odczuwa pewnego rodzaju przewagę nad młodszym rodzeństwem. Wydaje mu się też, że jest już taki duży, że może uczestniczyć w rozmowach dorosłych. Dlatego, kiedy ci wymieniają między sobą jakieś poglądy i uwagi, sześciolatek wkracza do akcji i pyta:

– Mamo, a co mówiłaś do taty?

Albo:

– Tato, a co to znaczy kapitalizm?

Lub też:

– Odsetki? Jakie odsetki? Co to są odsetki?

Ale najczęściej, kiedy dorośli emocjonują się jakimś telewizyjnym programem (niezależnie od jego tematyki), sześciolatek przychodzi i zadaje sakramentalne pytanie:

– A o co chodzi?

I weź tu tłumacz 😉

Strach ma wielkie oczy

Sześciolatki jak wszystkie dzieci mają problem z oddzielaniem fikcji od rzeczywistości. Kiedy widzą jakiś film, umyka im, że to, no właśnie, tylko film. TO się DZIEJE, a więc JEST. Łączą aktora z odgrywaną przez niego postacią i zakorzeniają w otaczającej dziecko, pozafilmowej rzeczywistości. To dlatego pewnych produkcji oglądać nie powinny. Jeśli ktoś kogoś na filmie krzywdzi, krzywdzi go NAPRAWDĘ, jeśli zabija, zabija faktycznie.

Dzieci na tym etapie boją się ciemności (i to niezależnie od tego, czy coś oglądały czy nie), wydaje im się, że ktoś się czai i czyha na nie. Budzą się w nocy i przychodzą do łóżka rodziców albo boją się zasnąć i odwlekają tę chwilę w nieskończoność.

Jak postępować z sześciolatkiem?

Ech, jak postępować, żeby postępowanie nie przerodziło się w niekończącą się wymianę zdań, kiedy to dorosły wyjaśnia budowę wszechświata i udowadnia, że nie jest wielbłądem, a koniec końców sześciolatek i tak się wpienia i kwituje, że on nic nie rozumie. Kilka propozycji ciotki Klotki wynikających z moich własnych doświadczeń.

Po pierwsze i najważniejsze – CIERPLIWOŚĆ. Tylko ona może nas uratować 🙂

Po drugie nie stosujemy zasady akcja – natychmiastowa reakcja. Jeśli sześciolatek przychodzi zdołowany i wszelkimi siłami stara się nam udowodnić, że on się do niczego nie nadaje, bo nie umie narysować rekina i koniec, to nie rzucamy się z falą zapewnień, że jest inaczej, bo jego obniżony nastój dostanie w ten sposób „nagrodę” w postaci wzmożonego zainteresowania rodzica. Chwilę przeczekujemy i kiedy emocje dziecka nieco wyjdą z dołka, zwracamy jego uwagę na to, co mu się w danym przedsięwzięciu udało. O tym jak udało nam się wzmocnić poczucie własnej wartości u naszego sześciolatka, pisałam tutaj (klikamy, czytamy, będziemy wiedzieć)

Nie traktujmy sześciolatka jak dorosłego. To coraz mądrzejsze i coraz bardziej samodzielne dziecko, ale nadal dziecko z percepcją świata właściwą dla jego wieku. Nie oczekujmy od niego więcej, niż jest nam w stanie dać. Nie patrzmy na jego reakcje jak na reakcję dorosłego. On nie strzela fochem, bo jest wrednym, niewychowanym bachorem, tylko przeżywa nagły skok rozwojowy i zwyczajnie czasem nie radzi sobie z rzeczywistością. Nie nakręcajmy się (łatwo powiedzieć). Jałowa dyskusja z dzieckiem na jego poziomie to na pewno nie jest to, czego ono najbardziej potrzebuje.

Nigdy, przenigdy nie traktujmy starszaka jak kumpla czy psiapsióły. To, że już dużo rozumie, nie oznacza, że może się stać powiernikiem naszych problemów małżeńskich czy zawodowych. Nigdy, przenigdy nie zwierzajcie się dziecku z waszych dorosłych kłopotów. Mówię to jako ofiara takich zwierzeń. To jest niezwykle niszczące, odziera z dzieciństwa i zaburza na wiele lat obraz rzeczywistości, a w gratisie otrzymujemy późniejszy problem w budowaniu zdrowych relacji. Naprawdę. Nie chodzi o to, żeby upupiać, tylko żeby nie odzierać z dzieciństwa.

Problemy z dłuższą koncentracją są dla sześciolatka normalne. Przyjmujemy na klatę, że nie wysiedzi do końca zadania, nie zrobi czegoś tak, jak tego oczekujemy, bo w połowie odpływa, zniechęca się i nudzi. Starsze dziecko rozumie, że ćwiczenie wymaga czasu, sześciolatek oczekuje efektów natychmiast.

Sześciolatek wymaga naszej stałej obecności i wsparcia. Nie chodzi o to, że mamy warować przy nim murem, ale trzeba mu dawać poczucie, że jak coś, to ma się do kogo zwrócić. Nie narzucamy się z pomocą, ale dajemy do zrozumienia, że jak coś, to wie, gdzie nas znaleźć. Chce być samodzielny, pozwólmy mu na samodzielność, ale nie spuszczajmy ze smyczy 😉

Sześciolatek potrzebuje jasno wytyczonych granic. Ponieważ sam musi przedefiniować otaczający go świat i na nowo się w nim odnaleźć, musi jasno i wyraźnie wiedzieć, na co może sobie pozwolić, a co jest absolutnie wykluczone. To jest kolejny czas wzmożonego testowania naszej konsekwencji rodzicielskiej. Nikt nie mówi o stosowaniu wojskowego rygoru. Rzecz w tym, żeby wiedzieć, na czym się stoi. Kiedy raz coś jest niemożliwe, a raz możliwe w drodze wyjątku, to w końcu nie wiadomo, o co chodzi. Powiedzmy sobie jasno: są takie zachowania sześciolatka (wulgaryzmy, pyskowanie, przedrzeźnianie rodziców, odpowiadanie bez szacunku itp) które zwyczajnie wymagają korekty i tępienia, inaczej wyrośnie nam bezczelna jędza nieszanująca innych.

No. To tyle. Jeśli po przeczytaniu tego tekstu twoją pierwszą reakcją było „O rany, jednak jestem normalny(a)!”, to znaczy, że był on dla ciebie 🙂

11 KOMENTARZE

  1. Poczekaj na prawie nastolatka.. :/ Jeszcze dzieciak, a już czuje się ‚prawie dorosłe’ i wszystko wie najlepiej. Oddać w dobre ręce, sprzedać, zakneblować, wysłać do szkoły z internatem etc. Szał ciał normalnie. :/ :/ :/
    Najgorsze jest to, że generalnie może być już tylko gorzej. 😀

  2. Czytam i chichram się w głos, bo przed chwilą była awantura, że delfin (nie rekin akurat) nie daje się narysować. Młodszy brat jest najgorszym wrogiem, a sześciolatek musi być wszędzie pierwszy i jak nie jest, to jest draka. A propos zębów wypadających to przedmiotem frustracji była stawka od wróżki-zębuszki: „bo Jasiu dostał dwie dychy za zęba!! A wczoraj padłam prawie jak po małej awanturce i krzyknął do mnie „zabiłaś moje serce” 🙂

  3. Super wpis. Tak sobie myślę, że te punkty, w których opisujesz jak postępować z dzieckiem pasują także do starszych i do młodszych dzieci…

    Jedno co mi nie daje spokoju, to ten punkt o nie traktowaniu dziecka jak dorosłego… No niby tak, ale myślę, że jednocześnie dla naszego dziecka jego problemy (nam wydające się nieraz małe lub śmieszne) bywają śmiertelnie poważne.

    I nawet dorosły, który, jak piszesz „strzela fochem”, nie robi tego tylko dlatego, że lubi, ale z powodu jakichś emocji, które siedzą w nim, w środku… i być może chce nam tylko wysłać sygnał: „porozmawiaj ze mną!”

    • Tak, problemy dziecięce są dla dzieci bardzo poważne. Nie chodzi o ich bagatelizowanie, żadną miarą. Chodzi o to, żeby nie przykładać do nich dorosłej miary i nie wtłaczać sześciolatka w modele zachowania właściwe dla dorosłego. Inaczej mówiąc, żeby nie oczekiwać od niego więcej, niż można się po nim spodziewać z racji wieku.
      Wtłaczanie w role jest dla nas bardzo łatwe i bardzo powszechne. Np. kiedy mamy psa, przypisujemy mu ludzkie emocje i ludzkie modele zachowań, zapominając, że to tylko zwierzę i to drapieżne z natury. To samo z dzieckiem. Kiedy mamy w domu starszaka (zwłaszcza jeśli jest jednocześnie najstarszym z rodzeństwa), spodziewamy się, że będzie rozumiał i zachowywał się jak dorosły, albo na wyrost jak na swój wiek (i np. obarczamy go zbyt dużą odpowiedzialnością). A to przecież jeszcze cały czas małe dziecko.

  4. „Aaaa, mamoooooo, a wieeeeeeeeeesz, a Klaudiaaaaaaa, to ona, wieeeeeeeesz, no wiesz cooooooooo, bo onaaaaaaaa, onaaaaaaaaa, eeeee… no i przez ciebie zapomniałam!”, – kurna mam to codziennie 🙂

  5. Opisałaś mojego sześciolatka 🙂 Tylko o co chodzi z tym strachem przed ciemnością? Raz zasypia normalnie, raz ma zapalone dwie lampki i nadal mówi, że boi się ciemności, mimo że w pokoju jasno…

Odpowiedz