Z dzieckiem za granicę – co warto wiedzieć, o czym nie można zapomnieć?

10
4773

Kiedy przeczytacie te słowa, my będziemy gdzieś pod słowacką granicą, albo nawet już po rozłożeniu się z betami będziemy sączyć poncze, które – jak zapewnia oferta i nie śmiem wierzyć, że jest inaczej – mają być co wieczór gratis. To jest nas czwarty zagraniczny wypad z dziećmi. Nadal żyjemy. Prawdopodobnie nie zwariowaliśmy 😉 Warto skorzystać z naszych doświadczeń.

Nie roszczę sobie praw do bycia alfą i omegą, ale tym i owym chciałabym się podzielić. Zaliczyliśmy bowiem i długie wojaże autem (Luksemburg, Chorwacja), i dwa tygodnie z dziećmi pod namiotem (Chorwacja). Nie możemy się, rzecz jasna, równać z rodzinami podróżniczymi, ale ponoć podróże kształcą, a my uczymy się na błędach i wyciągamy wnioski 😉

Niby oczywista oczywistość, ale dziecko musi mieć paszport. Lub – ponoć, nie sprawdzaliśmy – wersję dowodu osobistego dla nieletnich. Innymi słowy strefa Schengen dzieci nie obowiązuje. Załatwianie paszportu trochę trwa, dlatego warto wystarać się o niego z wyprzedzeniem, bo szczególny tłok jest tuż przed miesiącami wakacyjnymi. Postęp prac urzędu można monitorować przez stronę WWW, ale wiem z własnego doświadczenia, że komunikaty na stronie pozostają nieco w tyle za rzeczywistością.

Z paszportami wiążą się jeszcze dwie ważne sprawy. Po pierwsze do ich wyrobienia dzieciom jest wymagana zgoda obu rodziców, przy czym oboje muszą stawić się w urzędzie osobiście. Niekoniecznie w tym samym czasie, ale we własnej osobie. Niestety to dramatycznie utrudnia sytuację tym parom, które życia mają już swoje, osobne, ale dzieci zostały im wspólne. Trzeba zgarnąć swojego czy swoją eks i przymusić do czynu słusznego.

Po drugie to, że paszport ważny jest jeszcze przez dwa miesiące, nie oznacza, że w ogóle gdzieś na niego wyjedziemy. To znaczy – w strefie Schengen wyjedziemy, bo nie ma przejść granicznych, ale w przypadku jakiejś rutynowej kontroli możemy mieć poważne kłopoty. W zależności od tego, do jakiego kraju jedziemy, wymagany jest pewien minimalny czas do daty upłynięcia ważności dokumentu. Często jest to co najmniej trzy miesiące, ale bywa i pół roku.

Nigdy nie podróżujemy z nastawieniem „to blisko, pewnie nic się nie stanie”, warto zabezpieczyć się od strony zdrowotnej. Rok temu i wcześniej kilka dni przed wyjazdem zawitałam do lokalnej siedziby NFZ, gdzie na miejscu dla całej naszej piątki wyrobiono karty ubezpieczenia zdrowotnego. Gratis. To jest taki bajerek, który poświadcza, że jest się osobą ubezpieczoną w kraju, z którego się pochodzi, a gdyby nam się coś stało, to NFZ uprzejmie informuje, że pokryje koszty. Sęk w tym, że zakres działań jest dość ograniczony, no i procedura załatwiania tego bajerka jest dość upierdliwa, bo trzeba się do NFZ kopnąć i swoje odstać.

W tym roku zrobiliśmy inaczej – wykupiliśmy ubezpieczenie podróżne, obejmujące również opcję pierwszego ratowania samochodu, gdyby nam się gdzieś rozkraczył (tfu, tfu). Ubezpieczenie można sobie wykupić szybko, łatwo i przyjemnie, przez internet. W sieci funkcjonuje sporo porównywarek ubezpieczeń, warto z nich skorzystać (my korzystaliśmy z adresu www.inseco.pl). Zakres ubezpieczenia bywa przedziwny (po kiego mi opcja „ciąża??”), ale poszczególne parametry można dobrać i dopasować do możliwości własnego portfela. Nasze ubezpieczenie obejmuje pierwszą pomoc, hospitalizację, koszt wykonanych zabiegów do jakiejś tam wysokości (wysokość świadczeń i cena ubezpieczenia idą w parze), transport do placówki medycznej i parę jeszcze innych rzeczy. Warto. Koszt relatywnie nie jest duży (niecałe 200 zł dla pięciu osób na 10 dni), a spokój zachowany.

Jeśli jedziemy do strefy euro, warto założyć sobie wcześniej konto walutowe razem z kartą debetową w tej walucie. Unikniemy przewalutowania podczas płacenia kartą w sklepie lub wyciągania gotówki z bankomatu. Jeśli jedziemy do kraju, który jest poza strefą euro, to w pamiętajmy, że lokalna waluta zostanie najpierw przeliczona na dolary, potem dopiero na złotówki po kursie organizacji, w której mamy kartę (Visa, MasterCard itp). To czasem boli. Warto też wcześniej zorientować się, ile nasz bank liczy sobie za wyciągnięcie gotówki z bankomatu za granicą. Możemy się zdziwić.

Różne są metody, różne podejścia, my wyznajemy zasadę, że nigdy nie jedziemy z dziećmi w ciemno i na wariata. Pole namiotowe w Chorwacji też rezerwowaliśmy wcześniej. Najgorsze, co może się zdarzyć, to szukanie czegoś na szybko, na miejscu z trójką zmęczonych i jęczących dzieci w aucie. Never. Zawsze załatwiamy lokum wcześniej i nigdy tego nie żałowaliśmy.

No dobrze, czas się urlopować. Mam nadzieję, że tych parę ogólnych zdań coś komuś dobrego da. To my będziemy nadawać z Milukasza (ponoć ma być WiFi, he he).  Salve!

Zdjęcie z pixabay.com.

10 KOMENTARZE

  1. akurat kartę z NFZ bez problemu można załatwić z domku, przez internet – już dwa razy to robiliśmy i bez problemów przyszły pocztą. Tylko odpowiednio wcześniej, niekiedy „dotarcie” zajmuje jej 2tygodnie i nie mam pojęcia od czego to zależy – dwa wnioski wypełniane równocześnie, na jeden adres zamieszkania – jedna karta po 3dniach w skrzynce, druga po 2 tygodniach:)

  2. „Warto też wcześniej zorientować się, ile nasz bank liczy sobie za wyciągnięcie gotówki z bankomatu za granicą. Możemy się zdziwić.”

    Tak, ale nawet jeśli nasz bank deklaruje, że nie pobiera ani złotówki, możemy się zdziwić, bo zwykle to bankomat z którego pobieramy gotówkę liczy sobie swoją kwotę za usługę. Nie ma innego wyjścia (poza wiezieniem dodatkowej walizki pełnej gotówki) i dlatego lepiej się zorientować z którego bankomatu nam się to będzie najbardziej opłacało. Zwykle albo pobierana jest stała opłata od operacji, wtedy lepiej wybrać więcej gotówki za jednym zamachem, albo procentowa od wybieranej sumy (z jakimś tam progiem minimalnym), wtedy generalnie nam wszystko jedno.

  3. Dobrze, że pomyśleliście o ubezpieczeniu turystycznym 🙂 Nie wiem czy dobraliście też OC w życiu prywatnym? Jest to opcja kosztująca dodatkowe kilka złotych, ale jeśli podróżujecie z dziećmi (zwłaszcza większymi = bardziej psotnymi) może ochronić przed kosztami jeśli coś maluch zniszczy np. w sklepie, porysuje zabawką czyjeś auto, lub cokolwiek innego, taka ochrona obejmuje także Was 🙂

    Pozdrawiam,
    Łukasz

  4. My również przypominamy każdemu naszemu użytkownikowi, że warto wykupić polisę turystyczną. Szczególnie jeśli podróżujemy z dziećmi. Warto również zadbać o odpowiednią sumę ubezpieczenia. Powinna ona być zależna od kosztów leczenia w danym kraju. Nie zapominajmy o tym! Bardzo fajnie, że zdecydowałaś poruszyć się ten temat. Pozdrawiamy! Zespół WakacyjnaPolisa.pl

  5. Ja w tamtym roku zamawiając wycieczkę w biurze podróży SunCenter dokupowałam jeszcze ubezpieczenie turystyczne w firmie ubezpieczeniowej (tak na wszelki wypadek) albo warto wyrobić sobie bezpłatną kartę EKUZ.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here