Prosty, szybki i ciekawy pomysł na śniadanie do szkoły

17
6022

Moje najstarsze dziecko idzie do pierwszej klasy. O matko, jak ja to przeżywam! Pewnie znacznie bardziej niż ono samo. Drżę to mało powiedziane, trzęsę się jak osika! A czy sobie poradzi, a czy koleżanki pozna jakieś sympatyczne, a koledzy będą fajni, a czy wychowawczyni przyjazna dla użytkownika szkoły, a czy się nie poczuje zagubiona (córka, nie wychowawczyni), bo jest nieśmiała i tak dalej, i tym podobne. Wiecie, rozumiecie. No kurczę, wkraczam w zupełnie nowy etap życia, następny krok milowy nadejdzie wraz ze skończeniem przez dziecko podstawówki.

Jako klasyczny przykład rodzica z pierwszoklasową korbą mentalną staram się wszystko dopiąć na ostatni guzik. Pamiętacie, jak analizowałam szkolną wyprawkę pod względem jej zawartości i kosztów? Wyprawkę mam więc opanowaną, jestem na etapie szukania odpowiednich bucików na wu-ef i kapci „ogólnoszkolnych”, kompletowania stroju gimnastycznego, no i pojawia się kwestia posiłków.

Szkoła to już poziom wyżej, śniadanie nosi się ze sobą. Nikt nie posadzi przy stoliku, nikt nie wjedzie z kanapkami, trzeba jedzenie przynieść z domu. Najlepiej w specjalnym pudełeczku. Najlepiej, żeby było to jedzenie smaczne, a jeśli przy okazji okaże się niebanalnym i ciekawym rozwiązaniem, to już w ogóle super.
A wrapy zna? – zapytano się mnie. Ano nie zna, a przynajmniej nie znała do tej pory. Zaproponowano mi zapoznanie się z tymiż i stwierdziłam, wystawcie sobie, że to może być naprawdę fajna alternatywa dla kanapek. Mogę przygotować dziecku inne śniadanie. Co to są wrapy? Sami zobaczcie.

wrapy Na zdjęciu widzicie dwa rodzaje, jedne z siemieniem lnianym, drugie orkiszowo-owsiane. Brzmi nieźle, zobaczmy z bliska.

wrapy9Co z tym się robi? Bajery, ludzie, bajery. Można z powodzeniem, posmarować czymś chociażby dżemem, zawinąć i zjeść. Można przygotować posiłek na ciepło, do środka zapakować np. kurczaka, warzywa, polać sosem i też zjeść – próbowałam, jest super. Zostańmy jednak przy opcji śniadaniowej. Na dobrą sprawę można we wrapy zawinąć wszystko, co chcielibyśmy pochłonąć, bo ich neutralny smak pozwala na podanie ich na słono, słodko, czy jak tam się chce.

Ja przygotowałam dwa rodzaje past.

Pasta z jajkiem i awokado

Bardzo prosta w wykonaniu (wszystko, co robię, jest proste, prostota jest moim hasłem przewodnim 😉 ). Dojrzałe awokado obieramy ze skórki i miażdżymy widelcem, z ugotowanym jajkiem postępujemy tak samo. Łączymy składniki za sprawą odrobiny jogurtu greckiego (można posłużyć się majonezem, ale ja go nie używam), solimy do smaku, ewentualnie dodajemy ciutkę musztardy dla podrasowania doznań.

Pasta z rybą i jajkiem

Do wykonania pasty spożytkowałam sardynki w puszce (lubię sardynki, są takie wyraziste w smaku i łatwo się rozdrabniają), jajko, odrobinkę jogurtu greckiego (tyci, tyci) oraz trochę musztardy. Wszystko to połączyłam ze sobą i już.

I co dalej? Dalej jak najwspanialej. Oprócz pasty do wrapów zapakowałam też paprykę i sałatę, zawinęłam to wszystko i zaniosłam dzieciom do jedzenia. Zaraz, zaraz, jak zawinęłam? Ano tak, spójrzcie poniżej.

wrapy_procesZajrzyjmy do środka.

wrapy2Pastę z awokado spożytkowałam przy wrapach z siemieniem lnianym, natomiast do orkiszowych dałam pastę rybną, po czym wręczyłam pierworodnej. Bardzo jej smakowało, a ona nie jest jakoś szczególnie otwarta na nowości kulinarne i podchodzi do nich zawsze z pewną taką nieśmiałością 😉

Marcelinka nie bawiła się natomiast w żadne pasty, zażądała posmarowania zbożowego krążka dżemem, zawinięcia tak jak dla Jadzi (i tak jak na zdjęciu), po czym wpałaszowała wszystko.

Oczywiście nie musimy robić past. Sobie przygotowałam wrapy po prostu z serem i szynką. I już. Ba, one są smaczne same w sobie, naprawdę.

Na dodatek można je spożytkować w jeszcze inny sposób. Jeśli doświadczymy niezapowiedzianych gości, wystarczy wrapy posmarować topionym serkiem, na to położyć wędlinkę (możliwie jak najcieńszą, idealna będzie szynka parmeńska, taka wiecie, wręcz „papierowa”), zwinąć w rulonik, pokroić na plastry szerokości około 1,5-2 cm, a w każdy plasterek wbić wykałaczkę. Przygotowuje się to może ze trzy minuty, a możemy zaserwować smaczny i niebanalny poczęstunek. Fajna rzecz. Będę wykorzystywać oprócz klasycznego pieczywa.

Ach, co jeszcze ważne, wrapy nie pękają i nie rozwalają się po zwinięciu. Nie zdarzyło mi się, żeby zawartość w niekontrolowany sposób spotkała się z podłogą lub blatem stołu. Po zwinięciu dobrze się trzymają. Polecam wam takie rozwiązanie, fajna sprawa 🙂

Tekst został napisany przy współpracy (bardzo smacznej zresztą, omnomnom) z Mission Wraps.

17 KOMENTARZE

  1. Moja ulubiona wersja: posmarować twarożkowym serkiem kanapkowym, np. ze szczypiorkiem, na to sałata, w poprzek ułożone paseczki z awokado i łosoś wędzony na gorąco, zwinąć w rulon i pokroić jak sushi. Pycha:)

  2. U nas występują zapieczone jako danie obiadowe. W środek misz-masz podsmażonego kurczaka, cebuli, czosnku, dowolnych warzyw z sosem pomidorowym i przypraw…można dodać kukurydzę z puszki, fasolkę czerowną i inne bajery i do piekarnika…albo podgrzewamy wrapy na suchej patelni w środek misz-masz i obiad gotowy!

  3. Ponieważ na starość dopadł mnie syndrom Zosi Samosi, owijki robię sama 😉
    Lubię takie rzeczy, bo konstrukcja umożliwia dopasowanie nadzienia do potrzeb konsumentów, jeden chce na słodko – proszę, drugi wege – voila, trzeci ma ochotę na wczorajszą sałatkę z tuńczykiem – nie ma sprawy. Trzeba tylko pilnować, żeby nadzienie nie było zbyt mokre – jeśli się je na bieżąco, to żaden problem, najwyżej się poleje po palcach, jeśli pakuje się potomkowi do szkoły, trzeba uważać, żeby po paru godzinach z owijki nie zrobiło się ciasto naleśnikowe.

      • Ja robię bardzo różne, z różnych rodzajów mąki, czasem dodaję kukurydzianej, czasem tylko orkiszową – i robię jak podpłomyki czyli mąka, woda i odrobina soli. Z patelni wychodzą mniej lub bardziej twarde i suche, elastyczności nabierają, kiedy sobie poleżą pod ręcznikiem 🙂

  4. SUPER 🙂 zamiast kupnych wrapów można też zrobić chlebki lavash. Ja czasami robię taki domowy „kebab” w tych chlebkach i jest super. Robią się szybko, są tanie i pyszne 😉

  5. A jaki jest skład? Bo ja od kiedy przeczytałam składy wrapów dostępnych w pobliskich sklepach, więcej ich już nie kupuję… Ale samej też mi się robić nie chce :p

  6. A, miałam jeszcze pisać – bardzo mi się podoba (i widzę, że dzieci zjadają z radością wówczas), gdy dzieci mają misz-masz. Są takie pudełeczka z przegródkami, w jednej kawałki jabłka, w drugiej kanapeczka (wrap 🙂 ), w trzeciej czasem coś słodkiego, czasem jakieś orzechy, migdały…
    I bywa, że dziecko niejadek siedzące w szkole do 12 dostaje jedną kanapkę (bo przecież niejadek!), i ta kanapka jest zjedzona po 1 lekcji, a dziecko głodne. Dzieci, które nagle dostają pewną… autonomię w porze jedzenia 🙂 zjadają więcej.

  7. Kupne są oczywiście szybkie, ale jak raz przeczytałam skład kupnej tortili to byłam w szoku, ponad 20 dziwnych składników, a przecież powinna być mąka, woda, olej, sól..
    I już wiem czemu kupna mi śmierdzi i ma nieprzyjemny posmak.
    Znalazłam szybki i pyszny przepis na domową http://vegazone.blox.pl/2013/11/Jak-zrobic-domowa-tortille.html.
    Robię albo na ciepło z kurczakiem i warzywami, albo na zimno z szynką i warzywami.
    Wychodzi jak kupna tylko o niebo zdrowsza i lepsza!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here