Trwa szał recenzencki maskar L’Oreal. Na tapecie znalazła się już Million Lashes Feline, czyli najnowszy model ze stajni tej marki, a teraz przyszła kryska na Matyska. W roli Matyska Million Lashes So Couture. Czy Couture jest hot? Zobaczmy 😉

Szczotka wobec dość nietypowej w wydaniu Feline wydaje się kasyczna.

Silikonowa oczywiście, jak wszystkie z tej serii, z krótkimi włoskami. W przypadku górnych rzęs lepiej sprawdza się model Feline, w przypadku dolnych So Couture. Przy tej drugiej niestety łatwiej uwalić sobie powiekę, bez problemu można jednak okiełznać rzęsy dolne. Trzeba się naprawdę postarać, żeby sobie rzęsy posklejać, bo So Couture pięknie je rozdziela.

Tusz równomiernie się rozprowadza (odnoszę wrażenie, że jest nieco gęstszy niż w przypadku Feline), dość szybko schnie, nie osypuje w ciągu dnia i spełnia wszystkie wytyczne świetnej maskary. Można uzyskać za jej pomocą spektakularny efekt, wystarczą dwa lub trzy pociągnięcia. Jeśli wcześniej użyję bazy pod maskarę, to już w ogóle szał w gaciach.

Na szczotkę nabiera się akuratna ilość tuszu, nie za dużo, nie za mało. Aplikacja nie nastręcza żadnych trudności (poza możliwością urypania powieki, co też się stało moim udziałem).

Jak to wygląda? Proszę uprzejmie:

Sorki za pikselozę, musiałam posłużyć się tosterem, bo nie naładowałam baterii w lustrzance. To, co widzicie na zdjęciu, to efekt po dwukrotnym pociągnięciu rzęs tuszem bez wydłużającej bazy pod maskarę. I to wystarczy.

Bardziej spektakularny efekt można uzyskać za sprawą Feline. So Couture powinna przypaść do gustu tym, które lubią spokojniejszy, klasyczny makijaż. To bardzo dobra maskara, bardzo. Na pewno warto ją kupić, choć – ze względu na cenę – lepiej poczekać na jakąś promocję w Rossmannie czy gdzieś 😉

BRAK KOMENTARZY