Kefirowa narzeczona

8
2540

Mogłaś moją być kefirową narzeczoną, razem ze mną pić to, co nam tu postawiono. Tak zapewne śpiewałby zespół Lady Pank, wspominając czasy studenckie (choć nie wiem, czy takowe akurat mieli). Kefir i bułka były wszak za moich czasów podstawowym pożywieniem, a była to era przedfastfoodowa (ciężko w to uwierzyć, wiem). Hotdogi z frytkami dopiero wkraczały na nasz rynek i stopniowo – oraz z początku nieśmiało – anektowały coraz większe terytoria, dlatego jeśli człowiek chciał coś na szybko przekąsić, szedł do pobliskiego spożywczaka i inwestował w bułkę z kefirem.

Student dobrze na tym wychodził, wystawcie sobie, i to podwójnie. Po pierwsze było to rozwiązanie najtańsze z możliwych, a w tamtych czasach mało kto godził studia dzienne z pracą zarobkową, dlatego stypendium naukowe było głównym źródłem studenckiego dochodu. Po drugie było to bardzo wartościowe pod względem odżywczym. Bułkę zostawmy w spokoju, tu chodzi o kefir.

Wiecie, jak powstaje kefir? Generalnie rzecz biorąc tak samo jak maślanka, choć są to dwa różne produkty, często ze sobą mylone. Wspólne mają jedno: poddanie mleka działaniu odpowiednich kultur bakterii, które doprowadzają do jego fermentacji (chodzi tu o szczepy Lactobacillus oraz Streptococcus thermophilus, a na doczepkę także drożdże). Obecność tych bakterii i to, co robią z mlekiem, sprawia, że kefir zaliczany jest do probiotyków, a o probiotykach, prebiotykach i synbiotykach już pisałam. W bardzo wielkim skrócie można powiedzieć, że probiotyki przyczyniają się do podnoszenia odporności organizmu, ułatwiają trawienie i pomagają utrzymać właściwą florę bakteryjną układu pokarmowego. Ciekawą rzecz robią drożdże, które fermentują cukier zawarty w mleku, czyli laktozę. To sprawia, że osoby z nietolerancją laktozy mogą sięgać po kefir, nawet jeśli nie mogą pić mleka.

No dobrze, a czym od kefiru różni się maślanka poza tym, że smakiem? Maślanka, jak sama nazwa wskazuje, ma sporo wspólnego z masłem. Masło powstaje z mleka, to żadne odkrycie. Jest to po prostu oddzielony od mleka tłuszcz. Kiedy tłuszcz się wytrąca, powstaje mleczny płyn i… to jest właśnie maślanka. Dzisiaj proces produkcji przebiega nieco inaczej i maślanka powstaje z odtłuszczonego mleka poddanego działaniu bakterii mlekowych. Zawiera mniej tłuszczu niż kefir, jest mniej kaloryczna i ma nieco delikatniejszy smak (kefir zdecydowany smak zawdzięcza drożdżom, których w maślance nie ma).

Koneserzy produktów pochodzenia mlecznego (a ja do takich się zaliczam) wiedzą, że istnieje jeszcze zsiadłe mleko, które jest czymś innym niż kefir i maślanka. Zsiadłe mleko to smak mojego dzieciństwa i zawsze już będzie się kojarzył z garnkiem stojącym na stole i butelkami mleka, które mleczarz zostawiał na wycieraczce. Dinozaury wiedzą, że w PRL przysługiwała określona ilość mleka w zależności od liczności rodziny. Codziennie wieczorem wystawiało się puste butelki przed próg i codziennie rano zamieniane one były na pełne. Nie można było sobie pójść do sklepu i kupić zgrzewkę, bo nie było. Sorry Batory, na półkach sam ocet.
Ad rem. Zsiadłe mleko powstaje na skutek procesu zakwaszania i krzepnięcia, za który odpowiadają odpowiednie szczepy bakterii. One właśnie wytwarzają kwas mlekowy i diacetyl, dzięki czemu zsiadłe mleko pachnie i smakuje jeszcze inaczej niż kefir i maślanka – aromat jest łagodniejszy, bardziej maślany.

Student zapewne nie wiedział, że kefir, maślanka i zsiadłe mleko bogate są w wapń, białko, cynk i jod. Mógł nie zdawać sobie sprawy, że picie zsiadłego mleka korzystnie wpływa na utrzymanie zdrowych kości i zębów, ale wiedział, o, na pewno wiedział, jak dobrze robi wypicie zsiadłego mleka po nieprzespanej nocy, podczas której człowiek oficjalnie się uczył, a nieoficjalnie garściami korzystał z przywilejów młodości. Och, jakie to było zbawienne! Wręcz nieocenione 🙂

Sam kefir (i jemu podobne) nie jest wynalazkiem współczesnym. Ludy zamieszkujące Kaukaz już 3000 tysiące lat temu piły sfermentowany napój mleczny „dochodzący” w glinianych naczyniach. Warto było, jak widać, przekazywać recepturę (niezbyt skomplikowaną zresztą) z pokolenia na pokolenie. Miłośnicy „Gry o tron” wiedzą świetnie, że przetworzonym mlekiem raczył się dziki i niezwyciężony khal Drogo razem z całym swoim khalasarem. Wiedział facet, co dobre, ot co!

Notka powstała w ramach kampanii edukacyjnej „Mam kota na punkcie mleka„.

Obrazek z pixabay.com.

8 KOMENTARZE

  1. „Dinozaury wiedzą, że w PRL przysługiwała określona ilość mleka w zależności od liczności rodziny. Codziennie wieczorem wystawiało się puste butelki przed próg i codziennie rano zamieniane one były na pełne. Nie można było sobie pójść do sklepu i kupić zgrzewkę, bo nie było. Sorry Batory, na półkach sam ocet.”- —– Nie twórzmy historii , pamiętajmy , że nasze pisaniny będa tzw. Tekstami żrodłowymi dla potomnych- mleko ‚za komuny ” bylo. nie było limitów!!!! W pobliskim sklepie kupowało się po prostu ilość mleka , ktora nam( jak piszesz w zależności od liczności rodziny była potrzebna) wraz z doniesieniem pod drzwi.Za dostarczenie mleka pod drzwi uiszczało się dodatkową , niewielką opłatę. Inna sprawa, że jak mleczarz( zawód zaginął) postawił mleko o piątej , czy czwartej rano, a my chcieliśmy je zabrać np o siodmej, to nierzadko już go tam nie było ponieważ życzliwi sąsiedzi wracając już to z nocnej zmiany w pracy , już to skąd inąd np. po nocnej (oczywiście opozycyjnej ) walce po prostu kradli. I to wcale nie z biedy ani tzw. braków towarowych- było po prostu po drodze- bliżej niż do sklepu, tak po polsku. Rozumiem , że tekst sponsorowany, niemniej jednak wypadało jakiegoś”Dinozaura ” zapytać, jak było naprawdę.

    • Z całym szacunkiem, ale czy żyłyśmy w tych samych czasach? Bo ja, owszem, dinozaurem jestem (rocznik 76) i pamiętam mój osiedlowy sklep Społem, gdzie na półkach był sam ocet oraz – ależ tak – jogurt truskawkowy. Jedyny istniejący smak w kwadratowych pudełeczkach, strasznie rzadki.
      I pamiętam, że sąsiedzi na przeciwko nie mogli mieć więcej butelek mleka, bo było ich mniej niż nas. Może więc jest to uzależnione regionalnie? Może nasz miejscowy kacyk partyjny mógł mniej niż Twój miejscowy kacyk partyjny? I owszem, pamiętam czas, że mleka w sklepie nie było. Był ocet i właśnie ten jogurt. Reszta na kartki.

  2. z tą maslanką to jest jakos dziwnie: za moich dziecięcych wczasów u babci na wsi wiele się napatrzyłam i samodzielnie robiłam masło. To co zostawało z mleka po zrobieniu masła nijak nie przypominało tej maslanki w sklepie – było prawie przezroczyste i mocno żółte (kolor cytrynowej oranżady) i nie bylo zbyt smaczne choc dziadek to pijał ze smakiem.
    Dlatego gdy zobaczyłam w sklepie maślanke wyglądajacą jak nieco rozwodniony kefir nieco się zdziwiłam

    swoją drogą poza Polską raczej niemozliwe jest kupic kefir (chyba że w sklepach Polskich lub Tureckich)
    tylko ten „Buttermilk” i to gdzieś na krańcach półek ( sprawdzane w Holandii, Niemczech i Irlandii ale parę lat temu – mogło się coś zmienic)

  3. Ehh,mleczne przetwory uwielbiam i odziedziczyły to moje córki.A wolą kefir niż słodkie jogurty.I szczerze powiem,nie przekonuje mnie wszechobecna antykrowiomleczna kampania.Wierzę,że mleko to moc Najpierw matczyne,a zaraz później krowie.Na zdrowie!

    • Jak mój syn chodził do przedszkola, codziennie rano przed wyjściem dawałam mu szklanke maslanki do picia – sniadania nie był w stanie zjeść tak rano, jadł w przedszkolu.
      Maslanka była na zapełnienie brzuszka do sniadania. Nie dość, że uwielbiał, to mam wrażenie, że dzieki temu ma dobrą odporność – przeziębia sie 2 razy w roku (kilka dni katar i kaszel) i tyle.

  4. Hm… dodam że produkty te wspaniale odbudowują flore bakteryjną u pań. Mój gin zasugerował mi….. oklady, przy czym na pierwszym miejscu postawil zsiadle mleko, potem maślanke na końcu kefir. Działa niesamowicie łagodząco.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here