Śniadanie do szkoły, pudełka śniadaniowe i cały ten bałagan

31
6826

Rok szkolny trwa dopiero dwa tygodnie, a już się okazuje, że nieprawdopodobne rzeczy można wyciągnąć z dziecięcych plecaków. Nieprawdopodobne żywieniowo. Ściślej: żywność o niepojętym stopniu przetworzenia. Żywność ta częściowo została zjedzona, częściowo jedynie przeżuta, częściowo zakamuflowała się w odmętach plecaka i wylazła po tygodniu (przebóg!), częściowo jest bananem, częściowo kanapką, ale nie można mieć całkowitej pewności, które jest które. Nadal próbuję okiełznać temat żywienia w kontekście ilości przygotowywanego żarła, bo kiedy słyszę „mamo, a ja byłam głodna”, koryguję moje działania i w rezultacie po tygodniu wyciągam coś, co miało zaspokoić głód, ale nie zdążyło wystąpić w roli śniadania, bo nie było takiej potrzeby.

Docieramy się więc ilościowo i docieramy się w kontekście tego, w czym to żarcie nosić. Przygotowując wyprawkę (och, och!), jako klasyczny rodzic ze szkolnym – pardą – pierdolcem powodowanym szkolnym debiutem, chciałam, by dziecięca śniadaniówka (i nie o telewizję chodzi, a o pudełko na śniadanie) była funkcjonalna, niewielka, lekka oraz spełniała funkcję ochronną (głównie wobec książek i zeszytów). Nabyłam więc dla panienek takie oto termiczne torebunie.

pudelko_na_sniadanie pudelko_na_sniadanie2 pudelko_na_sniadanie3Zabijcie i weźcie na męki (niekoniecznie w tej kolejności), ale nie pamiętam, co to za producent. Torebunie design mają zacny, leciuteńkie są, świeżość zapewnią, kanapek nie trzeba prasować, żeby zmieścić, to i zabrałam się do pakowania.

I co? I okazuje się, że to coś zajmuje większość miejsca w plecaku.

-Mamo, a gdzie ja włożę piórnik? – zapytała trzeźwo pierworodna, średnio ujęta wizją gustownej torebuni.

Dobre pytanie. Ostatecznie piórnik powędrował do plecaka, a śniadaniówka niesiona była w ręce. To jest najgłupsze z możliwych rozwiązań. Czasem trzeba w ręce nieść coś jeszcze, a torebka na śniadanie „zabiera” jedną rękę i ogranicza możliwości manewru. W rezultacie trzy dziewczyny podrałowały do szkoły z torbiszczami z żarłem. Nie wiadomo było też, gdzie to trzymać w klasie. Na ławce nie, w szafkach miejsca nie ma, do plecaka wejdzie, jeśli wyjmiemy piórnik. Dramat. Odjazdowe torebunie zalegają teraz szafkę w kuchni, a ja siłą rzeczy zaczęłam się zastanawiać, w co śniadanie upakować.

Dobre pytanie. Ostatecznie piórnik powędrował do plecaka, a śniadaniówka niesiona była w ręce. To jest najgłupsze z możliwych rozwiązań. Czasem trzeba w ręce nieść coś jeszcze, a torebka na śniadanie „zabiera” jedną rękę i ogranicza możliwości manewru. W rezultacie trzy dziewczyny podrałowały do szkoły z torbiszczami z żarłem. Nie wiadomo było też, gdzie to trzymać w klasie. Na ławce nie, w szafkach miejsca nie ma, do plecaka wejdzie, jeśli wyjmiemy piórnik. Dramat. Odjazdowe torebunie zalegają teraz szafkę w kuchni, a ja siłą rzeczy zaczęłam się zastanawiać, w co śniadanie upakować.

Przyglądnęłam się pudełkom na śniadanie, którymi dysponowały dzieci w świetlicy i stwierdziłam, że wszystkie, niezależnie od tego, czy są z Violettą czy z Avengersami, rozmiary mają iście kosmiczne. To nie pudełka, to pudła konkurujące gabarytami z pudłami z Ikei. Torebunię termiczną dało się przynajmniej zgnieść, a to? Część z nich ma dodatkowo dość debilne kształty. Jakiś piesek z wielkim nosem i uszami, jakaś żabka czy inny płaz – wszystko to całkowicie wypełnia plecaczek zerówkowicza. Fakt, zerówkowicz książek tam nosić nie musi (książki zostają na terenie szkoły), ale w przyszłym roku, kiedy z zerówkowicza zrobi się pierwszak, pudełko stanie się tak niefunkcjonalne, że już bardziej nie można.

Zajrzałam w internety i wyniuchałam tam coś, co też zoczyłam w tzw. realu.

tum-tum-sniadaniowka

Zdjęcie pochodzi ze smyk.com.

Ładnie wygląda? No ba! Cena już taka piękna nie jest, bo ponad 40 zł. Wydać 40 zeta na torbiszcze śniadaniowe, które trzeba nosić w ręce (bo to jest duże, naprawdę) jako dodatkowy bagaż – o nie, dziękuję. Ja mam do szkoły dwa metry, ale pozdrawiam serdecznie tych, którzy z dzieckiem jeżdżą zbiorkomem i dziecko to, oprócz trzymania mamusi, musi dzierżyć torbę z żarciem.

Na początku idea była taka:

sniadaniowkaZdjęcie z mowimyjak.pl

Zdrowe pierdu-pierdu, marcheweczki, sałatka, owocki, wszystko fit i cacy. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moje plany. Po pierwsze przygotowanie takiego pięknego żarła musiałoby się rozpoczynać wieczorem. Sorki, ale jeśli mam do zebrania trójkę dzieci i siebie, to muszę wszystkie czynności ograniczyć do minimum i zostawić to, co absolutnie niezbędne. Po drugie ten piękny lunchbox z fit-żarciem jest spory, a jeszcze dodajmy do tego mini-pudełeczka na owocki. Toż drugiego plecaka na to trzeba. Po trzecie… cóż, po trzecie spróbowałam działania z plastikowymi pojemnikami z Lidla (wiecie, takie co je można też do kuchenki mikrofalowej włożyć i przygrzać strawę), ale niewiele się w nich mieści, a poza tym – ech, żyzń sobacza – jesteśmy teraz biedniejsi o dwa pudełka z Lidla. Szkolna amba wszamała. Nie ma. Totalna dematerializacja.

Wiecie, co sprawdza się w naszym przypadku najlepiej? Zwykłe woreczki śniadaniowe. Tak. Dokładnie tak jak 30 lat temu, kiedy nakładałam juniorki, brałam tornister i drałowałam do szkoły (to było 32 lata temu, ale dobra, nie bądźmy drobiazgowi ;)). Kanapki pakuję w folię aluminiową lub papier śniadaniowy (w zależności od tego, co akurat jest w chałupie), owoc (najczęściej jabłko albo banan, choć banan bywa ryzykowny) w osobny woreczek, to wszystko razem do – ależ owszem – woreczka i git. Jest miejsce na piórnik i książki, a nic się nie rozpieprzy w plecaku. Zerówkowicze mają w plecaczkach luzy i nie ma problemu, żeby schować do środka kurteczkę, kiedy wracamy i jest za ciepło na tęże, choć rano było akurat. Zwykłe woreczki i papier śniadaniowy, powtórzę. I najzwyczajniej w świecie zupełnie mam w nosie fakt istnienia wypasionych pudełek.

31 KOMENTARZE

  1. No i prawidłowo. Moja gimnazjalna dwójka ma śniadaniówki , do których wejdą dwie kromki chleba i to im starcza, mieści się też bez trudu w plecaku.

  2. Ale to chyba na pełnowymiarowe, idealne standardowo, unijne banany? A co, jeśli bananek jest za krótki, za długi, albo wygięty nie tak? 😉

  3. Jak dla mnie to najlepsza jest folia aluminiowa. ew papier śniadaniowy i zwykła jednorazowa torebka. Kanapka zawsze znajdowała sobie „swoje” miejsce w plecaku, idealnie wpasowując się pomiędzy książkę do gegry, a zeszyt do fizyki 😀

  4. Z torebek to ja polecę tesco i torebki strunowe z suwakiem 😉 rozmiary ma toto bodajże 3 czy 4 – od mini śniadaniowych (Młody dostaje w takie chrupki na spacer) do wielkich, w których mrożę całe kurczaki 😉 Przydatne, wielorazowe i wygodne za sprawa suwaka 😉 Niemąż nosi w takim torbiszczu domowe musli do roboty i jeszcze nic nie pogubił.

  5. U mnie wprawdzie sztuk 1, więc szybciej się ogarnia i wystarczy mi chwila rano na przygotowanie młodej czegoś do szkoły. Mój patent to takie pudełeczko http://selgros24.pl/images/prodImages/Sistema_Pojemnik_do_Zywnosci_21518_Maly_Split_To_Go_43796655_0_1000_1000.jpg niewielkie, dzielone na dwie części. W jednej na ogół ląduje kanapka – pięciolatce wystarczy taka mieszcząca się w tym pudełku, czasem pancaces, sandwich. W drugiej połówce np. kawałki marchewki, jabłko itp. lub – oklaski za pomysłowość 😉 – 2 silikonowe foremki na muffinki z ikea (idealnie pasują na wysokość) a w nich np. orzechy ziemne, suszone owoce itp. Jak dotąd patent się sprawdza, młoda śniadania zjada, czasem tylko komentuje, że koleżanki ze stolika podjadały jej orzechy czy marchewkę:) A ja sobie marzę, że może tego uda mi się córę nauczyć jedzenia bardziej urozmaiconych posiłków, bo z tym różnie bywa – niby nie źle, ale mogłoby być lepiej:)

    • betcherovka,

      oświeć mnie, proszę, czym się różni kanapka od „sandwich’a”… chyba że do sandwicha może iść w parze tylko pancaKe (!), a do kanapki pospolity naleśnik…

      • Sandwich w sensie, że na ciepło, z serem zapieczony. Czemu pancake chyba nie muszę tłumaczyć? W razie gdyby jednak – w łapę łatwiej wziąć grubego niż pospolitego naleśnika…

  6. Ech, aż mi się przypomniała dolna szuflada biurka, w której z braćmi chowaliśmy niezjedzone kanapki po powrocie ze szkoły:D Oj się działo, jak mama to po kilku tygodniach znalazła:D

  7. U nas sa konkretne wytyczne co do tego, co do szkoły trzeba przynieść. Ma być jogurt, kanapka, owoc, picie i moze być jeden słodycz. To tak w zakresie ogólnym. Jest bardzo duzo wytycznych co do tego co moze być w pudełku a co nie. Poza tym torebka na lunch nie moze znajdować sie w tornistrze tylko musi być niesiona w ręku. W przeciwnym razie rodzic ma problem 😉 dzieci w szkole maja Polkę przeznaczona na lunch boxy gdzie je stawiają po wejściu do klasy. Mila ma teraz lat 5, tak zeby uściślić 🙂

  8. Przeżywałam ostatnio to samo, gdy musiałam zakupić śniadaniówkę dla syna do przedszkola. Bo śniadanko dziecko musi przynosić z domu. I miała być taka, którą dzieć sam otworzy. Okazuje się, że z połową ja sobie średnio radziłam, a młody to wogóle nie wiedział jak się zabrać. Ostatecznie mamy pudełka z rosmanna. Jedno duże i dwa małe. Używamy małych. I do tego plecaczek termiczny skip-hop.

    Swoją drogą mają w tym Skip-hop takie torebeczki na śniadanko i zastanawiam się czy fajne. Ma ktoś?
    http://skip.zone/posilek/73-saszetki-zoo.html

  9. Miałam kiedyś takiego ucznia, któremu nie wystarczało w plecaku miejsca na książki i zeszyty, bo cały miał załadowany jedzeniem 😉
    Woreczek, czy to plastikowy, czy materiałowy, jest miękki, elastyczny i nie wymaga wielkich przemeblowań. Jeśli dziecko bierze sałatkę (tiaaaa, no ale są takie) czy warzywa, wystarczy pojedyncze małe pudełeczko na przykład z IKEA (ciągle jest u nich w ofercie zestaw pudełek różnych rozmiarów – 15 za 17 złotych albo odwrotnie).
    Przyznam, że podoba mi się idea worków materiałowych – jest tego masa, usztywniane, miękkie, z rączkami, bez, z kieszonkami wewnątrz, na zewnątrz; ładne, a nadal spełnia wymóg funkcjonalności.

  10. Kurczę, rozumiem Twój ból ze śniadaniówkami, mimo że dziecko mam zdecydowanie za małe na zerówkę, ale jako że sama prcauje w szkole lubię, ekhem, swoje śniadanie nosić w czymś co jest podobne do człowieka. Używam wielorazowych woreczków plastikowych z ikei z suwakami, które wywalam dopiero jak sie mega zapaskudzą (ergo: banan) bo zużyc same z siebie mi się jeszcze nie zużyły (w sensie nie zajechały dopóki się nie zapaskudziły, patrz: banan) a i tak mam wyrzuty sumienia że używam plastiku semi-jednorazowego zamiast eco-friendly (bardziej od zwykłych woreczków śniadaniowych) plastikowych gigantów wielokrotnego użytku. Więc może to nie chodzi o to że te śniadaniówki-pudełka są takie fansi-szmansi jak mawia mój angielski mąż tylko o to, że nie produkują tyle środowiskowo-niefajnego syfu co jednorazowe śniadaniówki.

    • Hmm. Rzecz jest w tym, że pudełka, które wciska się rodzicom jako śniadaniówkowe hust have często są kompletnie niefunkcjonalne. Przede wszystkim za wielkie. Idzie pierwszak z plecakiem do kolan, bo ciężko kupić coś, co będzie rozmiarem pasowało na niewielkie przecież stworzenie, a jeszcze w ręce niesie big śniadaniówę. Kurczę, dramat, naprawdę. To nie są pudełeczka, to pudła. Mam więc dylemat, albo się nie zmieści wszystko, co zaplanowałam, ale pudełko wejdzie do plecaka, albo nie wejdzie wszystko, ale pudełko zajmie całą wolną przestrzeń.
      Już bardziej podchodzi mi rozwiązanie – jeśli mamy być ekologiczni – bawełnianych woreczków śniadaniowych, zapinanych na rzep, które Beata podpowiadała na fejsie. To już coś, wkładasz do pralki i wio.

  11. A u nas jest pionowa wieza z trzech pudelek: http://www.tchibo.de/2-snacktuerme-p400030886.html Znakomicie wypelnia puste miejsce w pionie plecaka i gwarantuje, ze z owocow nie zrobi sie przecier. Kanapki sie tam nie wcisnie, fakt, ale jogurt, orzechy, owoce, jakies zbozowe chrupki tak. W opakowaniu sa dwie takie wieze, kazda z trzech latwo odkrecalnych pojemnikow, ktore mozna dowolnie zestawiac. A na kanapki mamy plaskie pudelko z sistema. http://sistemaplastics.com/products/to-go/450ml-sandwich-box-to-go
    Swietna, zmywalna w zmywarce alternatywa dla jednorazowych torebek, ktore jak ktos powyzej juz zauwazyl, nie sa szczegolnie przyjazne srodowisku. Pudelko sluzy nam juz od roku.

  12. My używamy i serdecznie polecam pudełka Sistema Polska – są niesamowite, można dobrać odpowiednie pudełeczko do odpwiednich przekąsek, które chce się dziecku dać do szkoły. My mamy ich 5 i używamy codziennie.
    http://sistema-polska.pl/

  13. W podstawówce miałam plecak, któego zewnętrzna przednia kieszeń była odczepiana na klamry. Mniej więcej coś takiego: http://www.google.com.mx/imgres?imgurl=http://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/bg/bj/dsrm/4Z3SBdldqcjgj4By0X.jpg&imgrefurl=http://forum.gazeta.pl/forum/w,583,96159666,,Plecak_do_szkoly.html?v%3D2&h=693&w=520&tbnid=pWLK0uf5PSe0bM:&docid=erIivVNJNAU-QM&ei=vLP6VefKJs2xyATXzpGIDw&tbm=isch&ved=0CBsQMygAMABqFQoTCOeYxMiK_scCFc0YkgodV2cE8Q (ale długi link…)

    Było to fantastyczne rozwiązanie, bo śniadania nie trzeba było nieść w osobnej torbie, a dzięki temu, że było „na zewnątrz”, to nie istniało zagrożenie zgniecenia np. banana. Poza tym, zwyczajowo przerwę śniadaniową mieliśmy spędzać na korytarzu, więc wystarczyło odpiąć tę śniadaniówkę i zabrać ze sobą. A po powrocie do domu mama przejmowała tę kieszeń na czas i ewentualne niedojedzone kanapki miały szansę być podane na kolację (tacie lub psu 🙂 ) bez ryzyka rozwoju pleśni wśród książek i zeszytów.

    Uważam to za genialne rozwiązanie. Myślę, że nawet możnaby się pokusić o dorobienie pasków do plecaka dziecka i zainstalowania dowolnej śniadaniówki na takiej zasadzie jak doczepia się karimatę lub śpiwór pod plecakiem górskim.

  14. Pamiętam, jak w wakacje wyciągnęliśmy (z plecaka mojego 8-letniego brata) pączka, który praktycznie już sam chodził… 😉 Co do pojemników – wyglądają pięknie, ale niestety funkcjonalnością nie grzeszą. Ja też od zawsze nosiłam kanapki w woreczkach i chwalę to sobie – na pewno syn za parę lat (najpierw niech się urodzi ;-)) będzie nosił żarełko w woreczkach. 🙂

  15. Co do kanapek, które dostają w plecaku nóżek, bo siedzą w nim za długo, to mam pytanie – nie zaglądacie dzieciom do plecaka, czy czegoś nie zostawiły, rozwaliły, pobrudziły? Ja zaglądam, gdybym tego nie robiła, to moje dziecko miałoby teraz w plecaku tonę podartych chusteczek higienicznych (nie wiem dlaczego je rwie) zalanych jogurtem i porośniętych pleśnią. Zawsze po szkole sprawdzam plecak, zaglądam do ćwiczeń i do zeszytu z korespondencją od wychowawczyni, nie ma mowy, żeby jakaś forma życia się tam rozwinęła 😉 A co do samych pudełek na lunch, to warto zainwestować w plecak z osobną kieszenią z przodu i tam wrzucać żarełko. 🙂

    • Miałam takiego kolegę w liceum, któremu mama zaglądała do plecaka, szafek, itd. żeby porządku pilnować. Strasznie mu współczułam tej permanentnej inwigilacji. Moi rodzice (troje nas jest) nigdy nie mieli na to ani czasu, ani chęci i wydaje mi się, że ta odrobina prywatności należy się dziecku dla takiej psychicznej higieny.
      Wyraża się w ten sposób zaufanie do dziecka, budując w nim poczucie własnej wartości i samoodpowiedzialności. Jako że pamiętam jakie rzeczy odwalaliśmy jako dzieci planuję wdrożyć kampanię informacyjno-cywilizującą w stosunku do własnego potomstwa, natomiast taka permanentna kontrola wydaje mi się jednak gombrowiczowskim upupianiem młodego obywatela.

  16. Nie miałam żadnej śniadaniówkowej koncepcji, ale zostałam wmanewrowana w pudełko (prezent od chrzestnej): http://www.sklepkleks.com/index.php?p23467,lunch-box-feeoly-nici-38071-sniadaniowka-pojemnik-sniadaniowy-lw I chwalę sobie, choć mogłoby być bardziej płaskie, bo nie wykorzystuję całej przestrzeni. W środku ma wyjmowaną rynienkę (zajmującą mniej niż połowę pudełka), w której można umieścić np. owoce, chrupki itp. a nawet… kostkę do gry, zrobioną z kartonu na angielski. 😀 Bałam się, że arcydzieło zostanie zgniecione i nie dotrze na lekcję.
    Woreczków nie lubię. Bardzo często miałam sprasowane kanapki.
    Krusz, czy jest możliwość, żeby linki otwierały się w osobnym oknie?

  17. Pudełko polecam Skip Hop z tej podstawowej serii, nie jest wielkie. Jeżeli bez pudełka, to ten sam producent ma saszetki – saszetki są lepsze od woreczków, bo jednak bardziej szczelne.
    Ogólnie to wspominam swoją szkołę i… jezu, nikt właściwie nie miał pudełek i jakoś żemy żyli. Tylko że teaz szał ciał, zdrowo, mlecznie, kolorowo…

    • Nie wiedziałam, że istnieją takie rzeczy, ale podświadomie czegoś takiego szukałam od dawna! Staram się ograniczyć zużywanie foliowych woreczków, bo nie używam papieru śniadaniowego (tu gdzie mieszkam nie ma…, a folii alumieniowej nie lubię, źle się z tym czuję, gdy metal dotyka mojego jedzenia…). No i może w końcu znikną te tłuste plamy na biurku (nie mamy pokoju socjalnego) i zawsze to jakaś namiastka obrusa…

      Nie zmienia to faktu, że ten gadżet jest za drogi jak na to co oferuje, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by samemu zmajstrować coś podobnego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here