To moja druga przygoda z goframi. Pierwsze dzieło rąk moich mogłoby z powodzeniem robić za bohatera kroniki policyjnej i nagłówków gazet w stylu „Zginął rażony gofrem!” Część pierwszego dzieła, właściwie poddzieło, stanowiło realną konkurencję dla przemysłu gumowego i gdybym tylko miała większą żyłkę do interesów, wystartowałabym z produkcją organicznych lin do bungee lub supermocnych prezerwatyw.

Postanowiłam jednak nie poddawać się bez walki i użyć posiadany sprzęt z gatunku 3 w 1 w celach gofrotwórczych. Chwilę o tym sprzęcie, bo to może być istotna poszlaka w śledztwie. To opiekacz, gofrownica i grill w jednym. Wiekościowo bez szaleństw – mieści się w gabarytach klasycznego generatora tostów. W dziedzinie tostów jest mistrzem, w dziedzinie grilla na razie bez żadnych doświadczeń, w dziedzinie gofrów – no właśnie, zaliczał podejście drugie.

Przepis na gofry

Przepis zaczerpnęłam z książeczki „Ciasta siostry Leonilli”, bo był krótki i pod ręką. W trakcie produkcji okazało się, że siostra Leonilla wielu spraw nie dopowiedziała. Na przykład tego, że proporcje są obliczone na pluton wojska (w moim przypadku pluton egzekucyjny) lub trzystuosobowe stado pątników, które drałowało na Jasną Górę w grupie pokutnej i teraz gwałtownie potrzebuje wsparcia kalorycznego.

W związku z zaistniałą ilością produktu typu gofr ruszę na dzielnię i wezmę udział w nieco zmodyfikowanej wersji akcji „cukierek albo psikus”. Akcja będzie pod hasłem „bierz gofra albo wpindol”. 😉

Drugie niedopowiedzenie polega na dość optymistycznym założeniu siostry Leonilli, że jeśli napisze „składniki wymieszać”, to wszyscy zaczną po prostu mieszać. Niestety istnieje niebagatelna grupa (z moim honorowym członkostwem), dla której to, co wygląda na oczywistą oczywistość, stanowi kulinarną wersję biegu przez płotki w betonowych adidaskach.

gofry3No dobrze, do adremu, do adremu. Pora na przepis.

Składniki:
  • 500 g mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 5 jajek
  • 1 kostka margaryny roztopionej
  • 1 proszek do pieczenia
  • 2 szklanki wody
  • cukier waniliowy
Przygotowanie:

Wszystkie składniki wymieszać, napisała Leonilla, dodać ubitą pianę. Rozwinę, pozwólcie. Żółtka oddzieliłam od białek, białkom dałam na razie święty spokój, a żółtka ubiłam (mikserem) z połową cukru z przepisu. Potem stopniowo wlewałam roztopiony tłuszcz (w moim przypadku było to 2/3 masła, 1/3 margaryny, bo na to pozwoliła zawartość lodówki). Potem stopniowo dosypywałam mąkę.

Kiedy ciasto niebezpiecznie zaczęło zbliżać się do konsystencji asfaltu, zdecydowałam się na dolanie wody. Dopiero teraz widzę, że wlałam jedną szklankę zamiast dwóch, ale większego znaczenia to pewnie nie miało. Chyba więc mąki było w moim przypadku zdecydowanie mniej niż 500 g. Siostra napisała „proszek do pieczenia”. Ręka mi zadrżała, ale wsypałam całą torebkę 😉

gofry2Teraz w spokoju zostawiłam ciasto i ubiłam białka z drugą połową cukru. Potem wszystko wymieszałam delikatnie mikserem na najniższych obrotach i z użyciem tylko jednego mieszadełka. Nadejszła wiekopomna chwila i należało wpakować ciasto na gofrownicę.

I tutaj zonk. Nie ogarniam tematu, ILE ciasta wlewać. Łyżka to za mało, chochelka za dużo. Metodą prób i błędów, balansując między zagęszczeniem materii jak w gwieździe neutronowej a strukturą ażurowej firanki, doszłam do wniosku, że optymalną ilością jest pół niewielkiej chochelki do zupy. Gofry zaczęłam produkować jeden po drugim i efekt widzicie na zdjęciu poniżej pomniejszony o to, co zjadły dzieci. Oraz pies.

gofry4Pies szczęśliwie upodobał sobie najbardziej gumowe z gumowych tworów i z maślanym spojrzeniem asystował mi podczas produkcji, licząc na jak najwięcej porażek. Nie zawiódł się. Stopniowo gumowatość ustępowała miejsca pożądanej konsystencji i strukturze, ale nazwanie gofrów chrupkimi jak nad Bałtykiem byłoby takim samym nadużyciem, jak zaliczenie do wspólnej grupy interwencji radzieckiej i wycieczek all inclusive.

To była moja ostatnia przygoda z goframi. Ponieważ mam na kogo zrzucić, to zrzucam na sprzęt. Stwierdzam, że o ile do tostów maszyna 3 w 1 nadaje się wyśmienicie, o tyle dla gofrów generuje temperaturę zdecydowanie za niską. Sam przepis jest dobry. Gofry wychodzą BARDZO smaczne, nieprzesłodzone i w ogóle. Zawstydziłyby legendarne gofry od Świnoujścia po Gdańsk, gdyby tylko temperatura była taka, na jaką zasługują. Są tego warte.

Nie mam natomiast takiej motywacji (ani – bądźmy szczerzy – pieniędzy), żeby inwestować w osobną gofrownicę i raz na rok wystawić diecie środkowy paluszek. Bez sensu. Kolejny sprzęcior do upchnięcia w małym mieszkaniu. Ale jeśli ktoś gofrownicę ma i nie zawaha się jej użyć, to przepis polecam. Tylko proporcje podzielcie przez cztery 😉

24 KOMENTARZE

  1. Zrób wersję którą Ci podawałam jakiś czas temu na fb. My mamy najtańszą gofrownicę za 50zł, a wychodzą smaczne. Początkowo chrupkie (puki ciepłe), a kapciowate robią się dopiero zimne. Pamiętaj tylko żeby gofrownicę nagrzać przed wlaniem ciasta (ja swoją grzeje zamkniętą przez około 4 minuty) i oczywiście każdą porcję również piec około 4 minuty aż będą znacznie podrumienione, ale jeszcze nie brązowe 😛

  2. Ja też jestem właścicielką takiego sprzętu 3 w 1 (albo z Lidla albo z Biedronki),ale szukając przepisu w sieci przypadkowo natknęłam się na przepis na gofry do gofrownic o niskiej mocy. Tknęło mnie, sprawdziłam – moja była małej mocy. Zdaje się, że 700 czegoś tam. Mocarzy 🙂 Potem kuknęłam na jakieś fora i tam mądrzy ludzie (jak to na forach, choć tym razem rzeczywiście) podkreślali, że nie wszystkie gofry wyjdą, jak moc marna. I na nic zawołanie „mocy przybywaj”.

  3. Też mamy 3w1 i nasze gofry też zwykle porażka… 4 minuty/ U nas nie raz i 10, a często muszę je na druga stronę obracać. Ale też póki sprzęt żyje, nie rzucę się na gofrownicę stricte (z tych samych powodów co u was), i raz na jakiś czas przeżyję smak podeszwy po wystygnięciu… Chyba że faktycznie znajde przepis dla „małej mocy”

  4. Krusz moja gofrownica ma 850 Mocarzy 😛 gofery robie według tego przepisu
    2 szklanki mąki pszennej
    2 szklanki mleka
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    szczypta soli
    2 jajka (żółtka oddzielone od białek) Ja daje czasem 3 lub 4 na tą ilość
    olej ja daje 3 łyżki w orginalnym przepisie jest 1/3 szklanki
    Rozgrzać gofrownicę.

    Wszystkie składniki oprócz białek zmiksować na gładką masę. Białka ubić na sztywną pianę i bardzo delikatnie wymieszać z ciastem lać na gofrownice trzymać aż się zarumienią ( trzeba trafic na swój kolor mój to takie ciemno złotawe )

  5. Potwierdzam ze sprzęt ma znaczenie. Mam bardzo starą gofrownicę stricte oraz takie współczesne 3w1 – zdarzało mi się robić gofry na obu na raz z tego samego ciasta i zawsze te z gofrownicy były lepsze. Moc urządzeń nawet zbliżona ale konstrukcja tego 3w1 daje duże straty.
    Przy takich lekko klapciatych pomaga czasem wyjęcie ich na kratkę do pieczenia zamiast talerz.

  6. Śmiało możesz zrzucać winę na gofrownicę, Krusz…Mówi Ci to ekspertka od gofrów, których upiekłam chyba z milion i ZAWSZE były chrupiące. Aż do pewnego pięknego dnia, gdy postanowiłam piec gofry z dzieciakami w szkole i poprzynosili swoje gofrownice. Przepis ten sam od lat, a gofry nie wyszły… Tzn. dzieciaki oczywiście pożarły, ale były właśnie takie gumowate… Korzystaliśmy z teflonowych gofrownic, które o kant dupy można rozbić…Nie wiem, czy za niska temperatura, czy za lekkie…Ja mam gofrownicę, którą tata przywiózł z Niemiec w głębi kim PRL – u – dziś nie zdobycia. Ciężka jak diabli, długo się rozgrzewa, ale gofry wychodzą jak marzenie! I potwierdzam to, co pisała Betakobieta – po upieczeniu gofrów nie należy kłaść na talerz. Najlepiej oprzeć je jeden o drugi (taki domek zrobić) albo rzeczywiście na kratkę wrzucić, żeby odparowały. Mmmm, aż mi smaka narobiłaś….

    • Moja jest właśnie lekka i teflonowa. A to pech. Tosty robi przeboskie, gofry wręcz przeciwnie. Sprawdziłam i okazuje się, że ma 1000 W. Czyli nie tak źle. Ale mimo wszystko… Spróbuję jeszcze dwa przepisy, jeden z Moich Wypieków, drugi od czytelniczki i dam sobie spokój 😉

  7. Pracowałam kiedyś w miejscu, gdzie smażyliśmy najlepsze na świecie, chrupiące gofry. Skoro nie powiem gdzie, to chyba nie będzie zdradzaniem sekretów 🙂
    W każdym razie do ciasta, oprócz standardowo maki, jajek, mleka, cukru, dodawaliśmy nieco śmietany (tej samej, którą ubijaliśmy, czyli uczciwe 30%). Choć pewnie gofrownice – ciężkie, z dużą ilością mocarzy też pewnie robiły swoje.

  8. Moim zdaniem lepiej mieć jedno urządzenia do gofrów a inne do tostów. Mam w domu gofrownicę dezal i nigdy nie miałam problemów z robieniem gofrów. Wychodzą puszyste i chrupiące. Spróbuj poszukać lepszego przepisu na cisto, bo to także istotne.