Kuchnia inspirująca

Na ogół przegrywam zakłady. Jak mówię, że mogę się założyć o butelkę wina, to przeciwnik zaciera ręce z uciechy i rusza polerować kieliszki. Jest wyjątek od tej reguły i właśnie zamierzam zaryzykować, choć – umówmy się – ryzyko będzie tylko pozorne, bo jestem przekonana, że tym razem wygram. Proszę o uwagę: Idę o zakład, że w większości domów najważniejszym miejscem do rozmów i spotkań jest… kuchnia. Ha! Kto w myślach otagował #mamto ? 😉 Nie duży pokój vel salon vel pokój gościnny vel pokój rodziców vel miejsce, do którego dzieci znoszą zabawki. Właśnie kuchnia.

Właśnie tam nad kubkiem kawy powstają najbardziej inspirujące przemyślenia, tam odbywają się nocne (i dzienne) Polaków rozmowy. Tam dojrzewają pomysły na życie gdzieś pomiędzy kanapką z szynką a kefirem. Przychodzi do ciebie sąsiadka i co mówisz? „Cześć, stara, chodź do kuchni, pogadamy”. Tam właśnie rezydują freelancerzy, którzy dopinają teksty, kiedy cała reszta świata (przynajmniej w tej strefie czasowej) przewraca się w swoich łóżkach na drugi bok. Nie od dziś wiadomo, że wenę najlepiej złapać między chlebakiem a lodówką 😉

W kuchni ma miejsce źródło życiodajnej ambrozji, która ma moc przełączyć umysł ze stanu stand by w pełne działanie. No, może nie zawsze za pierwszym razem, ale po trzecim kubku już tak. Mówię o ekspresie do kawy lub czymś, co go udaje (u mnie jest właśnie taki udawacz).

W kuchni jest w końcu… kuchenka, a na niej stoi zazwyczaj czynnik odstresowujący. Podobno ludzi można podzielić na dwie grupy. Tych, którzy odpoczywają się przy prasowaniu, i tych, którzy przywracają równowagę ducha za pomocą garów. Ja jestem z tych drugich. Pichcenie mnie uzdrawia, serio, serio. Ta niepewność, czy po raz pierwszy w życiu uda mi się ugotować makaron al dente, transformacja czosnku w cieniutkie ząbki i cebuli w zgrabną kosteczkę (no dobra, przegięłam, ona nigdy nie była i nie będzie zgrabna, a nawet nazwanie tego kosteczką jest pewnym nadużyciem), przewalanie pieczarek na patelni, obieranie marchewki (mam genialną obieraczkę od jednej sąsiadki, mogłabym obieraniem zarabiać na życie, takie to fajne) – to wszystko sprawia, że stres dnia codziennego uchodzi precz. Zapewne przez okap nad kuchenką.

Gary czary-mary

Lubię realizować się przy garach. Bez przegięć oczywiście. Kiedy nie mam siły, nie chce mi się, nie czuję potrzeby, to nie popełnię gołąbków lub pierogów. Jestem z tych, którzy żarełko przygotowują szybkie, ale smaczne. A tak. Pomimo upływu lat nadal kiepsko posługuję się żelazkiem i jestem słaba w prasowaniu mężowskich koszul (on o tym wie, dlatego sam je sobie prasuje 😉 ), ale gotuję dobrze. Bardzo dobrze. I cieszy mnie to niepomiernie, bo ja bardzo lubię jeść.

Stan garów jednakowoż ma istotny wpływ na stan mojego ducha i sam proces mentalnej regeneracji. Inaczej jest, kiedy gary wyglądają tak:

garnki_stareA inaczej, jeśli wyglądają tak:

tefal_kompletGarnki i garnuszki, do których nic nie przywiera, wykonane na dodatek z wysokiej jakości stali nierdzewnej 18/10 (szał!), których płaskie dno dobrze przylega do kuchenki zwyczajnej, ceramicznej i indukcyjnej (a to pozwala zaoszczędzić energię), w których potrawy się nie przypalają, ale wzorcowo smażą czy duszą, dają o niebo większą frajdę, to oczywista oczywistość, nie tylko dla garomaniaków.

tefal_dnoDiabeł, jak wiadomo, tkwi w szczególe. Szczegół potrafi wpienić lub zachwycić. Mnie urzekła taka drobnostka jak dziurki w pokrywce. Potrawa dusi się koncertowo, nic nie pali się, by wykipieć, bo odpowiednia ilość pary ucieka przez dziurki. Dzięki tym dziurkom i specjalnym bocznym profilom można też sobie bardzo fajnie poradzić z odcedzaniem tego i owego (na przykład makaronu lub ziemniaków). To zaoszczędza czas, no i nie brudzimy miliarda sitek. Przydatna sprawa, naprawdę.

tefal_pokrywkaI jeszcze drugi szczegół, pozwólcie. Każdy garnek niezależnie od rozmiaru ma „dzióbki” i miarkę wewnątrz garnka. Mała rzecz, a cieszy 😉 Moje gary, które widzicie na zdjęciach, są z linii Tefal Duetto.

tefalPotrawka z kurczakiem i cukinią

Garnki Tefal oko cieszą designem, ale może by tak coś upichcić? Zastanawiałam się, co przygotować na pierwszy raz i doszłam do wniosku, że najlepiej, by było to coś, co jest zgodne z moją ideą odpoczywania przy garach. Ponieważ jako kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi, jestem wiecznie zabiegana i mam ogólnie rzecz biorąc mało czasu, w mojej kuchni królują potrawy proste i szybkie do przygotowania. Proste rozwiązania zazwyczaj okazują się najlepsze, powie to wam każdy, kto choć raz w życiu przygotował spagetti 😉 Stanęło więc na kurczaku i cukinii w rolach głównych.

tefal_cukinia

Składniki:

Uwaga, proporcje, które podaję, są obliczone na naszą rodzinę, czyli pięć gąb. W rezultacie gęba męska pochłonęła większość, tak jej zasmakowało, gęby żeńskie małe skubnęły co nieco i poleciały spalać kalorie na drabinkach i huśtawkach (co okazało się o niebo ważniejsze), a gęba żeńska dorosła również zajadała ze smakiem, wzmacniając doznania białym wytrawnym.

  • 3-4 cukinie (zależy od ich rozmiaru)
  • 2-3 niewielkie cebule
  • kilka ząbków czosnku (ja jestem zorientowana antywampirzo, u mnie czosnek schodzi zawsze na tony)
  • 0,5 kg polędwiczek kurzęczych lub 2 spore, pojedyncze piersi z kurczaka (wszystko dostępne bez problemu w każdym większym sklepie)
  • niewielka ilość oleju (ja używam zawsze rzepakowego)
  • przyprawy (sól, pieprz i co tam sobie jeszcze zażyczymy)
  • 5-6 pomidorów
  • 200 g czyli 2 woreczki ryżu (zamiast ryżu może być cokolwiek, makaron, kuskus, co tam chcemy, ja sięgnęłam po brązowy ryż. Bo był 😉 )
Przygotowanie:

 Potrawkę robi się mniej więcej tyle samo czasu, ile zajmuje ugotowanie dwóch woreczków ryżu, dlatego najpierw nastawiamy właśnie je.

tefal_ryzW międzyczasie sparzamy pomidory wrzątkiem, żeby bez problemu obrać je potem ze skórki.

tefal_pomidoryCukinię obieramy i kroimy w średniej wielkości kostkę (nie za małą, żeby się nie rozciapała podczas duszenia), czosnek w plasterki, tak samo cebulę, po czym zabieramy się za kurczaka.

Piersi lub polędwiczki (co tam mamy), kroimy na kawałki (znów – nie za małe), przyprawiamy tym, co uznamy za stosowne i na oleju podsmażamy.

tefal_kurczakDlaczego nie na patelni? Bo wszystkie inne składniki ładujemy do kurczaka. Dorzucamy więc cebulę i czosnek, dorzucamy cukinię i pokrojone w kostkę, obrane ze skórki pomidory.

potrawka3Zakrywamy garnek wieczkiem i wszystko się pięknie dusi przez jakieś 10 minut. Nie zapominamy o ryżu! Czas już go odsączyć.

potrawka4Co dalej? Dalej przecudownie. Na talerz wykładamy ryż (lub coś tam), na to dajemy naszego kurczaka w cukinii i pałaszujemy ze smakiem. Wszystkie czynności powinny nam zająć nie więcej niż 30 minut.

potrawka2

potrawka

Epilog

Szybki, prosty do wykonania i bardzo kaloryczny obiad ucieszy każdego korpoludka (i nie tylko), rzekłam. Jeśli do tego ugotowany jest w fajnych garach z nierdzewnej stali, to naprawdę endorfiny mnożą się jak króliki i momentalnie opanowują świat.

Pamiętacie, co na początku napisałam o kuchni? Jeśli więc kiedyś będziemy mieli okazję się spotkać, jeśli jakimś zrządzeniem losu zawitacie w moje progi, kiedy już otworzę wam drzwi i obwącha was pies (a trzy sekundy potem pokocha was bezgranicznie i będzie chciał z wami pójść na koniec świata), to możemy się założyć – he, he – że odsunąwszy zwierzę merdające powiem:
– O czeeeeeść! Wchodź śmiało, idziemy do kuchni! 😉

Tekst powstał w ramach współpracy z marką Tefal.

11 KOMENTARZE

  1. O taaaaak.. nie ma nic przyjemniejszego niż gotowanie z ładnych garnków 😉 Pewnie dlatego nadal mam problemy z gotowaniem 😀 bo moje wyglądają jak z pierwszego zdjęcia – a uważam, że emaliowane garnki to zło… o.O

  2. Nawet najwspanialsze gary nie ugotują obiadu za mnie!!! Gdyż ja się, niestety, zupełnie nie relaksuję w kuchni (ani przy żelazku).

  3. U nas (stety bądź nie) najważniejszym miejscem jest „salon”, który aktualnie jest jeszcze naszą sypialnią, ale niebawem przeprowadzimy się do mniejszego pokoju, aby przez jakiś czas urzędować tam z nowonarodzonym synkiem. W kuchni byłoby fajnie, gdyby nie była tak mała, że przy obecności dwóch osób nie ma jak się ruszyć – choć i to ma swoje plusy… hyhyhy 😀 Potrawka wygląda genialnie – zapisuję przepis!

  4. po 10 minutach duszenia danie nie nadawało się do zjedzenia – dusiłam znacznie dłużej, a co za tym idzie zeszło mi duuuużo więcej czasu niż Tobie (ponad godzinę w sumie). jaki masz zegarek w kuchni? 😉

  5. Krusz, ja Ci polecam odkrycie slowcookera 🙂 Nie wiem czy do Polski dotarly, ale ja mam moj od 2-3 lat i korzystam z niego regularnie. Wrzuca sie skladniki, wlacza pstryczek – elektryczek i po 4-8 godzinach masz obiad 🙂 Swietna sprawa, czesto zostawiam na noc, albo jak wychodze do pracy. Nie stoisz nad tym i nie mieszasz. Gotuje sie samo. Jedzenie jest lepsze, smak i zapach wyrazniejszy a pradu wbrew pozorom wcale tak duzo nie zre 😀 Jesli potrzebowalabys recenzji – to sie polecam 😉
    http://www.crockpot.pl/
    Taka strone znalazlam na Polske, u nas mozna kupic juz od 15 – 20 funtow.