Dzień dobry się z państwem. Pozdrawiam znad kuchni, właśnie sobie pichcę cichcem, od czasu do czasu robiąc skok w bok w kierunku klawiatury. Serdecznie pozdrawiam wszystkich garomaniaków i nieuleczalnych fanów gotowania, wysyłam pozytywne fluidy w kierunku tych, którzy relaksują się podczas mieszania chochelką, a szczególnie intensywnie macham do tych, którzy… w gotowaniu się nie odnajdują i zerkają ze zdumieniem. Wszyscy zróbmy sobie kawki. Ach, niektórzy nie lubią? Nic to, zróbmy sobie, co tam chcemy, choćby herbatkę laktacyjną, usiądźmy i pogadajmy. O garach. Zapraszam do garów.

Niedawno przedstawiałam urbi et orbi garnki Tefal, które zagościły na dobre w mojej kuchni i przy okazji podawałam wam przepis na potrawkę z kurczaka i cukinii w nich przyrządzonej. Od tego momentu powstał jeszcze pomidorowy sos do spagetti (mój popisowy numer, prosty, szybki i naprawdę smaczny), kotleciki, rosół, gulasz i coś by się jeszcze znalazło. Kombinowałam tak, żeby wypróbować wszystkie cztery garnki i rondelek z kompletu Duetto, którym się tak jaram.

tefal3

Wiecie, co się przypaliło? Nic. Wiecie, co wykipiało niecnie i podstępnie? Też nic. Wszystko spisało się na medal, a moja satysfakcja z gotowania umocniła się i dalej rośnie w siłę. Myślałam, przyznam się szczerze, że rodzaj używanego garnka jest mało istotny, a kiedy coś nam nie wychodzi i zrzucamy winę na instrumenta, to działamy wzorem baletnicy, której rąbek u spódnicy przeszkadza. Nic bardziej błędnego. Jakość gara przy gotowaniu znaczenie ma fundamentalne.

tefal2

Konkurs, konkurs, konkurs!

Wiecie, dlaczego o tym piszę? Ha! Podobny do mojego komplet jest do wygrania na moim blogu. Komplet Tefal Intuition. Tefal Intuition to praktyczny i elegancki zestaw garnków ze stali nierdzewnej, który z pewnością znajdzie zastosowanie w kuchni każdej kobiety (i mężczyzny też, a co), nawet jeśli nie umiemy lub nie lubimy gotować. Trójwarstwowe dno indukcyjne zapewnia doskonałą dystrybucję ciepła a także pozwala na szybsze podgrzanie potraw, dzięki temu oszczędzimy czas i pieniądze. Garnki Tefal Intuition przystosowane są do wszystkich rodzajów kuchenek, w tym także indukcyjnych i posiadają 5 letnią gwarancję. Ha! Nagroda zacna, zgodzicie się, prawda? Ktoś, kto lubi gotować, lubienie swoje wzmocni, ktoś, kto nie lubi, może się nawróci 🙂

intuition2intuition3intuition

Co trzeba zrobić? Garnki stoją za kulinarną przyjemnością, dlatego właśnie w sferze przyjemności i dobra będziemy się obracać. Umówmy się, że przełamujemy reguły prawdopodobieństwa, a ograniczać nas będzie wyłącznie nasza wyobraźnia, dobrze?

Spójrz na zdjęcie poniżej. On długo zabiegał o względy tej kobiety, aż wreszcie ona powiedziała, że chce spędzić z nim wszystkie dni do końca życia. Wyobraź sobie, że zdobył jej serce… potrawą.

paraZdjęcie z pixabay.com

Pytanie konkursowe brzmi:

Jak myślisz, co jej przygotował?

Wyobraźnio, ruszaj z kopyta. Co znalazło się na stole (chociaż zaraz, to nie musi być stół 🙂 ) i zadziałało na tyle mocno, że powiedziała TAK? To nie musi być przepis kulinarny w ścisłym sensie. Odwołuję się do waszej inwencji twórczej.

Ile jest czasu? Konkurs rusza dziś i będzie trwał do 22 października do godziny 23.59. Odpowiedzi zamieszczacie w komentarzu pod tą notką. Wyniki zostaną ogłoszone 4 dni po zakończeniu konkursu w tej samej notce (będzie update). Nagrodą jest komplet garnków Tefal Intuition, który wyślę do zwycięzcy.

Szczegóły przeczytacie w regulaminie (czytamy, czytamy!).

Rodacy! Do dzieła! 🙂

To pisałam ja, Krusz.

Uzupełnienie – wyniki konkursu

Żyri obradowało zażarcie i z poświęceniem. Stoczona wewnętrzna walka była krwawa i zaciekła, a argumenty bez litości okładały się nawzajem. Żyri przeczytało wszystkie 100 komentarzy, które zaistniały pod tym tekstem i z bólem serca wybrało ten jeden jedyny. Z bólem, bo tak naprawdę chętnie nagrodziłoby dwadzieścia, niestety nagroda jest tylko jedna. Fakt ten wpędza żyri w prawdziwie werterowskie cierpienia.

Przyznaję bez bicia, że przez pewien czas moim faworytem był komentarz zaczynający się od słów „On spotkał ją w przydrożnym barze, romantycznie jadła schab”. Świetnie nadaje się na piosenkę i już, już sięgałam po gitarę, by stworzyć wiekopomny utwór, ale przeczytałam wszystkie wypowiedzi konkursowe i summa summarum wygrała ta, która pojawiła się jako jedna z ostatnich.

Co zadecydowało? Kapitalna gra słów, niezwykle emocjonująca historia, wulkan namiętności przysłonięty jakby od niechcenia wyrażeniami poetyckimi, potęga wyobraźni, bardzo twórcze i oryginalne podejście do zadania. Po przeanalizowaniu wszystkich zgłoszeń ogłaszam urbi et orbi, że nagroda, czyli zestaw garnków Tefal Intuition zdobywa SKORPION W ROSOLE.

A oto zwycięski komentarz:

„Unoszące się pod sufitem kłęby pary przybierały kształt cukrowej waty. Nawijały się leniwie na niewidoczne patyki i wolno wirując, opadały coraz niżej. Otulały jej twarz i osiadały na czarnych rzęsach. Kobieta wciągnęła wilgotne powietrze, aż para rozkosznie zawirowała wokół jej nozdrzy i popłynęła wraz z wydechem dalej, ku oknu. Osiadła na zaparowanej szybie, skropliła się na jej powierzchni i spłynęła, zostawiając za sobą faliste ścieżynki, przez które widać było, jak na zewnątrz, w ciemności wieczoru błyskają krople rzęsistego deszczu.
Kobieta zanurzyła się głębiej w wannie. Nad powierzchnią gorącej wody, pokrytej grubą warstwą piany, unosiło się kilka samotnych wysp – twarz z kolistym atolem blond wodorostów, fiordy szczupłych kolan i Galapagos piersi. Pod wodą przepływały dwa pięcipalczaste wieloryby, z gracją opływając archipelag. Kobieta przesuwała śliskie mydło po swoim ciele i uchyliła usta.
– Chodź do mnie – szepnęła nie otwierając oczu.
Mężczyzna drgnął. Oderwał plecy od ściany i jednym płynnym ruchem wygładził włosy i brodę. Odpiął dwa guziki błękitnej koszuli i wspierając się na muskularnych ramionach kocim ruchem wślizgnął się do wanny tak, jak stał – boso i w dżinsach.
Zaskoczona, wynurzyła się tak gwałtownie, że fala tsunami przebrała i zalała podłogę. Roześmiali się równocześnie, patrząc jak porywa srebrne garnki i rondelki poustawiane tak, by krople, spadające z nieszczelnego dachu, wpadały z niebiańską muzyką wprost w ich wnętrze. Wszędzie było pełno wody i piany. Kontury świata namakały i traciły swój kształt.
– Teraz chyba utoniemy – szepnęła wprost do jego ucha, rozrywając błyskawicą błękit koszuli.
– Ja już dawno utonąłem w Tobie – trzymał jej twarz w dłoniach i scałowywał ciepłe krople z szyi.
Nad wyspami rozpętała się burza z piorunami. Fiordy rozstąpiły się, a Galapagos podzieliły los Atlantydy. Zwinne wieloryby błyskały białymi brzuchami to tu, to tam. Duszna para unosiła się i wirowała w rozbłyskach świec, przykrywając białą koronką wielkie lustro, w której niewyraźnie odbijał się kształt ich złączonych ciał. Klęcząc, trzymała go za szyję, a jasne, długie włosy opadały jej na plecy niczym welon.
– Ależ ucztę mi przygotowałeś – wymruczała, bawiąc się jego włosami i omiatając mglistym spojrzeniem podłogę. Wyglądała tak, jakby wykipiało na nią ptasie mleczko. W garnkach unosiła się biała piana, krople deszczu wpadały do środka z rozkosznym plumkaniem.
– Będę Ci tak gotował całe życie – objął ją i przytulił ją mocno do swojej piersi.
– O, tak. Tak-tak, tak-tak, tak-tak…”

Ciężko było wybrać, naprawdę ciężko. Komentarz Skorpiona jednak mnie rozwalił. Po pierwszych trzech zdaniach zapragnęłam kąpieli w wannie, po następnych trzech przyniosłam do łazienki garnki, po kolejnych odleciałam gdzieś hen, hen na skrzydłach wyobraźni. I nawet nie zauważyłam, kiedy facet z historyjki ściągnął spodnie! 🙂

Skorpionie, napiszę do Cię, sprawdzaj skrzynkę! Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i taki szeroki odzew. Przeszedł moje wszelkie oczekiwania. Jestem głęboko wzruszona! Dość, idę sobie coś upichcić 🙂

102 KOMENTARZE

  1. Będzie nietypowo, intrygująco i…pozytywnie! Jedzenie stanowiło ważną część tego dnia, ale pierwsze skrzypce grała pewna nietypowa, czarna butelka. Było to Bolle di Lambrusco Rosso z serii To You, które charakteryzuje się taką powłoką jaką mają tablice szkolne. Kredą napisał tam jedno z najważniejszych pytań, które zadał w życiu: ,,Kochanie, wyjdziesz za mnie”? Powiedziała TAK. Delektowali się jedzeniem i pysznym winem, które dało początek czemuś nowemu…

  2. Omlet fitness

    Składniki:
    – 4-3 łyżki musli zbożowego z suszonymi owocami (rodzynki papaja ananas)
    – 1 łyżki posiekanych migdałów
    – 1 żółtko
    – 4 białka z jajek
    – 3 łyżki mleka
    – oliwa z oliwek
    – serek Danio waniliowy
    – banan

    Musli wsypać w miseczkę, zalać gorącą wodą, zakryć talerzykiem i odstawić na 15-20 minut, żeby zmiękło. Wlać białka i żółtko do miseczki, dolać mleko i roztrzepać.

    Wsypać musli i zamieszać. Wylać na rozgrzaną oliwę na patelni, przykryć okrywą i smażyć, aż się zetnie wierzchnia warstwa. Nie odwracać na patelni.
    Usmażony omlet przełożyć na talerz, posmarować serkiem waniliowym i pokroić na wierzch banana.

    Zamiast banana można użyć malin czy brzoskwiń (również z puszki).

  3. Zaoferował jej „danie główne” czyli miłość. Przyrządza się ją niesamowicie łatwo, jednak nie każdy jest w stanie odpowiednio ją doprawić… tak by smakowała wybrance do końca życia. Najpierw szanowny mężczyzna upewnił się, że warto gotować dla TEJ kobiety i wiedział, że to co włożył do gara jest mało istotne. ONA zje i powie, że było wyśmienite, bo przygotował to specjalnie dla niej. Wspomnione „danie główne” najpierw długo pielęgnował, pozwolił by rosło i umacniało się, by w chwili takiej jak ta było piękne. Podlewał podczas przygotowywania poświęceniem, zaufaniem, wiernością i wspólnie spędzanym czasem. Podgrzewał temperaturę powoli, by nie spalić wszystkiego na samym początku. Traktował miłość delikatnie, bo wszelkie zbyt gwałtowne ruchy mogę uszkodzić danie i z delicji nici. Przy takim „daniu głównym” nawet chleb z masłem smakuje rewelacyjnie 😀

  4. Facet wyslal ja do SPA, po czym zabral sie za gotowanie spaghetti w sosie pomidorowym 🙂
    Pokroil pieczarki i cebule, podsmazyl, wrzucil do garnka.
    Podsmazyl mielona wolowinke z gniecionym czosnkiem – tez dodal do garnka.
    Dodal pomidory z puszki, bazylie, oregano, kostke rosolowa (dla smaku ;)) pozwolil zeby sobie popyrkalo na malym ogniu przez kilka godzin (sic!). Dzieki tefalowym garnkom i regularnemu mieszaniu nawet sie nie przypalilo 🙂
    W miedzyczasie wysprzatal mieszkanie, Od strychu po piwnice, nastawil i ROZWIESIL pranie.
    Gdy wyslala mu wiadomosc ze juz wraca – nastawil makaron.
    Gdy weszla do swojego WYSPRZATANEGO mieszkania zrelaksowana, wypoczeta i szczesliwa mogl jej podac cokolwiek – a i tak bylaby zachwycona.
    Nie mniej makaronik z cala pewnoscia byl pyszny – wiem bo gotuje taki regularnie 🙂

    P.S. Wiadomo niestety ze to fikcja literacka. Moj maz jak mnie nie bylo a chcial mnie zaskoczyc porzadkiem – zatrudnil pania do sprzatania.

  5. W tym wyjątkowym dniu pierścionek zaręczynowy nie był jedynym symbolem miłości. Były nim także… gołąbki! Żaden kapuściany banał! Gołąbki przygotowane z czerwonej kapusty kusiły nietuzinkową barwą. Wszak fiolet to oznaka elegancji, szlachetności wspaniałości i ceremoniału. Na tę okoliczność pasował idealnie! Fioletowe paczuszki skrywały tajemną moc zdrowia zaklętą w kaszy jaglanej, której maleńkie kuleczki z zaciekawieniem wyglądały zza liścia kapusty. Całość dopełniały egzotyczne nuty fety i papryczki chilli, z którymi w daleką podróż wybrał się nasz rodzimy czosnek.

    Sami rozumiecie. Nie mogła mu (im?!) odmówić! 😉

  6. Chłop jak chlop zrobiłby coś dobrego smacznego ale żeby całe wojsko sie najadło . Sądzę że byłoby to leczo ..

    Składniki
    +500 g schabu w plastrach
    +4 ogórki kiszone, pokrojone w grubą kostkę
    +2 czerwone papryki, umyte, pokrojone w większe kawałki
    +1 cukinia, umyta, pokrojona w większe Kawałki
    +2 cebule, pokrojone w grubą kostkę
    +2 ząbki czosnku, pokrojone w plastry
    +około 150 ml białego wina wytrawnego
    +450 g pomidorów pelati
    +2 łyżki koncentratu pomidorowego
    +starta skórka z 1/2 cytryny, sparzonej, wyszorowanej (oraz niewielka ilość do schabu)
    +1 łyżeczka ziaren kolendry, utartych w moździerzu
    +1 łyżeczka ostrej papryki w proszku
    +2-3 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
    +2 łyżki suszonego oregano
    +1 łyżeczka cukru
    +sól
    +biały pieprz, mielony
    +2 łyżki natki pietruszki, umytej, posiekanej
    +40 g masła
    +olej słonecznikowy
    +4 łyżki kwaśnej śmietany 18%

    Plastry schabu kroimy na dość duże kawałki i przyprawiamy solą, białym pieprzem oraz ostrą papryką. Smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron na złoty kolor. Mięso przekładamy do żeliwnego naczynia, w którym będziemy dusić leczo. Na patelnię po smażeniu wlewamy 50ml białego wina, chwilę gotujemy i zredukowanym sosem zalewamy plastry schabu.

    Na jednej patelni (nie myjemy jej!) smażymy kolejno warzywa. Przed smażeniem każdej kolejnej partii warzyw natłuszczamy patelnię olejem. Cebulę i czosnek szklimy na rozgrzanym oleju. 2/3 przekładamy do naczynia żeliwnego, pozostałą część wykładamy na czysty talerz. Smażymy chwilę ogórki kiszone i w całości przekładamy je do mięsa. Następnie smażymy paprykę. 2/3 przekładamy do naczynia żeliwnego, 1/3 na talerz z cebulą i czosnkiem. Powtarzamy czynność z cukinią. Na tej samej patelni przygotowujemy sos: krótko smażymy koncentrat pomidorowy, dodajemy pomidory pelati, niewielką ilość wody, mieszamy i zagotowujemy. Przyprawiamy cukrem, solą i pieprzem, dodajemy skórkę z cytryny. Sos przekładamy do naczynia z mięsem i warzywami. Na patelnię wsypujemy ostrą i słodką paprykę, podsmażamy i zalewamy pozostałą ilością białego wina. Zagotowujemy, dodajemy szczyptę cukru, redukujemy. Mięso i warzywa w naczyniu żeliwnym posypujemy oregano i zalewamy zredukowanym winem. Dodajemy masło oraz kolendrę. Wszystko razem mieszamy i dusimy pod przykryciem na wolnym ogniu przez około 45 minut. Pod koniec gotowania do naczynia dodajemy odłożone na talerzu warzywa, mieszamy, posypujemy natką pietruszki.

    Gotowe leczo przekładamy do miseczki lub na talerz. Na wierzch każdej porcji wykładamy po łyżce kwaśnej śmietany i dekorujemy kilkoma listkami pietruszki.

    Ja to kupuje 😉

  7. Mężczyzna ze zdjęcia przy wyborze potrawy, która miała obezwładnić myśli (i uczucia!) ukochanej kierował się trzema zasadami…:
    1. Rekomendacją znajomych (czyt. płci męskiej), którzy misję „ZARĘCZYNY” mieli już za sobą, a swe ukochane uwiedli właśnie potrawami (którzy powiedzą szczerze co zrobili, jak podali i jak wyglądał efekt końcowy:)).
    2. Indywidualną rozmową z ukochaną (ważne jest co zazwyczaj je, jak delektuje się smakami potraw i jakie odczucia jej przy tym towarzyszą. Czy woli np. jedno porządnie sycące danie, tłumacząc jakie straty (w figurze, i nie tylko) będzie miała wybierając dwa lub trzy lekkostrawne zamienniki).
    3. Mężczyzna z dobrze wyrobionym ‚gustem’ smakowym nigdy nie proponuje wymyślnych dań, ale dba o jakość, smak i chwilę uniesienia. Serce pozwoliło ukochanej wybrać mnie jako najlepszego kandydata na przyszłego męża :))
    A tak na poważnie to te trzy punkty obrazują idealną potrawę – mężczyzna podpatrzył je u przyszłego teścia, który sam wyznaje te zasady podczas uwodzenia żony :))
    A więc, co po dłuższym namyśle przygotował mężczyzna…UWAGA! Czekoladowe Naleśniki z Bitą Śmietaną i Bananem. Tak po prostu one zawładnęły kobietą i skusiły do wyszeptania: „Tak, bądźmy razem już zawsze, tylko rób mi częściej takie pyszności…:))”. Ot, to cała tajemnica!

  8. Podejdę do tego z innej strony i napiszę czym MNIE zaskoczył mój mężczyzna. Otóż, zupą pomidorową. Ja, głupia, myślałam, że gotuję bardzo dobrą pomidorówkę, ale kiedy on raz taką ugotował to oniemiałam z wrażenia. I nie tylko ja. Wszyscy, którzy ją skosztowali też twierdzą, że lepszej nie jedli. Cały problem jest w tym, że nie wiem co on takiego robi, że ta zupa jest taka smakowita. I podpatrywałam, i robiłam dokładnie tak jak on i jednak to nie było to. Co prawda sam kupuje wszystkie składniki, nie kryje się z przepisem, chętnie wyjaśnia a mimo wszystko nie dorównuję mu w tym. Nic nie waży, wszystko doprawia na oko i obojętnie czy ma gotować litr czy 5 litrów, zawsze wychodzi znakomita. W wielu miejscach i restauracjach jadłam pomidorową lecz żadna nie dorównywała tej w jego wykonaniu. Jak się pytam, dlaczego mi nie wychodzi to odpowiada, że nie wkładam serca w gotowanie. Magia jakaś, czy co? Dlatego uważam, że nieważne CO on ugotuje, ale JAK.

  9. Kucharzem nie był wybitnym, ale chcąc zaimponować kobiecie, która podbiła jego serce postawił na prostotę wykonania a zarazem wyrafinowany smak. Tak powstało Risotto z boczniakami, szybkie i proste danie. By je przygotować kupił potrzebne składniki:
    • ok. 400g świeżych boczniaków
    • 250 g ryżu (1 szklanka)
    • ok. 1 litra gorącego bulionu
    • 60 g masła + dodatkowo łyżka masła do usmażenia boczniaków
    • 1 cebula, bardzo drobno posiekana
    • śmietana 18% (mały kubeczek)
    • sól i świeżo mielony pieprz, do smaku
    • świeży koperek
    Przygotowanie zajęło mu z 30 minut.
    Umył i osuszył boczniaki boczniaki a następnie pokroił w grubszą kosteczkę.
    Na patelni rozgrzał łyżkę masła, wrzucił grzyby, doprawił solą i pieprzem. Smażył przez ok. 7 min, do czasu aż zmiękły i uzyskały złoty kolor.
    W międzyczasie by oszczędzić czas kroił cebulę na drobną kosteczkę.
    Na tej samej patelni (co by drugiej nie brudzić :D) do przesmażonych grzybów dodał połowę masła i podsmażył na nim cebulę, aż się zeszkliła.
    Do tak przesmażonej cebuli i grzybów, dodał kubeczek 18% śmietanki i trochę koperku. Wszystko dokładnie wymieszał.
    Na koleją dużą patelnię wrzucił ryż i wymieszał go z masłem. Smażył przez 2 – 3 min. Stopniowo dolewając gorącego bulionu – po jednej łyżce wazowej. Mieszając, cierpliwie czekał, aż cały bulion się wchłonie, po czym powtarzał czynność. Do momentu, aż ryż był miękki i kremowy, ale nie rozgotowany!.
    Doprawił solą i pieprzem.
    Tak przygotowane risotto wyłożył na talerz, posypał pozostałym koperkiem i podał z kieliszkiem białego wina.

  10. Wygląda na to, że w podróż poślubną pojadą do Indii
    Kurczak po indyjsku

    SKŁADNIKI:

    * filet z kurczaka – 300 g

    * duża cebula – 1 szt

    * pomidor – 2 szt

    * czosnek – 1 ząbek

    * jogurt naturalny – 4 łyżki

    * sok cytrynowy – 1 łyżka

    * świeża kolendra – 1 pęczek

    * olej – 3 łyżki

    * cynamon, kardamon, pieprz ziarnisty, kminek, imbir, garam masala, chili, sól – do smaku

    SPOSÓB PRZYRZĄDZENIA:

    Oczyszczone mięso kroimy na kawałki.

    W rondlu rozgrzewamy olej, dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, przesmażamy, po czym wrzucamy pokrojone w plasterki pomidory.

    Dodajemy po szczypcie cynamonu, kardamonu, pieprzu, kminku, imbiru, garam masala, chili i soli oraz rozgnieciony czosnek.

    Smażymy ok. 3-4 minuty cały czas mieszając.

    Wrzucamy kawałki kurczaka i przesmażamy ok. 5-7 minut, a następnie zalewamy jogurtem.

    Zmniejszamy ogień do minimum i dusimy ok. 13-15 minut mieszając co jakiś czas.

    Wlewamy sok, cytrynowy oraz dodajemy świeżą posiekaną kolendrę.

    Smacznego!

  11. Myślę, że przyzgotował dla wybranki uwielbiane przez nią, przpysznie przygotowane ostrygi. Otwierając muszle po kolei w jednej z nich znalazła pierścionek zaręczynowy. Była tak zaskoczona, że od razu się zgodziła.

  12. On mi wygląda na Irlandczyka:)

    GAR PEŁEN PYSZNOŚCI, NA IRLANDZKĄ NUTĘ
    mięso z warzywami, tak aromatyczne i delikatne, że można zjeść cały gar 🙂

    Składniki (dla ok. 4-6 osób):
    400 g wołowiny pokrojonej w drobne paski
    1 polędwica wieprzowa
    300 ml rosołu wołowego
    250 ml czerwonego wina do gotowania
    masło
    olej roślinny
    2 marchewki
    3 łodygi selera naciowego
    1 czerwona papryka
    2 papryczki chili
    1 cukinia
    1 pietruszka
    1 łyżka słodkiej mielonej papryki
    1 łyżka kminku
    1 łyżka rozmarynu
    sól
    pieprz
    świeży koper
    patelnia
    naczynie żaroodporne

    Sposób przygotowania:
    Na dużej patelni rozgrzewamy masło wraz z olejem roślinnym (oliwa albo olej słonecznikowy). Samo masło pali się w wysokiej temperaturze. Polędwicę kroimy wzdłuż i siekamy na drobne kawałki. Smażymy małymi porcjami (jeśli na patelni będzie zbyt tłoczno, mięso będzie się dusiło, zamiast podsmażyć) ok. 2 minut, aby mięso nabrało ładnego koloru. Przekładamy mięso do naczynia żaroodpornego lub żeliwnego garnka przystosowanego do pieczenia. Na tym samym tłuszczu podsmażamy paseczki wołowiny i dorzucamy do naczynia z polędwicą. Mięso doprawiamy pieprzem i solą, dodajemy kminek, suszony rozmaryn i słodką paprykę, mieszamy. Przygotowujemy warzywa. Kroimy w talarki marchewki i pietruszkę. W drobną kostkę kroimy cukinię i cebulę i czerwoną paprykę. Na tym samym tłuszczu na którym smażyliśmy mięso, smażymy warzywa. Na wolnym ogniu, około 10 minut. Gotowe warzywa dodajemy do mięsa. W patelni został nam aromat mięsa i warzyw. Wlewamy na nią 100 ml wina i zagotowujemy ok 30 sekund. Wino zbierze nam ten cały wspaniały aromat. Z patelni przelewamy wszystko do mięsa i warzyw. Do wszystkiego dodajemy resztę wina, rosół wołowy. Dopełniamy wodą tak by mięso i warzywa w naczyniu żaroodpornym lekko wystawały ponad sos. Na wierzch kładziemy dwie, całe, nacięte papryczki chili. Naczynie przykrywamy i pieczemy w temperaturze 150*C dwie godziny. Podajemy w głębokim naczyniu posypane świeżym koprem.

  13. Jesienne zaręczyny

    Polędwiczki w musie grzybowym z sosem jałowcowym

    400 g polędwiczki wieprzowej
    250 g surowej piersi z kurczaka
    2 żółtka
    50 ml śmietanki kremówki
    1/3 szklanki suszonych plastrów borowików
    1 łyżka siekanej cebuli
    1/2 posiekanego ząbka czosnku
    sól, pieprz
    musztarda sarepska
    100 g prażonej kaszy gryczanej
    olej
    Sos
    2 żółtka
    1/2 kostki masła
    50 ml białego wina
    2 łyżki białego octu winnego
    1 łyżeczka siekanej szalotki
    1 łyżeczka zmiażdżonych w moździerzu jagód jałowca
    sól
    starta gałka muszkatołowa

    Sposób przygotowania
    Grzyby namaczamy i dobrze płuczemy. Masło na sos klarujemy. Polędwiczki czyścimy, dzielimy na 4 porcje o równej grubości 3 centymetrów. Mięso przyprawiamy i lekko obsmażamy. Grzyby siekamy i obsmażamy z cebulą i czosnkiem. Robimy farsz, miksując w malakserze kurczaka, żółtka i śmietankę. Do farszu dodajemy ostudzone grzyby i doprawiamy. Na folii spożywczej rozkładamy porcje farszu, kładziemy na nich mięso i zawijamy roladki, tak by farsz pokrył całe mięso. Roladki zawijamy dodatkowo w folię aluminiową (by zachowały ładny kształt). Zagotować wodę, ostudzić ją do mniej więcej 60 stopni, włożyć roladki i pozostawić na małym ogniu na 30 minut, sprawdzając temperaturę termometrem i starając się utrzymać ją na poziomie 60 stopni – kiedy woda będzie się robiła za gorąca, trzeba na chwilę zdjąć garnek z ognia . W tym czasie zagotowujemy wino z octem, szalotką i jałowcem. Miseczkę z winem i żółtkami zawieszamy w większym naczyniu z gotującą się wodą w taki sposób, aby dno miseczki nie dotykało wrzątku -i ubijamy do momentu powstania sztywnej piany. W to wkręcamy sklarowane ciepłe masło. Przed podaniem cedzimy sos przez gęste sito. Rozgrzewamy olej do temperatury 170 stopni, smażymy w nim kaszę gryczaną, aż powstanie kaszowy popcorn. Ziarenka wyjmujemy z tłuszczu łyżką cedzakową i osączamy na papierowym ręczniku. Ugotowane roladki smarujemy musztardą i obtaczamy w kaszy. Podajemy z jałowcowym sosem i młodymi warzywami.

  14. Ona wchodzi zmęczona do swojego mieszkania… Zdziwiona ciszą wokół, zagląda do sypialni. Jej oczom ukazuje się niecodzienny widok: wnętrze jest wypełnione płatkami róż i mnóstwem małych świeczek. . Gdzieś z kąta unosi się zapach kadzidełek o zapachu drzewa sandałowego, które Ona uwielbia. Na środku leży czerwony, włochaty dywan, a na nim wiśniowy sernik na zimno w kształcie serca (i tu On poszedł na łatwiznę bo wybrał taki z torebki – po prostu jest kulinarnym antytalenciem), obok sushi (zamawiane) , gdzieś pomiędzy tymi potrawami stoi butelka wina, 2 wielkie kieliszki, między którymi jest piekna czerwona róża z czymś, co się połyskuje w świetle świec. Ona – zaciekawiona – podchodzi bliżej… Serce bije jej jak oszalałe na widok pierścionka, a w tle odzywa się Bruno Mars ze swoim „Marry You”. W tym momencie zza firanki wyłania się on… Resztę dopowiedzcie sobie sami…

  15. Nie pamiętam już jak to się stało, że zakradłaś się do mojego serca cichutko niczym niechciany towarzysz. Od tego dnia zmieniło się wszystko, praca już nie była udręką, wystarczyło że mogłem Cię oglądać choćby z oddali…
    Odczułem na własnej skórze jak to jest być obcym a tu nagle zjawiasz się Ty niczym anioł dobrej nowiny, nie czujesz zniesmaczenia jak inni, nie gardzisz mną, przeciwnie dajesz mi nadzieję na dobre dni. Wiarę w lepsze jutro.
    Nigdy nie zapomnę naszych potajemnych spotkań i obietnic składanych w świetle księżyca, byliśmy młodzi bardzo naiwni, wierzyłem że tym razem na pewno się uda…
    Twój ojciec był mi całkowicie obojętny, choć wszyscy znali jego porywczą naturę. Niejednokrotnie rugał mnie wprawiając w osłupienie. Paląc się ze wstydu dławiłem rozgoryczenie. Czasami zastanawiam się czy tak miało być, czy los nie dość mnie pokarał żyjąc jako wyrzutek na łasce innych? Jak wiele miałem wycierpieć miałem niedługo się przekonać…
    To było tego wieczoru kiedy nad całym ranczem szalała burza, wiatr szarpał niestabilnym ogrodzeniem, deszcz tłukł się o szyby. Zabrakło prądu i siadła instalacja. Z impetem wpadłem do schowka sprawdzić bezpieczniki. To co tam zastałem do dziś chcę wymazać z pamięci, ta chwila odmieniła mój los… Twój ojciec od razu mnie zauważył i bez wstępów przeszedł do ataku, wywiązała się szamotanina a wiesz przecież że byłem wtedy bardzo młody, nie miałem szans w natarciu takiego potwora. Chwyciłem co popadło i … zabiłem człowieka.
    Nie mogłem zostać, musiałem uciekać, wiedziałem że nie zrozumiesz, przecież to był Twój ojciec kochałaś go mimo wszystko…
    Uratowała mnie Twoja babka Mireio, tak ta sama uśmiechnięta mieszkanka Prowansji, właścicielka restauracji „Mirabella”. To ona będąc na farmie wzięła mnie w podróż „ do domu”. Nigdzie nie czułem się tak dobrze jak tutaj, nigdzie tak bardzo nie szanowano mojej osoby, byłem wreszcie sobą.
    Mireio nauczyła mnie trudnej sztuki gotowania, która wprost pochłonęła mnie do reszty. Pamiętasz, kiedy przyjeżdżałaś do Prowansji nie mogłaś najeść się specjałami babci, szczególnie do gustu przypadło Ci „Ratatouille” .Nie wiedziałaś jednak, że to ja gotuję – dla ciebie wkładałem w danie coś więcej …swoje serce…
    Nie mogłem wrócić, nie mogłem mieć kobiety którą kochałem, pozostało mi tylko napawać się twoją osobą z ukrycia.
    Po śmierci Mireio zostawiła list w którym rozpaczliwie prosiła mnie o powrót do przeszłości, o szansę na niespełnioną miłość….
    I oto jestem, stoję przed twoimi oczami, przepełniony troską i niepewnością.
    Nic nie jest łatwe, powrót okazuje się próbą sił…
    Za plecami chowam moją tajną broń, to pudełko które wypełnia magia smaków i zapachów prosto z Prowansji, słoneczne pomidory, plasterki bakłażana, kolorowe papryczki i wiele innych warzyw natchnionych ciepłym Francuskim latem. Zapach jest oszałamiający – połączenie ziół i aromat wina niebywale przyciągał nosy połowy miasteczka smakoszy „Mirabelli” .
    Nie mam jednak pewności czy Tiffany zasmakuje w „Ratatouille” wiedząc, ze to moje dzieło… „Robota” chłopca z przeszłości w którym zakochana była po uszy, któremu tak pieczołowicie i z wielkim entuzjazmem przekazywała swoją miłość do słonecznej Francji…
    Emocje nie mają ujścia, otwieram pudełko i otacza nas niesamowicie piękny świat pełen aromatu, barw i pragnień. Mam wrażenie że znów jesteśmy w Prowansji, ale tym razem nie obserwuję Tiffany z ukrycia, jesteśmy razem w „Mirabelli” z ukochaną Mireio i gwarem ludzkich rozmów dochodzącym znad stolików . Świat nagle stanął w miejscu, powróciły wspomnienia, marzenia i stracone lata… Ludzie których kochaliśmy…
    Na potrawę spada łza, jedna, potem następna. A mnie wydaje się że powracam z wielkiej wyczerpującej podróży. Do świata łagodności, przepełnionym niekończącą się miłością. Jeszcze nie dowierzam, jeszcze chcę się spierać sam ze sobą, jednak serce już wie, zresztą chyba zawsze wiedziało…
    Tak naprawdę nie mogło być inaczej, siedzimy w „Mirabelli” już nie sami, ale piękni, bo zakochani…
    Na talerzach nie brak smaku, bo już odtąd „Ratatouille” to potrawa naszej życiowej ścieżki, bo jak pewnie wiecie od miłości nie ma ucieczki! 🙂

  16. Oh…….  (i tak zawiesiłam się na dłuższą chwilę z głową wspartą na dłoni, uśmiechem od ucha do ucha i wzrokiem wpatrzonym w okno). Co tam widziałam? No właśnie sama w to nie wierze, nie był to szary blok, który zwykle przysłania mi pół świata, tylko;
    Piękny, słoneczny, jesienny dzień chylący się ku zachodowi słońca. Góry, ruiny zamku, drzewa malowane całą gamą jesiennych barw, przepiękne widoki. Już kiedyś tam byłam . Było cudownie  myślałam wówczas, że lepiej już być nie może, ale było. Kiedy odwróciłam się chcąc podziękować ukochanemu, że mnie tam zabrał on klęczał przede mną z czerwonym pudełeczkiem w kształcie serca. Pomyślałam, że chyba śnię i zaraz czar pryśnie. Na szczęście to nie był sen, tylko najpiękniejsze oświadczyny, jakie mogłam sobie wymarzyć. Zwariowałam ze szczęścia i bez wahania zgodziłam się zostać Jego żoną. Było uroczo, był szampan w plastikowych szampanówkach i zaręczynowa kolacja, na którą mój ukochany serwował przepyszne, własnoręcznie przygotowane kanapki. Tak pysznych kanapek nigdy wcześniej nie jadłam, miały one tajny składnik – były doprawione MIŁOŚCIĄ! Niby banalne kanapki, a stały się pięknym początkiem naszego wspólnego życia. Ta cudowna bajka zaczęła się dokładnie 3 lata temu – 21.10.2012r, a od miesiąca jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Przez te trzy lata mój ukochany zrobił zdecydowane postępy w gotowaniu i na kolacje raczej nie jemy już kanapek, ale dziś wyjątkowo mam wielką ochotę na kanareczki, pewnie nie będą tak pyszne jak te zaręczynowe, ale doprawie je tą samą przyprawą :).

  17. Po upojnej, namiętnej nocy mężczyzna zaserwował do łóżka śniadanie. Wszystko ładnie na deseczce podane, co dusza zapragnie. Jest i tościk i jajeczko, nie pogardzi kobitka też świeżutką czekoladową bułeczką. Soczek śweży, mocna kawa, a w miseczce marmolada. Pod miseczką, gdy spojrzała pierścień z brylantem ujrzała i orazu, gdy już przełkła rzekła „TAK, mój miły”… Po śniadaniu runda II i znów w kosmos ulecieli, najedzeni i miłością upojeni,

  18. Wieczór. Ona i on naprzeciw siebie. Gra muzyka, powolna i romantyczna. Biały obrus, lśniące sztućce jak i dwie pary oczu. Dookoła roznosi się aromatyczny zapach. Chłonąc go pospiesznie kątem nosa, osobnik płci męskiej wstaje w seksownym dość fartuszku i otwiera drzwiczki stuletniego już chyba piekarnika. Przed nią pojawia się kolor złota, za którym poszłaby w ogień. On – tajemnicę wieczoru wyjmuje delikatnie na talerz, niezdarnie brudząc się tu i ówdzie. Cóż, ważne jednak, że potrawa pięknie się prezentuje. Stawia na stół niezbyt pewnym ruchem i oczekuje reakcji. „O, kaczucha!” – krzyknęła z podejrzliwym uśmieszkiem, i choć o lubczyku kompletnie zapomniał, zakodował sobie za to, że uwielbia wręcz sos żurawinowy, który pasował tu jak ulał. Kobieta ze smakiem zajadała jedynie ziemniaki w mundurkach, popijając od czasu do czasu obłędnie czerwone wino. I choć mijały cenne minuty, mężczyzna nie usłyszał ani krzty pochwały w formie słownej, po czym płeć piękna czym prędzej wpakowała się do jego łóżka, argumentując, że teraz musi się ” wszystko” przecież „uleżeć”. A że i jego dopadło zmęczenie, wskoczył bez zastanowienia pod kołdrę, a że miał jedną to… to śniadanie robiła ona! 🙂 Podając starannie przygotowane SUSHI wypowiedziała te oto słowa: bo wiesz… yyy yyy yyy. No bo ja to… WEGETARIANKĄ jestem, no! 🙂 Jego mina bezcenna. Cenne za to doświadczenia z nową kuchnią, które rozwijały się równie bujnie jak całe ich szalenie smaczne życie 😉

  19. Może nie będzie rymów, może nie będzie super romantycznej kolacji przy świecach.
    Opowiem historię naszej miłości, a dokładnie dnia (jeszcze dokładnie poranku) kiedy powiedziałam tak.

    Niedzielny dzień, mój luby w końcu w domu od rana a nie w pracy a ja mogłam się wyspać w jego ramionach.
    Wszystko byłoby super gdyby nie to że Adrian (mój wybranek) rano postanowił wstać coś tam naprawiać…
    Myślę sobie – dobra niech siedzi w tym garażu może chociaż po południu będę mieć go dla siebie.

    Godzina może 9.20 dostaje sms „Kochanie przyjdź do garażu bo potrzebuje Twojej ręki”
    Myśle sobie super – nie dość że niedziela i licze na spanie do 11 to jeszcze od rana będę się babrać przy tym naszym złomie!

    Wchodzę na garaż zaspana, na kanale stoi auto… a za kanałem 3 opony na niej deska przykryta jakimś „a’la kocem w kratkę” na niej świeczka – a dokładniej ogrzewacz, obok dwa taborety.
    Na tym prowizorycznym stole wielki talerz jajecznicy na boczku z kiełbasą i dwa talerzyki dla Nas.

    Moje serce skakało z radości że mój facet który uwierzcie nawet miał problem z przysmażeniem cebulki zrobił super jajecznice – specjalnie dla mnie ściętą taką jak lubie, ja – nie on.
    Ale czy ja myślałam wtedy że to ten dzień? Nie, nie przeszłoby mi na myśl bo on oczywiście jeszcze nic po sobie nie dał poznać. Powiedział tylko że zrobił „śniadanie” to najpierw zjedzmy a potem mu pomogę bo potrzebuję moja rękę bo sam sobie nie da rady w kanale.

    Po zjedzeniu śniadanka starałam sie wypytac czemu nie powiedział to bym my pomogła z tą jajecznicą ale i tak wyszła „pyszna taka jak lubie” (po cichu myślałam czy specjalnie ja tak ściął czy mu po prostu trochę koncepcja nie wyszła 😀 ). No oczywiście powiedział że nie chciał mnie budzić żebym „nie była zmierzła” bo wiedział że będzie potrzebował mnie a chciał żebym nie była zła. No cóż, wyszkoliłam chłopa pomyślałam.

    Zjedliśmy sobie smacznie opowiadając o misie z olejem (czy jakoś tak, nie wiem o co mu koniec końców chodziło) która miałam mu przytrzymać i poświecić latarką żeby widział korek. Zszedł pierwszy do kanału i po chwili powiedział że moge wejść tylko zeby latarkę wzieła.
    Wchodze.. a tam mój Adrian z kwiatami w ręku w jednej ręce a w drugiej jakiś śmieszne etui z biedronką..
    przyklęknął lekko na kolano i powiedział:
    „Pewnie liczyłaś w ten dzień na jakieś super spaghetti czy krewetki, ale wiesz że ja już tyle garnków przypaliłem że postawiłem na jajecznice którą tyle razy mnie uczyłaś jak zrobić..
    Czy chciałabyś zostać moją żoną?”

    Otwierając biedronkę zobaczyłam pierścionek.
    Znaczy się, duzo nie widziałam bo latarka juz mi tak w ręce się trzesła jak galaretka…
    Od razu wyszliśmy a ja oczywiście sie zgodziłam.

    Skradł moje serce nie, nie jajecznicą ani innymi rzeczami które starał się robić a często kończyło sie na spalonych garnkach. Skradł moje serce chęcią dzielenia mojej pasji gotowania i mimo że nigdy wcześniej nie gotował przy mnie zaczął nawet piec ciasta (babka bo babka ale jest prawda 😛 ?) i robić spaghetti którego nigdy nie jadł.

    Cokolwiek tego dnia by nie zrobił chęć, starania i przejęcie z jakim to przygotował pokazało że miłość potrafi być wielka i z ludzi wykrzesać rzeczy których sami ssię nie spodziewają 😀

    Pozdrawiam Cieplo 🙂

  20. To zależy… Jaka jest to Kobieta… Poniżej: moja subiektywna analiza scenariuszy w zależności od typu kobiety. Oczywiście jest to pewne uproszczenie na potrzeby zadania, przecież w końcu Prawdziwej Kobiety nie da rady tak po prostu zaszufladkować…
    Typ nr 1: ROMANTYCZKA. On mówi: „Kochanie, zakazany owoc smakuje najlepiej, a nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia. Jesteś moim jadłem”. Przygotował jej: tort bezowy z truskawkami i delikatne różowe wino.
    Typ nr 2: PRAGMATYCZKA. On mówi: „Dobry mąż tym się chlubi, że gotuje co żona lubi” & „Będziesz żyła ze mną jak pączek w maśle, zapewnię Ci kraj mlekiem i miodem płynący”. Skoro jest jesień i jesienne chłody (a zdjęcie było robione w Egipcie, dlatego są lekko ubrani) przygotował jej: treściwą grochówkę, a na drugie danie schabowego z puree i mizerią.
    Typ nr 3: SEKSOHOLICZKA. On mówi: „Kochanie, rozbierz się do rosołu” & „Kochanego ciała nigdy dość, gdyż apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Przygotował jej owoce morza i truskawki w czekoladzie. Grrrrrr…
    Typ nr 4: ŻARTOWNISIA. On mówi: „Kochanie, wpadłem jak śliwka w kompot…” & „Zapraszam Cię na kolację, bo wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie, sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie, motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku, a na deser – tort z wietrzyka w księżycowym blasku”. Zabrał ją do … McDonalda.
    Mam nadzieję tylko, że owa dama z fotografii nie powiedziała TAK tylko ze względu na fakt, iż na bezrybiu i rak ryba… 😉

  21. zdjęcie zrobiono ewidentnie między przystawką a daniem głównym.
    moim zdaniem na przystawkę mężczyzna przygotował danie o wdzięcznej nazwie ZAUROCZENIE. przepis jest dziecinnie prosty (należy przestrzegać kolejności, aby wyszło idealnie) a mianowicie: pierwsze spojrzenie, nieśmiały uśmiech, delikatne dotknięcie dłoni, pierwszy spacer, pierwszy telefon, pierwsza kolacja, pierwszy pocałunek… wszystkie składniki starannie przygotowane powtarzać. bez tego kolejne dania pozbawione są smaku i aromatu.
    Danie główne podane tuż po zrobieniu tego pięknego zdjęcia to MIŁOŚĆ. składniki dania głównego mogą niektórych zaskoczyć, ale są te same co do przystawki wystarczy dodać odrobinę czułości, szczerość, zainteresowanie, wierność, oddanie, bezinteresowną pomoc i zrozumienie, pikanterii może dodać odrobina zdrowej zazdrości. w zamian otrzymujemy danie idealne, które przy odpowiednim doborze dodatków możemy kosztować w każdy dzień do końca życia…
    i najważniejsze- deser. przepis jest zbędny, wystarczy jego nazwa- SZCZĘŚCIE.

  22. ON zawsze twierdził,że gotować nie potrafi i nawet przysłowiową wodę przypali.Nawet jajko jak chce ugotować na miękko to mu wychodzi twarde jak kamień.Ale na naukę pojechał do swojej babci i ?
    Gdy następnego dnia zaprosił ją na kolację z zamiarem zdobycia jej serca wiedział,że już to serce ma w kieszeni,gdy poda jej tę potrawę.Cóż to jest takiego?
    Zrazy zawijane w sosie śliwkowym.
    !/2 kg wołowiny na zrazy
    2 korniszony
    2 cebule
    2 łyżki musztardy
    4 plastry wędzonego bekonu
    2 plastry ananasa z puszki
    1/2 kg śliwek węgierek lub 2 łyżki powideł śliwkowych
    4 ziarnka ziela angielskiego
    2 listki laurowe
    sól i pieprz do smaku
    łyżka śmietany 30%
    natka pietruszki
    Mąka i tłuszcz do smażenia

    Wołowinę kroimy na cienkie plastry.Rozbijamy tłuczkiem.Każdy płat smarujemy musztardą.Na Kładziemy na niego kawałek ogórka,cebuli,ananasa.plaster bekonu.Zawijamy i spinamy wykałaczką.Każdą roladką obtaczamy mąką i na gorącym tłuszczu obsmażamy aż się pożądnie zarumeini.Dodajemy resztę cebuli i smażymy.Gdy mięsko jest zarumienione,a cebula podsmażona podlewamy je wodą/około 250,0mll// Dodajemy przypraw i pod przykryciem na bardzo wolnym ogniu gotujemy około godzinę.Dodajemy śliwki lub ,gdy nie mamy powidła śliwkowe.Gotujemy jeszcze około 15 minut.Sprawdzamy czy mięso jest miękkie.Jeżeli tak to dodajemy 2 łyżki śmietany i posypujemy natką pietruszki.
    Do tego kieliszek wina i ciemny chleb i niech się Strogonowy chowają!

  23. Kobiety są wymagające. Ale nie zawsze. Są dni kiedy jedyne czego nam trzeba to czekolada i ulubiony serial. No właśnie – czekolada. Jeśli mężczyzna chce zdobyć serce kobiety to nie może o niej zapomnieć! Bombonierka, ciasteczka z kawałkami czekolady, zwykła tabliczka z pysznym nadzieniem… hmmm to chyba byłoby zbyt proste. A może nie? Myślę, że on mógł zdobyć serce tej dziewczyny nawet zwykłym czekoladowym murzynkiem. Bo liczą się starania 😉

  24. Nakarmił ją i napoił jak nikt wcześniej, nie musiała nawet sprzątać po wszystkim. Kiedy odlatywali z wiatrem namiętności, a ona sama nie wiedziała w czym jest lepszy – w łóżku czy w kuchni, zapytał „wyjdziesz za mnie?, tak będzie zawsze” – bez wahania powiedziała TAK.

  25. Ukochana najprawdopodobniej została zaproszona na romantyczną kolację dla niego. Tajemnicze menu miało być dla niej niespodzianką, ale dzięki swoim tajnym informatorom dowiedziała się że Kochany ma zamiar przygotować jej ulubioną kaczkę w pomarańczach ze świeżą sałatą z bratkami i nasturcją, a na deser szarlotka na ciepło z lodami i szampan. Doskonale znane były jej umiejętności kulinarne Kochanego, które można by sprowadzić do włączenia wody na herbatę. Podejrzewała że za całość będzie odpowiedzialny zamówiony wcześniej catering lub pomocna dłoń Szanownej Przyszłej Niedoszłej Teściowej. Ku swojemu zaskoczeniu okazało się że Kochany ma zamiar wszystko zrobić sam. Szykowała się więc na wyjątkowy wieczór, nowa sukienka, szpilki na niebotycznie wysokim odcasie, nowa fryzura i konieczna na tą okazję depilacja. Gdy podekscytowana wieczorem zbliżała się do domu Kochnego poczułą delikatną woń spalenizny która z coraz większą mocą wdzierała się w jej nozdrza. Kochany otworzył Ukochanej drzwi w strzępach spalonego fartucha kucharskiego i z płonącą brytfanną w ręce. Ukochana roczulona widokiem poświęcenia i załamania w oczach Kochanego podeszła do niego i włożyła mu rękę do kieszeni. Poszukując tego co przewidywała że tam będzie głęboko patrzyła mu w oczy. W końcu wyjęła pudełeczko, otworzyła je i powiedziała „Tak Kochany, zostanę twoją żoną” a on pocałował ją najczulej jak potrafił i oboje znaleźli się w niebie.

  26. Balonem dolecieli na sam szczyt. Określała go wdzięczna nazwa Góra Smaku. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście – po wielu próbach wreszcie zgodziła się przybyć w to wyjątkowe miejsce. Czekała go jednak jeszcze jedna próba. Musiał zaspokoić jej głód. Głód miłości. Pożegnali się czule,po czym udał się w dół,do wąwozu. Gdy znalazł się u celu,zaskoczyła go feria barw i różnorodność zapachów. Wszystkie smaki świata zgromadzone w jednym miejscu. Egzotyczne słodkie owoce,ostre przyprawy,gorzkie warzywa,kwaśne przetwory. Przechadzał się obok tych pyszności i zastanawiał,czym nakarmi swoją wybrankę. Jeśli wybierze jeden rodzaj jedzenia,nie będzie mógł podarować jej innego. A zależało mu na tym,by podarować jej całe bogactwo smaków. Wtedy zobaczył w dolinie kociołek. Podszedł bliżej i zorientował się, że pod kociołkiem pali się ogień. Stworzę dla Niej Esencję Smaku-pomyślał. Najpierw poszedł na południe,skąd wziął smak słodki. Z północy przyniósł słony,ze wschodu kwaśny i gorzki. Zaś z zachodu ostry. Z kociołka parowało,gdy uzmysłowil sobie,że czegoś mu brakuje. Tak,przed nim był smak umami. Dołożył go do środka i wtedy para buchnęła! Unosiła się coraz mocniej i coraz wyżej. Aż utworzyła coś na kształt ogromnej chmury. Wziął ze sobą filiżankę i popędził na szczyt góry,do swej ukochanej. Będąc na miejscu,zagłębił filiżankę w parze z kociołka,która dotarła aż na szczyt góry. Skosztuj-powiedział do ukochanej. Czekał z obawą,jak zareaguje. Gdy wypiła całość,spojrzała na Niego z taką miłością i czułością,po czym rzuciła Mu się w ramiona. Był już pewnien – zdobył Jej serce na zawsze.

  27. Była chora,paskudne przeziębienie zatrzymało ją w łóżku i skazało na uciążliwe rozmyślanie o życiu w pojedynkę,przerywane co jakiś czas suchym kaszlem.Wtedy pojawił się On,wielka niewiadoma z zielonymi oczami i ciemnym dwu dniowym zarostem.Na stoliku postawił termos ,a z kuchni przyniósł jej ulubioną glinianą miseczkę z wyszczerbionym brzegiem.Chciała zaprotestować,ale stanowczo nalał parujący aromatem-rosół.Ktoś mógłby pomyśleć że to tylko zupa,ale nie dla Niej i nie w tym naczyniu.Mała zniszczona miseczka przypominała Jej o najmilszych czasach gdy była małą dziewczynką z czerwonym od kataru nosem wystającym ledwie spod kołdry,i o jej ukochanym Tacie który troskliwie karmił ją ciepłym domowym rosołem gdy była przeziębiona. To wspomnienie obudziło w Jej sercu tęsknotę i żal za tym co już wrócić nie może,a wtedy mężczyzna pochylił się i czule pocałował jej rozpalone czoło.W jednym momencie znikły wszystkie obawy i myśli ,pt ” to się nie może udać” ,czy też „lepiej być samemu”,poczuła że to „ta chwila” i że nie może pozwolić jej odejść.Z każdym dniem uczucie w Niej narastało, a gdy wreszcie zadał jej to najważniejsze pytanie ujmując Jego twarz w swoje drobne dłonie odpowiedziała…że chce spędzić z nim wszystkie dni do końca życia.I tak zwykłe danie dało początek niezwykłej historii miłosnej.

  28. Ewa Adama uwiodła jabłkiem,
    Wziął więc za przykład prapraprababkę,
    I aby ukraść serce ślicznotce,
    Umyślił oświadczyć się przy szarlotce.

    I chociaż żaden z niego Okrasa,
    Fartuch zawiązał, rękawy zakasał,
    Wziął jabłka, mąkę, cukier i budyń,
    (ślub wynagrodzi kuchenne trudy).

    Na to co działo się w czasie pieczenia,
    Spuśćmy łaskawie zasłonę milczenia,
    Starczy powiedzieć, że skończył o świcie,
    A budyń był nawet i na suficie.

    Zadowolony otarł pot z czoła,
    Pewny, że oprzeć mu się nie zdoła,
    Postawił dumnie przed swoją wybranką,
    Pachnącą szarlotkę… wraz z niespodzianką.

    (albowiem zgodnie ze starym patentem,
    ukrył on w cieście pierścionek z diamentem,
    bo ponoć o takich to zaręczynach
    marzy od dziecka każda dziewczyna).

    Gdy panna zabrała się za słodkości,
    Okropne naszły go wątpliwości:
    Co jeśli pierścionkiem zadławi się dama,
    ten stanie jej w gardle jak jabłko Adama?

    Historia wszak lubi kołem się toczyć,
    a taki pierścionek nietrudno przeoczyć.
    Cóż, na refleksje za późno teraz,
    Już panna szarlotkę łapczywie pożera…

    …Lecz tę opowieść kończyć już pora,
    Zbyt długi stworzyłam tu elaborat,
    A finał przecież widać na fotce.
    Pomyśleć, że wszystko dzięki szarlotce!

  29. [D]ziewczyna piękna o włosach ognistych, ustach krwistych i oczach błękitnych kawalera kochała,
    [Z ]niecierpliwością, kilka lat na odwagę swojego ukochanego i przepiękne zaręczyny oczekiwała.
    [I ]wnet w najmniej oczekiwanym momencie, pewnego jesiennego poranka, gdy w pościeli leżała,
    [E]kscytujący, ale dziwny telefon od swojej przyjaciółki odebrała.
    [C]elina w rozmowie poprosiła ją o spotkanie późnym wieczorem na podmorskiej plaży,
    [I ]powiedziała, że nikomu niech się mówić o tym spotkaniu nie odważy.
    [O]czywiście dziewczyna z przyjaciółką często się spotykała,
    [W]yjątkowo jednak takich wymogów od niej oczekiwała.
    [O]czywiście wieczorem jak się umówiła,
    [M]inut kilka po czasie nad morzem się zjawiła.
    [I] szukanie swej przyjaciółki wnet rozpoczęła,

    [M]iłość swoją jednak widząc wnet wszystko pojęła.
    [O] takich zaręczynach nawet nie marzyła,

    [I ]widząc na plaży dla niej niespodziankę, aż łza w oku jej się zakręciła.
    [M]ichał stojąc przy pięknie nakrytym okrągłym stoliku,

    [M]iał drżące ręce, rumieńce na poliku.
    [A] wokół pełno świec i latarni, od których biły ciepłe promyki,
    [R]óż czerwonych 100 w bukiecie i romantyczne dźwięki muzyki.
    [Z]astawa stołowa wprost przepiękna i wszystko tyczyło się morskiego klimatu,
    [E]ch… wszystko jak z jakiś marzeń, z jakiegoś nierealnego poematu.
    [N]iewinnie podeszła widząc co się kroi,
    [I] widziała, że jej luby jej reakcji się boi.
    [E]mocje wariowały, jednak oboje patrząc w swoje oczy i za ręce się trzymając,
    [M]ichał wreszcie wydukał: wyjdziesz za mnie ma piękna? Tak się pytając.

    [J]ej odpowiedź była wprost oczywista po tym za zobaczyła,
    [E]widentnie odpowiedzią na TAK Michała uraczyła.
    [S]pełnieni i rozdygotani rzucili się pocałowali,
    [T]ak w swoich ramionach, gdyby nie głód by do rana zostali.

    [Z]atem usiedli do pięknego stołu, a Michał zaczął kolację serwować,
    [E]ch… wszystko byłoby dobrze, gdyby jeszcze umiał gotować.
    [S]paghetti z sosem bolońskim – więc zaserwował,
    [T]akie banalne danie, a ile gotując się je się stresował.
    [A] na deser mimo, że do końca nie wyszły postawił ciasto czekoladowe, ubóstwiane przez lubą,
    [W] kolację mimo niedociągnięć przygotował z sercem – dlatego było jego chlubą.

    [T]ak więc dziewczynie smakowało jak nigdy na świecie,
    [E]mocje, miłość,romantyczna atmosfera, zaręczyny – jak to się skończyło pewnie sami dobrze wiecie.
    [F]inałem było hucznie wyprawione, piękne wesele na łonie natury,
    [A] potem żyli długo i szczęśliwie, na dobre i na złe, kochali się w każdy dzień pogodny czy ponury.
    [L]ecz Wy się zastanawiacie dlaczego rymuję, a ja w pierwszych literach niespodziankę szykuję

  30. Przygotował jej deser- zielone gruszki z lodami pistacjowymi polane gorącą czekoladą, pełne delikatności i słodyczy z dużą dawką swojej czułości, bliskości i oddania, by pobudzić jej zmysły. W nim ukryte są afrodyzjaki, by nie mogła się oprzeć i powiedzieć NIE. Dobrze wiedział, co robi, bo czekolada to od dawna znany, miłosny środek, któremu nikt nie jest w stanie się oprzeć. Owoce sprzyjają miłosnym relacjom, bo są aromatyczne, soczyste, mają piękne kolory i kształty. Jedząc je czujemy się bardzo lekko i świeżo. Ten deser działa niewątpliwie na zmysł smaku, wzroku i powonienia. Chciał pokazać, że życie z nim będzie słodkie, ale też pełne niespodzianek, dzięki kontrastowi zimna lodów z ciepłem czekolady. W tym deserze jest jeszcze jedno zawarte przesłanie: Wszak jeść można seksownie, seks uprawiać ze smakiem, a rozkoszować się jednym i drugim przez całe życie … I ona świetnie to odczytała.

  31. To była jej dorywcza, wakacyjna praca. Lubiła ją, bo lubiła pracę z ludźmi, jednak szef była straszliwie stresującą osobą. Jak to praca wakacyjna, czyli 6x w tygodniu po 12-14h było normą.
    Knajpka otwarta była do ostatniego klienta, więc późny wieczór w historii nie dziwi.
    Wyszedł po nią, jak robił to zazwyczaj. Ot kilka dodatkowych chwil, które mogą spędzić razem. Kiedy jednak weszli do mieszkania, w którym w te wakacje pomieszkiwali, dziewucha rozryczała się….. ze szczęścia.
    Czekała na nią miska z wodą z solą, żeby od razu mogła ulżyć zmęczonym stopom, mrożona herbata z miętą, bukiet zerwanych kwiatów- bez okazji, oraz smakowity zapach. Dziewcze zmęczone było i głodne, mało wymagające. Jej luby za to wychodził z założenia, że wszystko jest lepsze z roztopionym serem i przygotował serową ucztę. Były to zwykłe kieszonki z kupnego ciasta francuskiego, z 4 rodzajami sera w środku…… pycha.

    I chociaż magiczne pytanie nie padło, nie było na co odpowiadać, to ona już wiedziała. Wiedziała, że z nikim nie będzie jej tak dobrze jak z nim.

    Mimo tego, że gotujemy duuuuużo (oboje), chociaż minęło kilka lat, to tę kolację pamiętam najlepiej. I kiedy wspominam, robi mi się ciepło na serduchu. Magiczne pytanie dalej nie padło, jednak oboje wiemy, że chcemy patrzeć jak robi nam się co raz więcej zmarszczek i robić sobie czasem takie „kolacje-niespodzianki”.

  32. Zabiegał o nią długo. Fakt, nigdy wcześniej nie spotkał takiej kobiety jak Ona. Tego wieczoru zrozumiał, że jest poza jego zasięgiem . Dostał jasną informację, że nigdy nie będą razem. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nigdy nie dała mu nawet szansy… Przecież zupełnie go nie znała. Miała go za nudziarza, który zapatrzony jest w czubki swoich butów. Dobrze, może był nadto przystojny, buty nosił dobre, ale wcale nie był nudny… Przecież kochał ją najmocniej na świecie. Trudno, trzeba było zapomnieć. (…) Z odrętwienia wyrwał go telefon. Z niedowierzaniem patrzył na wyświetlacz. Było grubo po północy, było cholernie zimno, a kobieta jego życia właśnie do niego dzwoniła po tym, jak dała mu kosza. Zdziwiony odebrał, ale to przerosło jego wszelkie domysły… Utknęła niedaleko jego domu, zabrakło jej benzyny… No tak, idealne kobiety rzadko bywają zapobiegawcze. Zwlókł się z fotela i ruszył jej na ratunek. Kiedy dotarł na miejsce, oniemiał. Mimo koszmarnej pogody miała na sobie tylko cienką sukienkę i była totalnie przemarznięta. Zabrał ją do siebie, stacja benzynowa była kawał drogi od felernego lasu, a zostawienie jej na tym chłodzie byłoby przecież nieludzkie (chociaż… może i zasłużyła?). Kiedy weszli do przytulnego i ciepłego domu, w końcu coś z siebie wydukała:
    – Robert… ja przepraszam. Wiesz, nie każdy po czymś takim chciałby ze mną w ogóle rozmawiać…
    – Naprawdę? – stwierdził z udawanym zaskoczeniem
    – Wiesz, ja nie chcę dawać Ci złudzeń.
    – Daj spokój. Sama nimi żyjesz, oceniasz, wyciągasz wnioski i nic nie wiesz o złudzeniach.
    – O czym Ty mówisz?
    – O tym, że mnie nie znasz. Nie masz o mnie pojęcia. Ale dajmy spokój. Masz, okryj się, jesteś przemarznięta.
    Posłusznie zawinęła się w koc. Po chwili wrócił z kuchni ze szklanką whiskey.
    – Pij
    – Ale ja..
    – Pij, nie zaszkodzi Ci, a rozgrzeje. Odwiozę Cię potem Twoim samochodem
    Niepewnie zerkając w jego stronę piła posłusznie, krzywiąc się niemiłosiernie. I wtedy zrozumiała, że żaden inny facet nawet nie odebrałby telefonu po tym, jak zmieszała go z błotem. A już na pewno nie oddałby jej swojej 20-letniej whiskey. To musiała być miłość. A on musiał ją kochać. Wtedy zrozumiała wiele, ale przede wszystkim to, że to z nim powinna zostać na zawsze. Nawet za cenę kupowania mu tej cholernej whiskey co roku w dniu, w którym po raz pierwszy weszła do jego domu…

  33. Długo zastanawiała się, co zrobić, gdy zdjęcie obiegło cały świat. Nie miała pretensji, że ludzie są powierzchowni. Irytowały ją zewsząd płynące gratulacje, ale nie miała siły tłumaczyć, że nie padło żadne Tak. Mężczyzna na fotografii? To przecież tylko Alfred, jej od dawna żonaty sąsiad spod dwójki, który zakrztusił się kupioną w markecie rybą w galarecie. Nic innego nie miała w lodówce, gdy on wpadł pożyczyć kombinerki. Musiała wspiąć się na stołek i zajrzeć do gardła, by usunąć ość. Wszystko przez jej brak umiejętności kulinarnych. Może gdyby miała w domu porządny zestaw garnków…Bez tego ani rusz. Zostały jej jedynie gotowe potrawy, fast-foody na zamówienia i drogie restauracje od święta. No i ta nieszczęsna ryba, która omal nie zabiła sąsiada.
    To chyba najwyższy czas doposażyć nieco swoją kuchnię. Musze się pospieszyć, nim kolejne zdjęcia ujrzą światło dzienne!

  34. Zapraszam na całą opowieść o tym wyjątkowym momencie, gdy uwiódł ją potrawą…

    Czasu było mało jak zawsze. Kiedy ostatnio nie robiłem czegoś w biegu? Ostatni urlop pamiętam jak przez mgłę, a ostatnie miesiące to poranki w ciemności i takie same powroty do domu. Ale ten weekend wyłączam telefon, albo nawet nie biorę go ze sobą, bo jeszcze jakoś mnie znajdą…
    Żebym tylko niczego nie zapomniał! Skarpety, kurtka, trekingi, jeszcze czapka, bo są już przymrozki, karimata, pierścionek, obiektyw…. Pierścionek!! Muszę go gdzieś schować, najlepiej do jakiś rzeczy, tak żeby go nie znalazła. Kogo ja oszukuję, Ona zawsze wszystko wywęszy i wszystko wie, nawet jak nie chce! Dobra, do obiektywu go włożę, ale jeszcze do dodatkowego opakowania, w razie W.
    Idę do kuchni. Nalewam wodę do garnka. Obieram warzywa marchew, seler, por. Cebulę palę na palniku. Do tego pierś z kurczaka. Natka z pietruszki, dużo lubczyku, ziele angielskie, liście laurowe, czarny pieprz. Wszystko ląduje w garnku. Mały ogień. Słyszę delikatne pykanie, jest dobrze.
    Domowy przecier pomidorowy z zapasów od mamy, marchewka drobno pokrojona i dużo natki pietruszki. Obowiązkowo dużo makaronu świderki.
    Przelewam rosół przez sito, stawiam ponownie na palniku. Makaron. Ważne by był gotowany w rosole i mocno rozgotowany. Do tego marchewka. Na koniec przecier i garście pietruszki. Sól, pieprz i czosnek granulowany. Kilka kropel śmietany. Jest gęsta, makaronowa i mocno pietruszkowa. Przelewam do termosu. Mocno zakręcam. Wkładam do plecaka obok metalowych garnuszków z Włóczykijem i Małą Mi. Herbata też gotowa. Kilka batonów energetycznych i tabliczka gorzkiej czekolady.
    Wyruszamy o świcie.
    Droga mija szybko. Docieramy na parking, gdy dopiero zaczyna świtać. Zakładamy trekingi, plecaki na plecy, na ręce rękawiczki, jednak przymrozki się sprawdziły. Stara mapa w jednej dłoni, w drugiej trzymam Jej małą dłoń. Ruszamy w górę. Najpierw Kuźnica, później do schroniska PTTK Murowaniec, tu pierwsza przerwa na herbatę i kanapki. Idziemy dalej, w kierunku przełęczy Liliowe, by z niej przejść na Przełęcz Świnicką. Widoki piękne. Jesteśmy ponad chmurami. Jest zimno. Powietrze jest rześkie. Wysiłek jest, ale jest też radość. Widzę uśmiech na Jej twarzy, rumieńce i rozwiane włosy. Lubię ją taką naturalną, gdy jej myśli krążą wokół tego co widzi. Jest odprężona. Ufa mi. Wie, że razem daleko zajdziemy. Przed nami ostatni odcinek. Zaczyna mżyć. Zakładamy rękawiczki i chwytamy się łańcuchów, cały czas ją asekuruję. Nie pozwolę jej spaść. Powoli wspinamy się wyżej. Ostatni trudny odcinek i jesteśmy na miejscu. Sapiemy ze zmęczenia. Wiem, że marzy o ciepłym jedzeniu. Wyciągam termos, garnuszek z Małą Mi, aluminiową łyżkę. Nalewam Jej porcję zupy. Widzę iskry w jej oczach
    -Skąd wiedziałeś, że będę miała ochotę na pomidorową?
    – Bo zawsze jak jesteśmy wysoko masz ochotę na pomidorową.
    Śmieje się. Tak dobrze Ją znam. Z każą łyżką widzę, że jest coraz bardziej zadowolona. Makaron spada z łyżki i chlapie jej ręce, a Ona z radością zlizuje te krople. Krzyczy
    – Najlepsza zupa na świecie!
    – Na pewno nie ma lepszej na tej wysokości.
    Bierze dokładkę. Zabawnie wygląda próbując wylizać dno garnuszka. Zawsze to robi. Wyciąga swe długie nogi, a twarz obraca w stronę zachmurzonego słońca. To jest ten moment. Grzebię w plecaku w poszukiwaniu pudełka. Trzęsą mi się ręce. Przecież może powiedzieć nie. Klękam przed nią. Nie zauważa tego, dalej wystawia twarz do słońca. Chrząkam. Spogląda na mnie i widzę niedowierzanie w jej oczach.
    – Pamiętasz smak tej pomidorowej?
    – Lekko słodka, kwaśna, aromatyczna…
    – Tak smakuje nasza miłość. Czasem kwaśna, gdy przychodzą gorsze dni. Tak bardzo słodka, gdy widzimy tylko siebie. Aromatyczna, jak te wszystkie wspólne chwile. I wywołuje w Tobie wszystkie te emocje – radość, zadowolenie, satysfakcję, spełnienie. Zostań moją żoną i do końca naszych dni upajajmy się naszą pomidorową.
    – Tak!
    Wkładam pierścionek na jej palec. Pięknie połyskuje na tej wysokości. Tak samo jak łzy jej szczęścia. A co, moje też. Nie mogę być szczęśliwszy.

    Zdobył jej serce potrawą. Jej ulubioną potrawą. Podaną w Jej ulubionym miejscu. Przez ulubionego mężczyznę. Odpowiedzi nie mogło być innej.

  35. Za każdym razem rozklejam się, kiedy przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie. Spotkanie przez które straciłam przyjaciółkę…

    Rozkroił ją na pół, już na początku eliminując pestkę. Wyciągnął nóż – ostrze noża rozbłysnęło oślepiającym blaskiem. Posiekał ją na idealnie wymierzone kostki po czym… wrzucił do blendera. Po chwili dołączyli do niej kolejni towarzysze – jogurt naturalny i banan. Nie chcę wspominać co się wtedy działo, przejdźmy od razu do prezentacji…

    Rozlał ich wnętrza do długich szklanek o szwedzkim rodowodzie. Dążąc do perfekcji, wycierał szmatką kroplę, która przypadkiem spadła na zewnętrzną powierzchnię szklanki. Swoimi delikatnymi dłońmi urwał dwa listki mięty i przyozdobił swój popisowy koktajl.

    A ja… musiałam na to wszystko patrzeć. Ocalałam, bo nie byłam tak idealna jak ona -mój kolor wyblakł i wnętrze miękło z dnia na dzień…
    Później weszła ona – jego jasnowłosa wybranka. I wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie- pamiętam tylko jego klęczącego na podłodze i jej ekscytacje. Wykrzykiwała: Tak, tak, oczywiście, że tak! Chyba koktajl obudził w niej jakieś skrywane uczucia, wydobył ukryte pokłady nieokiełznanej radości… A może to po prostu miłość tak na nią zadziałała?

  36. Próbował zdobyć jej serce na wiele sposobów. Kwiaty, kolacje, mniejsze i większe niespodzianki. Ona uśmiechała się, przyjmowała ale w jej spojrzeniu kryła się niepewność. Jakby to nie ten czas, nie to miejsce, nie to… W końcu sam doszedł do wniosku że nie na ciągłym zaskakiwaniu polega wspólne życie. Wtedy zaczął po prostu być. Z nią, obok, dla niej. Oddał jej to co każdy człowiek ma najcenniejszego – czas. I choć pracował, oddawał się swoim pasjom i spotykał się z przyjaciółmi to ona zawsze czuła że każda sekunda jego życia jest dla niej i znajdzie się tuż obok gdy tylko ona będzie tego potrzebować. Wtedy powiedziała „tak”…

  37. Przyszła do mieszkania do którego zaprowadziła ją droga oświetlona blaskiem świec.. Przekręciła klucz w drzwiach… wewnątrz oświetlony stół zapraszał w odpowiednim kierunku. Podeszła do blatu stołu i ku jej zdziwieniu nie było na niej typowej romantycznej kolacji. Stół zastawiony był sześcioma talerzami wspomnień. Na pierwszym talerzu leżały winogrona i stał kieliszek wina. Przypominała sobie pierwsze wspólne wakacje. Wokół nich piętrzyły się włoskie winnice. Obok nich okalające krajobraz winorośle … a oni wpatrzeni w swoje oczy…Na drugim talerzu leżały przyprawy. Podniosła je aby powąchać i automatycznie zatonęła we wspomnieniach. Goździki przypomniały jej pierwsze wspólne święta. Bożonarodzeniowa, rodzinna atmosfera, zimowy nastrój. To wtedy po raz pierwszy poznali swoje rodziny. Odłożyła zawartość drugiego talerza. Na widok trzeciego zaczęła się gromko śmiać. Macka ośmiornicy symbolizowała pierwszy wspólny wyjazd nad ciepłe morze. Kiedy to On chcąc Jej zaimponować zamówił w restauracji ośmiornicę. Ku jego przerażeniu ośmiornica nie miała ochoty umierać i sukcesywnie przemieszczała się po talerzu. Kolejny talerz z kromką posmarowaną smalcem symbolizował pierwsze dni na wspólnym mieszkaniu. Gdzie jeszcze bez podłączonego prądu i gazu uczyli się ze sobą żyć. Piąty talerz i lody waniliowe przywołały łzy wzruszenia na jej twarz. Był to ostatni posiłek na jaki miała ochotę przed urodzeniem ich wspólnego dziecka…. Bała się spojrzeć na ostatni talerz, gdyż wiedziała jak wielkie emocje może to wywołać. W końcu zebrała się na odwagę i spojrzała. A na nim strzałka ułożona z malin skierowana grotem w głąb pokoju.. Podniosła wzrok przed siebie i mimo mokrych od łez oczu udało się Jej dostrzec zarysowaną postać. On wyszedł z mroku, uklęknął przed nią, a ona nie umiejąc wydusić z siebie słów, pokiwała potakująco głową i wtuliła się w jego silne ramiona. Najpiękniejsze marzenie jakie miała od paru lat, wreszcie się spełniło…

  38. Mężczyzna był scenarzystą i zarazem reżyserem,
    Tak jak połączenie klusek z serem.
    Szczegóły miał zapięte na ostatni guzik
    Aby potem już po prostu luzik.
    Akcja w łazience się toczy
    Jej wnętrze na ten wieczór męża zaskoczy.
    Choć łazienka jest małej wielkości ,
    klimat rozpali nas do czerwoności.
    Od drzwi wejściowych płatki róż będą rozsypane
    Oczywiście do samej łazienki kierowane.
    Świec w łazience kilka będzie,
    Wieczór charakter zmysłowy mieć będzie.
    Obsada znakomita,
    po prostu elita.
    Relaksująca kąpiel nasze ciała rozgrzeje,
    A lampka własnego robionego wina nasze usta roześmieje.
    I obok wanny na specjalnym stoliku,
    Na porcelanowym talerzyku,
    Różne składniki na wykałaczkach będą „nabite”.
    W ustach ukochana ma samą elitę.
    To koreczki tak zwane,
    Przez ukochaną uwielbiane.
    Pomidor, żółty ser, szynka- wędlina
    Oliwka , melon i figa ale uśmiechnięta mina.
    Nagle zawiązał On szalikiem oczy,
    I taki koreczek do Jej ust „wskoczy”
    A potem namiętny masaż Ją zauroczy.
    Jego dłonie zdziałają cuda,
    Zmęczone ciało ukochanej rozprężyć się uda.
    I wtedy czas dla kubków smakowych będzie,
    Na słodkości – truflowe niespodzianki chwila będzie.
    A potem co będzie ??
    Po słodkościach kalorii ubędzie.

  39. Danie wykwintne i jednocześnie proste – żeby facet sobie poradził a ona żeby zachwyciła się jego pomysłem.

    CAMEMBERT Z ANANASEM

    Składniki:
    1 okrągły ser camembert bez dodatków
    1 plaster ananasa z puszki
    1 łyżeczka gęstej konfitury z truskawek

    Plaster ananasa osuszyć papierowym ręcznikiem.
    Położyć go na serze, puste miejsce wypełnić dżemem.
    Całość położyć na talerzyku i wstawić do mikrofalówki.
    Czas grzania zależy od mocy kuchenki, ok. 20-40 sekund.
    Ser powinien być miękki i nie rozpadać się.

    Zachwycające smakiem i proste danie!

  40. Szaleniec, chyba ma gorączkę! – tak nazwała matka swego syna gdy ten,przyszedł do niej na kurs gotowania. Czy mu się coś w głowie przestawiło ? A jednak NIE! Mama szczęśliwa jak nigdy, że SYN chce się oświadczyć, czym prędzej zabrała go (ba! wręcz zaciągła) do kuchni i zaczęła nauczanie . Cała nauka nie była prosta! Dzień, dwa, tydzień,miesiąc … Tak ! Już jest gotowy !

    Pojawiła się kobieta, które podbiła serce mężczyzny. Chłopczyk przeobraził się w mężczyznę, zaczął poważnie podchodzić do tematu miłości, związku i małżeństwa . Zrozumiał, że napotkana dziewczyna to „ta jedyna” i nie może tak po prostu jej wypuścić, że musi zrobić wszystko, by ją zatrzymać u swego boku na zawsze .

    Cóż dla niej ugotował, że podbił jej serce ? Otóż, dla niej była to wielka niespodziana . Na pierwszy rzut poszedł KURCZAK Z JABŁKAMI W SOSIE KREMOWYM Z DODATKIEM MIODU I SOKU Z CYTRYNY. Gdy owa kobieta spróbowała … odpłynęła. Tak ! To właśnie jego chcę za męża, bo jak będzie podawał mi takie smakołyki, to ta rozkosz zniweluje wszystkie troski i smutki jakie mam. Kurczak w sosie, idealnie doprawiony, subtelny, rozpływający się w ustach … A ten smak? Finezja ! . Kobieta zjadła do ostatniej kropli (nie wypadało jej już oblizywać talerza, choć miała na to wielką ochotę. Następnie mężczyzna postanowił zmienić nieco „koncepcję” i zaatakował daniem : Polędwiczki w miodzie i sezamie , które wyglądały obłędnie, a kobiecie na ich widok ślinka ciekła . Gdy spróbowała pomyślała (nie, nie mogę z nim być ! Tak pysznie gotuje, że niedługo byłoby 20 kg +) . A jednak .Kobieta nie mogła się oprzeć . Polędwiczki to „coś” w czym się zakochała! Ten smak … nigdy nie doznała takiej rozkoszy jak wtedy .

    Następnie rozmawiali . Muzyka grała, świece się paliły . Włączył romantyczny film … Minęły 2 h ! On … zaserwował jej ostatnie danie, które przelało szarę goryczy !”To mój ideał faceta”pomyślała kobieta, i rzuciła się w wir zajadania „Minipizzami w kształcie serc” . Kobieta była pewna „moje serce zjadł wraz pierwszym daniem, a na sam koniec połknął ostatni kęs”.

    Gdyby może mój przyszły mąż otrzymał taki zestaw garnków, to choć „pomidorówką” by mnie zaskoczył … Choć może… dzięki tym garnkom i moje serce daniem zostałoby podbite ? Jak to sprawdzić ? Pomóż !!!

  41. Uwaga! Uwaga! Oto zaręczynowe menu w wersji „chłop gotuje, baba konsumuje, to bezwzględnie „TAK” rokuje” :
    DANIE GŁÓWNE – Faszerowana miłością cukinia !
    Lekkie, smaczne i wyraziste danie. Cukinia nadziana kaszą, mięsem z kurczaka i żółtym serem startym na tarce oblana sosem pieczarkowym. Kto nie lubi cukini ? Każdy lubi. Ponadto to ten faszerowany klasyk to danie gotowe w 10 minut. Męskie starania zostaną docenione – gwarantuje!
    DESER – Truskawki w czekoladzie !
    Truskawki + czekolada = zadowolona mina kobiety 🙂 Kolejny raz nie trzeba się wysilać, wystarczy truskawki zanurzyć do połowy w czekoladzie. Gotowe w 10 minut, znikną o wiele szybciej 🙂

    TAK !!

  42. W ten dzień – kiedy zrozumiała, że chce takich dni już do końca ich wspólnego życia – dał jej spróbować beszamelu. Prostego sosu, który posmakował jej jak kwintesencja wymarzonej przyszłości: był delikatny, aksamitny, słony…ciepły, rozgrzewał jej wyziębione jesiennym popołudniem ciało, podkręcał doznania nutą jej ulubionej gałki muszkatołowej. Tak bardzo ją urzekł, że już nie interesowało ją danie główne, nalała sos na talerz i wytarła go do czysta kromką świeżego chleba. Przypomniały jej się te magiczne chwile z dzieciństwa i kotlety mielone jej mamy, podawane z szarym sosem, po którym też nie zostawał nawet ślad na beżowych talerzach z pomarańczową obwódką. Zobaczyła w swych marzeniach siebie, jego i jeszcze kogoś i jeszcze i jeszcze…

  43. Sam na to nie wpadł. Wypytywał wszystkich przyjaciół, znajomych, rodzinę. I nic. Ale w końcu trafił do osoby, która wiedziała o niej najwięcej na świecie. To była jej babcia.

    – Słuchaj wnusiu – powiedziała. Wiem, że teraz mamy czasy sushi, texmex, wyszukanych frykasów. Nie jestem aż tak do tyłu, jak wszyscy myślą. Ale tym jej serca nie zdobędziesz. Kaszka manna na gęsto z konfiturą, którą musisz sam przygotować ze świeżych malin i odrobiny miodu. Wpada czasem do mnie. Wiem, że chce porozmawiać, potrzymać mnie za ręce – jak kiedyś, kiedy malusia siadała mi na kolanach. Ale wpada też na kaszkę z malinami. Mówi, że nie znalazł się jeszcze nikt, kto robiłby ją tak pyszną, jak ja. Pachnącą dzieciństwem, wolnością, ogrodem.

    I zrobił jej właśnie tę kaszkę mannę z malinami i miodem z przepisu babci. A już całkiem niedługo potem babcia przyrządzała tę samą kaszkę swojej prawnusi. I mówiła do niej: „Może będzie mi dane, że i tobie Malusia, wybiorę odpowiedniego kandydata i zdradzę mu mój najwiekszy sekret. Tak jak wybrałam Twojego dziadka i Twojego tatę. Bo byli dobrzy. Bo zasługiwali, żeby zdradzić im mój sekret. I oddać im razem z tym sekretem największe skarby, które pojawiły się w moim życiu – Twoją babcię i mamusię.”

  44. Myślę, że ten facet przygotował jej cokolwiek. Cokolwiek, byle nie przypalone, a uczciwie przyprawione miłością – wtedy smakuje, że hej.
    Mój wtedy-jeszcze-nie-mąż na taką kolację usmażył pierś z kurczaka, ugotował ziemniaki i kupił sałatkę w słoiku 🙂 Poezja smaku, serio.

  45. On podał Jej wykwintny suflet czekoladowy…
    Podany z bitą śmietaną pobudził rytm sercowy,
    Wpłynął na pracę wzmożoną ślinianek
    I preludium stworzył do dalszych zachcianek…
    Gdy skończyli wymyślną języka gimnastykę
    Uprawianą nad z sufletem rzeczonym talerzykiem
    To truskawki z szampanem dopełniły całości
    Doprawione obficie przyprawą miłości 😉
    Skąd On wiedział, co wybranka zjeść chciała?
    INTUITION po prostu zadziałała 😉

  46. Kochani!
    Czy wiecie o czym marzą kobiety?
    O księciu z bajki? O sławie?
    Nie! 😀
    One marzą o tym, aby jeść i nie tyć! Więc jestem więcej niż pewna, że serce tej kobiety zostało skradzione za pomocą zdrowych ciasteczek, które mogłaby jeść bez wyrzutów sumienia i trzymać smukłą sylwetkę! 😀
    Zdradzę Wam nawet przepis:
    Składniki:
    szklanka pure z dyni
    szklanka mąki migdałowej
    pół szklanki mąki kokosowej
    2 łyżki cynamonu
    łyżka proszku do pieczenia
    1 jajko
    3 łyżki oleju kokosowego
    1/3 gorzkiej czekolady
    2 garści suszonej żurawiny.

    Ugotowaną dynię blendujemy na pure, łącząc ją z cynamonem, jajkiem, proszkiem do pieczenia oraz mąką migdałową. Miksujemy na jednolitą masę. Rozpuszczamy olej kokosowy dolewając go do masy. Wsypujemy mąkę kokosową i mieszamy. Na koniec wsypujemy pokrojoną w drobną kosteczkę czekoladę oraz żurawinę. Dynia oraz mąka kokosowa zapewnia słodki smak ciasteczek, jednak można dodać miodu, jeśli dla kogoś masa wyjdzie za mało słodka. Na blaszce formujemy ciasteczka w kształcie serduszek. Pieczemy w temperaturze 200 stopni około 30 minut. Podajemy z kawusią.
    Żołądek i serce skradzione na 100%!:D