Powiedzmy sobie otwarcie i szczerze, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż w kolorowych pisemkach dla mam. Z okładek i zawartości patrzą na nas przeszczęśliwe nimfy w dyskretnym makijażu, zaangażowane po uszy w zabawę z maluszkiem (zabawa jest, rzecz jasna, kreatywna i stymulująca rozwój), a maluszek – warte uwagi – jest sterylnie czysty. Młoda mama sprawia wrażenie, jakby przespała ostatnie dwa tygodnie, a potem przez cztery godziny siedziała w łazience wśród aromaterapii.

Statystyczna młoda matka wstaje rano z łóżka i jest to jej czwarta pobudka w ciągu ostatnich sześciu godzin. Nakarmiwszy potomka, który zdążył się skupać po pachy (musi więc go przy okazji przebrać) czołga się do łazienki i tam ma jakieś trzy minuty na luksus w postaci skorzystania z kibelka. Jeśli ma więcej szczęścia, zje jakąś kanapkę, a potem przed lustrem (pięć sekund) może kontemplować swoje imponujące… wory pod oczami. Wciągnie na siebie dres, ogarnie wyro i pójdzie wyparzać butelki czy coś tam.

Mam to już za sobą, ale kiedy moje dzieci były na etapie niemowlęcym, bardzo, ale to bardzo brakowało mi tego, żeby raz a dobrze poczuć się kobietą. Makijaż nie wchodził w grę, SPA i takie tam bajery nie wychylały się poza czystą teorię, a doba mijała mi na naprzemiennym odciąganiu pokarmu i karmieniu dzieci (zrozumie każdy, kto ma bliźnięta 🙂 ). Czułam się jak rasowa dojna krowa (rym-cym-cym), która z pewnością spełnia swoje zadanie, ale do atrakcyjności ma jakieś minus trzysta.

Wiecie, co mnie ratowało? Bielizna. Świadomość, że mam na sobie fajne gacie i biustonosz. Bielizna to jest, proszę ja was, plus miliard do poczucia własnej wartości, kiedy owo leci na pysk z racji permanentnego niewyspania. I dziecięcych kolek. Kolki u bliźniąt to jest niezły hardcore. Oczywiście nie zaczynałam z miejsca promienieć szczęściem, ale niesamowite, jak świadomość założenia fajnych gaci wpływa na postrzeganie rzeczywistości. Mniej więcej tak jak nowe buty i torebka.

Jeśli więc padasz na twarz, odechciewa ci się wszystkiego i nie możesz patrzeć na te wypięknione lale w pismach bez sięgania po piłę mechaniczną, to kup sobie fajny stanik. Poczujesz różnicę.

biustonosz_intymna_gaia

Zdjęcie z intymna.pl

Olewamy fakt, że pani na zdjęciu powyżej była pracowicie fotoszopowana pewnie przez dwie godziny, chodzi o stanik. Ładny i czerwony. Kto mówi, że musi być biały, beżowy lub – nie daj Boże – szary?

Albo nie musi być do karmienia, jeśli nie jesteśmy na tym etapie. Niech będzie ładny. Na przykład taki, pod którym podpisała się Heidi Klum. Kojarzycie babę? Modelka, która urodziła czworo dzieci. Pewnie wie, o co chodzi.

biustonosz_zalando

Zdjęcie z zalando.pl

No dobrze, to powyżej to dla małobiustnych, a co mają powiedzieć kobiety szczególnie obdarzone przez Opatrzność? O nie, niekoniecznie są skazane na opcję „dwa namioty w odcieniu brudnego beżu”. Coraz więcej firm szyje biustonosze w rozmiarach niemieszczących się w „mainstreamowo” przyjętym alfabecie, czyli od A do D. Jest Gaia, jest Freya, jest Melissa, jest jeszcze sporo innych, o, taki chociażby znalazłam.

zalando_grossard_biustonosz

Fotka z zalando.pl

Grossard. W wyszukiwarce wpisałam 75J i wyskoczył ten model. Nie wiem, czy te ramiączka sprawdzą się (nie są zbyt cienkie?), ale urody nie można mu odmówić, prawda?

O stanikach do karmienia i tym, jak je wybierać oraz na co zwracać uwagę, już pisałam, nic mądrzejszego nie wymyślę.

Stanik do karmienia – matczyny niezbędnik mocno niedoceniany

Dobra, zostawmy górę, spójrzmy na dół. Co widzisz? Rozstępy. Fałdki tłuszczu. Rozciągnięta po ciąży skóra, której wydaje się za dużo i nie usunie jej praktycznie nic poza operacją plastyczną. Dzień dobry, przybij piątkę. Patrzysz na to i myślisz, gdzie się podziała ta dziewczyna, która paradowała w porciętach do półzadka i z kolczykiem w pępku? Samoocena leci w dół.

OK, fajne gacie nie rozwiążą problemu, jeśli problem jest w głowie, trzeba użyć – jak mówi Babcia Weatherwax – głowologii. Ale zaufaj mi i zafunduj sobie odlotowe gatki. Jak to podnosi morale, to nawet nie wiesz. Kto by pomyślał? Dobrze się czujesz w świetnych butach, dobrze się czujesz z fajną torebką, ale jeśli paradujesz w koszuli do karmienia, to dobrze się poczujesz w fajnych majtkach. Zrób to dla siebie. Poważnie mówię.

intymna_figi_lupoline

Zdjęcie z intymna.pl

Tu pani też wyfotoszopowana, olewamy panią, bobas śłitaśny, choć przesłodzony, olewamy bobasa, patrzymy na gacie. Nie wiem, jak wy, ale ja brałabym.

Wiecie, to moje spojrzenie, ktoś może mieć zupełnie inny sposób na podkręcenie sobie poczucia własnej wartości. Mnie to pomagało. Ba, mnie to pomaga do tej pory! OK, dobry biustonosz do karmienia i odlotowe galoty kosztują. Zaprawdę powiadam wam jednak warto raz w życiu wydać kasę na coś, co sprawi, że poczujecie się świetnie.

Pomimo niedospania, wypijania wiecznie zimnej kawy, czasu odliczanego karmieniami, zmianami pieluch i przecieraniem zupek, a później użeraniem się z wiecznie zbuntowanym dwulatkiem, pyskatym czterolatkiem, wszystkowiedzącym siedmiolatkiem i nastolatkiem, który najchętniej by przyznał, że rodzice nie istnieją. Pomimo upływu czasu, fałdek na brzuchu, rozstępów, bioder, które nigdy nie będą jak dawniej, szpilek, których nigdy już nie założysz i żylaków nadal jesteś kobietą. Jesteś wartościową kobietą. Zrób coś tylko dla siebie. Cokolwiek. Najlepiej natychmiast.

Ikona notki z pixabay.com.

12 KOMENTARZE

  1. Krusz popieram to co napisałaś całym sercem Wróciłam do pracy i czekałam z zapartym tchem na dzień wypłaty. Żeby kupić sobie ładne staniki (fakt żaden nie kosztował więcej niż 20 zł kocham swoje ciało po ciążach mam dodatkowe cm i tu i tam co powoduje ze mieszczę się w chińska rozmiarówkę ) Dziewczyny pamiętajcie Ładna Bieliznę kupujecie dla siebie nie dla chłopa on i tak was woli bez niej

    • A ja po urlopie wychowawczym (czyli prawie 3,5 roku siedzenia w domu z 3 dzieci w sumie – są w różnym wieku) poszłam po wypłacie (trzeciej, ale zawsze :D) do koszmarnie drogiego sklepu z bielizną. I wyszłam z komplecikiem (dobranym fachowo przez panią) za prawie 180 zł. Noszzzzzzzz kurna, czułam że należy mi się jak nigdy wcześniej. :))))

  2. Amen.

    Niezależnie od tego, że mam już za sobą dwa porody a do wagi sprzed pierwszego z nich brakuje mi duuuuuuużo, to jeszcze zanim zaczęłam poważnie myśleć nad macierzyństwem, to fajne gatki zawsze poprawiały mi humor. Mogłam mieć doła, pryszcza na środku twarzy w czasie okresu i Bóg wie co jeszcze, ale jak miałam na sobie fajną bieliznę od razu moja ocena windowała w górę. W podświadomości czułam się atrakcyjniejsza i miałam wrażenie, że wtedy faceci na ulicy myślą tak samo. Wiem wiem, to tylko wyobraźnia, ale humor od razu miałam lepszy 😉

    • Czyli jednak nie tylko dla siebie. Tak naprawde cokolwiek robimy dla siebie, zeby czuc sie bardziej atrakcyjne, robimy to z bardziej lub mniej swiadoma mysla, ze jesli ktos nas w tym ubraniu/bieliznie/makijazu zobaczy, to moze pomysli ” ale super wyglada, fajna babka, ladna mam te zone, itp”. I to wrazenie jakie wywrzemy, nawet tylko potencjalnie, na kims sprawia, ze czujemy sie lepiej.

  3. a mnie tam staniki nie bardzo, bo mam mały biust (tylko podszcza karmienia istaniał 😉 yhyhyhyyhyh więc jak myśle o sklepie z bielizna to mnie trzepie, a push upów nie uznaje….ale btw, ja zawsze ale to zawsze musiałam miec umyte, czyste włosy i maklijaż, nie mowie o tapecie, ale rzęsy, trochę różu co by nocne zombie zabić. i tak patrząc w lustro mowiłam sobie „spoko, nie jestes tylko robotem, matką, praczką i kucharka…”…. do dzisiaj po 2 dzieci jestem mega zadbana i nie kosztem dzieci nic z tych rzeczy. Np, jak są w wannie i się pluskaja, ja na podłodze piłuje paznokcie, jak pojdą spać mam juz gotowy podklad i potem tylko lakier i pzaur jest…bo na manikur proffesional szkoda mi kasy bo sama sobie zrobie piękny hehehehe

  4. Na mnie bielizna nie działa. To znaczy działała parę kilogramów temu. Teraz już nie, ale wierzę, że jeszcze nadejdzie taki czas. Za to znalazłam inny patent. Otóż bardzo poprawia mi samopoczucie fakt, że mam pomalowane paznokcie. Tak jak poprzedniczka maluję je sama, może nie tak pięknie ale bardzo się staram. Z pomalowanymi pazurkami od razu czuję się lepiej. A pamiętam, jak przy pierwszym dziecku, widząc zdjęcie koleżanki, też świeżo upieczonej mamusi, Z POMALOWANYMI PAZNOKCIAMI pomyślałam z żalem, „jak ona to robi? ja nie mam czasu na takie głupoty”. Jakoś teraz, przy drugim dziecku, dotarło do mnie, że te głupoty też są ważne. I da się wygospodarować tę chwilkę.

  5. Ok. Trochę mnie przekonałyście.
    Ale jak mam wybór: pospać pół godziny dłużej a iść się ogarnąć to niestety.. życie mi weryfikuje takie pomysly. Ale raz na jakiś czas uczucie na pewno fajne !
    Marzena a mówisz że te parę kilogramów temu to już nie będzie nigdy z powrotem ? Jakoś trudno z moim nowym ciałem się pogodzić wciąż czekam aż stare do mnie wróci. Ehh.. Ide popatrzeć na staniki i lakier do paznokci.

  6. Ja po porodzie nosiłam bawełniane gacie i takiż stanik. Miałam w nosie wygląd a po prostu wszystko inne gniotło i przeszkadzało. Dresy popaprane mlekiem? Rozciągnięta koszulka? Dwa miesiące tak miałam, głównie dlatego że szkoda mi było kasy na coś nowego, bo wierzyłam że jeszcze chwila a będę nosiła ciuchy sprzed ciąży (i miałam racje :D). Ale fajnie było. Może dlatego że mnie siostra i babcia pomagały, a dziecko budziło się w nocy dwa razy (ogólnie to 22, 3 i 6 więc praktycznie jak jeden raz ;)) 😉

  7. Ja od zawsze, zarówno przed, w czasie, jak i po ciąży – Triumpha. Znam rozmiar, więc mogę kupować w Internecie na http://www.telimena.pl. Mega wygodne, odpowiednie chyba dla każdej kobiety – zarówno z małym, jak i dużym biustem.

  8. Ja ogólnie jeśli kupuję ubrania to przede wszystkim z myślą o sobie, dobieram je tak żeby czuć się dobrze po prostu!! Ostatnio np kupiłam szałową sukienkę w sklepie goodlookin i już wiem że na pewno jeszcze nie jedną u nich kupię