Tytuł jest długi, ale notka taka nie będzie. Krótko i na temat: ZWYCIĘSTWO! Za czwartym razem gofry wreszcie wyszły chrupkie i bardzo gofrowate! Straciłam już nadzieję i zamierzałam ewoluować w stronę krokietów, doprowadzając je do stanu boskości (bo naleśniki umiem 🙂 ), a tymczasem taka niespodzianka! Zanim podzielę się przepisem, parę słów o mojej gofrownicy, bo to bardzo istotne.

Mam kombajn do zbierania czereśni, czyli inaczej jeden sprzęt w trzech osobach: toster, gofrownicę i grill. Sprzęcior ma wymienne wkłady i najczęściej gra rolę tostera, w czym zresztą sprawdza się wybitnie. Opcji grillowej nie próbowałam, a z opcja gofrowa zgotowała mi kulinarny czyściec. Machina ma 1000 „mocarzy” (uwielbiam to określenie 🙂 ), czyli niby wystarczająco, ale występują spore straty ciepła przez te wymienne panele. Przez to nie jest w stanie nagrzać się do odpowiedniej temperatury.

Przepis powstał przez kompilacje trzech różnych rozwiązań proponowanych przez czytelników na fanpage’u facebookowym, do których dodatkowo od siebie wprowadziłam drobne modyfikacje. Zaryzykowałam i… gofry wyszły smaczne i chrupkie. Czy u was takie wyjdą, tego nie wiem, ale na mój kombajn przepis okazał się jedynym możliwym. Dodatkowo okazało się, że wychodzą z niego absolutnie boskie pancakes!

Gofry, które wyjdą na najgorszej gofrownicy

Składniki:
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka wody
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej (pierwotnie miał być proszek do pieczenia, ale okazało się, że nie mam, za to mam sodę)
  • 1 cukier waniliowy (a co się będę 🙂 )
  • 1 budyń śmietankowy bez cukru
  • 2 łyżki cukru
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 duże jajka
Przygotowanie:

Oddzielamy żółtka od białek. Płynne składniki mieszamy razem za pomocą trzepaczki, stopniowo dosypujemy suche (ciągle trzepaczką, mikser nie jest potrzebny), na końcu dodajemy ubitą pianę z białek (do białek dodaję szczyptę soli i troszkę cukru). Rozgrzewamy gofrownicę, wylewamy ciasto i… już. Gofry studzimy na kratce.

gofry_moje2 gofry_moje4

Ciasto po pewnym czasie i tak mięknie, bo jest higroskopijne (czyli pochłania wodę) – to taka moja teoria, żeby w notce pojawiło się coś na kształt mądrości, he he 😉

gofry_moje gofry_moje3

Z tego samego ciasta zrobiłam pancakes i okazało się, że to najlepsze, najbardziej puszyste i najsmaczniejsze pancakes, jakie kiedykolwiek jadłam! Mam specjalną patelnię do naleśników i jej właśnie użyłam. Smażę na niej bez tłuszczu.

pancakes_moje

Ważna rzecz – patelnia szybko się nagrzewa, a ciasto szybko „dochodzi”, he he. Dlatego nie zostawiamy ciasta zbyt długo na gorącej powierzchni. Chwila z jednej, chwila z drugiej i wio. Inaczej się spalą. Normalnie niebo w gębie wychodzi, mówię wam! Jeśli więc macie gofrownicę fajną inaczej, tak jak ja, gofry możecie sobie z powodzeniem odpuścić. Idźcie w pancakes, to dobry kierunek 🙂