Z grubsza rzecz ujmując, rozwój dziecka przebiega sinusoidalnie. Po etapie rozkosznego bobasa do całowania, którego jedyną wadą jest intensywne dbanie o interesy producentów pieluch, przychodzi etap buntu dwulatka, przy którym erupcja wulkanu przypomina niewinne pykanie imbryczka. Natura bywa miłosierna, dlatego jeśli przeżyjemy to tornado, czeka nas okres względnego spokoju. Już, już zaczynamy się przyzwyczajać do myśli, że mamy naprawdę cudowne dziecko, kiedy ono nagle udowadnia, że piekło i szatani mogą przyjść do niego na korki.

Bunt czterolatka, czyli niech ktoś coś zrobi z tym dzieciarem!

Logicznie by wypadało, że po apokalipsie w postaci czterolatka nastąpią niebiosa z pięciolatkiem, ale niestety to tak nie działa. Owszem, różnica w temperamencie da się zauważyć, ale nie licz na szybki rozrost aureoli i skrzydeł. Dziś więc o tym, co się dzieje na etapie pięciolatka, czyli w okresie – teoretycznie – względnego spokoju, między wygadanym czterolatkiem z opcją hipernapędu w standardzie, a niecierpliwym sześciolatkiem, który wszystko wie najlepiej.

Sześciolatek – studium przypadku

Ponieważ mam dwa egzemplarze na stanie, mogę na bieżąco dokonywać wiekopomnych odkryć i dzielić się nimi ku chwale ojczyzny i przyszłych pokoleń. Jeśli nie jesteś jeszcze na tym etapie, zobacz, co cię czeka. Jeśli jesteś, pokiwaj się razem ze mną w kąciku. Jeśli byłeś, to masz do czego wracać pamięcią.

Życie to ruch

Przejście kilku metrów po powierzchni płaskiej urąga godności pięciolatka. Jeśli napotka jakiś krawężnik, możesz być pewien, że się nim natychmiast zajmie, jeśli obok będzie kałuża, w którą oczywiście wdepnie („No ale mamoooo, ale ja psecies nie mogłam ominąć!”), to pełnia szczęścia gwarantowana. Gdyby tylko sokoli wzrok rodzica był tylko nieco mniej sokoli, drogę do przedszkola pokonałby ślizgiem, testując przyczepność milimetrowej warstwy lodu na chodniku. Zanim wejdzie do bramy, zaliczy trzy murki i cztery poręcze.

Pięciolatki w ogóle nie potrafią normalnie chodzić, jakby zwykły ruch był dla cieniasów. W przód można się poruszać wyłącznie skokami, a najlepiej jeszcze na jednej nodze („A pac, mamo, ja skacę z zamkniętymi ocami!”).

Ja sam!!! Ja sama!!!

Niech cię ręka boska broni, być miał kierować ku pięciolatkowi pomocną dłoń. Odgryzie u samej pachy i wypluje ze wstrętem. Pomagaj, oczywiście, bo trzeba, ale rób to w sposób zakamuflowany, by myślał, że właściwie zupełnie nie jesteś zainteresowany tym, co robi. Pięciolatek bowiem ma absolutnego szmergla na punkcie bycia samodzielnym. Włożenie spodni wyjściowych i kurki to sprawa honoru, o butach nie wspomnę. Wścieka się niemożebnie, kiedy nie może zawiązać czapki, ale na ofertę pomocy reaguje warczeniem zawstydzającym bulteriery.

Samodzielność dotyczy wszystkich sfer życia. Zdobywający pierwsze łyżwiarskie szlify pięciolatek pęka ze złości, kiedy nie udaje mu się potrójny aksel już od pierwszego wejścia na lód, ale ku rodzicowi kieruje jasny komunikat:

– Tylko mi nie pomagaj!!! Ty mas być daleko!!!

Porażki przeżywa boleśnie, ale i sukcesami na polu samodzielności nie omieszka się podzielić. Dumny i blady podstawia zaskoczonemu rodzicowi pod nos kawałek chleba noszący ślady potraktowania piłą tarczową, z umocowaną na nim połową kostki masła i czymś, co wygląda jak wędlina, ale nie można być pewnym.

– Popac, mamo, zrrrrrrrobiłam sobie kanapeckę!

Po moich pięciolatkach widzę, że potrzebują pozytywnego wzmocnienia i uczestniczenia w radości z sukcesów. Wskazówki „naprawcze” przyjmują chętnie (to nie etap wszystkowiedzącego sześciolatka), ale chcą wiedzieć, że są w czymś dobre.

Rrrrrrrrrr

Pięciolatek nie mówi. Pięciolatek napierdziela fonemami. Właściwie gęba mu się nie zamyka, a każda chwila ciszy oznacza stan błogosławiony lub… zapowiedź nadciągającego kataklizmu. Cisza bowiem, jak wiadomo, jest dobra. Z tym, że jeśli masz dzieci, cisza jest podejrzana.

Tja… Daj dzieciom nożyczki, mówili, niech się sobą zajmą, mówili, ty zajmij się robotą, mówili. Napij się kawy, mówili… No to się napiłam 😉

Posted by Dzieciowo mi on 22 grudnia 2015

Zaskoczy cię zapamiętywaniem tekstów i piosenek z reklam telewizyjnych, kiedy ty nie przypuszczałeś nawet, że tyle może osadzić się w umyśle, który całą uwagę kieruje na coś zupełnie innego i nawet w innym pomieszczeniu. Zadziwią cię układane piosenki i wierszyki. Często absurdalne z radosnym słowotwórstwem, które wszelkim regułom językowym ochoczo wystawia środkowy paluszek (podskakując zresztą).

Zadaje pytania. Och, jak on zadaje pytania! Gdyby to byłoby jego źródło dochodu, mógłbyś z czystym sumieniem ciepnąć robotę w cholerę i przez długie lata sączyć drinki z palemką. Trzeba tylko znaleźć dyżurnego odpowiadającego, bo rodzic po jednej serii idzie się pokiwać w kąciku, a pięciolatek jeszcze się nie rozgrzał.

Nie zdziw się, jeśli twoim dzieckiem zainteresuje się logopeda. I nie wpadaj w panikę. Są głoski, które w języku polskim są zmorą cudzoziemców i… przedszkolaków. Nie mdlej, jeśli pięciolatek nie wymawia R. Niektóre mówią, niektóre nie mówią. Z moich bliźniaczek Maria opętańczo celebrrrrrrrrrruje dopiero co opanowaną sztukę, Marcelina pozostaje przy L. Głoska R oraz głoski SZ, Ż, CZ, DŻ przyswajane są najwolniej. Jeśli logopeda zaleci ćwiczenia, to trzeba ćwiczyć i pamiętać, że czas również robi swoje.

U nas korekty wymagały głoski miękkie (Ś, Ź, Ć, DŹ), które wymawiane były półmiękko jako SI, ZI, CI, DZI. Podczas jazdy samochodem trwały niekończące się dialogi:

– Co koniki jedzą?

– Siano!

– Świetnie, a teraz mówimy wierszyk…

– SIAŁA BABA MAK, NIE WIEDZIAŁA JAK!!!

Dajcie mi ryzę papieru, a powiem wam, jak się rysuje

Masz pięciolatka w domu? Zainwestuj w ryzę papieru. Pięciolatek maniakalnie rysuje, wydziera, wykleja, maluje, wycina (o, jak on wycina!), zużywa kilometry taśmy klejącej budując z papieru konstrukcje, zwierzęta, postaci itp. Nawet miecze. Tak, miecz się też da zrobić. Nie ogranicza się zresztą z tym wycinaniem do papieru. Ja ci dobrze radzę, obserwuj firanki 😉

Pyta o litery i pierwsze znaki próbuje pisać na zasadzie podpisywania rysunków. Ot, choćby takiego.

mama_i_tata

– Prrrrrrrosę, mamo, rrrrrrysunek – powiedziała Maria.

– Ach, jaki ładny! Czy to jestem ja?

– Yhy, a to jest tata.

– I nawet mnie podpisałaś. Chciałaś napisać MAMA?

– Nie, chciałam napisać MIŁOŚĆ, ale umiem tylko te dwie literrrrrrrrki.

Tak przy okazji – na tym etapie zapewne będziesz już wiedział, czy twoje dziecko jest lewo- czy praworęczne. Wszystkie trzy moje córki są praworęczne (leworęczny jest szanowny małżonek mój), co w przypadku bliźniąt jednojajowych wcale wbrew pozorom nie jest takie oczywiste. Zdarza się, że jeden bliźniak jest czymś w rodzaju „lustrzanego odbicia” drugiego i kiedy jedno jest leworęczne, u drugiego dominująca jest ręka prawa.

Z pięciolatkiem można już sobie nieźle pogadać. Jeśli tylko damy sobie tę okazję i szansę, wynik może nas zaskoczyć. Nie miałam pojęcia, że moje dzieci potrafią tak kapitalnie kojarzyć rozmaite fakty (dlatego nie myślcie, że coś się przed dziećmi ukryje), ale dotarło do mnie, że nie wiedziałam, bo… nie zwracałam na to uwagi. Pięciolatek emituje w przestrzeń dźwięki z prędkością i wytrwałością karabinu maszynowego, ale jeśli zamienić się w słuch i wniknąć w to, to… otworzy się przed człowiekiem fascynujący świat galopującej wyobraźni, której hasło przewodnie brzmi zapewne „pindolić granice”.

Powiem wam jedno – wychowywanie pięciolatka to kapitalny czas i niesamowita przygoda. Wnerwiający do bólu i rozczulający do łez, złoszczący się i tryskający radością, nie usiedzi spokojnie na tyłku, ale jakaś to frajda obserwować, co robi na placu zabaw. I choć czasami masz dość, i padasz na pysk, to przypomnisz sobie jednocześnie któryś z pięciolatkowych bon motów i okazuje się, że wszystko da się wytrzymać. A życie tak w ogóle jest fajne 🙂

Pisząc tekst pomagałam sobie stroną Przedszkola nr 68 w Bydgoszczy.

13 KOMENTARZE

  1. Pominelas wypadajace zeby!
    Wszystkie znajome pieciolatki plus moj osobisty nieustannie sprawdzaja, czy juz sie ruszaja im mleczaki.
    Nieustanny plebiscyt kto, komu, ile.
    Nawet przez sen 🙂

  2. Udawać cierpienie potrafi! Oooo a jak śpiewać potrafi! A raczej drzeć swoją zacną buzię! W połączeniu z „energetyczną” siedmiolatką i soundruckiem Ktainy Lodu tworzą wspaniały duet! Do kolacji musiałam wypić lampkę wina!

  3. Mamo, a pani mówiła, że Bóg jest najważniejszy na świecie, a nie sułtan Sulejman.
    Mamo, kto najładniej zaśpiewał?
    Mamo, możesz mi przynieść picie?
    Mamo, a co to jest stalaktyt?
    Mamo, kiedy będą święta?
    Mamo, czy ty nie w ogóle słuchasz?
    mamo, mamo, mamo … uff baterie się wyładowały

  4. Obśmiałam sie do łez…..tylko czemu ja większość tych zachowań u 3,5 łatki obserwuję….? Krusz….nie mów, że będzie gorzej….i jeszcze bardziej się roz….pyta….i te krawężniki to też…..
    NOŻYCZEK NIE DAM!!!

  5. Nozyczki najważniejszą zabawką są i czemu by sobie samej włosów nie miałaby przyciąć, przecież wszystko potrafi 😉

  6. Mam to na tapecie…przecież to jest ciągle gadanie a dlaczego, a po co, co to…itp itd. Mamo….nie słuchasz mnie,mamo muszę Ci coś powiedzieć,mamo a ja muszę….stan błogosławiony, i ta cisza kiedy tylko zasnie, o ile matka szybciej nie padnie. Brakuje mi cierpliwości już i momentami nie wyrabiam, bo nawet nie mam jak choć chwili spokoju zamienić paru słów z mężem żeby młoda nie musiała w tym czasie powiedzieć czegoś….a jeszcze te wiecznie NIE!!! Źle ze pomagasz, źle ze nie pomagasz, źle ze chcesz przeczytać na dobranoc, bo przecież ona umie także, po czym złość, ze jednak nie zapamietala na pamięć danego fragmentu. Bosze, w połączeniu z okresem moim ciążowym to jest hardcor. Ja tylko poproszę jak sobie z tym radzić? Jak ogarnąć i nie zwariować?

  7. Uwielbiam Pani artykuły, mój Mateusz jest 100% pięciolatkiem, w sierpniu skończył 4 i pół roku, tylko mam jeden problem jak go oduczyć ciućkania smoka do uśnięcia a w zasadzie drugi problem jak go nauczyć jeść sztućami a nie rączkami….