Obserwowanie rozwoju dziecka to kapitalne przeżycie. Własnego dziecka, dodajmy, bo cudze to raczej średnio nas podniecają 😉 Dwulatek skutecznie konkurujący z tornadem przekształca się we w miarę ułożonego trzylatka. Trzylatek po chwili względnego odpoczynku od przeżyć ekstremalnych fundowanych rodzicowi ewoluuje w czterolatka, który do tornada dokłada jeszcze stopień mistrza ciętej riposty. Chwilę oddechu łapiemy przy pięciolatku i przygotowujemy się do tego, by sześciolatek pokazywał nam nasze miejsce w szeregu (a przynajmniej jemu się tak wydaje).

Jeśli przeżyjemy wcześniejsze tajfuny, przetrwamy etap wszystkowiedzącego i niecierpliwego do niemożliwości sześciolatka, wkroczymy w etap wychowawczego zen. W porównaniu do wcześniejszych okresów siedmiolatek to kwiat lotosu na nieruchomej tafli jeziora, Ocean Spokojny skuty podbiegunowym lodem. O nie, to nie jest tak, że bywa grzeczny, posłuszny i cacany, bo potrafi pokazać rogi, jedno jest jednak pewne: tak spokojnie dotąd nie było. Co więcej, siedmiolatek nigdzie się nie spieszy. Czas mógłby sprzedawać na metry.

Jednostka zorientowana terytorialnie

Siedmiolatek jak – nie przymierzając – kot przywiązuje się do miejsca. Ma swój kąt, a jeśli nie ma, to go sobie zorganizuje i gdyby mógł, ogrodziłby go zasiekami z drutem kolczastym. Bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że nieupoważnionym wstęp wzbroniony, a za takiego należy uznać każdą osobę, która nie dostąpiła łaski pana i władcy. Nieważne rodzic czy młodsze rodzeństwo – siedmiolatek strzeże swych skarbów i jeśli ktoś tknie je paluszkiem (np. posprząta delikwentowi biurko), to mu ten paluszek w przenośni odrąbie.

O ile więc pięciolatek całą swoją postawą wyraża gorące poparcie dla ministerstwa głupich kroków, o ile sześciolatek wydaje się ludzką wersją rakiety ziemia-ziemia, o tyle obywatel rok od tego ostatniego starszy lubi przebywać w jednym (czytaj: swoim) miejscu. I najlepiej sam. Ogólnie rzecz biorąc chce mieć święty spokój. Ciągnie go do książek (serio, serio!) i dobrze jest kuć żelazo, póki gorące, podsuwając mu coś, co może go zainteresować. W naszym przypadku są to książki o zwierzętach. Młoda normalnie je chłonie.

Milczenie jest złotem

O nie, to nie jest tak, że siedmiolatek aspiruje do zakonu kamedułów, ale różnica z pięciolatkiem, któremu japa się nie zamyka, i sześciolatkiem, który do powyższego dodaje ruch i fochy, jest znaczna. Są chwile, kiedy „dziecka nie ma”, co nie oznacza, że gdzieś w domowych pieleszach kumuluje się nieznane, by za moment objawić się w postaci gigantycznej katastrofy (np. wyzerowania włosów na połowie głowy). O ile więc w przypadku pięciolatka cisza jest podejrzana, o tyle w przypadku siedmiolatka cisza zaczyna być… ciszą. Człowiek wreszcie może normalnie napić się kawy 🙂

A photo posted by Krusz. (@kruszyzna) on

Siedmiolatek jest w stanie poświęcić jednej czynności znacznie więcej uwagi niż sześciolatek. O ile więc sześciolatek podczas pisania trzech literek potrafi czternaście razy się rozproszyć, pięć razy zdenerwować, a tak w ogóle w połowie zapał mu przejdzie, o tyle siedmiolatek stopniowo (i dość szybko) staje się przy odrabianiu lekcji jednostką zupełnie niewymagającą mobilizowania mentalnym batogiem. Pół strony jest w stanie zapełnić literkami, zanim przyjdzie powiedzieć Niezwykle Ważną Rzecz.

Spiesz się powoli oraz zwiecha systemu

Rodzic siedmiolatka ze zdumieniem obserwuje, że jego wychowanek co rusz wykazuje totalną zwiechę systemu, jakby zapętlił się na jakimś skomplikowanym procesie i ni cholery nie ruszy dalej, póki nie zastosujemy jakiegoś rodzicielskiego ctrl+alt+delete. Zwiecha przydarzyć się może zawsze i wszędzie, ale pewnym ułatwieniem będzie to, że należy jej się spodziewać zwłaszcza wtedy, kiedy to nam się wybitnie spieszy.

Kładziesz więc koło niego ubranie, mówisz „ubieraj się, bo za kwadrans musimy wyjść”, jakieś trzy lata później zaglądasz do pokoju, a on zdążył włożyć jedną skarpetkę, majtki utknęły mu gdzieś w połowie drogi na zadek, za to z zapamiętaniem robi niezwykle ciekawy wachlarzyk z papieru. Ty oczywiście wybuchasz jak niekontrolowana reakcja termojądrowa, a on niebotycznie zdumiony podnosi na ciebie doskonale niewinne spojrzenie i mówi:

– No ale ja przecież nie wiedziałem!

– Ale jak to nie wiedziałeś?! – drążysz.

– No przecież nic nie mówiłaś!

Mówiłaś oczywiście i dla pewności pytałaś, czy wiesz, co ma zrobić, okazuje się jednak, że mogłabyś to powtórzyć jeszcze z dziesięć razy, ot chociażby dla sportu. Efekt byłby ten sam.

Siedmiolatek ma mnóstwo czasu. Poproszony, by udał się do swojej szkolnej szafki JAK NAJSZYBCIEJ, bo ty już do niego idziesz, tylko jeszcze powiesz dwa słowa nauczycielowi w świetlicy, zmierza w przykazanym kierunku w stanie wskazującym na medytację level hard i totalne oderwanie od czasoprzestrzeni. Wychodzisz ze świetlicy, spodziewasz etapu zawiązywania szalika pod szyją, ale jakież jest twoje zdziwienie, kiedy widzisz, że delikwent pokonał zatrważającą odległość całych trzech metrów i jeszcze po drodze dwa razy się zawiesił.

I wiesz, co powie na twoje wyrzuty? Oczywiście, że wiesz. Więc wszyscy razem, trzy-cztery:

– Ale przecież ja szybciej nie mogę!

Ordnung muβ sein

To, co w siedmiolatku bardzo ci się spodoba, to zrozumienie, jak ważne są procedury. Wie, że do szkoły się nie spóźniamy, więc potrzeba przyjścia na czas jest w nim bardzo silna. Wie – przynajmniej na początku – że trzeba zrobić lekcje, dlatego je robi. To jest dobry czas, żeby zaszczepić jedynie słuszne zwyczaje 😉 Pierworodna „naumiała się”, że wieczorem zawsze sprawdza plecak, czy na pewno wszystko zapakowała. Rano – pomimo zwiechy systemu – jest w stanie zebrać się na tyle szybko, że się nie spóźniamy.

Jeśli w szkole funkcjonuje coś w rodzaju systemu motywacyjnego, siedmiolatek będzie się naprawdę starał, żeby dobrze się spisać. Poza tym upewnia się i przypomina (tak, nam, rodzicom!), czy zapłaciliśmy za wycieczkę, bo pani zbierała i czy pamiętamy, że będzie bal przebierańców. Słowem, jeśli siedmiolatek zajarzy, że istnieje coś takiego jak pozytywnie pojęty kierat, konsekwencja działań i powtarzalność, to dalej jest w stanie iść siłą rozpędu.

Up!

Żebyśmy się nie zdziwili. To jest również czas intensywnego wzrostu. Rodzic z niemałym zdumieniem odkrywa, że musi kupić buty o dwa numery większe niż przypuszczał, a spodnie nagle dokonały przedziwnej kompresji. Siedmiolatek oprócz tego, że wyskakuje w górę, może skarżyć się na bóle głowy, bóle kończyn tym właśnie wzrostem spowodowane. Trzeba trzymać rękę na pulsie. Nie wpadać w panikę, ale też mieć oczy i uszy otwarte.

Bardzo pozytywną zmianą jest… zmniejszenie częstości zachorowań. Powiem tak, pierworodna właśnie jest na swoim pierwszym od września L4 (a ja razem z nią, ech). Do tej pory nie opuściła ani jednego dnia szkoły. To szokująca zmiana od przedszkola. Na pewno spore znaczenie ma również program wzmacniania odporności, jaki dzieciom zapodaliśmy (program to za dużo powiedziane, ale coś na rzeczy jest), ale fakt pozostaje faktem, że człowiek się robi coraz odporniejszy.

Dlaczego warto podawać dzieciom żurawinę?

Ponieważ następuje gwałtowny wzrost, może się wydawać, że siedmiolatek staje się niezdarny. Tu coś zaczepi, tam strąci, zahaczy, potknie się itp. Czas przynosi postęp, koordynacja ruchów polepsza się.

Jak wspomagać siedmiolatka?

Pomagać w lekcjach. Nie zrozumcie mnie opacznie – nie wyręczać go, ale wspierać. On tego potrzebuje. Niekoniecznie, żeby wisieć mu nad głową, ale być obok. Niekoniecznie będzie chciał o coś spytać, ale pewnie zagadnie:

– Mamo/tato, a czy taka literka może być?

Siedmiolatek dużo energii traci na rozpoznawanie liter, dlatego na początku czyta bez zrozumienia. Najpierw składa literki w wyrazy, potem wyrazy w zdania, ale jeszcze nie ogarnia całości. Musi sobie przypominać, co właśnie przeczytał. Dlatego warto ćwiczyć czytanie. Tym bardziej że program w pierwszej klasie jest bardzo napięty (mówię o tych, którzy lecą z ministerialnym Elementarzem, nie wiem, jak jest u innych) i zwyczajnie nie ma czasu na utrwalanie materiału w szkole. Warto codziennie poświęcać trochę czasu, żeby przeczytać parę zdań.

W tym wieku czytanie jeszcze jara, później szkoła skutecznie zabija entuzjazm. Warto zaszczepić młodemu przyjemność z lektury. Podpowiadać coś ciekawego do ogarnięcia wzrokiem. Może dobry komiks? Może coś o zwierzętach, samochodach, czymkolwiek, co go interesuje. Siedmiolatek chce wiedzieć dużo, szuka informacji i ma chłonny umysł. Warto kuć żelazo, póki gorące.

Szkoły są różne, ale ja jestem za tym, że dostrzegać codzienne, drobne sukcesy i mówić dziecku o tym, że się je widzi. Żeby było jasne: nie chwalić bez sensu i za nic, a co gorsza bez pokrycia. Dostrzegać pojedyncze osiągnięcia i wzmacniać je. A już na pewno doceniać za dobre oceny. Siedmiolatek czuje potrzebę pozytywnego wsparcia. Moim dzieciom (wszystkim) powtarzam co rano po przyjściu do szkoły, że je kocham i każdemu mówię, co dostrzegłam ostatnio i mogę określić jako sukces. Szczególnie starannie narysowany motylek, pomysłowo zrobiony z papieru smok, pamiętanie, by umyć zęby. Pierdoły. Ale ważne.

Na koniec dobra nowina: okres siedmiu lat to najspokojniejszy (w moim przypadku) i najbardziej twórczy z dotychczasowych w mojej rodzicielskiej karierze. Jeśli dożyjecie, nie pożałujecie 😉

10 KOMENTARZE

  1. Za 2 miesiace pierworodny bedzie mial 7 lat.
    Jesli ma byc tak jak piszesz to jestem w stanie znieść wszystko to co ostatnio wyprawia moje dziecko, zniosę to tylko po to by móc cieszyc sie tym, że dziecko mi dorosło. 😉 nawet nie wiesz jak dobrze bedzie mi sie teraz spało 🙂

  2. Proszę wybaczyć, ale obśmieję fragment dotyczący mniejszej gadatliwości 7-latka. 😉 Wszystko zależy od predyspozycji egzemplarza. Mam na stanie dwóch takich, którym dzioby się nie zamykają – starszy ma dziś już lat 10 i trajkoce jakby bardziej, niż gdy był 7-letni, drugi zaś (rocznikowo 5) przebija brata o 300% normy. Boję się, co będzie moment-dwa.. 😉
    Chyba postaram się ogłuchnąć. 😀

  3. To co napisałaś idealnie pokazuje różnice pomiędzy 6-latkiem a 7-latkiem w I klasie. Moja córka (6,5-latka) na szczęście nie spędza przy lekcjach w domu tyle czasu, ile część dzieci z jej klasy (po 2-3h), odrabianie zadań domowych zajmuje jej między 30min. a 1h – mówię o samym pisaniu i kolorowaniu, ale gdybym na początku nie stała nad nią cały czas, to może i zajęło by jej więcej niż te 3h, bo potrafiła się rozproszyć byle czym i to co 5 minut. Teraz już nie muszę przy niej być non stop, wystarczy, że zajrzę co 10 minut, czy nie potrzebuje pomocy i czy przypadkiem nie zajęła się zabawą. Mam nadzieję, że jak będzie już miała te 7 lat, to będzie bardziej skupiona na zadaniach i moja kontrola będzie polegała na tym, że sprawdzę czy na pewno wszytko odrobiła. Teraz skupiamy się na ćwiczeniu czytania krótkich opowiadań i muszę przyznać, że zrobiła duże postępy od września. Czyta sobie po cichutku całą linijkę i jak już wszytko złoży, to czyta całe zdanie na głos. Ostatnio w klasie czytali na ocenę i muszę (chcę 😉 ) się pochwalić, że dostała najwyższą ocenę 🙂 Ale nadal są małe problemy ze skupieniem się, no chyba, że robi coś co lubi, wtedy problem znika 😉 Nie mogę się doczekać czerwca i oceny wychowawczyni. No i tych magicznych 7 lat też. Przydało by się trochę spokoju w domu. Chociaż akurat jak starsza córa skończy 7 lat, to zaraz druga będzie miała 4 latka, więc chyba spokój mnie ominie 😉

  4. Moj 12-latek tez tak ma, nie liczac roznic w programie nauczania 😉 Mnostwo czasu zwlaszcza rano, zwiecha systemu co kwadrans, wzgledny szacunek dla porzadku dnia (nie dla porzadku w pokoju) i rosnie piorunem. Jedno, co jest inaczej, to ta cisza, cisza jest podejrzana i zazwyczaj oznacza, ze w uzyciu jest zakazany na codzien tablet 🙂

  5. A jak u was kwestia pochwał ?
    Cieniem na moim radosnym, dzikim dziecinstwie, była starszą siostra bardzo bardzo zazdrosna o sukcesy młodszej siostry. Nauczylam się czytać razem z nią, gdzie ja =4 ona =7. Byłam bardzo ambitna i chciałam pochwał, co kosztowało mnie kilkanaście lat nienawiści mojej siostry. Gdzieś dopiero koło 16-18 lat zaczelysmy się lubić tak po swojsku jak rodzeństwo.
    Teraz się zastanawiam czy moi rodzice byli tego swiadomi?
    Ja w tym.momencie mam malenkie dzieci ale kwestia tak skomplikowana jak chwalenie mnie PRZERAŻA.
    Jak to zrobić żeby uniknąć rozdźwięku między rodzenstwem?

  6. Z ośmiolatkiem jest jeszcze fajniej, bo nagle okazuje się potrafi nawet naczynia po kolacji pozmywać. I to sam, z własnej inicjatywy!

Odpowiedz