Powiem wam, że szok zaliczyłam i wyjść ze zdumienia nie mogę. Po pierwsze dlatego, że udało mi się dotąd nieprzetranżolić całej wypłaty w Rossmannie, którego niecnie i zdradziecko pod nosem mi otworzyli. Promocjom się oparłam! Ja! To znaczy wróć, oparłam się połowicznie, bo maskara, o której napiszę, cenę miała właśnie promocyjną, ale kupiłam ją, bo moja stara po ponad pół roku przestała być jara. Miałam więc motyw i nie miałam alibi 😉

Po drugie żuchwa ma zalicza zwis absolutny, ponieważ odkryłam naprawdę dobry korektor pod oczy w naprawdę niskiej cenie. Żeby nie było, że dziś tylko o jednym, dorzucam maskarę, która – ponoć, ponoć – nowością jest i zupełnie sympatycznie jak do tej pory się sprawuje. Nie spodziewałam się cudów, ale efekt mnie zaskoczył.

Po trzecie chyba muszę przeprosić się z marką, którą do tej pory uważałam za totalny badziew i omijałam szerokim łukiem. Owszem, kupiłam kiedyś rewelacyjny i tani korektor do brwi, ale chyba zaliczyłam też jakieś wpadki, bilans ogólnie wyszedł na minus, a ja pozostałam z wrażeniem zrobienia kiepskiego interesu. No więc muszę się nawrócić, moje drogie, włosienicę przywdziać i jakby która mogła mi jakiś pejczyk czy inny batog użyczyć, pokutę miałabym z głowy. Mówię o marce Wibo.

Deluxe Brightener – korektor pod oczy

wibo_deluxe

W opisie zamieszczonym na opakowaniu czytam, co następuje:

Ekskluzywny korektor rozświetlający do stosowania na wrażliwą skórę okolic oka. Wzbogacony w składnik aktywny tzw. botoks like. Wygładza istniejące zmarszczki, zapobiega powstawaniu nowych. Korektor zawiera składniki optycznie rozpraszające światło, dające efekt soft-focus.

Bajer jak nic. Na szczęście opis zamieszczono tak małą czcionką, że nie zdołał mnie zniechęcić, bo go zwyczajnie nie zauważyłam (zresztą było jeszcze pudełeczko). Zdążyłam się nauczyć, że nie ma „ekskluzywnych” kosmetyków za 15 zyla. Za luksus się płaci. Za 15 zyla można mieć pseudoluksus i tyle. Luksus doskonale zwisa mi i powiewa, w zadzie mam potrzebę tegoż, ale wrażliwa jestem na słówko botoks. Otóż to nie zachęca. Spece od PR powinni w końcu zrozumieć, że istnieje pewna nieprzekraczalna granica.

Efekt botoksu zapewni nam jedynie prawdziwy botoks, tak jak efekt sztucznych rzęs zapewnią tylko sztuczne rzęsy i koniec, kropka. Z hasłami reklamowymi jest jak z kawą. Kiedyś sypałam do kubka jedną płaską łyżeczkę. Dzisiaj nie przyznam się, ile wsypuję, ale zapewniam, że efekt osiągam ten sam. Człowiek się przyzwyczaja. Na szczęście, powtarzam, opis był małym druczkiem, kupiłam więc i… się zachwycam.

To jest korektor w pędzelku, co zapisuje się bardzo na plus, jeśli chodzi o aplikację. Jakiś czas temu pisałam o korektorze działającej na tej samej zasadzie, ale ponad trzykrotnie droższym – tamten był z firmy L’Oreal.

3 kosmetyki, które skutecznie odmłodzą i nie zrujnują kieszeni

Deluxe Brightener od Wibo działa, proszę ja was, bardzo podobnie. Podobnie pod względem stapiania się ze skórą, rozjaśniania, nieładowania się w zmarszczki, kompatybilności z podkładami (sprawdzałam na kilku). Jest jasny, ale bez przesady i nie ciemnieje w ciągu dnia. Cena boska – cóż to jest 15 zł za dobry korektor?

Wady? Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to konsystencja. W porównaniu do korektora L’Oreal z podlinkowanej notki ten jest nieco rzadszy. To sprawia, że przy rozprowadzaniu trzeba sobie pomagać paluchem, bo sam pędzelek nie jest w stanie zrobić tego w sposób zadowalający. Wydaje mi się też, że będzie mniej wydajny, choć mam go za krótko, by to ocenić (a L’Oreal już mi się skończył, cześć jego pamięci).

wibo_deluxe2

Czy kupię ponownie? No nie wiem, nie wiem, konkurencja jest spora, a ja jakoś szczególnie wiernością nie grzeszę 😉 To znaczy tą kosmetyczną, oczywiście, ekhm. Tak czy inaczej polecam. Powinnyście być zadowolone.

Maybelline The Colossal Go Extreme!

Drugim kosmetykiem, który pozytywnie mnie zaskoczył jest maskara Maybelline. O! Jezusie! Maryjo! Jaka! Nazwa! Nie trzeba tak krzyczeć! I tak zwrócę uwagę, no! Zwrócę, bo potrzebowałam, a już dawno nie sięgałam po nic z Maybelline. Powiedzmy sobie szczerze, nie kupiłabym jej, gdyby nie promocja. Promocja była naprawdę słuszna, bo cena regularna wynosiła 39 zł, a ja zapłaciłam 21 zł. Za 21 zł to mogę eksperymentować, proszę uprzejmie.

maybelline_go_extreme

Nie spodziewałam się rewolucji i słusznie, jak się okazało. Żadne „extreme”. „Extreme” uzyska się za sprawą sztucznych rzęs, jak pisałam wyżej, i przekonywanie mnie, że tusz do rzęs da taki efekt jak one, jest z definicji kiepsko obranym kierunkiem. Nie jest to też wybitnie czarna maskara, jak sugeruje się to na opakowaniu. Jest czarna jak… czarna maskara, po prostu. Nie widzę różnicy między tą czernią a inną, dodatkowej głębi koloru nie uświadczyłam.

Szczoteczka, proszę ja was, jest taka zwykła, nie silikonowa, choć dość gruba. Wbrew pozorom można się nią posłużyć tak, żeby nie było ofiar w ludziach.

maybelline_go_extreme2

No dobrze, efektu sztucznych rzęs nie ma, super-hiper-mega pogrubienia nie ma, szczotka niesilikonowa, to z czego jestem zadowolona? Z całości, proszę państwa, z całości, a zwłaszcza ze sprawowania się po około 9 godzinach. Oko pomalowane około 6.00 rano. Około godziny 15.00 wyglądało następująco.

maybelline_go_extreme3

Co widzimy? Oczywiście, że widzimy zmarszczki, ale olewamy ten fakt, właścicielka tychże może powoli przypiąć sobie łatkę kobiety dojrzałej, a poza tym większość jest ze śmiechu, więc heloł. Widzimy natomiast, że nic się nie osypuje (wszelkie mankamenty wynikają z mojego lamerstwa – nigdy się nie nauczę prawidłowo posługiwać maskarą). Rzęsy pociągnięte są dwukrotnie i jak na dwukrotność (tylko!) efekt jest zupełnie w porzo.

Pod okiem mamy właśnie opisywany wyżej korektor. Jak można stwierdzić, nie usuwa zmarszczek, ale też się w nich nie gromadzi i pamiętajmy, że jest to efekt po 9 godzinach na skórze!

Podsumowując: jeśli szukasz taniego korektora, który cię zaskoczy, Wibo może być dobrym pomysłem. Jeśli szukasz niezłej maskary i nie masz wygórowanych wymagań – Maybelline Go Extreme! powinna się sprawdzić. Ale kupuj w promocji. Poza nią cena jest zbyt wysoka.

6 KOMENTARZE

  1. Polecam tusz Oriflame The One 5w1 (stara nazwa wonder lash mascara) – ma niesamowita szczoteczkę z krótszymi i dłuższymi silikonowymi włoskami, rozczesuje rzęsy, tusz nie skleja. Uzywam od baaaardzo dawna i tylko jemu jestem wierna. Próbowałam róznych firm, tańszych, drozszych, żaden tusz nie dawał takich efektów.
    (http://pl.oriflame.com/products/product?code=30719)

  2. ja z maybelline bardzo lubię tusze do rzęs w opakowaniach podobnych jak ten twój (jest cała seria). Fakt, kupuję je tylko na promocji bo bez tego cena jest zbyt wysoka. No, ale zadowolona też nich jestem. Ach…marzy mi się taki korektor, który pasowałby do mojej karnacji i nie wywoływał łez przy kasie w drogerii. Niestety, mam karnację, którą ktoś kiedys nazwał „oliwkową” i w związku z tym gigantyczny problem z kupieniem odpowiedniego podkładu, korektora i wszystkiego co ma być w założeniu dopasowane do skóry.

  3. Z Wibo polecam też matujące bibułki, doskonale sprawdzają się przy mojej wiecznie świecącej się skórze. Lepiej się matowić nimi, niż pudrem w kamieniu. I są nie drogie, ok. 6 zł, analogicznie w Inglocie kosztują chyba dobrze ponad 30!

  4. Jeśli lubisz testować maskary polecam Pupa Vamp Extreme. Może nie daje efektu sztucznych rzęs, ale jest baaaaardzo dobra! Cena dość wysoka, jak na polską kieszeń (70zł), ale bądźmy szczere: większość cen markowych kosmetyków jest zbyt wysoka…

  5. „Widzimy że NIC się nie osypuje” hmmmm NIC??? Oprócz maskary i korektora polecam OPTYKA 🙂
    to nie jest „wina” nieumiejętności, te opiłki tuszu to OSYPYWANIE

  6. hheh korektor z efektem botoksu 😛 pierwsze słyszę 😛 ja w sumie to bym nie chciała wyglądać jak po botoksie, więc co kto lubi 😛