Lat temu trzysta wymieniałam z koleżanką jakieś rewelacje o rzyci Maryni, kiedy zabrzęczał leżący obok telefon jej męża.

– Ty, czekaj chwilę, coś do niego przyszło, zobaczę, co to jest – powiedziała tak po prostu i zanim oczy zdążyły wyjść mi z orbit, wzięła smartfon i zapoznała się z treścią wiadomości. – No dobra, nic szczególnego, możemy gadać. To co mówiłaś? – kontynuowała.

Bardzo byłam ciekawa, czy to tylko moja kumpela tak swobodnie podchodzi do pojęcia prywatności, ale dość szybko okazało się, że nie jest żadnym wyjątkiem. Co więcej, skala zjawiska wprawiła mnie w zdumienie i zrodziła (to dobre słowo) kilka pytań, które coraz dobitniej zaczęły domagać się odpowiedzi. Kiedy więc doszłam do etapu, że albo zgłębię, albo zwariuję, stworzyłam formularz ankiety i poprosiłam na Facebooku o jej wypełnienie.

Odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dostałam w sumie 454 odpowiedzi, całkowicie anonimowych, co warto podkreślić. Jest więc bardzo duża szansa, że są to odpowiedzi szczerze. O co właściwie mi chodziło? No cóż, chciałam się dowiedzieć, jak podchodzimy do prywatności w związku, gdzie się zaczyna sfera „moich spraw”, której przekroczenie oznacza, że moja sprawa to moja sprawa i cześć pieśni.

Nurtowało mnie, czy czytanie korespondencji „drugiej połówki” i odbieranie jego/jej telefonów, kiedy adresata nie ma w pobliżu, wynika z braku zaufania, potrzeby trzymania ręki na pulsie, przykrych doświadczeń z przeszłości, obawy o zdradę, o której się nie wie, czy też może przyczyna jest zupełnie inna. Tę inną dodałam z głupia frant i ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu okazało się, że ona właśnie jest dominująca. Nie trzymam was dłużej w niepewności, przejdźmy do wyników.

Odbieranie jego/jej telefonów

Pierwsze pytanie brzmiało następująco:

Twojego partnera/partnerki nie ma w pobliżu. Dzwoni jego/jej telefon. Odbierasz?

Można było wybrać jedną spośród kilku odpowiedzi:

  • Nigdy. To jego/jej telefon. Nie wkładam też jego/jej majtek.
  • Odbieram, kiedy widzę na wyświetlaczu, że dzwoni ktoś, kogo ja również znam
  • Odbieram, ale tylko wtedy, kiedy widzę nieznany numer.
  • Raz czy dwa wyjątkowo mi się zdarzyło, ale z zasady tego nie robię.
  • Tylko wtedy, kiedy mnie o to poprosi.
  • Jasne. W końcu jesteśmy jednym ciałem. Chcę wiedzieć, kto dzwoni i czego chce.

Rozkład procentowy wyglądał następująco:

ankieta1Żółte pole to 0,7% (3 odpowiedzi), pole jasnoniebieskie to 4,5% (20 odpowiedzi).

Tylko niecałe 12% nigdy nie odbiera telefonów swojej drugiej połówki, a drugie tyle zrobiło to kilka razy, ale z zasady tego unikają. Aż 47% (prawie połowa!) odbiera telefony partnera lub partnerki, przy czym 4.5% robi to bez względu na okoliczności, a dla 36% okolicznością wyzwalającą jest to, że telefonuje wspólny znajomy. 35% odbiera na prośbę drugiej osoby, w pozostałych przypadkach tego nie robi.

Czytanie smsów w jego/jej telefonie

Drugie pytanie dotyczyło sytuacji, której byłam uczestniczką.

Czytasz smsy w telefonie Twojego partnera/partnerki?

Można było wybrać jedną spośród następujących odpowiedzi:

  • Raz czy dwa mi się zdarzyło, ale z zasady tego nie robię.
  • Nie, nie obchodzi mnie, kto i co pisze.
  • Zawsze. Chcę wiedzieć, kto i czego chce.
  • Zżera mnie ciekawość, ale mimo wszystko tego nie robię

Rozkład procentowy wybieranych opcji kształtował się następująco:

ankieta2Tu sprawa wygląda inaczej niż z telefonami i moja kumpela faktycznie jest w mniejszości. Połowa tego nie robi, choć zarejestrowała mniej lub bardziej przypadkowe wpadki, jedna czwarta nie robi tego i w ogóle nie wnika, a jedna dziesiąta wyłazi ze skóry, ale uznaje, że czyjeś smsy leżą w sferze prywatności, której się nie przekracza.

Logowanie się na jego/jej konto na Facebooku

Trzecie pytanie brzmiało następująco:

Logujesz się na konto Twojego partnera/partnerki na Facebooku?

Pytałam o Facebook, bo jest najpopularniejszy, ale zasada dotyczy wszystkich portali społecznościowych. Przyjęłam założenie, że jeśli ktoś robi to na fejsie, zrobi też na gieplusie czy innym tłiterze.

  • Nie, bo on/ona nie korzysta z Facebooka
  • Nie, bo nie znam hasła 😉
  • Nie, bo jego/jej konto to jego/jej konto i mnie nic do tego.
  • Zdarzyło mi się kilka razy przez nieuwagę, bo się nie wylogował(a), ale zasadniczo tego nie robię.
  • Jasne, on(a) też się loguje na moje.
  • Tak, ale nie mówię mu/jej o tym. To by się mu/jej nie spodobało.
  • W ogóle o co chodzi? Mamy wspólne konto na Facebooku!

Rozkład procentowy wybieranych odpowiedzi przedstawiał się następująco:

ankieta3Kolor czerwony („nie znam hasła”) to 4,5% (20 odpowiedzi). Kolor fioletowy („jasne, on/ona też to robi”) to 6,9% (31 odpowiedzi). 4,7% (21 odpowiedzi) loguje się w tajemnicy i ryzykuje awanturę w razie wpadki. 2,5% (11 odpowiedzi) ma wspólne konto na Facebooku. Jedna trzecia pytanych traktuje społecznościowe konto partnera jako nieprzekraczalną strefę prywatności, a niecała jedna czwarta po prostu zorientowała się po czasie, że nie jest na swoim profilu, bo to drugie się nie wylogowało.

Pozostałe dwa pytania i wnioski na drugiej stronie.

51 KOMENTARZE

  1. Kurcze, ciekawość? Jak jestem ciekawa, to pytam, on zawsze odpowie. Tak serio to nigdy nie czułam potrzeby tego robić, sprawdzać. Może dlatego, że sama nie chciałabym, żeby i on mnie sprawdzał? Nie mam nic do ukrycia, ale jednak co moje, to moje i już! Jak on jest ciekawy – to też pyta. Proste, jasne zasady.
    Udzielam się tylko na 1, zamkniętym forum, dziewczyn jest niewiele, znamy się z netu, ale każda już każdą poznała osobiście. Zwierzamy się sobie, ale nawet jeśli któraś coś opowie „na zewnątrz” to na zasadzie „a wiesz, znam kogoś kto miał podobnie jak Ty”. Każda z nas mieszka gdzie indziej i takie historie krzywdy nikomu nie robią.

  2. a ja odbieram telefony mojego męża (jeśli wiem kto dzwoni, bo nie znanych to nie,bo nie chce mi się gadać z bankami itp. ) i czytam smsy, bo zbyt dobrze wiem, że jak nie odbiorę to będzie dialog typu : Dzwonił do Ciebie X. A co chciał? Nie wiem. A to dlaczego nie odebrałaś, teraz będę musiał oddzwaniać (mój mąż nie lubi oddzwaniać więc jeszcze się naburmusza). Podobnie z smsami czy papierowymi listami. Jak nie odczytam to i tak każe mi po zrobić i mu powiedzieć. Myślę, że w niektórych przypadkach (i to chyba nie tak rzadkich, bo widzę u znajomych takie samo zachowanie) to kwestia takiego stylu związku, wygody i że obie strony tak chcą i tyle. Hasła do portali społecznościowych znam, do poczty też, bo ją często obsługuję przy jakiś reklamacjach, a mój mąż nie ma czasu pisać maili, że nie taki kolor sweterka przyszedł. Ale do łazienki mu nie wchodzę jak mnie wyraźnie nie zaprosi. Wszystko to kwestia umowy.

    • U mnie jest dokładnie to samo. Nie jest to kwestia ciekawości czy moralności, po prostu od zawsze tak funkcjonowaliśmy. Czasami mam wrażenie, że spokojnie moglibyśmy mieć jeden telefon lub numer telefonu. Hasła do poczty czy portali też znamy i często okazuje się, że są przydatne – tak jak pisała enka – bo zamówienia, bo rachunki, bo meil od wspólnych znajomych. Jakoś nigdy nie było w tym nic dziwnego. Chociaż utrudnia to życie, jak chce się jakąś niespodziankę wykombinować;D ( A facet jak ma zdradzić to zdradzi – np. korzystając z innego telefonu, meila itp)

  3. Ja też odbieram telefony męża a on moje, nie czytam tylko smsów, bo zawsze myślę, że on później nie przeczyta jak zniknie status „Nieprzeczytane” :). Dla nas obu jest to po prostu wygoda, nie trzeba np. oddzwaniać tylko od razu wiadomo, kto i po co dzwonił. Do swoich poczt mamy hasła, ale nie wchodzę bez potrzeby bo mam zazwyczaj co robić ;).
    Myślę, że w każdym związku można wyczuć czy i jaka granica jest. Jeżeli druga osoba obsługuje komputer w drugim pokoju, przy uruchomieniu wita nas hasło, również na wygaszaczu ekranu, to chyba jasne, że zaglądanie nie jest mile widziane. A jeśli komputer w ogóle nie jest chroniony, a mąż/żona siedzi przy nas i zagląda jeszcze nam przez ramię, to raczej o granicach nie ma mowy. U nas tak właśnie jest.
    Z mojej strony jest tak: mąż wie o mnie wszystko, nie mam przed nim niczego do ukrycia, może zaglądać mi gdzie chce (gdyby tylko chciał ! :P) i wiedzieć co ja robię/lubię/interesuje mnie. Tak w ogóle mało rzeczy robimy osobno, więc komputery i telefony także stają się powoli wspólne.

    • U nas dokładnie tak samo. Znam hasło do maila męża (ale tylko do prywatnego, jest prawnikiem wiec korespondecji służbowej nie czytam), on zna do mojego. Jak nie ma potrzeby, nie wchodzę na jego skrzynkę. Czasem jednak potrzebuję, żeby mi coś sprawdził lub odwrotnie. Nie mamy za bardzo co ukrywać przed sobą:) Fejsbuka mąż nie obsługuje, chociaż konto posiada. Mówi mi co chce, a ja to robię za niego 🙂 Telefonów z reguły nie odbieram, (zwłaszcza jak dzwoni teściowa :)), a smsów mąż praktycznie nie dostaje. Nie mam jednak nic przeciwko, żeby czytał moje.
      Żyjemy ze sobą w bardzo przyjacielskim i partnerskim związku. Jak na razie nie mamy przed sobą tajemnic i ufamy sobie mocno. Czytanie jego maili itp jest związane z naszą wygodą, a nie chęcią sprawdzania, kontrolowania czy szukania sensacji. Jest to po prostu dla nas zupełnie normalna rzecz.

  4. Nie czytam, nie odbieram, nie wcchodze na poczte i innych takich nie robie, ON tez nie robi…24 lata razem …zaufanie i pozwolenie na ” manie legwana”

      • I nigdy nie odbierasz jak dzwoni teść, czy teściowa? Albo inny brat, a potem się okazuje, że to bratowa i właściwie do Ciebie, bo Ty masz znów wyciszony telefon?
        Nie mamy właściwie w zwyczaju rozmawiać z nikim przez telefon, załatwiamy tylko podstawowe kwestie typu: „czy będzie dziś obiad u teściów i na którą” albo „to dokładnie o której mamy do was przyjechać” i do męża dzwonią zazwyczaj jak nie mogą się dodzwonić do mnie, więc wtedy odbieram.
        Jak dzwoni ktoś nie z rodziny to nie odbieram, bo strasznie nie lubię tego sposobu komunikacji.

        • Nigdy. To takie niezwykłe?
          Po prostu mówię „hej, telefon ci dzwoni”. Może mieć sprawy przeznaczone dla niego, niekoniecznie dla mnie, prawda? Moi bliscy wiedzą, jaki mam system pracy, i wiedzą, że z zasady mam wyciszony telefon 🙂 Jeśli nie odbieram, to nie mogę i tyle. Zawsze można wysłać mi sms lub maila. A jeśli to coś pilnego, przekażą mężowi, a on mi, nie widzę problemu.
          On nigdy nie odbiera mojego telefonu i tak samo mówi, że hej, dzwoni ci telefon. Dla nas absolutnie normalna rzecz. Nawet nie interesuje mnie, kto jest na wyświetlaczu jego telefonu. Po co?

          • Ja nie znoszę oddzwaniać i ogólnie dzwonić do kogoś. Raczej nie odbieram, chyba, że dzwoni moja siostra lub ktoś z mojej rodziny, a mój telefon jest nie wiadomo gdzie 😛 bo wiem, że to do mnie 😛
            Ale ja nie odbieram i czasami wołam, że ktoś dzwoni – zazwyczaj patrzę kto, bo niosę mu telefon, albo wołam że to X. A jak męża nie ma to mu potem mówię, że ktoś dzwonił i dostaję ochrzan, że mogłam odebrać. Jak jego matka do mnie dzwoni to mu każę odbierać 😛

  5. Nie odbieram i nie czytam cudzej korespondencji. Nie ważne czy mail czy tradycyjna poczta. Tylko listy z banku, w którym mamy kredyt oraz rachunki domowe otwieram. Reszta nigdy. Mój mąż nie potrzebuje asystentki w domu 😉
    On zresztą podobnie się zachowuje, ale to chyba moja szkoła, bo z początku zaglądał mi przez ramię, ale szybko skończył jak mu udzieliłam lekcji o prywatności. Może to kwestia tego, że jestem jedynaczką i zawsze miałam dużą prywatność.

    • To nie jest kwestia bycia jedynakiem lub nie. Ja mam dwoje rodzeństwa i podejście identyczne. Otwieram tylko i wyłącznie list z banku, gdzie jesteśmy wymienieni oboje jako adresaci (w końcu mamy wspólny kredyt hipoteczny 🙂 ).
      I taka luźna refleksja już w powietrze 🙂
      Podobny przekaz kieruję do dzieci. Mieliśmy jakiś czas temu problem, kiedy jedna z sióstr grzebała drugiej w jej biurku. Nic nadzwyczajnego, w wieku 7 lat nie posiada się niesamowicie wartościowych rzeczy, prawdaż 🙂 A jednak robiła to bez zgody i wiedzy właścicielki. Nieważne, że niczego nie niszczyła. Robiła to, o czym tamta nie wiedziała.
      W końcu wyszło to na jaw i właścicielka biurka odczuła to jako właśnie pogwałcenie swojej prywatności, naruszenie strefy, gdzie jest niepisana informacja „nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Nastąpiło kilka dość ostrych rozmów z ekspansywną siostrą i od tej pory tego nie robi.
      Dokładnie tak samo jest z korespondencją – jeśli wkracza ktoś na MOJE terytorium, musi mieć na to moją zgodę. Ja bez czyjejś zgody nie wkraczam na czyjś teren. I kropka. 🙂

      • U mnie w domu też zawsze była szanowana prywatność i bardzo się zdziwiłam, gdy kolegi mama obmacała pod naszą nieobecność mój plecak celem sprawdzenia jakież to trunki przynieśliśmy do domu. Możnaby pomyśleć – jedynak, samotna matka, troszczy się o dziecko, sprząta mu, pierze, dba o niego, trochę do przesady, taki wyjątek od reguły. Ale spotkałam też sporo innych osób, które były traktowane podobnie, mamy im sprzątały w pokojach, żeby mieć na wszystkim kontrolę. Do tego żadnego kieszonkowego – pieniądze zawsze tylko na konkretny cel.
        Przeraża mnie wizja takiej permanentnej inwigilacji.
        Wracając do tematu – o ile korespondencja, smsy, maile, facebooki, szafki itp. uważam za coś bardzo prywatnego i nigdy by mi nie przyszło do głowy zajrzeć, o tyle odbieranie telefonów tak mnie nie razi. W dzisiejszych czasach mało kto ma chyba telefon stacjonarny, więc właściwie nasze komórki pełnią rolę telefonów domowych, które każdy może odebrać.

        • Bardzo często w domu funkcjonuje coś takiego jak „komórka domowa” na zasadzie wcześniejszego stacjonarnego. Telefon, do którego wszyscy mają dostęp – OK. Natomiast na komórce czyjejś są też czyjeś smsy, maile, statusy facebookowe i inne, powiadomienia z twittera, komunikatory i tego typu bajery. Komórka dzisiaj to przenośny komputer. Nie wyobrażam sobie skorzystania z czyjejś komórki bez wiedzy tej osoby, nawet jeśli dzielę z nią wyro. Nie i kropka 🙂

  6. Mi sie wydaje ze w małzeństwie dwoje ludzi nie powinno mieć przed sobą tajemnic typu hasło do maila/ Facebooka czy pin do telefonu. Bo nigdy nie wiadomo kiedy sie moze taka wiedza przydać. Mój maz kiedys wyjechał z kolegami, miał wyłączony telefon a ja musiałam sie z nim pilnie skontaktować w sprawach rodzinnych. Miałam numer do jeszcze jednego kolegi który tez nie odbierał a resztę znałam tylko z imienia a wiedziałam ze szczegóły wyjazdu ustalali na fb. Od tej pory z sie regularnie kłócimy o to właśnie gdzie leży granica miedzy prywatności w małzeństwie. Ja nie mam nic do ukrycia i wydaje mi sie ze jesli dwie osoby sa razem i nie maja nic na sumieniu to po co te tajemnice?

    • Bo gdzieś każdy ma granicę, za którą zaczyna się strefa „nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Ja sobie nie życzę na przykład, żeby mój mąż przeglądał moją prywatną korespondencję bez mojej wiedzy i zgody, i on tego nie robi. Nie chcę, żeby poznawał treść moich prywatnych listów do koleżanek, siostry itp. Traktuję to jako moje terytorium i za przekroczenie _bez_mojej_zgody_i_wiedzy zrobiłabym taką awanturę, że pożar w burdelu byłby przy tym jak odmawianie godzinek 🙂
      W drugą stronę działa to tak samo. Nie sprawdzam korespondencji mojego męża, nie czytam jego smsów, nie biorę nawet do ręki jego telefonu i wcale nie uważam, żeby ta wiedza była mi jakoś w małżeństwie potrzebna. Nie znam jego hasła na FB i kompletnie nie czuję potrzeby poznania tegoż 🙂
      Stoję na stanowisku, że czyjaś prywatna korespondencja jest jak czyjeś majtki. Możesz do nich zaglądnąć, ale tylko wtedy, kiedy ten ktoś na to pozwala i zgadza się. Inaczej jest to gwałt.

  7. Chyba nie ma czegos takiego jak czysta ciekawosc. Ciekawosc zawsze jest czyms podszyta, zwlaszcza jesli dobieramy sie do czyjejs korespondencji. Chcemy wiedziec, bo jest to nam do czegos potrzebne. Wiec moze czesc odpowiedzi wpadajacych pod zwyczajna ciekawosc powinna znalezc sie gdzie indziej? Do pewnych rzeczy sami przed soba sie nie przyznamy, np do zazdrosci. Kurcze, powinnam byla pojsc na ksiedza 😉

  8. W zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze udzielałam się towarzysko, a po polu biegały dinozaury (ja z podkarpackiego, więc u nas dinozaury bez dworów, za to z polami ;-P) kumplowałam się z wieloma chłopakami. Wielu z nich zwierzało mi się. Wiele o nich wiedziałam. Każdy, absolutnie KAŻDY miał coś na sumieniu względem swojej połówki. Wyznaję zasadę UFAJ I KONTROLUJ. Kropka.

      • Wiesz, że zwykle oszukiwanie i zdradzane żony dowiadują się ostatnie. Ja wolałabym wiedzieć wcześniej. I nie o święty spokój tu chodzi ani o zapobieganie niespodzianka, tylko o wiedzę. Czy gdyby Twój mąż nadszarpnął poważnie Twojego zaufania nadal stałabyś na takim stanowisku jak teraz? Chodzi mi o coś z grubej rury: zdrada, długi albo fakt, że ma więcej dzieci niż Ty?

        • Dążę do tego, że jeśli ktoś chce zdradzić, to to zrobi i może nie zostawić żadnych śladów w korespondencji elektronicznej. Powiem dosadnie: eroteczne maile i smsy czy coś tam wysyła tylko idiota/idiotka. Kontrolowanie czyjejś korespondencji to żadna gwarancja, naprawdę.

            • A ja w takim razie odpowiem, nie za Kruszyznę, oczywiście, a za siebie, ale coś mi mówi, że jej zdanie nie będzie aż tak odległe od mojego.
              Otóż gdyby tak z grubej rury to miałabym dwa wyjścia – rozwieść się, bo wiedziałabym, że i tak nigdy mu nie zaufam, albo pogodzić się z tym i żyć dalej dokładnie tak samo jak przed. Bo trzymanie się z dala od czyjejś prywatności to nie kwestia pewnych spełnionych bądź niespełnionych warunków, a po prostu „styl życia”. Także z mojej strony sprawa jest prosta – nie sprawdzam, nie czytam, nie mam takiej potrzeby i jeśli kiedykolwiek ona się pojawi (a wątpię), to chyba będzie czas się rozejść.

  9. Pamiętasz GG? Nie dało się przelogowac na siebie bez otwarcia wiadomości która była nieodebrana … To było 9 lat temu , przeczytałam : było super, to kiedy mogę znów wpaść na papierosa i łóżko ? Potem już lawina jednoznacznych wiadomości, i tłumaczenia pseudoprzyjaciół ze nie mówili bo cośtam. Takie rzeczy zostają w głowie. I nawet jeśli ufasz , zawsze wolisz się upewnić. Myśle ze większość kobiet które czytały prywaty partnerów w przeszłości spotkały się z nieszczerością.
    Na początku związku z obecnym narzeczonym tez zdarzało się nam obydwojgu czytać prywatne wiadomości (ba! On zaczął pierwszy!) po kilku „sprawdzeniach” siebie wzajemnie olaliśmy to. Pewnie w przyszłości jeszcze zdarzy nam się podobna akcja, ale to tylko po to żeby się upewnić i kochać i ufać jeszcze mocniej 🙂

    • Właśnie to była moja teza, że taka jest główna przyczyna. Okazuje się, że wcale nie. Chyba, że ci, którzy zaznaczali ciekawość, myśleli tak naprawdę „ten chyba jest spoko, ale poprzedni łajdak…” Wtedy to by się zgadzało.

      • Może u niektórych jest jak u mnie: ja zaglądam do telefonu męża właśnie DLATEGO, że mu całkowicie ufam i po prostu niczego „złego” się tam nie spodziewam. Raczej, że dzwoni ktoś w sprawie firmy, jakieś banki itp. Gdybym o coś męża podejrzewała, to bez pardonu bym go wypytała, bawienie się w szpiega to nie dla mnie 🙂 .
        Ale tak w ogóle, to na początku byłam po tej bardziej prywatnej stronie, aż pewnego dnia mąż zapomniał telefonu. Dzwonił on przy mnie kilka razy, ale uprzejmie nie zajrzałam. Mąż wrócił i pyta: czy ktoś dzwonił? Kilka razy – mówię. Ale nie odbierałam. Jak to – pyta mąż – gniewasz się na mnie o coś, że do mojego telefonu nie podchodzisz?
        Może więc być i takie podejście 🙂

  10. U mnie podobnie jak u Mamy Wilczycy.
    Chociaż mam bardzo silnie zakorzenioną potrzebę prywatności i nigdy nie weszłabym na czyjeś konto ani nie sprawdzałabym wiadomości bez wyraźnej potrzeby ani przyzwolenia tej drugiej osoby bo nie akceptuję tego typu zachowań wobec siebie. Natomiast w praktyce z moim mężem czytamy swoje maile, smsy, informacje na wallu, wiadomości od wspólnych znajomych – w ramach dzielenia się informacją albo po prostu czymś ciekawym. Od razu mówię, że chodzi o rzeczy dotyczące spraw naszych i wyłącznie naszych. Znamy swoje hasła bo tak jest po prostu wygodniej. Natomiast nigdy – ani ja ani on – nie robilibyśmy tego po to żeby kontrolować tę drugą osobę, w tajemnicy, z czystej ciekawości. Informacje które dzielimy zostają między nami.
    Poza tym każde z nas ma strefę w którą nie wchodzi drugie. To dotyczy np. rzeczy z których zwierzają nam się nasi przyjaciele, maili służbowych, albo zwyczajnie rzeczy które chcemy zachować dla siebie. Z różnych względów. Złoty środek.

  11. Ja nie mam większego problemu. Jeśli chodzi o FB- to mój jest no- lifem ;P znaczy się konta na FB nie ma. Mało tego- na swoim netbooku ma moje FB zalogowane na stałe i przegląda sobie, kiedy chce 🙂 Do moich maili i Allegro też ma swobodny dostęp. Kiedy była potrzeba, mówiłam- słuchaj, wtedy a wtedy nie czytaj, nie przeglądaj, bo niespodzianka, bo cośtam, bo muszę pogadać, itd. Zdarzyło mi sie ze 3 razy na początku związku przejrzeć jego telefon przez niedobre doświadczenia z przeszłości, ale szybko sobie dałam spokój, bo mi było z tym faktem źle. Czułam właśnie, że naruszam pewną granicę. Teraz telefony i smsy odbieramy na zasadzie – „dzwoni XY” – „Odbierz i zapytaj, co chce”; czy „Przyszedł Ci jakiś sms” – „Dobra, zobacz od kogo”. I sądzę, że to jest OK. Wszystko zależy od ogólnego układu w związku. Ważne, żeby obie strony były świadome tego i się na to zgadzały, ale wówczas chyba już nie można mówić o prywatności, skoro sami się otwieramy 🙂
    Pozdrawiam.

    • Mówisz o innej sytuacji. Ja pytałam o kwestie przeglądania korespondencji, czytania smsów, kiedy druga strona o tym NIE WIE. To znaczna różnica. Bierzesz do ręki telefon męża i przeglądasz jego smsy, kiedy nie ma go obok i NIE WIE, że to robisz? Czytasz jego maile bez jego zgody i wiedzy?

      • Nie czytam, bo i po co mi to? 🙂 Ale wiedz, że nie jest mi lekko, bo ja z natury zazdrośnica jestem 🙁 No ale co to za związek jest, kiedy się inwigiluje drugą stronę?

      • hej , hej hej , WCALE w pytaniach ankiety nie bylo ze bez wiedzy czytasz, odbierasz etc. i wszyscy przedmowcy tutaj nie pisali ze jak to robia to bez wiedzy,
        jak ja zrozumialam pyt i pewnie wiekszosc , to czy poprostu to robicie/ robisz i czemu
        widze tu teraz ikonsekwencje
        🙂

        • Nie no, chodziło w ogóle o czytanie czyjejś korespondencji. PRYWATNEJ korespondencji. I nie zgadzam się, że wszyscy komentujący powiedzieli, że robią to za wiedzą i zgodą. Są tacy, którzy powiedzieli, że bez wiedzy i zgody, bo związek związkiem, ale kontrola musi być. 😉

          Podsumowując: dla mnie czytanie czyjejś korespondencji, logowanie się na czyjeś konto, czytanie smsów, odbieranie rozmów, kiedy właściciela telefonu nie ma w pobliżu, jest pogwałceniem czyjejś prywatności. Nie robię tego i koniec, nieważne, czy miałabym na to przyzwolenie (nie mam i ja swojego też nie daję). Nie ogarniam, że to jest dla kogoś NORMALNE. Dla mnie jest to tak samo normalne jak zwrócenie się do kogoś z prośbą, by ściągnął majtki i pokazał, co ma w środku. Wtłuczono mi to w domu – czyjaś korespondencja to czyjś teren prywatny. Jestem bezbrzeżnie zdziwiona, że stanowię mniejszość w tej postawie 🙂
          A argumenty typu „a jak będzie cię zdradzał, to ty to przegapisz, bo nic nie będziesz wiedzieć” na mnie zupełnie nie działają. Istnieje sporo sposobów, żeby zdradzić tak, żeby nie zostawić śladu w jakiejkolwiek formie elektronicznej. Gdzie jest wola, tam znajdzie się i sposób. Kontrolowanie partnera czy partnerki nie jest tutaj żadną barierą.
          Poza tym – jak ktoś słusznie wspomniał w komciu niżej – co z zaufaniem? Co ze wzajemnym zaufaniem? Czy to nie jest tak, jak z przysięgą małżeńską, że nie opuszczę cię aż do rozwodu? Właśnie w pozostawieniu komuś tej sfery prywatności ze wstępem wzbronionym dla drugiej połowy realizuje się zaufanie.
          Trochę emocjonalnie to wyszło, ale na pewno mnie rozumiesz 🙂

  12. W OGÓLE nie wyobrażam sobie grzebania w cudzych rzeczach, korespondencji etc bez jego zgody. Przez „zgodę” zaś nie mam na myśli „tak, kochanie, możesz sobie czytać do woli” tylko raczej głos dochodzący choćby z łazienki „jestem w toalecie, weź odbierz!!!”.
    W szkole mam podobne odczucia – zabierają sobie telefony, grzebią w plecakach, „odwracają” je na lewą stronę wywalając z nich wszystko przy okazji, dają „karniaki” za niewylogowywanie się. Nie ogarniam. A jednocześnie jak ktoś zaglądającym zajrzy do torby to wielki raban się robi. Taka filozofia Kalego. Nie ogarniam.
    Ja nie wiem, ja jakaś stara jestem…

  13. Ooo Matko. Ja raz odebrałam, bo dzwonił przez 2 godziny.
    I do dziś żałuję bardzo.
    Bo wolałabym nie widzieć tego co tam zobaczyłam (mmsow z nagimi zdjęciami jakiejś baby).
    Niby wszytsko sobie wyjasnilismy ale ..raz podkopane zaufanie Nigdy nie powróci w pełni.

    A po przeżyciu wspólnie kilku lat od tamtej chwili – dodam jedno.
    Ciekawość w stosunku do telefonu partnera jest wg mnie oznaką zainteresowania= miłości.
    Ja się już telefonem mojego lubego nie interesuje. Mam to totalnie gdzieś z kim on pisze z kim tam gada. Raczej smutne.

  14. Ja kiedyś miałam znajomego (z Londynu) który odnalazł mnie na fb (po kilku latach niekontaktowania się) i wymieniliśmy kilka wiadomości. Po pewnym czasie, chcieliśmy się spotkać na kawę i pogadać (miałam być w Anglii na kursie). Mocno się zdziwiłam (i wkurzyłam), gdy z jego konto odpisywać zaczęła mi jego narzeczona. Nie podobało jej się to, że chcemy się spotkać więc postanowiła mnie o tym poinformować bez jego wiedzy. Szok normalnie. Tak postępują dorośli ludzie? (zrozumiałabym gdyby to ten znajomy napisał że nie chce/ nie może się spotkać, ale to co ona zrobiła bardzo mnie zbulwersowało i uraziło).
    Ps. Nie czytam maili/smsów męża. Jak dzwoni jego tel to mu zanoszę albo nie odbieram, chyba że mnie poprosi (bo dzwoni np jego mama). Pozdrawiam

  15. Ja bym chciała notkę w ogóle o zaufaniu 😀 Tak btw, mój jest marynarzem, wyjeżdżał na długo w różne miejsca, przywoził zdjęcia, np. z dwiema młodymi japonkami ubranymi, jak kultura japońska nakazuje (wiecie kimona, japonki na koturnach, itp.). On z bananem na twarzy, one też 🙂 Zdjęcie normalnie pokazał, nie zakamuflował, było chyba nawet na fb, bo sobie wrzucił. Ile osób do mnie napisało, że on, marynarz, takie zdjęcie, na pewno coś tam było, itp. A mi to wisi 😛 Oboje mamy takie podejście: będzie chciał/chciała to zdradzi, nawet jak będę kontrolować, sprawdzać i się martwić.
    Dlatego my nie mamy problemu pójść na imprezę i ja się bawię z jego kumplem, bo uważam, że lepiej tańczy, a on z moją kumpelą 😛 Wszyscy się dziwią, że tak można. Na pewno czasami jest zazdrość, ale raczej taka budująca – fajnego mam męża, inne kobiety go lubią – jest miły, przystojny, cieszę się, że mój 🙂 i od razu ochota na seks przychodzi, bo z takim wspaniałym facetem 😀 😀 😀

  16. W przypadku telefonu klania sie automatyczna blokada ekranu bez mozliwosci podgladania chocby naglowka nadchodzacej wiadomosci.

    Jesli chodzi o FB i inne portale (spolecznosciowe, skrzynki pocztowe), wystarczy two-factor authentication.

    A wszystkim ciekawskim paniom i panom polecam zastosowanie sie do metody starej jak swiat, czyli zaufania do (skadinad nieprzymuszenie dobranego sobie) partnera.

  17. Sorry, ale nie!!! Mam swoje majtki i skrpetki i chłop ma swoje, chce żebym odebrała jego telefon (bo jedna osoba dzwoni juz 5 raz – ostatnia sytuacja), to odbieram, po skończonej rozmowie odkładam telefon i tyle mnie on obchodzi. Myślę że jest to kwestia dojrzałości do partnerskiego związku lub takich wspólnych zasad. Jeżeli obojgu to nie przeszkadza i tak sobie ustalili – ich sprawa, jeżeli jest to „ciekawość”, to chyba wypadałoby się zastanowić po co jesteśmy razem skoro sobie nie ufamy? Kolejna choroba XXI wieku?! Wieczne teorie spiskowe, brak zaufania i tak serio – to co to daje, bo zapewne nie przekonanie o „wielkiej” miłości partnera…

  18. Nie przebrnę teraz przez wszystkie komentarze w tej chwili, ale może już któraś z Pań przede mną to zauważyła – a jak wyglądałaby sprawa, gdyby to mężowie/partnerzy wypełnili ankietę? No i czy powiedzieliby prawdę? Krusz, zrób męską wersję! 🙂 Chyba byłaby odmienna. Ciekawam na ile? 🙂
    Cmokam, Krusz! Dobra robota!