Prowadzenie ciąży A. było modelowym przykładem medycznego partactwa. Gdyby ktoś zareagował inaczej, gdyby została potraktowana poważniej, gdyby ktoś się wykazał elementarnym poziomem zwykłej, ludzkiej empatii, być może zdarzenia potoczyłyby się inaczej. A nawet jeśli nie, stres byłby bez porównania mniejszy. A. opisała mi swoją historię nie po to, by podzielić się nagromadzonymi emocjami – minęło wszak 10 lat – ale po to, by zwrócić uwagę na pewien aspekt, o którym może słyszeliśmy, a może nie.

Kłopoty z ciążą A. zaczęły się w 6. tygodniu, kiedy pojawiły się plamienia. Zdarza się. A. zalecono oszczędzający tryb życia, zapisano odpowiednie leki i życie toczyło się dalej spokojnie, aż do 19. tc, kiedy to nagle odeszły wody. A. od razu pojechała do szpitala, ale lekarz, na którego trafiła, niestety zbagatelizował sprawę twierdząc, że to nie odejście wód, a nietrzymanie moczu, po czym odesłał A. z kwitkiem, sugerując wręcz, że A. opowiada bzdury, a odejście wód wygląda zupełnie inaczej.

Dwa tygodnie później przyszedł czas standardowej wizyty u lekarza prowadzącego, podczas której okazało się, że wody faktycznie odeszły i w ogóle niesamowite, że A. przechodziła bez nich tyle czasu, bo stan zagraża jej zdrowiu i życiu ze względu na wysokie ryzyko zakażenia wewnątrzmacicznego. Natychmiast znalazła się na oddziale patologii ciąży, gdzie przez około jedenaście tygodni walczono o utrzymanie, uzupełniano wody (niestety bez powodzenia) i starano się nie dopuścić do utraty dziecka.

Po tych jedenastu tygodniach okazało się, że nie można dłużej czekać, szanse dziecka na przeżycie malały, utrzymywanie ciąży w dalszym ciągu zagrażałoby życiu matki, bo doszło do zakażenia wewnątrzmacicznego. Nastąpił poród. Dziecko walczyło 34 dni. Niestety zmarło. Jego stan był zbyt ciężki.

Nikt nie potrafił wskazać przyczyny przedwczesnego odejścia wód. Po stracie dziecka A. udała się na wizytę kontrolną do innego lekarza, a ten zlecił szereg badań (a jednak można…), począwszy od badania krwi i moczu, po toksoplazmozę (mimo że A. wcześniej już to badanie miała), parwowirozę i cytomegalię. Wyniki potwierdziły, że A. przechodziła właśnie to ostatnie i najprawdopodobniej właśnie to stało się przyczyną ciężkich przeżyć.

Powiedzmy więc, co to jest cytomegalia, skąd się bierze, jak się nią można zarazić, czy można ją leczyć, no i czy w ogóle strach się bać.

Wszystko o cytomegalii na drugiej stronie.

18 KOMENTARZE

      • Wg wiki antybiotykami. Moja lekarka powiedziała, że z dwojga złego, to już lepiej złapać tokso niż CMG, bo przynajmniej można leczyć, a z CMG czekać tylko i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

        • Rowamycynę podaje się przy toksopkazmozie. Nawet kilka miesięcy. I w kuwecie trudniej znaleźć tego pierwotniaka niż w niedogotowanym czy np. wędzonym na zimno mięsie. Albo rybach wędzonych na zimno. Albo niedomytych owocach/warzywach. Zarażenie odkocie są rzadkie. Mam koty od 18 lat i nie przechodziłam toksoplazmozy.

  1. Mało tego, że badania pod kątem CMV nie są zalecane, to rzadko który lekarz w ogóle mówi o tym wirusie i cytomegalii. A uważam, że kobieta u ginekologa powinna dostać informację, że taki wirus istnieje, że taka jest choroba i jej ewentualne konsekwencje, i że owszem- badanie jest nierefundowane, ale warto je zrobić. A zazwyczaj niestety bywa tak, że lekarz nie mówi ani słowa o tym paskudztwie.

    P. S. Ostatnio robiłam IgG i IgM na CMV i był to koszt 30 zł za każde. Uważam więc, że to żaden majątek biorąc pod uwagę spokój. Wiem, że mam przeciwciała i mogę w pełni cieszyć się ciążą.

    Dzięki za ten artykuł. W sieci można znaleźć głównie suche fakty.
    Pozdrawiam.

    • Z drugiej strony: mi wyszedł pozytywny i do końca ciąży strach, czy wszystko będzie dobrze. Teraz nie wiem, czy bym się badała. Jeśli już, to przed planowaną ciążą, żeby mieć spokój, jeśli wynik będzie pozytywny.

        • IMO żadna, bo mimo uważania możesz zarazić się np. w sklepie. W ciąży zawsze trzeba być ostrożnym, myć często dłonie, etc., etc. Ale samo badanie w kierunku CMV w ciąży niczego nie zmieni, bo nie ma leków przeciwwirusowych, które coś by zmieniły. Szkoda stresu imho. Przed ciążą polecałabym, ale w ciąży już nie. Ja zrezygnowałam, a toxo np. robiłam w każdym trymestrze, bo istnieje skuteczny lek.

  2. Ja się badałam przed planowaniem, ale w trakcie zrobiłam sobie jeszcze raz, tak profilaktycznie. A wierz mi, że badać się warto, nawet, jeśli w ciąży wyjdzie Ci wynik pozytywny. Naprawdę można uniknąć tragedii, zmniejszyć konsekwencje zakażenia pierwotnego. O to chodzi w tym poście.

  3. Niektóre, te najcięższe, postacie wrodzonego zakażenia CMV można leczyć. Obecnie w Polsce w Klinice Neonatologii CZD w Warszawie. Tym bardziej warto się badać.

  4. Mój gin zleca te badania w każdym trymestrze (a ja dodatkowo jeszcze robię ze 2-3 razy sama). W diagnostyce koszt zbadania igm i igg w obu – toksoplazmozie i cytomegalii – to jakieś 100 pln w sumie. Nie mam żadnych przeciwciał, co jest dla mnie zdumiewające biorąc pod uwagę, że 2,5 roku mieszkałam w Azji w niehigienicznych warunkach (jedzenie kupowane na straganach, niemyte owoce, kawy mrożone na targu w Kambodży itd).
    W czasie ciąży (to już druga) nie jem żadnych nieobranych lub nieugotowanych warzyw i owoców, bo się tej toxo boję bardzo. A cytomegalii jeszcze bardziej, tym bardziej, że wśród znajomych mam parę z dzieckiem, które urodziło się zakażone.
    Ale co fakt to fakt – ludzie nie mają pojęcia o tej chorobie. Mówię znajomej przedszkolance, że córka nie pójdzie jeszcze do żłobka, póki jestem w ciąży, bo boję się, że mi zniesie do domu wirusa cyto. A ona, że u nich w żłobku takich wirusów nie ma. Taaaaa, na pewno.

  5. Krusz, proszę nie pisz, że zakażenie nie pozostawia śladów w organiźmie, bo zostawia! Układ immunologiczny wie i pamięta, że się spotkał z danym wirusem jak CMV czy pierwotniakiem jak tokspolazmoza, stąd i lekarze mogą się dowiedzieć zlecając badanie przeciwciał.

  6. Moja lekarka wspominała o badaniach jak byłam w 7 tygodniu i dodała że decyzja należy do mnie. Mogę zrobić ale jak wynik będzie pozytywny to do końca ciąży będę żyła w nerwach bo nic się z tym nie da zrobić a to dziecku na pewno nie pomoże. Nie zrobiłam. przestraszyłam się. Później okazało się że przechodziłam, ale na szczęście przed ciążą.

  7. Mam wrażenie, że lekarze mają w tym jakiś chory cel, żeby nie informować o CMV. A jak informują, to jak powyżej- tak informują, że i tak kobiety nie robią. Jedna moja ginekolog, jak zapytałam sama o CMV to z oburzeniem powiedziała- „a po co to Pani? I tak w ciązy się tego nie leczy” (dodam, że dopiero się staraliśmy, więc argument z tyłka). Mnie nikt nie przekona o tym, że te badania są zbędne. Spójrzcie na przypadek opisany w poście- gdyby ktokolwiek się zainteresował, zrobił w porę badanie, to być może dziecko dziś by żyło, bo po 1- poród byłby pod szczególną kontrolą, żeby uniknąć ew. zakażenia dziecka, jeśli jest zdrowe, po 2- jeśli okazałoby się, że dziecko jest zarażone, to zostałyby podane odpowiednie leki w szpitalu oddalonym o 10 km, a nie o 100, gdzie leków pod kątem CMV nie podano, bo przecież nikt nie wpadł na to, żeby zbadać. A strach, stres? To dla mnie żaden argument, bo co- badań prenatalnych też nie robisz, bo jak się okaże, że dziecko może być chore, to się będziesz denerwować? Dla mnie nie wykonywanie badań pod kątem CMV tak przed, jak i w czasie ciąży, jest jednoznaczne z nieodpowiedzialnością.

    • zgadzam się w 100 %!
      Gdyby dziecko moich znajomych -opisane powyżej- zostało zdiagnozowane tuż po urodzeniu (albo mama jeszcze w ciąży), to można byłoby od razu zacząć działać. Im zajęło chyba około roku dojście, dlaczego dziecko się nie rozwija prawidłowo. Rok terapii i rehabilitacji w d..ę