Muzyczne ogłupianie dzieci w przedszkolu i szkole

65
9555

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły, zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki… A nie, sorry, to jeszcze nie ten etap, ale nie traćcie nadziei, perspektywa jest i rysuje się świetliście oraz kreską mocną jak uścisk Pudziana. Wspomnicie moje słowa, będzie, będzie się działo, będzie zabawa. A dlaczegóż to, ach dlaczegóż? A dlategóż, myly państwo, że ona tu jest i tańczy dla mnie! Tak, ta ruda tańczy jak szalona, ale ta blondyna też i ta czarna – jak jej tam? – Ale… Ale… Aleksandra! Ale, ale, ale ładna!

O nie, nie, jestem trzeźwa jak niemowlę i nie bredzę. No dobra, bredzę w sposób kontrolowany, pozornym zygzakiem zmierzając do tego, co mam zamiar powiedzieć. I nie będzie to miłe. Będzie za to smutne smutkiem dojmującym jak ból PO po utraconych stanowiskach (zwłaszcza jak się patrzy na nowe twarze przy korycie). Chodzi mię o to, drodzy państwo, że nurtuje mnie pewne pytanie natury edukacyjno-egzystencjalnej. Powiedzcie mi, proszę, dlaczego w przedszkolach i szkołach serwuje się dzieciom takie muzyczne gówno?

Lecą wulgary? Będzie więcej. Purystów z góry uprzedzam, stan emocjonalny spowodował zerwanie się jęzora ze smyczy, a to w moim przypadku oznacza zazwyczaj krew, pożogę i zgliszcza. Idę ja sobie, proszę ja was, z dzieckiem na bal absolwenta przedszkola. Absolwenci, co rzecz zrozumiała, skończą w tym roku lat siedem lub osiem. Bal to bal, mjuzik będzie, rzecz oczywista. W sali gimnastycznej do wygibasów przystosowanej diskdżokej szczerzy kły zza konsolety.

I cóż zapodaje? Fasolki? Nie. Może Majkę Jeżowską? Też nie. Może repertuar Tik Taka albo chociaż dzisiejszego TVP ABC czy innego Mini Mini? A w życiu. Diskdżokej ma przygotowany repertuar prawdziwy, nie dla leszczy. Zaczyna stosunkowo spokojnie od „give me your heart, give me, give me, your heart” i to jest jeszcze do przełknięcia, ale pięć minut później uznaje, że towarzycho przyszło się zabawić, więc będzie, będzie zabawa.

No i była. Była zabawa jak jasna cholera przy wtórze szczytowych osiągnięć nurtu discopolo. Same szlagiery, najwyższa półka, żadnych półśrodków ani popeliny. Jakaś szalona ruda, jakaś taka, która to jest tutaj i tańczy dla mnie i tym podobne ponadczasowe dzieła, zawstydzające wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z dźwiękami, od rogów myśliwskich po Mozarta. Kiedy uznał, że młodociany naród już się rozbrykał, obniżył nieco loty do niejakiej Margaret, pa, pa, paparapapapa.

Bardzo chcę wierzyć, że diskdżokej odruchowo drobiący pulchną nóżką był szefo-pracownikiem zewnętrznej firmy obsługującej imprezy przedszkolne, dostarczającej na nie sprzęt, a ze sprzętem własny gust muzyczny na zasadzie, że bierzecie wszystko w pakiecie, albo spadam chałturzyć gdzie indziej. Obawiam się jednak, że należał do przedszkolnego personelu jako pan od rytmiki, karate czy innego angielskiego. W związku z tym – niezależnie od opcji – do kadry przedszkolnej i wczesnoszkolnej kieruję pytanie otwarte.

Ludzie, wy nie znacie innych piosenek? Dlaczego zapodajecie dzieciom taki szajs? Chcecie im wyprasować mózgi na gładko? Fasolki to nie jest wiedza tajemna wymagająca pięciu kręgów wtajemniczenia i bolesnej inicjacji, wystarczy odpalić jutuba. Posyłam dziecię na bal przebierańców, a ono potem mi w aucie nuci, że ona tu jest i tańczy dla mnie. No kufa. Jest w cholerę piosenek pisanych DLA DZIECI, przy których świetnie się tańczy. Ba, teksty do nich – naprawdę fajne teksty – pisali fajni, polscy tekściarze np. Jacek Cygan. Kojarzycie faceta?

Dobra, dobra, ja wiem, że de gustibus non disputandum est, ale to działa tylko do pewnego momentu. Istnieje granica, za którą zaczyna się szajs i durnota niezależnie od upodobań muzycznych, naprawdę. Głupota tekstów discopolowych przebija nawet niektóre wystąpienia sejmowe, a konkurencja, wierzcie mi, jest ostra. Tańczcie sobie przy tym, a proszę uprzejmie, mnie na Sylwestra też w pewnym momencie było już wszystko jedno, co z głośników leci, ale czy ten badziew naprawdę musi brzmieć W PRZEDSZKOLU?

Ja przepraszam, ale dlaczego nie powiecie „Panie Zenku/Mietku/Tomku, daj pan coś dla dzieci, do jasnej cholery, średnia wieku biesiadników nie przekracza piątki”? Dlaczego pozwalacie, by dzieci od małego doświadczały kiczu i badziewia? W życiu i tak nie będzie im lekko, egzystencja sponiewiera ich zapewne mocno. Nie dokładajcie im. Czy naprawdę nie da się tańczyć przy „Zuzia, lalka nieduża” lub „Puszek-Okruszek”? To jest przedszkole, do jasnej cholery, nie impra w klubie!

Miały być wulgary, na koniec więc pozwólcie, że zapodam cytat z reprezentanta środowiska nauczycielskiego, polonisty, uwrażliwionego na świat jak mało kto. On właśnie w „Dniu świra” powiedział coś, co idealnie oddaje to, co myślę na temat repertuaru muzycznego imprez przedszkolnych. Uwaga, będzie grubo. Gotowi? Już? Nie żartuję, naprawdę to zrobię. Można już przestać czytać. Zaczynam, trzy, dwa, jeden – „Dżizaskurwajapierdolę”. Dziękuję za uwagę.

65 KOMENTARZE

  1. Przechodziłam jakiś czas temu (no, będzie już z rok pewnie :p) koło prywatnego przedszkola, w którym dzieci śpiewały (przy akompaniamencie pianina, obstawiam więc lekcję rytmiki)… „Ona tańczy dla mnie”. Przez kilka tygodni zastanawiałam się potem, czy na pewno chcę, by moje dziecko chodziło do przedszkola. (Dzięki Bogu w naszym repertuar jest nieco inny, „My jesteśmy krasnoludki”, „Małe czerwone jabłuszko” i takie tam.)

  2. W zupełności popieram oburzenie, a nawet powiem, że wyrażone zostało bardzo subtelnie. Też mnie przeraża, że moje pociechy – jedna za chwilę, a drugą trochę później – będą musiały tego badziewia słuchać (nawet ja go skrzętnie unikam jak mogę). Pytanie jednak jak jest polityka w przedszkolach. Czy to nie jest tak, że wybór takiego a nie innego repertuaru wynika właśnie z żądań rodziców, a tych, którym to przeszkadza, jest na tyle mało, że ich zdanie nie jest brane pod uwagę (tak jak ze słuchaniem disco polo wśród nas dorosłych – np. wśród szerokiego grona moich bliższych i dalszych znajomych, tylko ja jestem twardo na nie, reszta nie to, że słucha, ale im nie przeszkadza, nogą mogą potupać, przecież to skoczna muzyka, itp.). A jak dziecię posłucha tych „utworów”, można będzie się wśród znajomych pochwalić, że a Jasiu zaśpiewaj cioci tę nową piosenkę, itp. Bo kto by słuchał np. szczotka, pasta, kubek, ciepła woda … 😉

    • Nie wiem, z czego to wynika, i zapewne byłby to temat na osobny artykuł, pewnie nawet obszerny. Ze swojego poletka – mnie nikt o zdanie nie pytał. Po prostu któregoś dnia w aucie repertuar wylazł w całej okazałości. 🙂

      • I tu się mogę zgodzić – takie piosenki są na balach/imprezach bo dzieci to lubią i znają!
        Jestem po tej drugiej stronie 😉 Dzieci nie chcą (większość) Majki Jeżowskiej, czy Smerfnych hitów. Dzieci znają najnowsze hity, który lecą w radiu i TV i do nich chcą/lubią się bawić – bo znają rytm, znają tekst. Są też takie dzieci, których rodzice dokształcają puszczając im dziecięce, fajne i na poziomie piosenki. Ale nie ukrywajmy większość rodziców puszcza dzieciom kanały, gdzie non stop leci taka muzyka – spójrzmy na wysyp filmów na FB czy YT gdzie dzieci ruszają się w rytm najnowszych przebojów, a wszyscy temu przyklaskują.
        Fakt, dziwi mnie jeśli dzieci w ramach zajęć umuzykalniających/muzycznych śpiewają Ona tańczy dla mnie – tu już bym apelowała, bo to raczej pod podstawę programową, w żadnym zakresie nie podchodzi 🙂 Tu już bym apelowała o interwencję. Ale bal karnawałowy? Proponuję zabawić dzieci ‚starymi przebojami’ – te które znają z domu i zakumały z zajęć – będą się bawić, dzieci, którzy w domu tego słuchają – nie. I niestety, ale takich dzieci jest większość. A jak wiadomo, demokracja wygrywa 😉

        • Nie no, błagam. Jeśli większość będzie w domu podawała przedszkolakom alkohol, to też demokracja wygra i wprowadzimy do przedszkoli piwo? Przerysowane, wiem, ale chodzi o mechanizm. Demokracja wygra w bardzo wielu dziedzinach życia, ale naprawdę nie musi oznaczać puszczania w przedszkolu muzycznego szajsu z tekstem niedostosowanym do małoletnich uszu. Demokracja to nie jest zgoda na powszechną głupotę na zasadzie „jedzmy gówno, miliardy much nie mogą się mylić” 😉

        • I tu jest pies pogrzebany, że z kim przystajesz taki się stajesz. W naszym domu nigdy nie leciała piosenka z grupy disco polo, zwyczajnie z wyboru, nie trawimy młockarni. I ja na swojej tablicy fb nigdy nie widziałam dzieci śpiewających takich piosenek, no takich mam znajomych nie na czasie ;). I tak, byłam w ciężkim szoku jak w piaskownicy rówieśnica mojej 3 latki zapodała „ona tańczy dla mnie” kolega do niej dołączył i zabawa w piaskownicy na całego… sorry ja tego nie rozumiem. To nie było z przedszkola, to było z domu, od rodziców, taki mają klimat… to jest wybór rodziców na jakie treści dziecko uwrażliwiają – nono, uwrażliwiają – pojechałam. Podobny zgrzyt miałyśmy w radzie rodziców w przedszkolu przy kupnie prezentów od „Mikolaja-Krasnala” – absolutnie żadnych książek! dzieci to nie cieszy! nosz kurde! nie cieszy książka dziecka? czyja to wina? tak mają rodzice że ich książki nie cieszą… to dziecko ma tak samo! najlepiej plastik fantastik badziew kupić (bo za 30zł nie kupisz sensownej lalki czy samochodu czy kloców) śmierdzący chemią chiński wyrób który po 5 minutach będzie w kącie leżał. Jakie zabawki, taka muzyka. ja bym Krusz poszła na rozmowę do Dyrektora – bo jak sądzę Młodsze jeszcze chodzą do tego przedszkola, prawo masz.

  3. Ale o tej rudej piosenka, to była ta co to panowie chcieli sprawdzić, czy u dołu też jest ruda tak jak i na głowie?
    W przedszkolu i żłobku moich córek takich hitów nie ma. Na pewno bym zrobiła aferę.

    • A nie wiem, ruda tańczy jak szalona coś tam, coś tam, rudą lalę pokochałem, coś tam, coś tam. Nie rozbierałam na czynniki pierwsze, wystarczyło mi to, że ona tańczy dla mnie.
      Okazuje się – po głosach na FB wnoszę – że zjawisko jest ogólnopolskie. W naprawdę wielu przedszkolach uznaje się, że „ona tu jest ” to świetna piosenka dla kilkulatków.

  4. Widzę, że Was też dopadło, u nas było tak:
    – Karolina, jak było na balu przebierańców?
    – Super, tylko jakiś dziwny pan przyszedł, który był głośny, coś do nas krzyczał, kazał coś robić, wszystkim dzieciom rozkazywał.
    – Jezu, znasz go? Co to za gość?
    – W życiu go nie widziałam.
    – A mówił jak się nazywa?
    – Na imię nie wiem, ale na nazwisko WODZIREJ 😉

  5. Zgadza się, to jest zjawisko ogólnopolskie. Z drugiej strony medalu: Wiesz, dzieć mój zaczął się instrumentami interesować, myślę, zabiorę go do filharmonii, na pewno są „poranki dla dzieci”….są. Raz na 3 miesiące. W operze są świetne poranki operowe – prelekcje sceniczne – trwają godzinę – myślę -pójdziemy – „od lat 16”. Ja pierdziu, nie mam jak 5-cio latkowi pokazać jak wygląda orkiestra. Dodam, żenNie chcę go ciągać na opery w 3 aktach czy na długie koncerty…

  6. O tak zgadzam się z wywodem.U nas w publicznej szkole również PAN wodzirej zapodawł młodszej młodzieży z klas 0-3 te muzyczne rarytasy : )

  7. Mam w rodzinie przedszkolankę, opowiadała kiedyś, jakie piosenki dzieci „przynoszą” z domu – hitem było „Jedziemy po zioło” (https://www.youtube.com/watch?v=oEx0Mm0dY6k)…
    U nich w przedszkolu na imprezach dziecięce piosenki, ale dzieciaki same podśpiewują to, co w domu usłyszały…
    Mój wtedy jeszcze pięciolatek nauczył się od kolegi „będzie, będzie zabawa, będzie się działo…” U tego kolegi to chyba nagminne było, bo co rusz uczył dzieciaków nowych „hitów”.

    • Dobra, ale to, że znają z domu, nie znaczy, że ma to być przedszkolna norma. To nie jest muzyka dla kilkulatków, pomijając już jej miernotę. Z domu dzieci różne rzeczy przynoszą i różne nawyki, ale na tym polega edukacja, żeby pokazywać, jak sprawy mają wyglądać. A one mi śpiewają, że ona tańczy dla mnie. No paranoja!

  8. Zgadzam się jednak z pewnym zastrzeżeniem. To co się obecnie „komponuje” dla najmłodszych to jest dopiero sieczka. Muzyka z syntezatora w rytmie umpa-rumpa z tekstem jakby adresowanym do niższej formy życia, to nic innego jak discopolo w wydaniu dla dzieci. Z tego bagna na razie udało mi się wyłowić dwie perełki, szukam dalej, choć jako audiofil cierpię katusze.

  9. Dokładnie, też to zauważyłam będąc na dyskotece szkolnej z okazji andrzejek, dla klas 1-3 oczywiście. Najbardziej przeraziło mnie to, że większość dzieci znała na pamięć teksty tych piosenek. Nic dziwnego, że społeczeństwo jest jakie jest, jak od małego ma w głowie taki szajs.

  10. Kiedyś na spacerze młoda to zaczęła śpiewać. zastanawiałam się skąd ona to zna, bo na pewno nie z domu.. ale do głowy mi nie przyszło, że mogła to w przedszkolu slyszec!

  11. Piosenki przeznaczone dla dzieci też potrafią być ogłupiające (Ribidibi… Kosmokwaki itp.), ale zgadzam się, że i perełki się zdarzają – na przykład uroczą „Muchę w mucholocie” nucimy całą rodziną. Kiedyś co najmniej poprawny tekst w piosence to była norma, obecnie to ewenement. Wszystko schodzi na psy, piosenki dla dzieci też…

  12. Pociesze Cie Krusz. Istnieja w Polsce przedszkola, gdzie na balu przebierancow i innych imprezach leca piosenki dla dzieci. Puszczaja je panie przedszkolanki, a nie zadni dj-e. Ale ile takich przedszkoli jest? Pewnie garstka… Moja mama jest przedszkolanka i nigdy by na taka muze nie pozwolila, ale niestety sa i takie co uwazaja ze discopolo jest najlepsze…

    • Ale w przedszkolu, o którym piszę, też puszczają fajne piosenki dla dzieci. Tym bardziej nie rozumiem, po kiego im discopolo. Wiadomo, jeśli ktoś uważa, że to jest fajne, to nic na to nie poradzimy, ale, kurczę, gust gustem, ale jak można nie widzieć, że tekst nie nadaje się dla dzieci? Przecież dzieci nie są głupie, słyszą i starają się zrozumieć 😉

  13. Święt słowa dobrodziejka! Ale u nas na disko jest to samo. A puzniej weź tłumacz 5 łatce dlaczego Rihane excytuja pejcze i łańcuchy.
    Zdarzyło mi sie być kilka razy na zastępstwie w lokalnej polskiej szkole i ponieważ zbliżały sie swieta, zapytałam młodzież w wieku lat 4-6 jakie znają piosenki świąteczne. W odpowiedzi usłyszałam ze Jingle Bells i Rudolf the red nose raindeer. Z rozpacza w głosie zapytałam: a nie znacie jakichś polskich piosenek świątecznych? Na co jeden chłopczyk mężnie wstał i zaczął śpiewać: bedzie, bedzie zabawa, bedzie sie działo… :S
    Z tej samej serii moja teściowa regularnie puszcza jakiegoś lokalnego piosenkarza country który śpiewa treści nieprzyzwoite. Kazałam sie Mili rozbierać, na co ona powiedziała ze musi sie napić tequili. Jak zapytałam ze co proszę, to powiedziała ze babcia jej puszcza taka piosenkę w ktorej jest ze od tequili spadaj ubrania.
    Jeszcze na zakończenie zawsze jak jesteśmy w Polsce to muszę cenzurować dziecku radio. W pl wszystkie piosenki sa puszczane w oryginale z wszystkimi bluzgami po angielsku, ktore np tutaj sa wykasowywane w radio. Dlatego często sluchAmy zet kids – bardzo polecam 🙂

  14. Yyyyy. to ja szczęściara jestem, a moje pociechy jeszcze bardziej. Why? Bo im zapodają polskie piosnki, czasem wpadnie jakieś Yellow Submarine Beatlesów, czasem jakiś folk(lor), ale głownie i przede wszystkim mają jednak dobre i polskie. Klanzę i inne perły. A w aucie puszczamy Bajki Grajki -pamiętacie? Piotrusia Pana – tego śpiewanego, z 1976 czy 78 roku? Bosz, wciąż mam od tego wokalu gęsią skórkę. Tapatiki całe śpiewane? Pankracego, Noga Pana blues? Gawędę??? Heh, na tym się moi chowają i dobrze mi z tym. a Bajki Grajki są dostępne jako nagrania na CD w bibliotekach!!! warto! i na chomiku 🙂
    PS. Zapytacie, co to za dziwne przedszkole? Hmmmm katolickie… ale poza tym normalne ;)))))))
    PS2. płaczemy bardzo, że Radio Bajkę zdjęli z eteru. To było COŚ!!!

  15. Puenta zdecydowanie trafna ;-). U mnie jeszcze nie wiek przedszkolny (chociaż bardzo blisko), więc muzykę dobieram sama, chociaż oprócz typowo dziecięcych Fasolek leci też Rynkowski i Rodowicz.

  16. Jak mlody pojawił się na swiecie sama dobierałam muze która słuchal tak poznalam rmf clasic 🙂 Teraz młody chodzi do przedszkola a tam atkie kwiatki jak ruda tanczy jak szalona czy Pomidorowa 🙁

  17. Niestety mam te same spostrzeżenia, co Ty. Córka po balu w przedszkolu też śpiewała Rudą i Ona tańczy dla mnie, a ja nie byłam w stanie wyrazić entuzjazmu nowymi dla niej piosenkami. To jest tragedia. Po prostu. Pierwszy raz piszę komentarz, bo normalnie nie wytrzymałam. Czytam Cię od 4 lat i uwielbiam Twój blog. I w wielu kwestiach się zgadzam. Tylko wermutu nie lubię 😉

  18. I to są takie sytuacje, w których się cieszę, że młody chodzi (choć to za dużo powiedziane, bo średnio w miesiącu jest dwa dni) do przedszkola przyparafialnego. Niby nie jest nawiedzone, nie ma sióstr zakonnych ani księży na codzień. Ale to co przynosi do domu jest miłe i fajne. A to piosenka o wietrzyku. A to jakaś kolęda. Poza tym na tablicy w szatni jest koperta, gdzie Panie wrzucają skopiowane nuty i tekst piosenek, których akurat uczą, więc można z dzieckiem w domu też potrenować 😉

    Jak na razie była jedna impreza – bal Wszystkich Świętych. Ominęła nas jak większość wydarzeń. Ale wiem, że miało być to takie trochę zabawowo-edukacyjne wydarzenie. Dzieci miały się przebrać za swoich patronów i Panie im chciały opowiedzieć o każdym z tych świętych, a potem oczywiści zabawa, tańce i gry. Z ciekawości muszę popytać o repertuar muzyczny.

  19. Moja córka zna i śpiewa ‚Ona tańczy dla mnie’ – w jedynej slusznej wersji Cezika 😀 (Z rozczuleniem wspominam pierwszą piosenkę, przy której tańczyła – byla to ‚Centrala’ Brygady Kryzys, tak oto zabraliśmy się za kształtowanie jej gustów muzycznych 😉 )
    Na przedszkolnych balach lecą wyłącznie piosenki dla dzieci, ale na szkolnej dyskotece już nie – piszę o tym dlatego, że najbardziej zażenowana tym faktem była nie osoba dorosła, tylko jedenastoletnia uczestniczka tej dyskoteki. Dorośli, w tym rodzice młodej damy, mieli to w nosie.

    • Na pewnym szkolnym etapie mjuzik niedziecięcy wkroczyć musi. Starsze klasy – normalna rzecz, trudno żeby brykały przy Fasolkach. Nie ogarniam tylko puszczania tegoż w klasach 1-3. A i później da się tak dobrać „dorosły” repertuar, żeby nie serwować szajsu 😉

      • Za bardzo skróciłam. Nie chodziło mi o muzykę dorosłych jako taką, brykanie przy Fasolkach rzeczywiście mogłoby się piątoklasistom nie spodobać, ale niekoniecznie zaraz to muszą być prostackie kawałki o seksie, lalach, rudych na dole i inne takie. O to się rozchodzi, nie o brak ‚Puszka Okruszka’ 😉

  20. W naszym przedszkolu, dwie grupy- 2,5-3latków , zahaczyłam końcówkę balu, bo za wcześnie przyszlam po synka i po nich grupa 4-5latkow, zahaczyłam początek. W pierwszej – słyszałam kaczuszki i jedzie pociąg, w drugiej Piersi i Weekend. Mijająca mnie pani przedszkolanka (ok 50lat) wyraziła swoje zdanie- Ooo! Oni to mają lepszą muzykę niż my… W kółko jakieś jedzie pociąg czy ogórek…
    Padłam…

  21. Oj, temat, który spowodował swego rodzaju rozłam w mojej rodzinie :-\ Pozwoliłam sobie kiedyś zaprotestować przeciwko puszczaniu kanału disco polo dzieciom u dziadków. Moja latorośl nigdy tego nie słuchała, (Fasolki i Natalia Kukulska jej odpowiadają) ale mój bratanek od urodzenia słucha głównie tego. Nie oceniam gustu muzycznego, ale nie wytrzymałam po prostu kiedy stał przyklejony prawie do telewizora i gapił się na tyłki osłonięte skrawkiem lateksu. Moja bratowa dla swojego świętego spokoju mu na to pozwala. Nawet zabawne to dla nich, że tak wywija przy tej muzyce. Oczywiście wyszłam na tą co się wymądrza, obrazili się i mimo prób załagodzenia mamy teraz dość… chłodne relacje 🙁

  22. Nie byłabym aż tak krytyczna. W końcu w przedszkolu panie każdego dnia puszczają dzieciom muzykę do zabaw tanecznych przystosowaną do ich wieku, – na rytmice tańczą i śpiewają też do odpowiednich piosenek – ppza tym prawie w każdym przedszkolu raz w miesiącu odbywają sie audycje i koncerty muzyczne gdzie dzieci zapoznają się z różną muzyka. Nie zapominajmy że my rodzice też mam duży wpływ na to czego słuchają nasze pociechy. Jeżeli 2-3 razy do roku na balach będą bawić sie i szaleć przy muzyce discopolo, to nic złego się nie stanie, pod warunkiem że teksty nie będą wulgarne czy nadmiernie seksualne.
    Dla mnie dużo większym problemem są występy dzieci, gdzie panie przedszkolanki każą czterolernim dziewczynkom tańczyć odwrócone tyłem do publiki w kłusych spódniczkach z wypiętymi pupami kręcąc boodrami i klepiąc się po pupie do przeboju wyginam śmiało ciało ku uciesze babć i dziadków. Ludzie chrońmy seksualność naszych dzieci. Dorosłym wydaje sie to zabawne ale tak naprwdę to niesmaczne i krzywdzące nasze dzieci

    • Jasne, że znają i puszczają dzieciom masę fajnych piosenek. Tym bardziej zdumiewa mnie, że podczas imprez typu bal andrzejkowy czy jakiś inny sięga się po taki chłam. Bo to jest chłam, chłam słowny. I ja wcale nie uważam, że nic się nie stanie, jeśli czterolatek będzie fikał przy discopolo. Bo to najgorsze twory słowno-muzyczne, jakie można zaserwować komukolwiek, zwłaszcza dzieciom.
      Jeśli komuś się to podoba, bo ma taki gust, nic na to nie poradzę, ale placówka edukacyjna ma trzymać jakieś standardy. Na tej samej zasadzie w szkole czytamy Sienkiewicza czy innego Herberta a nie „Życie na gorąco”, choć zdecydowana większość społeczeństwa sięga w domu wyłącznie po to drugie.

  23. Jako „pani od rytmiki” się wypowiem. Ano też byłam przerażona, szczególnie na początku mojej pracy, choć nadal jestem (tyle, że niestety już wiem czego się mogę spodziewać). W pierwszym roku mojej pracy przygotowywałam już dzieci do śpiewania na wszystkich imprezach typu dzień babci, dziadka, mamy, taty, święta, zakończenie roku. Gdy uczyłam dzieci piosenki opartej na motywie ludowym (co jest w programie, kształcimy!) pani dyrektor przyszła po zajęciach, żeby mi powiedzieć, żebym nie uczyła TEJ piosenki, bo ONA JEJ NIE LUBI. Pomyślałam – ok, co ja młoda wiem, pani każe, pani ma. Jakież było moje zdziwienie, gdy ta sama pani dyrektor na zakończeniu roku po przedstawieniu zarządziła wspólny taniec włączając…disco polo właśnie. Taki oto przykład z góry.
    W tym roku natomiast miałam przyjemność prowadzić bale karnawałowe dla przedszkolaków i klas 1-3 i cóż. W przedszkolach przeważały Fasolki, piosenki z Pana Kleksa i tym podobne, w szkole więcej „hitów” radiowych, ale ani jednego numeru disco polo. Jak dzieci pytały o „ona tańczy dla mnie” czy „rudą” to po prostu odmawialiśmy.
    Niestety muszę dodać coś jeszcze. Większość rodziców właśnie taką „muzyką” karmi swoje dzieci.

    • Oczywiście, że w domu ludzie tego słuchają. Nic na to nie poradzimy, komuś się to podoba, to trudno. W domu też – co będę powtarzać z uporem maniaka – czytają raczej „Życie na gorąco”, „Party” czy „Gwiazdy mówią”, ale to nie oznacza, że mamy z tego zrobić szkolne lektury, bo w domu, jeśli po coś Polak sięga, to po to, a nie po książki, nie mówiąc już o jakimś Herbercie czy innej Szymborskiej.
      Dlatego szacun za postawę i trzymam kciuki 🙂

  24. Ja bym do tego dołożyła jeszcze jedno, czyli całkiem rozsądne tekstowo i interesujące muzycznie, uznane piosenki dla dzieci, przerobione przez pana wodzireja na umca umca. Oczywiście tylko w warstwie muzycznej, ale to wystarczy. Muzyki trzeba uczyć słuchać (tak jak trzeba uczyć patrzeć na malarstwo, teatr, itp.) i jeśli wszystko będziemy upraszczać do najprostszych podkładów z syntezatora, to niestety na koniec dostaniemy fanów disco polo.

    U nas w szkole za to tryumfy święcą przeboje z lat 80. Panie młodość wspominają 😉 I moje dzieci są bardzo zawiedzione, że nie chce w domu słuchać Europe i one nie są na czasie. ;>

  25. Jeszcze jak prasujące korę mózgową hity na MiniMini jakiś dziennikarz się zastanawiał, dlaczego na tym samym kanale na Słowacji lecą walce Straussa…

  26. aha wg. autorki, mam wyprasowany mózg bo słuchałem kiedyś disco polo, czyli wychodzi na to ,że jestem głupi . zostałem ogłupiony przez muzykę przez to mam IQ niższe niż 70, nie wiem czy pani jest naukowcem i jak pani to stwierdziła czy były robione jakieś badania na temat wpływu disco polo na człowieka, oczywiście uznam to za komplement to, że pani ma wstręt do tego typu muzyki, rozumiem ale to nie oznacza że można kogoś obrażać czy oceniać . ale przejdę teraz do sedna. Też jestem przeciwko disco-polo w przedszkolu, gdyż tekst jest nieodpowiedni dla małych dzieci, sam się zdziwiłem, kiedy byłem świadkiem, gdy przechodząc koło przedszkola jakiś nauczyciel puścił Bałkanice. a co do samego disco polo, to ono przeważa głownie na balach nawet na takich poprzedzających zakonczenie edukacji w danej szkole, ja niewiem czy pani jak i komentujacy zabronią swoim dzieciom STARSZYM ( od 12 rok życia ) chodzić na takie imprezy, dla wiekszosci osób jedyne w swoim zyciu gdyż ogłupia i nie pozwolić sie bawić. tak jak napisałem powyżej, piosenki z disco polo nie powinny być dostępne aż do odpowiedniego wieku, ale z drugiej strony ludzie nie przesadzajmy też. dzieci i tak nie biorą tekstu na poważnie, a jezeli biorą to nie znają znaczenia tych słów. Dzieci się bawią i tańczą a nie siedzą i interpretują każdy wers po wersie. tak samo jest z dziecmi komunjinymi oni nie czekują na Jezusa tylko na prezenty. tak samo jest z disco polo.

  27. Ta ta ta pijesz teraz do muzyki disco ?
    Prawdą jest że powinno się rozwijać dzieci muzyką
    dla najmłodszych, bo jest tego full w internecie .
    Wszyscy wypowiadają się jak by nie znali muzyki tanecznej. Sam jestem djem i wiem co piszę. Zawsze się slyszy – disco polo? Co ty , co to za gówno, nie lubie. Jest takie zdanie – Nikt nie słucha a kazdy zna. Wiec nie piszcie mi o gniotach bo na pierwszej lepszej imprezie sami byście się wydzierali, ale poźniej nie co ty to nie ja.

  28. Niestety, takie są fakty. Ale faktem też jest, że na rynku jest całe mnóstwo fajnych piosenek dla dzieci. Np. Kotki Penelopki w Empiku. Niedawno jest sprezentowałam mojej chrześniaczce i trzeba powiedzieć, że jej się to baaardzo podoba 🙂 A przy okazji nie są jakieś durne 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here