Z grubsza rzecz biorąc wizja w społeczeństwie jest taka: ona budzi go gdzieś mniej więcej o czwartej rano i ociekającym czułością głosem szepcze mu do ucha:

– Najdroższy… śledzia…

Ten, przed którym właśnie niedawno otworzyła się terra incognita stanu ciążowego wybranki jego serca (i fakt ten wprawia go jednocześnie zarówno w euforię, jak i w przerażenie), wyskakuje z wyrka jak na sprężynie, leci do lodówki, wyciąga śledziową ambrozję, niesie ją na talerzu i podstawia pod nos.

– Proszę, kochanie, twój śledzik – mówi.

Ona obrzuca go wymownym spojrzeniem i stwierdza:

– Ale nie ten, idioto, z tego rybnego za rogiem.
– Ale ptysiu, jest czwarta rano – broni się on, choć niezbyt ambitnie.
– To wymyśl coś, to twoje dziecko.

Jeśli pierwsze dziecko dopiero przed tobą, to uspokajam – aż tak źle nie jest. Co więcej, w ogóle może nie być, bo sprawa zachcianek ciążowych jest bardzo indywidualna. Niektórzy, jak niżej podpisana, takich nie zarejestrowali. Powiedzmy jednak, że jest kilka, które można uznać za liderów występowania w populacji ciężarnych kobiet. Jeśli zamierzasz podjąć jakieś kroki przygotowawcze, to te możesz obstawiać w ciemno 🙂

8 najpopularniejszych zachcianek ciążowych

Ogórki kiszone – Nie konserwowe! Kiszone! Z niewiadomych przyczyn często towarzyszą opcji rybnej. Ogórki kiszone dobre są o każdej porze dnia i nocy. Zwłaszcza nocy. Najbardziej pożądane wtedy, kiedy w domu nie możesz znaleźć ani jednego.

Śledzie – Śledzina bije rekordy popularności. Właściwie nie ma znaczenia, czy będą po kaszubsku, po żydowsku, po cygańsku czy jeszcze jakoś, grunt, żeby były i to w ilości akceptowalnej, czyli od tony wzwyż.

Herbata – Koniecznie gorzka i mocna. To niesamowite, za ile spektakularnych nawróceń z kawy na herbatę odpowiedzialna jest ciąża. To właściwie jedyna odmiana kulinarna, której doświadczyłam. Ja, zdeklarowana kawoszka, w której żyłach płynie czysta kofeina i która nie znosi herbaty, w ciąży nie piłam kawy. Nawrócenie jest odwracalne. Wystarczył poród i miłość do herbaty przeszła jak ręką odjął.

Cytrusy i inne owoce– Kobieta w ciąży może bez najmniejszego grymasu zjeść cytrynę i jeszcze poprosi o następną. Grejpfruty schodzą na kilogramy, o pomarańczach czy mandarynkach nie wspominając. Wzięciem – w zależności od pory roku i upodobań – cieszą się maliny, truskawki, jagody, winogrona, banany, jabłka, gruszki, brzoskwinie i wszystko, co można nazwać owocem.

Wszystko, co ostre – Kuchnia meksykańska czy indyjska nagle okazuje się strzałem w dziesiątkę. Po zjedzeniu obiadu wszyscy zioną ogniem na odległość kilometra, wszyscy, za wyjątkiem spodziewającej się dziecka. Ona nie zionie. Ona stwierdza, że właściwie mogła jeszcze dodać tej boskiej papryczki chilli, których wrzuciła co prawda pięć, ale najwidoczniej to ciągle mało.

Marynowane grzybki i marynaty w ogóle – Ale grzybki rządzą. Kobieta odkrywa marynowaną paprykę, nawet jeśli wcześniej nie mogła na nią patrzeć. Patisony na przemian z grzybkiem, zagryzane ogóreczkiem, na dokładkę papryka, obok na talerzu śledź, a w perspektywie pudło… czekolady.

Czekolada – Nie ma takiej ilości, której nie da się zjeść w ciąży. Gorzka, mleczna, z nadzieniem, bez nadzienia, w tabliczce, w formie pralinek, cukierków czekoladowych, galaretki w czekoladzie, krem czekoladowy, truskawki w czekoladzie i wiele innych postaci.

Lody – Zawsze miej w zamrażalniku. W dwóch zamrażalnikach. I pomyśl o trzecim. Tak właściwie nie ma takiej ilości urządzeń chłodniczych, która wystarczyłaby do zmagazynowania tej ilości lodów. Smak nie ma znaczenia (preferowane czekoladowe), byle były.

lody

Skąd się biorą zachcianki ciążowe?

Za istnienie zachcianek odpowiedzialne są zmiany hormonalne zachodzące w organizmie kobiety spodziewającej się dziecka, a zmiany te są iście rewolucyjne. Potrawy kwaśne i ostre dodatkowo pomagają złagodzić ciążowe mdłości. Z powodu tej samej rewolucji hormonalnej coś, co wcześniej się lubiło, teraz znajduje się na cenzurowanym. W obydwu moich ciążach nie mogłam patrzeć na mięso i odrzucało mnie od kawy, wyrzuciłam z jadłospisu wszelkie sosy, a łagodne w smaku potrawy – cytując klasyka – istniały dla mnie wyłącznie teoretycznie.

Za mechanizm zachciankowy odpowiedzialna jest też stara ciotka ewolucja i mechanizmy obronne, które uruchamia. Mięso, zwłaszcza surowe lub nie pierwszej świeżości, jest pokarmem niosącym ze sobą wysokie ryzyko zatruć. Tak samo jajka. Z kolei owoce dostarczają sporej dawki witamin a ryby cennych składników odżywczych.

ciasteczko

Czy ulegać zachciankom ciążowym? Jak zwykle najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Nie ma niczego złego w lodach czy czekoladzie, ale brak umiaru i kontroli zaskutkuje dodatkowymi kilogramami, które bardzo ciężko będzie potem zrzucić, oraz podniesie ryzyko cukrzycy ciążowej. Są też zachcianki, którym ulegać absolutnie nie można. Zdarza się, że w człowieku pojawia się silna potrzeba wypicia mocnego alkoholu lub zapalenia papierosa. Nigdy temu nie ulegaj. Nigdy. Po prostu są granice.

Ach, jeszcze jedna ważna rzecz. Na pewnym etapie ciąży będziesz mogła zapewne obserwować tzw. „syndrom wicia gniazda”. Bardzo ciekawa sprawa. Kobieta czuje wtedy przemożną potrzebę przesuwania szaf, kupowania mebli, organizacji mieszkania, sen z powiek spędzają jej wózki dziecięce, łóżeczka i to, jakie ma kupić ciuszki. Wszystko w porządku, to zupełnie normalne 🙂

Nie ma co z tym walczyć, proponuję natomiast do kompletowanego wyposażenia dołożyć odpowiedni płyn do prania ubranek niemowlęcych i dziecięcych. Najlepiej bezzapachowy, antyalergiczny, sprawiający, że ubranka po wypraniu są miękkie i w sam raz dla delikatnego, niemowlęcego ciałka. Z takich produktów znana jest Lovela. Zresztą, Bożeż Ty mój, ja sama ich używam, a jakby nie patrzeć pierworodna lada moment skończy lat osiem! Cena przystępna, działanie dobre, polecam.

banner_750x200_2

Zdjęcia użyte w notce pochodzą z pexels.com.

37 KOMENTARZE

  1. Ja- antyfanka ostrych potraw zrobiłam obiad, którego nie mogłam doprawić. Mimo sypania przypraw aromatycznych w ilości bardzo słusznej, sos był mdły. Chłopy (jeden własny, drugi zaprzyjaźniony) otrzymali talerze z tekstem „Nie wyszło, jednak wyjścia nie macie. Od ciężarnej musicie zjeść”. Pierwsza próba i pytanie czy to żart i czy na pewno będę jadła, bo to trochę pikantne jest (ostre curry, pół torebki pieprzu ziołowego i inne- dziwnym nie jest). Osobiście uważałam obiad za niewypał 😛
    Kawa na bok (nie licząc cudownego drugiego trymestru). Raz tylko śmiałam się, że w końcu czuję się w ciąży, kiedy o 2.30 w nocy zamarzył mi się kebab :P.
    Smaki pół biedy. Ale początki ciąży i przygody z zapachami….. mocne to było.

  2. Widać jestem typowym przykładem. W pierwszej ciąży ogórki i kapusta kiszona w ilościach dowolnych. W obecnej hitem okazały się korniszony z chilli. Chociaż marynowane grzybki też mogą być. Jedno jest pewne nie ma nic prawdziwego w przesadach zwiazanych z zachciankami i zawartością brzucha. Pierwszy chłopak, teraz dziewczyna, a na słodkie nie mogę patrzeć.

  3. W pierwszej ciąży jadłam kilogramami pomarańcze , mandarynki i jabłka… od czasu do czasu jakiś ogórek konserwowy. Teraz jabłka, banany i sałatka jarzynowa… A dziś pierwszy raz miałam taki apetyt na lody, że kupiłam małe opakowanie pistacjowych- całe zjadłam, od razu, nawet mężowi nie powiem, bo on też lubi i pewnie liczyłby, że się z nim podzielę 🙂 Kawy nie piję, więc dalej rządzi herbata:-)

  4. No to u mnie było/ jest tak. Przed ciążą miewałam smaki, których żadna ciężarna by się nie powstydziła- frytki z czekoladą, śledź marynowany z jogurtem truskawkowym (zmieszane), pasztetowa z musztardą, itp 😀 W czasie ciąży nie mam takich dziwactw 😀 MIĘSO- Nigdy jakoś mięsa na kilogramy nie jadłam, ale teraz mięso dla mnie może nie istnieć. Mojemu mięsożercy owszem przygotuję, usmażę, upiekę, nawet wprawiłam się w doprawianiu bez smakowania (nowy poziom w umiejętności gotowania 😛 ), ale sama jem niekoniecznie. Nie powiem- czasem mnie nachodzi, to zeżrę tego kotleta, goloneczkę czy gulasz, ale to starcza mi potem na tydzień, dwa 😛 Gorzej było na początku- etap przygotowania mięsa musiałam kończyć na wrzuceniu owego na patelnię i zamykaniu się w pokoju, do którego nie dochodziły żadne zapachy ;P OGÓRKI, ŚLEDZIE INNE KWACHY- nie odnotowałam zmiany jakościowo- ilościowej w ochocie i spożywaniu onych przed ciążą i teraz 🙂 LODY- Ooooo, taaaaaakkk. W każdej ilości 🙂 Najlepiej owocowe, ale to ma mniejsze znaczenie 🙂 OWOCE I WARZYWA- Zawsze lubiłam sałatki i koktajle i w ogóle surowe rośliny także, ale w ciąży organizm sam się dopomina więcej i więcej. Po zrobieniu pierwszej sałatki w ciąży (taka normalna- sałata masłowa lub lodowa, pieczarki, pomidor, ogórek, cebula i sosik z oleju i soku z cytryny; trochę soli i pieprzu at voila 😉 ) przestałam się łudzić, że jest taka ilość tejże, która byłaby zdolna spełnić moje „Zrobię więcej, będę miała na potem”. KAWA i HERBATA- przed ciążą piłam kawę w średniej ilości 1-2 na miesiąc :D, więc bez problemu obywam się bez, za to herbatę spożywam w ilościach raczej normalnych, jak na siebie 🙂 SŁODYCZE- przed ciążą, przyznaję, sporo jadłam tego, ale w ciąży jakoś mi się nie chce (dzięki temu po 3 miesiącach, bez wymiotów- tylko mdłości, schudłam 5 kg 😀 ). Nie powiem, bo czasem najdzie mnie ochota na jakiś słodycz, czy kawałek ciasta, tortu, a najlepiej kilka czekoladowych cukierków z nadzieniem :D, ale to o wiele rzadziej i w ilości raczej hurtowej 🙂
    PODSUMOWUJĄC- uważam, że każdy człowiek, nie tylko ciężarna, powinien zwyczajnie słuchać swojego organizmu, bo on najlepiej wie, czego potrzebujemy. To, że mamy ochotę na fast- fooda, może znaczyć, że za zdrowo się odżywiamy i organizm dopomina się odrobiny „niezdrowości” 😉 Albo nagły przypływ miłości do warzyw i owoców może być oznaką większego zapotrzebowania na witaminy. Kluczem jest po prostu to, co napisała Malwina – wszystko z głową i umiarem.

    Przepraszam, za taki długi komentarz, starałam się streszczać 😛

    Pozdrawiam 🙂

    • „kilka czekoladowych cukierków z nadzieniem :D, ale to o wiele rzadziej i w ilości raczej hurtowej” – oczywiście miało być detalicznej 😉

      • Haha mój 4letni syn ostatnio z jogurtem truskawkowym w ręce zażyczył sobie kabanosika żeby sobie tąkać Zjadł dwa… Szczękę z ziemi zbierałam
        A w ciąży u mnie w dzień rządził kisiel a po nocach obieranie ziemniaków i smażenie tony frytek , raz tylko jak się przebudziłam o 1 w nocy pogoniłam chłopa do nocnego po banany

  5. U mnie przez całą pierwszą ciążę musiałam mieć zawsze pod ręką winogrona i lody, odrzuciło mnie zupełnie od kawy (a wcześniej piłam hektolitrami), poza tym większych zmian nie było, słodycze wsuwałam chętnie i dużo ale tak mam zwykle więc żadna nowość. Tym razem znów kawy nie tknę, plusem jest że już mi nie jest niedobrze na samą myśl o niej i wiem że to mija i powrócę do mej miłości 😉 Ale smaki mam zupełnie inne – przez pierwsze 3 miesiące właściwie na nic nie miałam ochoty, żywiłam się bułką z bieluchem i pomidorem, na myśl o słodyczach miałam odruch wymiotny (przy czym miałam same mdłości, bez wymiotów). Teraz już smaki wracają (na słodycze niestety też), czasem zjem ogórka i wogóle mogę więcej zjeść.
    To co jest u mnie identycznie w obu ciążach to książkowo przez 3 miesiące mnie muli, a jak tylko zaczyna się czwarty miesiąc wszystko mija i już niestety mogę jeść wszystko 😉

  6. Herbata! Nie cierpię herbaty, nie piję (ziołowych nie liczę, bo to nie herbata 😉 ), a wtedy chciało mi się herbaty. Rano. Kiedy piję kawę, a potem jeszcze jedną kawę, a od tej kawy odpalam kolejną. Na obiedzie u teściowej wszyscy kawę, a ja herbatkę. Potem mi przeszło z herbaty na chleb chrupki i granulowany twarożek z Bydgoszczy, wszystko inne wywoływało potężnego pawiana (moja córka puszcza pawiana, nie pawia 🙂 ).
    A, raz w życiu wstałam w nocy, żeby zjeść kanapkę. Nigdy nie jadam późnym wieczorem, w nocy tym bardziej, o szóstej, siódmej zamykam kuchnię, a tu w nocy coś kazało mi opróżnić lodówkę i zrobić kanapkę Scoobiego.

      • Wiesz, co, czasem tak się zastanawiam, czy aby nie jestem 😉
        Chociaż mieszkam w Warszawie i dziecko mam jedno, ale to detal 🙂
        BTW nie wiem, czy pisałaś, ale jak u Was wygląda sprawa zerówek? W Warszawie cyrk nad cyrkami, awantury na zebraniach dla kandydatów, w przedszkolach, dom wariatów…

  7. Ja miałam smaka na pomidory, ciasto cytrynowe i frytki 😀 te +40kg z powietrza sie nie wzięło 😉
    A moja sąsiadka jadła za to… Pastę do butów 😀

    • o tak….. kolka. „Cudowny” specyfik na mdłości. Brałam zawsze małą, bo ile nie było na stanie, zawsze jakoś szybko się kończyła 😛

  8. to ja nie miałam żadnych zachcianek. zero, null, nicht. tyle że palenie mnie zaczęło odrzucać i już nigdy do niego na szczęście nie wróciłam 🙂

  9. O maj gad. Ja nie wierzyłam w to całe wicie gniazda. Ot kolejna wymówka perfekcyjnych pań domu. Aż sama nie wpadłam w tego zjawiska sidła. Wszystko musiało być wysprzątane, wypucowane, wypolerowane, wygładzone i inne -ane i -one. Pamiętam, że przyszli do nas znajomi na wieczorne gadanie przy winie (ja bez wina), a ja jak durna siedziałam i układałam książki rozmiarami na półkach (oczywiście każdą przecierając ścierką), bo nie mogłam na nie patrzeć jak są tak nierówno. Wtedy też jeden jedyny raz czyściłam fugi szczoteczką do zębów:) (2 dni przed porodem)
    Teraz się z tego śmieję, ale wtedy to były sprawy najwyższej wagi:)

  10. o! zachcianki, przy pierworodnej brzoskwinie z puszki i nieograniczona słabość do frytek, przy drugorodnym – maliny, w Kazimierzu D. zeżarłam ich chyba 4kg i było mi tak niedobrze że pod basztą zaparłam się nogami i nie wlazłam na górę w celu widoków podziwiania ino rozpaczałam na przydrożnym kamieniu… ech… to były czasy, normalnie zobaczyłam się ciężarną na tym kamieniu…

  11. Ja w ciąży byłam tania w utrzymaniu, żywiłam się jabłkami i twarogiem. Raz poczułam silną i nagłą potrzebę zjedzenia… gotowanego ziemniaka! Pamiętam, jak stałam nad kuchenką i płakalam, że on tak wolno się gotuje…

  12. W pierwszej ciąży mięso i maliny (był akurat okres letnio-jesienny, więc przynajmniej jedno pudełko dziennie), w drugiej miałam etap śledziowy i pomarańczowy. Ale hitem w obu okazało się mleko 🙂 Na ciepło, w każdej ilości i formie (kaszki, budynie, owsianki (z dodatkiem owoców lub gorzkiej czekolady)).

  13. A wiecie, że duża część zachcianek wynika z niedoborów określonych składników w diecie. 🙂
    Truskawki na przykład zawierają dużo żelaza, a wiśnie i czereśnie normalizują pracę układu krwionośnego.

    • Oczywiście, że tak 🙂 Na tej samej zasadzie biologicznie – że tak się wyrażę – odrzuca nas od mięsa. Mamy zakodowane ewolucyjnie, że mięso może być niebezpieczne, kiedy jest nieświeże, niedogotowane czy niedopieczone i w czasie ciąży organizm czuje się bezpieczniej, jeśli go nie je.

      • Mnie w drugiej ciąży nie odrzucało od mięsa. Wręcz przeciwnie. Na wakacjach w Hiszpanii przypadkiem najadłam się wściekle pikantnego i słonego chorizo – nikt mi nie powiedział, że to surowe:) Jessssu, do dziś pamiętam jakie było dobre. A potem już tylko patrząc prawie płakałam gdy inni je jedli, a ja nie mogłam.

  14. A ja nie miałam żadnych zachcianek o czwartej rano (no, może raz… seksu mi się zachciało 😉 i dlatego uważam, że mój mąż tak naprawdę nie wie, co to żona w ciąży, o!

    • Ale to też oznacza, że brakuje Twojemu organizmowi jakichś składników. Niestety jesteśmy skażeni konserwantami, chemią, itd. W ciąży staramy się nie jeść syfu, ale po pewnym czasie organizm się sam upomina. U mnie wtedy- kiedy nie mam jak dostać kebaba, itp. – w ruch idzie zupka chińska; staram się mieć zawsze chociaż jedną w domu.
      A teraz zachciało mi się brokułów, to się gotują 😀

  15. Zachcianki: kilogramami mogę jeść kwaszonki i wszystko co kwaśne. Za to odrzucilo mnie od ukochanej kawy ( ciśnienie mam po kawie 90/60), i co gorsza od ryżu i szeroko pojętej „chińszczyzny” – nie mogę jeść glutenu, więc od 4 lat żywiłam się odmianami azjatyckich potraw. Po magicznych 12 tygodniach wszystko wróciło do normy. Tylko kwaszonki i marynaty już mi się w domu kończą (27 tyg)…

  16. ja do tej pory pamiętam jak będąc w pierwszej ciąży pożerałam nutellę łyżką…o 2 w nocy. I tak praktycznie co noc. M. zostawiał mi słoik na bacie żebym nie grzebała po szafkach ;P

  17. Ja w takim razie jestem dziwna ciężarna to wszystkie wyżej wymienione pokarmy nie gościły w moim ciążowym jadłospisie. Poniekąd wszystko co kwaśne odrzuciłam bo zarówno w I trymestrze jak i obecnie końcówce III mam paskudny refluks. Z tego tez powodu mogę pic już tylko zielona herbatę i wodę. Między 5-10 tygodniem w ciąży byłam w Tajlandii i tam nie mogłam jeść wszystkiego ostro przyprawionego, wybierałam opcje łagodne. Śledzie i marynaty to u mnie gwarantowana zgaga gigant wiec ich nie tykam, kiszonych nie lubiłam i nie lubię nadal. Na lody miałam ochotę raz i to na mcflurry. Może jest to spowodowane ze na codzień nie jem syfu, czekolada od zawsze mogła dla mnie nie istniec. Jest jeden plus- 34 tydzień a na wadze +10kg a ja przez 8 mcy ćwiczę pod okiem trenera.