Jakiś czas temu pokusiłam się o przeprowadzenie sondy, która miała za zadanie pokazać, na co zostaną przeznaczone pieniądze ze świadczenia wychowawczego, które spora część rodzin dostanie w ramach nowej Ustawy o pomocy państwa w wychowaniu dzieci, czyli z tzw. programu 500+. Część osób kasiorkę wyda na cele przeróżne, ale spora grupa, bo 25% wszystkich pytanych, stwierdziła, że będzie je odkładać długoterminowo. Do tej pory żyli bez tych pieniędzy, będą więc żyć nadal, jakby ich nie było, a one będą się gromadzić gdzieś, by służyć potem.

No i teraz chodzi o to „gdzieś”. Zostawiamy na razie wydających, zajmiemy się oszczędzającymi. Kasa co miesiąc jest konkretna, bo co najmniej 500 zł, a to sprawia, że rodzicami zainteresują się rozmaici specjaliści od oszczędności i inwestycji, żeby zaproponować im niezwykle intratne i zupełnie bezpieczne, a co najważniejsze bardzo szybkie i bardzo znaczne pomnożenie otrzymywanej kwoty. Co zrobicie z hajsem – wasza sprawa, ale ja chcę wam nakreślić, z jakimi propozycjami możecie się spotkać i co one w sobie mają.

Zanim jednak prześwietlimy kilka – jak to się zwykło mówić – produktów, które w bankach na co dzień funkcjonują od dawna, trzeba sobie jasno i wyraźnie powiedzieć trzy rzeczy. Najlepiej wołami napisać i na lodówkę.

Jak najlepiej wykorzystać 500 zł na dziecko?

Wężykiem, Jasiu, wężykiem

Po pierwsze NIE ISTNIEJĄ zupełnie bezpieczne i gwarantowane sposoby osiągnięcia znacznych zysków. Albo są bezpieczne i zysk jest niewielki, albo zysk może być spory, ale i ryzyko straty wysokie. Jeśli ktoś wam przedstawia smakowicie wyglądające procenty (i nie chodzi o gorzałę) i daje GWARANCJĘ oraz zapewnia o zupełnym BEZPIECZEŃSTWIE, to powinniście wiać, zanim skończy pierwsze zdanie. Robi was w trąbę.

Po drugie nigdy, przenigdy nie wchodzimy w coś, czego działania do końca nie rozumiemy, zwłaszcza jeśli jest to inwestycja długoterminowa. Zanim w cokolwiek władujesz pieniądze, musisz to bardzo dokładnie prześwietlić od strony kosztów i funkcjonowania. Nie wystarczy spojrzeć na tabelki ze skierowanymi w górę strzałkami zysków. Sprawdziłam na własnej skórze, wiem, co mówię.

Po trzecie nie łapiemy się za inwestowanie, jeśli nie mamy pojęcia o oszczędzaniu. Jeśli nigdy w życiu nie miałeś żadnej lokaty, a ktoś cię kusi unit linkiem (czyli tzw. polisolokatą) albo proponuje ci wykupienie jednostek funduszu inwestycyjnego, który ostatnio sypie złotem i diamentami, to najprawdopodobniej popełnisz błąd. Najpierw budujemy sobie bazę oszczędności, dopiero potem łapiemy się za inwestowanie zaoszczędzonych pieniędzy. Tak to działa, nigdy odwrotnie.

Dla początkujących i nie tylko – gdzie i jak można oszczędzać i inwestować

No, to skoro na lodówie wołami wisi, to możemy przejść dalej. To będzie skrótowe i bardzo podstawowe przedstawienie, jak działają różne oszczędnościowo-inwestycyjne bajery. Wilki z Wall Street poczują się znudzone – to tekst nie dla was. Idźcie sobie, macie to w jednym paluszku. To tekst dla Kowalskiego, który przyjdzie do banku (lub gdzieś tam) i dostanie na twarz niezwykle interesującą propozycję (lub coś tam). Bo Kowalski myśli o dzieciach i ich przyszłość jest dla niego superważna.

Konto oszczędnościowe

Jeśli już odkładamy pieniądze, nie robimy tego na zwykłym RORze, czyli rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym. One nie są oprocentowane. Od tego są konta oszczędnościowe. Oprocentowanie tychże jest różne w zależności od banku i istnienia lub nie jakiejś promocji. Zasady obowiązujące konto oszczędnościowe są bardzo proste.

Jak działa konto oszczędnościowe?

Nie ma minimalnej kwoty wymaganej – można tam przelewać nawet 1 grosz, kto bogatemu zabroni 😉

Nie ma kwoty maksymalnej, którą można tam umieścić (najczęściej nie ma), chociaż oprocentowanie rachunku może się zmieniać w zależności od tego, ile kasiory tam zgromadziliśmy.

Konto oszczędnościowe może istnieć jako zupełnie osobny rachunek (i nawet można wydać do niego kartę), a może istnieć jako tzw. subkonto do konta głównego. Jaka jest różnica? Z rachunku „osobnego” można zrobić przelew bezpośrednio do innego banku. Z subkonta przelać można tylko na konto główne, a dopiero z konta głównego dalej.

Kapitalizacja odsetek, czyli sposób ich naliczania jest różny. Znam rachunki z kapitalizacją kwartalną (odsetki doliczane raz na kwartał), miesięczną i dzienną. Sama mam taki z kapitalizacją dzienną. Bo tak.

Zasilać rachunek oszczędnościowy (czyli przelewać tam kasiorę) można dowolnie często i w dowolnych kwotach, ale tylko raz w miesiącu można je wypłacić za darmo. Za drugim razem bank naliczy prowizję (różną, w zależności od banku).

Wypłata pieniędzy z rachunku oszczędnościowego nie powoduje utraty naliczonych odsetek.

Banki często proponują usługę, która polega na tym, że mikrooszczędności odkładają się na rachunek same, kiedy posługujemy się kartą płatniczą do konta głównego. Płacimy za zakupy, bank zaokrągla wydany hajs do ustalonej przez nas wysokości i nadwyżkę przelewa na nasz rachunek oszczędnościowy. Można nie pamiętać o odkładaniu, samo się zrobi.

Prowadzenie rachunku oszczędnościowego jest bezpłatne.

Bardzo ważna rzecz – jest GWARANCJA kapitału i GWARANCJA odsetek. Inaczej mówiąc, ten sposób oszczędzania uznawany jest za bezpieczny (choć oprocentowanie może się zmieniać). Nie wyciągniesz mniej niż włożysz, a odsetki zawsze ci się naliczą.

Dla kogo to jest?
  • Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z oszczędzaniem i jeszcze nie nauczyli się, jak to robić.
  • Dla tych, którzy nie mają odłożonej kwoty wymaganej do założenia lokaty (najczęściej minimum 1000 zł)
  • Dla tych, którzy nie są pewni, czy nie będą musieli pieniędzy ruszyć i nie chcą tracić odsetek (zerwanie lokaty przed terminem najczęściej powoduje utratę tychże)
  • Dla tych, którzy nie chcą myśleć o odkładaniu pieniędzy (odłożą się same przy płatnościach kartą)
  • Dla tych, którzy umieją zachować minimalną dyscyplinę i nie będą wypłacać pieniędzy częściej niż raz w miesiącu (jeśli w ogóle będą to robić)
  • Dla tych, którzy nie akceptują żadnego ryzyka i chcą pewnie stać nogami na ziemi.

I teraz uwaga. Banki często startują z promocjami dotyczącymi rachunków oszczędnościowych i proponują wielokrotnie więcej niż w ofercie standardowej. Zanim podniecą nas procenty, trzeba wiedzieć, że znacznie wyższe oprocentowanie takich rachunków funkcjonuje DO CZASU. To nie jest oferta stała. Najczęściej przez trzy miesiące. Po drugie trzeba spełnić pewne wymogi, żeby zaistniało (np. jest dla nowych klientów i/lub na nowe środki).

Czy warto mieć konto oszczędnościowe? Bardzo warto. Ja mam dwa przy rachunku prywatnym (kapitalizacja dzienna i kwartalna) i rachunek lokacyjny założony do konta firmowego (kapitalizacja miesięczna), zresztą bardzo przyzwoicie oprocentowany (ciekawe, kiedy to zmienią).

rodzina3

Lokata i lokata progresywna – czym się różni jedno od drugiego?

Zajmijmy się lokatami. Kilka spraw odróżnia je od rachunków oszczędnościowych. Po pierwsze jest wymagana kwota nie mniejsza niż ileś tam, żeby lokatę założyć (najczęściej minimalnym progiem jest 1000 zł).

Lokaty mają różny czas trwania, są krótkoterminowe i długoterminowe. Ja miałam np. lokaty 7-dniowe, 14-dniowe, 3-miesięczne, teraz część pieniędzy mam na lokacie 180-dniowej (na warunkach promocyjnych), a część na firmowym rachunku lokacyjnym (który jest o dziwo oprocentowany znacznie wyżej niż większość lokat trwających do roku czasu). Są lokaty roczne, dwuletnie, a nawet trzyletnie.

Przy lokatach jest GWARANCJA kapitału i GWARANCJA odsetek, o ile nie zrywamy lokaty przed ustalonym terminem (czyli tzw. dniem zapadalności). Jeśli zerwiemy, musimy się liczyć z tym, że odsetki pójdą (pardą) w pizdu, choć oczywiście kapitał wróci do nas nietknięty.

Lokata może być nieodnawialna, czyli zakończy się i kasiorka wróci grzecznie na konto osobiste, a może być odnawialna, czyli po zakończeniu sama automatycznie założy się znowu na taki sam okres, choć oprocentowanie może być już inne.

Banki najczęściej wymagają założenia RORu tam, gdzie chcemy mieć lokatę, choć bywa i tak, że można to ominąć (pieniądze przynosimy żywcem do kasy banku i tam zakładają nam lokatę – wyłącznie odnawialną w takim przypadku), a bywa, że banki mają w ofercie konto tylko pod lokaty (tzw. pakiety depozytowe), żeby pieniądze z zakończonej lokaty miały gdzie wrócić.

Są lokaty standardowe i lokaty progresywne. Progresywne polegają na tym, że jest ustalony umową czas trwania, ale klient ma prawo zakończyć lokatę wcześniej i odsetek nie traci. Naliczą mu się one w stopniu określonym umową z bankiem. Np. zakładamy lokatę progresywną na rok, ale bank określa, że raz na kwartał możemy się z niej wymiksować. Wtedy naliczy nam odsetki do momentu wycofania pieniędzy. Przy lokatach progresywnych najczęściej podaje się wyższe oprocentowanie niż przy standardowych, ale zanim oszalejemy ze szczęścia, trzeba przeczytać to, co drobnym druczkiem jest napisane o ŚREDNIM oprocentowaniu dla danej lokaty progresywnej.

Oprocentowanie lokat zawsze podawane jest W SKALI ROKU i zawsze BRUTTO. To oznacza, że jeśli masz 2% w skali roku, a lokata jest na 3 miesiące, to odsetki musisz sobie podzielić na cztery. Zgarniesz więc 0,5% brutto od włożonej kwoty. Od tego 0,5% musisz sobie odliczyć podatek Belki (czyli podatek od zysków kapitałowych), który bank w twoim imieniu zapłaci.

Dla kogo to jest?
  • Dla tych, którzy mają zebraną już jakąś ilość kasiory i nie odpowiada im oprocentowanie rachunku oszczędnościowego (zazwyczaj niższe niż na lokatach)
  • Dla tych, którzy budują sobie stopniowo poduszkę finansową i chcą odłożyć pieniądze tak, by do nich nie sięgać.
  • Dla tych, którzy nie chcą ryzykować i akceptują wyłącznie bezpieczne opcje oraz niewielki zysk.

Lepsze lokaty krótko- czy długoterminowe? I takie, i takie. Dobrym rozwiązaniem jest kilka lokat o różnym czasie trwania. Dobrze jest podzielić sobie pieniądze i część, której nie planujemy ruszać, umieścić na lokatach długoterminowych, część na trwających od pół roku do roku, a pieniądze, które – jak sądzimy – mogą nam w każdej chwili być potrzebne, umieścić na lokatach krótkoterminowych lub trzymać na koncie oszczędnościowym. Jeśli masz większą ilość pieniędzy, nie ładuj ich w jedną lokatę. Rozdziel je.

Czy warto mieć lokaty? No ba! Oczywiście. To absolutny fundament dla tych, którzy chcą myśleć o większych zyskach przy akceptacji większego ryzyka.

Mamy za sobą podstawy. Na następnej stronie o tym, co nam będą chcieli sprzedać, skoro oprocentowanie lokat i rachunków oszczędnościowych poleciało na pysk.

O strukturach i polisolokatach na drugiej stronie.

14 KOMENTARZE

  1. Bardzo fajny, potrzebny i przejrzysty tekst. Lubię. A propos oszczędzania na przyszłość (lepszą?) podzielę się moim ostatnim doświadczeniem – postanowiłam sprawdzić, co mnie, jako młodej bogini, proponuje pewna organizacja w zamian za miętolenie kubka – gdyż ZUS oficjalnym pismem potwierdził, że rzeczywiście ma zamiar wypłacać mi jedynie 1/3 moich obecnych dochodów (i zakładam, że jest to scenariusz bardzo pozytywny, i coś mi podpowiada, że rozsądnie było by raczej na to nie liczyć). I, proszę państwa, intuicyjny kalkulator na stronie wyliczył, że jeśli chciałabym ‚dostać’ – czyli tak naprawdę odebrać powierzone fundusze – to odkładając przez kolejne 30 lat 1200, będę mogła liczyć na dodatkowe 2000. Szału nie ma, co? To ja już wolę na konto oszczędnościowe – do takiej nowoczesnej skarpety. Serio serio.

    • Przeczytałaś! Kłaniam się w pas 🙂
      Nic nie wiem o miętoleniu kubków, co to za wynalazek?
      ZUS ostatnio przysłał mi prognozę, jak będzie wyglała moja emerytura. Otóż wariant optymistyczny to było 580 zł. Wariant pesymistyczny 320 zł. Wyjścia mam trzy:
      – żerowanie na dorosłych dzieciach
      – stawanie na uszach i odkładanie pieniędzy już teraz
      – samobójstwo w dniu przejścia na emeryturę (wcześniej nie, bo mam hipotekę 😉 ).
      Na razie staję na uszach 😉

      • Nie chcę robić kryptorelkamy, więc przesyłam link informacyjnie. Obejrz i wywal 🙂 z resztą na pewno widziałaś, tylko nie skojarzyłaś moich niezwykle subtelnie zawoalowanych sugestii hahahahaha.

  2. Co do lokat, to zawsze warto pieniądze rozdzielić na kilka, nawet jeśli są to lokaty tego samego typu. Jeśli będziemy zmuszeni to likwidacji którejś, to nie tracimy odsetek z pozostałych.

  3. Krusz, świetny wpis 🙂
    Zabrakło mi jednego w kwestii długoterminowego oszczędzania a mianowicie polisy posagowej, mam dla młodej z opcją renty w przypadku mojej śmierci przed ukończeniem przez nią 25 lat, ja po prostu nie umiem oszczędzać na koncie, prędzej czy później znajdzie się gdzieś nagły wydatek. Tutaj nie ma takiej opcji, co miesiąc musi być kasa wpłacona i koniec. Analizowałam wszystkie opcje dostępne na rynku, póki co młoda ma jedną polisę ode mnie, druga będzie zakładana przez męża właśnie na 500 msc, będzie z tego na prawdę świetna kwota, na mieszkanie po studiach jak znalazł 🙂

    • Takiej opcji nie znam. Wymieniłam to, co pojawia się najczęściej a w przypadku produktów inwestycyjnych pojawia się w bankach. Nie będę pisać o czymś, z czym się nie zetknęłam osobiście, przynajmniej jeśli chodzi o pieniądze 😉

  4. W listopadzie 2014 otworzyłam dzieciakom w Compensie polisy ubezpieczeniowe, z których to mają dostać gwarantowane pieniądze w dniu 25 urodzin… Z jednej strony starałam się przeanalizować wszystkie za i przeciw, wszystko wygląda ok, ale jednak jakieś tam wątpliwości mam do tej pory. :/

    • Ja przeczytałam ogólne warunki od deski do deski, dopiero gdy rozumiałam wszystko to się zdecydowałam. Wiem że nie stracę i to jest dla mnie najważniejsze 🙂
      Z ciekawości, jakie masz wątpliwości?
      Nie znam produktów Compensy, mam posagowke w innym towarzystwie

  5. Bardzo merytoryczny artykuł, przydatny dla tych, którzy są „zieloni” w tych tematach… ja się niestety do nich zaliczam. Dopiero jednak zaczynam szukać informacji na takie tematy, zatem cieszę się, że trafiłam na ten tekst – troszkę rozjaśnił te, zawikłane sprawy:P Dzięki i pozdrawiam 😛

  6. Z dlugoterminowym oszczedzaniem, to mi sie ksiazeczki mieszkaniowe przypominaja… Rodzice placili na nie sporo, a po latach grosze sa do wyciagniecia.
    Poza tym nigdy nie wiadomo jak nasze zycie pojdzie, jak krajowa i miedzynarodowa gospodarka bedzie funkcjowowac. Za (doroslego) zycia moich rodzicow byla hiperinflacja i denominacja. Za zycia moich dziadkow denominacja (1950r). W obu przypadkach oszczednosci wlasciwie zniknely (lub bardzo istotnie sie zmiejszyly). Dlatego pakowanie sie w dlugoterminowe inwestycje powinno byc BARDZO ostrozne i swiadome. Stralki w gore i pieknie rosnace wykresy to czysty chwyt marketingowy, nic wiecej.

    Natomiast jestem jak najbardziej za oszczedzaniem i (swiadomym) inwestowaniem. Przelewanie pieniedzy na rachunek oszczednosciowy traktuje jak jeden z rachunkow do zaplacenia co miesiac.

  7. Bardzo ciekawy artykuł. Podoba mi się Twój styl. Już Cię lubię a jestem tu pierwszy raz.
    Właśnie sam mam „problem z 500+ szukam jakiegoś miejsca żeby tam móc kasę odłożyć nie martwić się że zniknie albo roztrwonię. Potrzebuję takiego konta które jest w miarę wysoko oprocentowane, daje gwarancje zysku, żeby można było dopłacać co miesiąc po co najmniej 500 żebym nie mógł wypłacać za często itp. Może coś drogie panie doradzą ??

    • No niestety nie można mieć ciastka i zjeść ciastko. Gwarantowane wysokie zyski nie istnieją w przyrodzie i to się przecież przez cały artykuł przewija – jedno nie idzie w parze z drugim. Gwarancję zysku – niewielkiego, ale pewnego – daje każde konto oszczędnościowe w dowolnym banku. Gwarantowane zyski są też na dowolnych lokatach. Zerwanie lokaty równa się utracie nagromadzonych odsetek. To są pozycje z gwarancją zysku i kapitału. Wszystko inne w mniejszym lub większym stopniu tej gwarancji jest pozbawione. Im większy zysk, tym większe ryzyko.