No dobra, najprostsze jest tzw. drożdżowe leniwe, polegające na tym, że wszystkie składniki ładujemy do michy, na następny dzień przekładamy z michy do formy i pieczemy, nie tknąwszy wprzódy paluszkiem. Z racji jednak konieczności całodobowego leżakowania w lodówce palma pierwszeństwa w kategorii szybkości bez dwóch zdań należy się ciastu, na które przepis podała mi czytelniczka Miłka. Przepis tak niesamowicie przypadł mi do gustu i tak mi się przydał, że muszę Miłce zadedykować utwór rymowany.

O Miłko boska, Miłko kochana!
Tłukę dziękczynnie czołem od rana,
Pod stopy twoje ślę barwne kwiecie
(ogołociłam klomby w powiecie)

Straż miejska pełna niezrozumienia
Zechce mnie zgarnąć za te zniszczenia,
Lecz ja zawołam nawet zza krat:
O Miłko droga! Żyj nam sto lat!

To jest ciasto po którym szybcy i wściekli zmieniają się w szybkich i zrelaksowanych. Rozważna i romantyczna transformują w spokojną i najedzoną. Po tym cieście Joker przestaje się wreszcie głupkowato uśmiechać, za to Batman tryska humorem i nie jest to humor czarny. Lord Vader i Luke Skywalker rzucają się sobie w ramiona i idą na piwo, Sithowie ustanawiają demokrację parlamentarną, Superman nadal gładko odrywa się od ziemi – słowem, cuda się po tym cieście dzieją, no!

W dodatku proste jest jak konstrukcja cepa i zrobiłoby furorę w książce kucharskiej dla opornych. I jeszcze szybkie jest tak, że szybsi są już tylko ci, co byli wściekli, a się wyluzowali. Bez zbędnych zdań przechodzę od słów do czynów i wysyłam dobro w świat.

Najszybsze i najprostsze ciasto, które zawsze wychodzi

Składniki:
  • 4-5 jajek (ja dałam pięć)
  • 1 szklanka cukru (u mnie szklanka ma pojemność około 200 ml)
  • 1,5 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki oleju
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • cukier waniliowy
  • owoce – jakiekolwiek. Ciasto służy do utylizacji wszelkich nośników fruktozy. Ja dałam jabłka, ale mogą być gruszki, brzoskwinie, truskawki, maliny, morele, wiśnie, śliwki, porzeczki oraz wszystkiego_co_tylko_natura_ma_na_stanie.

Można też zrobić wersję bez owoców i ona będzie jeszcze szybsza. Tę zresztą preferuję, ponieważ moje dzieci ze względów dla mnie kompletnie niezrozumiałych nie tolerują owoców w cieście. Nawet rodzynek, co jest już zbrodnią domagającą się kary.

Przygotowanie:

Proces produkcji jest tak prosty, że jeśli ktoś sobie z tym nie poradzi, skłonna jestem zjeść swoje buty i narazić się tym samym na wielokrotne przekroczenie dobowej racji kalorii, gdyż albowiem drałuję w glanach. No dobra. Jajca rozbijamy do garnka i traktujemy mikserem, dodając w międzyczasie cukier i cukier waniliowy. Następnie nie wysyłając miksera na urlop dodajemy olej, potem mąkę (stopniowo) razem z proszkiem do pieczenia. I koniec. To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść. Tralala.

Ciasto wylewamy na blachę. Może być tortownica, ja akurat wzięłam kwadratową i akurat posmarowałam margaryną i wysypałam kaszą manną, bo jedno i drugie miałam, za to dużo bardziej upraszczającego sprawę papieru do pieczenia jakoś nie. Wtłoczyłam jabłka, w ilości jednakowoż mocno oszczędnej (wiadomo – dzieci).

ciasto

Ciasto wstawiamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze około 180°C przez… Miłka napisała, że przez 30 minut, ale przyznam się szczerze, że nigdy nie patrzę na zegarek, sprawdzam za to stan gotowości organoleptycznie. Czyli wykałaczką. Może to i było pół godziny, może ciutkę dłużej, ale niewiele.

ciasto2

Ciastu pozwalamy wystygnąć (lub zżeramy połowę na gorąco, sprawdzając dokładnie, czy na pewno na środku blachy również jest upieczone), posypujemy cukrem pudrem i zapodajemy najbliższym.

ciasto3

Ci mdleją z zachwytu, a powstawszy z siedzących rzucają się na wypiek, wykorzystując sytuację, że poszłaś odnieść nóż do kuchni, i nie pozostawiają ci ani okruszynki. Ciotki i kuzynki zaznawszy rozkoszy podniebienia, zupełnie szczerze życzą ci śmierci w męczarniach, bo to ty zostaniesz legendą rodzinną, a nie one.

ciasto4

Miłośników zakalca lojalnie przestrzegam – nie ma szans na zakalec! Nawet u mnie! U mnie, kumacie? Ja z zakalców mogę robić doktorat. I też by pewnie nie wyszedł, howgh 😉

Smacznego. Jak przystało na leniwą niedzielę (lazy sunday), zdjęcia robiłam smartfonem. Szafka z lustrzanką była za daleko.

10 KOMENTARZE

  1. W pierwszym momencie myślałam, że to szarlotka sypana, ale ciasto za grube 🙂
    Zakalca się nie boję, bo moje ciasta i ciastka na drożdżach mają tendencję odwrotną – do wyrastania ponad normę, wyskakiwania z blachy, zorganizowanej ucieczki z piekarnika i tak dalej.
    Chyba upiekę drożdżówkę na weekend, natchnęłaś mnie, tylko dam największą blachę, jaką mam.

  2. A ja już zrobiłam i jest pyszne. I co najważniejsze nadaje się dla dziecka z alergią na mleko i jego przetwory!!!

  3. Krusz, Twój doktorat z zakalców to ściema! ;-)))))))))))))))))))Właśnie zrobiłam to ciasto….i co? i mać – zakalec.