Wszyscy ludzie ginekologii

19
3301

Przypadek pierwszy

Wiele z nich ciepło, ale i z lekkim rozbawieniem (nikt nie jest doskonały) stwierdzało, że chodzą „do Murzyna”.  Przyczyna była bardzo prosta – w kontakcie okazywał się bezpośredni, ale szanujący prywatność, z poczuciem humoru, ale nie głupkowaty, wykazujący się zrozumieniem, ale też nieowijający w bawełnę, kompetentny, ale nie zarozumiały, no i – co bardzo punktowało – pamiętał swoje pacjentki. Przyjmował na NFZ, pracował w szpitalu, chyba też miał własny gabinet. Tłumy do niego waliły, stał się sympatyczną, ciemnoskórą legendą ginekologii.

Przypadek drugi

Uchodził za wybitnego specjalistę w swojej dziedzinie, dźwięk nazwiska zginał kolana. Doświadczenie ciągnęło się za nim nieskończonym peletonem, a stwierdzenie, że się chodzi do doktora X, oznaczało, że po pierwsze stać kogoś na wizytę (a to nie było takie oczywiste), po drugie jest w stanie dla dobra sprawy przełknąć sposób bycia lekarza. „To cham” – mówiono o nim. – „Wybitny cham”.  Chamowaty był zarówno w szpitalu, jak w prywatnym gabinecie – mógł sobie na to pozwolić. Zapas sławy miał wystarczający.

Przypadek trzeci

W szpitalu miała ksywę „biała mamba”, oczywiście nie miała o niej pojęcia. Konkretna, zimna w obejściu, nieokazująca żadnych emocji, skupiona na pracy, działająca szybko, energiczna i zdecydowana. Mimowolnie wzbudzała jeśli nie strach, to co najmniej niepewność. Kiedy wiadomo było, że to ona robi obchód, słychać było jęk zawodu, ale na szczęście – jak zawsze – szybko rozprawiała się z zadaniem. Kiedy jednak była potrzebna, to stawała na wysokości zadania. Cesarka wykonana na ostatnią chwilę, już właściwie po godzinach jej pracy na nocnej zmianie nie stanowiła najmniejszego problemu. Żadnego focha, trzeba działać.

Przypadek czwarty

W prywatnym gabinecie, gdzie przyjmował, pozwalał sobie na niewybredne żarty i dwuznaczne uwagi. Rzucał „fajną masz spódniczkę”, pytał o szczegóły życia intymnego z ulubioną pozycją włącznie, zawsze zwracał się do pacjentek per ty. Badanie ginekologiczne i badanie piersi wykorzystywał jako okazję do nieprofesjonalnego dotyku, którego być nie powinno. Mówiąc wprost – molestował. Ktoś w końcu wkurzył się i to zgłosił, a lekarz wycofał się z praktyki w atmosferze niesmaku. Nie wiadomo, czy poniósł konsekwencje.

Przypadek piąty

Trochę chimeryczny, trochę ekscentryczny, nałogowy palacz. W obejściu z reguły miły, choć zdarzały mu się chwile oschłości. Rzeczowy, konkretny, nie lubił wdawać się w pogaduszki, prawdę – nawet bardzo smutną – przekazywał na chłodno i bez zawoalowania. Kiedy wiadomo było, że to on akurat będzie robił USG pacjentkom patologii ciąży, rozlegały się okrzyki wiwatowania. Legenda USG, wybitny specjalista, studenci podążali za nim niemalże na kolanach. Uznawał, że wiedzy nigdy dość – ciągle ją poszerzał.

Wszyscy ludzie ginekologii

Wszystkie przytoczone przeze mnie sytuacje pokazują, jak bardzo różny może być lekarz ginekolog. Profesja szczególna, powiedziałabym, że szczególnej troski. A przynajmniej szczególna troska powinna ją otaczać ze strony systemu opieki zdrowotnej, edukacji i działań administracyjnych, bo ginekologia to dziedzina medycyny szczególnie intensywnie ingerująca w ludzką prywatność. Z konieczności. No dobra, chirurg operujący nerkę też w to wnętrze ingeruje i bardziej już nie można, ale rozumiecie, w czym rzecz.

Ginekologa porównałabym – i proszę mi to wybaczyć – do księdza. Na dobrą sprawę przez niekompetencję, nieprawidłową ocenę sytuacji, źle podejmowane decyzje albo dla odmiany poświęcenie, zaangażowanie i wiedzę może zadecydować o czyimś życiu, może odcisnąć piętno lub wywrzeć zbawienny wpływ. O ile światopogląd dentysty generalnie nam zwisa, ortopedy także, to w przypadku ginekologa staje się on sprawą istotną. Nie tak rzadko ginekologa wybiera się lub nie również w odniesieniu do postawy, jaką reprezentuje.

Dodatkowo ginekolog jak żaden inny lekarz dotyka sfery naszej seksualności, co sprawia, że wizyta w gabinecie wymaga wpuszczenia obcego człowieka na tereny normalnie niedostępne. To oznacza też, że przed żadnym innym lekarzem nie czujemy się tak bezbronne. Ginekolog to kolejna osoba, przed którą – excusez le mot – rozkładamy nogi. Nie w celach stricte prokreacyjnych, choć z prokreacją związanych.

Praca ginekologa wymaga więc nieco innych kompetencji… Inaczej to ujmę: szerszych kompetencji niż praca lekarzy innych dziedzin. Kompetencji wykraczających poza ramy medyczne. Nie wystarczy być specjalistą w swoim fachu, trzeba jeszcze okazać się człowiekiem. O ile więc nauczycielem, księdzem czy lekarzem powinno się być z powołania (przynajmniej tak wieść gminna głosi), o tyle ginekologiem powinno się być z powołania szczególnie.

Czy ginekolog idealny jest mężczyzną?

Ginekologia to też chyba jedyna dziedzina, w której płeć lekarza może mieć znaczenie i najczęściej ma, jak pokazały odpowiedzi na pytania, jakie zadałam na fanpage’u facebookowym „Dzieciowo mi!”. Poprosiłam was o wypowiedź, czy wybieracie raczej mężczyznę czy kobietę i co stoi za waszą decyzją, poprosiłam też o wskazanie trzech cech, które widziałybyście u ginekologa idealnego, najbardziej przez was pożądanych. Przyjrzyjmy się więc wynikom.

Otrzymałam prawie 100 odpowiedzi, za które bardzo serdecznie dziękuję. Ponad połowa, gdyby chodziło o płeć, wybrałaby wizytę u mężczyzny. Tylko 20% skierowałoby się do kobiety, dla prawie 25% płeć nie ma znaczenia, liczą się kompetencje.

ginekolog

Dlaczego najczęściej wybieramy mężczyznę? Powody padały bardzo różne, ale na pierwszy plan zdecydowanie wybijały się dwie kwestie: wrażenie, że mężczyźni bywają delikatniejsi, tak podczas samego badania, jak w kontakcie z pacjentką w ogóle, oraz – co bardzo smutne – przykre doświadczenia z ginekolożkami. Co jest, do licha? Wydawałoby się, że co jak co, ale w tej dziedzinie jedna kobieta powinna względem drugiej wykazać się szczególnym zrozumieniem i wsparciem, a okazuje się, że jest odwrotnie. Częściej zwracamy się ku mężczyznom, którzy tzw. „kobiece sprawy” znają wyłącznie od strony teoretycznej.

Pojawiały się też odpowiedzi, że z mężczyzną łatwiej się dogadać, jest konkretniejszy i bardziej skupiony na priorytetach, nie lekceważy symptomów i dolegliwości pacjentki, wzbudza większe zaufanie oraz dysponuje większym doświadczeniem i wiedzą niż ginekolog płci żeńskiej. Oczywiście to tylko sto wypowiedzi, pewnie gdyby zrobić badanie ogólnokrajowe, wyniki mogłyby być inne. A może nie? Kto wie.

Co piąta kobieta wybrałaby lekarza ginekologa tej samej płci. Dlaczego tak? Szok i niedowierzanie, powody pojawiały się… właściwie te same. Kobieta zatem lepiej zrozumie i lepiej wytłumaczy, jest delikatniejsza niż mężczyzna, a dodatkowo rozebranie się przed nią wzbudza mniej skrępowania, bo w końcu, no cóż, ma to samo i tego samego doświadcza. Pojawiały się też rozróżnienia, że o ile badanie ginekologiczne może wykonać kobieta, to prowadzenie ciąży powierzyłybyście mężczyźnie i odwrotnie – badanie ginekologiczne i standardowa wizyta u mężczyzny, ale dla odmiany z ciążą wyłącznie do kobiety.

To wszystko świadczy, w moim pojęciu, o jednym. Ginekologia to jedyna dziedzina medycyny, w której płeć tak bardzo decyduje w podejściu do człowieka. I możemy sobie mówić, że kompetencje, wiedza i sranie w banie, ale negatywne lub pozytywne doświadczenia wynikały RÓWNIEŻ z faktu, że ktoś był takiej a nie innej płci. Tylko w ginekologii spotyka się określenia, że baby bywają straszne i do kobiet się nie chodzi, bo… to kobiety.

Wyniki ankiety świadczyłyby też o tym, że mężczyzn ginekologów jest zdecydowanie więcej niż kobiet. Dlaczego? Pewnie w ogóle w medycynie jest więcej mężczyzn niż kobiet, ale dlaczego w tej specjalizacji wygląda to właśnie tak? Czy mężczyznom łatwiej jest oddzielić sferę emocjonalną, bo przeżycia związane z ciążą (zwłaszcza trudną) znają wyłącznie teoretycznie? Czy kobiety świadomie kierują się ku innym dziedzinom medycyny, czy też są w jakimś pojęciu, no nie wiem, blokowane? Czy mężczyznom w ginekologii jest łatwiej?

Zostawmy płeć, przepłyńmy zgrabnie w stronę kompetencji. Jakie cechy powinien mieć idealny ginekolog? O tym na następnej stronie.

19 KOMENTARZE

  1. Co prawda ankietę przeoczyłam, ale to się teraz wypowiem. U wielu ginekologów już bywałam (ze dwajścia, jak nic, póki nie trafiłam na obecnego). Na peirwszą wizytę oczywiście wybrałam sobie kobietę – tak jak ona, nie poniżył mnie nikt w życiu… Potem byłam jeszcze 2 razy u ginekologów kobiet – zawsze było coś nie tak! I dopiero jak poszłam to mężczyzny, to zrozumiałam dlaczego wszyscy tak, a nie inaczej radzili. Pełna profeska, bez dwuznacznych (i jednoznacznych!) komentarzy, zawsze delikatnie przy badaniu i zawsze konkretnie w odpowiedziach i zaleceniach.
    Teraz chodzę do mężczyzny prywatnie (od wielu już lat do tego samego), a do kobiety – żeby mi przepisała badania na LuxMed (bo jakoż i Ty – jestem korpoludkiem, ale od dawna już nie korzystam z ich klasycznych usług). I co? Wiem jakie pani ma poglądy, wiem, że np. nie pochwala inseminacji, bo wiara jej na to nie pozwala. Serio – czy ja powinnam takie rzeczy wiedzieć?? Czy, gdybym się u niej leczyła – nie powiedziałaby mi o takiej opcji?? Ehhh…..
    A lekarz? Zawsze mogę do niego zadzwonić, jeśli dzieje się coś niepokojącego, zawsze odbiera (jak jest na wakacjach to wysyła smsa z informacją co robić), a jak nie odbiera – oddzwania. Nie wiem jakie ma poglądy, wiem, że jest bardzo dokładny, cierpliwy i konkretny. Nie pitoli. Nie zamienię go na nikogo innego 🙂
    PS. Trójki słuchać będę na pewno!

  2. Ja od zawsze uważałam, że lekarze- jacykolwiek- powinni mieć przez państwo narzucony JEDEN rodzaj pracy. Albo szpital, albo przychodnia, albo prywatna praktyka- a nie z każdego po trochu.
    Moja sytuacja życiowa w tym momencie wygląda tak, że ubezpieczenia nie mam (bo mnie zwolnili w ciąży ze śmieciówki, a mężatką nie jestem), więc co idę do przychodni, to muszę pisać oświadczenie, że mi przysługuje „z urzędu” ze względu na mój stan. I serio mam wrażenie, że jestem traktowana gorzej, niż te pacjentki, które ubezpieczenie mają. Ale może to tylko moje wrażenie :/

  3. Jeśli chodzi o przyjmowanie na NFZ to mam pewne porównanie. Pierwszą ciążę prowadził mi lekarz na NFZ, nie pracujący w szpitalu, nie mający praktyki prywatnej. Mimo, że kolejek dużych do niego nie było, to miałam wrażenie, że nie poświęca swojego czasu tak jak powinien. Owszem, gadułą był strasznym, ale nie na te tematy co trzeba… Chodziłam do niego 1,5 roku. Byłam zadowolona, bo był kompetentny i w sumie nie miałam żadnych zastrzeżeń. Po przeprowadzce musiałam zmienić lekarza. Wybrałam lekarza, który pracował w szpitalu, więc miałam z nim już styczność przed porodem. Miły, ciągle się szkolący, bardzo polecany przez wiele kobiet. Ma gabinet na NFZ, nie ma praktyki prywatnej, póki co ma jakieś staże, więc zrezygnował z pracy w szpitalu. Kolejki ogromne, rejestracja z wyprzedzeniem, ale warto. Jeszcze nigdy nie byłam tak „obsłużona” na NFZ. Obsuwa jest zawsze, ale nie dziwota, skoro każdej pacjentce poświęca tyle czasu ile potrzeba. Oby więcej takich lekarzy.

  4. Pominelas bardzo wazna kwestie na chwile obecna bardzo goraca – klauzule sumienia. Dla mnie nie jest istotne czy to kobieta czy mezczyzna – chce lekarza, neutralnego swiatopogladowo aby nie musiec sie tlumaczyc po co mi tabletki antykoncepcyjne albo przezywac wstydu proszac o dodatkowe badania bo to jest „niezgodne z jego/jej sumieniem”. Malo tego – chce miec pewnosc ze dostane rzetelne informacje i lekarz nic przede mna nie zatai, bo to „niezgodne z jego/jej sumieniem”. Wiec ja wybieram lekarza pod tym kryterium a nie z uwagi na plec.

    • Wcale tego nie pominęłam. Wspomniałam o tym w dwóch miejscach w tekście. Inna sprawa, że tylko jedna z ankietowanych osób powołała się na ten argument. Jedna na sto. Widocznie ludzie się różnią w ocenie ważności poszczególnych elementów oceny.

      • To akurat byłam ja 😉
        W LuxMedzie chociażby jest taki lekarz, który nie tylko mnie, ale i moje koleżanki, które nań trafiły, zraził od progu swoimi poglądami. Żadna z nas nie poszła już więcej do niego na wizytę.

      • O religijnych przekonaniach i klauzuli sumienia pisałam też ja, więc głosów było 2 a nie 1 🙂
        Trafiłam (też w LuxMedzie) na taka lekarkę, która odmówiła mi wypisania pigułki PO, bo „klauzula”. Nigdy więcej do niej nie poszłam.

        • Raz w sumie trafiłam na bardzo niedelikatną lekarkę, po badaniu (ugniatała mi podbrzusze konkretnie) prawie zwymiotowałam, ledwo doszłam do domu i cały wieczór miałam nudności z bólu. Też nigdy więcej do niej nie poszłam.
          A tak jak chodzę, to wystarczy lekarzowi powiedzieć, że coś zabolało i staje się bardziej delikatny 🙂

          • nieciekawe sytuacje, to fakt… ja też należę do grona osób, które od lat chodzą do lekarza prywatnie (enel med z pracy) i na całe szczęście żadne takie akcje mi się nie przytrafiały, jestem ogólnie zadowolona. Ale wierzę wam, bo słyszałam jeszcze w czasach studenckich (czyli trochę lat minęło, na pewno też zmieniły się też trochę takie ogólne standardy wymagań co do obsługi klienta czy pacjenta) różne opowieści od koleżanek jakie teksty czasem słyszały w gabinetach, zwykle państwowo bo jednak z mojego doświadczenia wynika (nie mówię że zawsze tak jest), że prywatnie trochę bardziej szanuje się pacjenta.

  5. Sluchalam raz w radio (o, rozpaczy, nie w Trojce!) audycji o historii ginekologii. Ponoc jeszcze 200 czy 300 (nie pamietam) lat temu lekarz mezczyzna mogl pacjentke zbadac, ale nie mogl patrzec, bo nie uchodzilo. Zeby zatem wiedziec, co sie bada, ksztalcacy sie lekarze zatrudniali prostytutki. To by tlumaczylo, czemu tylu facetow pcha sie do tego zawodu ;)) A na powaznie, wole zeby badal mnie ktos, kto zna „przedmiot badania” z wlasnego zycia i moze czasem udzielic rady, na jaka mezczyzna moze by nie wpadl, bo nie przerabiali tego na zajeciach. Moze po prostu trafilam na fajna babke albo jestem uprzedzona, ale u mezczyzny czuje sie jak u weterynarza…

  6. Ja tam szczegolnie wybredna jesli chodzi o lekarzy nie jestem. Ta notatka sklonila mnie do „rachunku sumienia”.

    Jako ginekologow mialam zarowno mezczyzm jak i kobiety. Mezczyzni prowadzili moje ciaze (przypadek, tak wyszlo), i mialam co do nich zastrzezenia (ignorowali to co mowilam, „zapomnieli” mi niektorych badan zrobic, a chodzilam do nich w ramach sieciowek medycznych).

    Rachunek sumienia wykazal, ze czesciej kompetentne okazywaly sie lekarki (oczywiscie nie wszystkie z ktorymi mialam do czynienia). Szczegolnie te, w wieku okolo-emerytalnym. Widac lata doswiadczenia tez maja znaczenie.
    Sama jestem zdziwiona tym wnioskiem.

  7. Robię ginekologie więc się wypowiem :p po zniesieniu parytetu więcej jest kobiet lekarzy bo pp prostu więcej się dostaje na studia (guess why :p), a w ginekologii więcej jest facetów bo to też specjalizacja zabiegowa – a więc wg starszyzny totalnie nie dla kobiety, ale na szczęście teraz nikt się tym nie przejmuje 🙂 osobiście zawsze wybieralam kobiety, które pracowały w szpitalu a jednocześnie przyjmowały w poradni, miałam wtedy pewnośćz ze maja stały kontakt z tematem. Przy wyborze opieralam się na opiniach znajomych. Zazwyczaj były to kobiety ok 40. Bardzo ważne było dla mnie to że lekarz mnie pamiętał, bo świadczy to dla mnie o ogarnietym umyśle (oczywiście ktoś nie musi pamiętać ale jest wybitny w jakiejś części dziedziny, ale jak dla mnie tacy ludzie są od zadań specjalnych a nie holistycznego podejścia do pacjenta).

  8. A ja tafiłam na wspaniala Pania doktor.
    Prowadzila moja ciaze i nie wyobrazam sibie zeby kolejna mial prowadzic ktos inny.
    Mila, sympatyczna, delikatna- zarowno w swoim prywatnym gabinecie jak i w szpitalu.
    Trafilam do niej przypadkiem i wiem ze juz zostane
    Duuuzego plusa u mnie zdobyla za wykonywanie podstaw czyli oprocz badania ginekologicznego obowiazkowo na kazdej wizycie bada piersi.
    Jako jedyna ze wszystkich lekarzy do ktorych chodzilam a bylo ich kilku!! Dziwne co nie? W dzisiejszych czasach , gdzie tyle mowi sie o profilaktyce, badaniach ŻADEN z lekarzy do ktorych chodzilam tego nie robil. Oczywiscie zbadal jak go/ja o to poprosilam, ale nigdy sam od siebie.
    Moja lekarka pilnuje wszystkich badan, cytologia usg piersi itd.Bada bardzo delikatnie, odpowiada na kazde moje pytanie, w chwilach stresu rozbawi i pocieszy.
    Nie patrzy na zegarek podczas wizyty tylko poswieca kazdej pacjentce tyle czasu ile potrzebuje.
    I nie lekcewazy niczego. W ciazy strasznie puchlam,
    Gdy zobaczyla mnie na wizycie zaraz skierowanie do szpitala wystawila. Stwierdzila ze latem ok puchna nogi w ciazy ale jest zima a ty masz nogi jak slon.I miala racje ze cos jest nie tak.Maly uciskal mi nerke.
    Zbierala sie woda w organizmie. Ale na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo.
    Na zakonczenie dodam ze jest ulubiona lekarka wszystkich pacjentek na patologii ciazy.
    Dr. Alicja Piątkowska- Pawlica- uwielbiam ta kobitkę.

  9. Światopogląd ginekologa? Miałam z tym jazdy w drugą stronę. Byłam przeterminowaną dziewicą, a musiałam słuchać dowcipów o badaniu piersi (jak cię facet pieści, niech przy okazji poszuka ewentualnych guzków) czy zabijać gościa humorem (G: Stosowała pani antykoncepcję hormonalną? Ja: Nie, nigdy. G z przekąsem: Aha, czyli model „jakoś to będzie”? Ja: Nie. „Szklanka wody zamiast”). Traumy wielkiej po tym nie mam, raczej garść anegdot do wykorzystania w książkach, ale tak sobie myślę, że trzeba było znaleźć kogoś jednocześnie kompetentnego i „swojego”. Uniknęłabym, zwłaszcza gdy przechodziłam przez epizod niepłodności, bezsensownych porad i przepychanek co do formy leczenia.

  10. Mam pakiet w enel med i do ginekologa chodzę również tam – nie spotkały mnie nigdy żadne dziwne sytuacje, a byłam u kilku lekarzy 😉 Myślę że to nie jest kwestia płci a konkretnego człowieka – są dobrzy specjaliści i wśród kobiet i wśród mężczyzn. Na pewno nie wyobrażam sobie chodzenia do kogoś kto mnie upokarza – na szczęście na rynku jest tylu lekarzy że wolę poszukać dłużej i być leczona po ludzku. Wydaję mi się że większą uwagę do standardów obsługi przykłada się prywatnie – wiadomo, że jak coś będzie nie tak to pacjent pójdzie w inne miejsce, a państwowo różnie z tym bywa, dlatego cenię sobie to że będąc w enel medzie mogę wybierać lekarza, który mi odpowiada.

  11. a ja bardzo dobrze wspominam mojego gina do którego chodziłam w ciąży. Prywatnie. Gabinet miał w bloku obok. Gośc kompletnie nie kojarzył swoich pacjentek, ale wiedzę miał dużą. No i można z nim było pożartować. Miał dystans do siebie i tego samego wymagał od pacjentek.
    Uważam, że część dziewczyn też przesadza. Oczekujemy bycia pamiętanymi, miłego lekarza, indywidualnego traktowania. Zapominamy, że lekarz do którego idziemy to też człowiek, może mieć gorszy dzień i pacjentek nam podobnych ma w ciągu dnia multum. Braku wiedzy nie usprawiedliwia nikt. Na brak delikatności przecież możemy zwrócić same lekarzowi uwagę. Znam wiele dziewczyn, które w gabinecie nie odezwą się słowem że coś im nie leży, a potem plują żółcią na forach. Lekarz nie jest duchem św. Nauczmy się wreszcie mówić co nam nie pasuje i tyle.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here