Ile kosztuje życie w Polsce?

8
1993

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że Bruce Lee… a nie, on nie żyje. No to wyobraźmy sobie, że Paris Hilton… też niedobrze, spróbujmy nieco mniej ambitnie. Wyobraźmy sobie, że Dżon Kołolsky, który na co dzień rezyduje w Usiech, postanawia coś zmienić w swoim życiu – na przykład miejsce zamieszkania. I to tak od razu mu się zachciewa po całości, bez żadnej taryfy ulgowej – Dżon mianowicie myśli zamieszkać w innej części świata. A co.

Kołolsky lubi ryzyko, ale nie jest nienormalny, dlatego zanim zwinie swoje manele i wsiądzie do pociągu byle jakiego, bierze populację świata na spytki i wysyła w eter jedno proste pytanie: „Ile kosztuje życie w…” – tu wstawia właściwe. Ile kosztuje życie w Polsce? – zapytał więc Dżon, nie zdając sobie sprawy, jaką wyrypaną w kosmos puchę Pandory otwiera. Polacy stanęli na wysokości zadania i polecieli Dżonowi w sukurs, albowiem wysoce nieprawdopodobnym jest, by Polak nie miał nic do powiedzenia i to w kwestiach tak wybitnie istotnych.

Ile kosztuje życie w Polsce? Przez światłowody z siłą wodospadu przetoczyła się odpowiedź jedynie słuszna i oczywiście oczywista, że DUŻO. Chwilę potem oddolnie zawrzało i w komentarzach do powyższego stwierdzenia zaczęto w sposób jasny i klarowny domagać się korekty w stylu typowo polskim („Tak mogą napisać tylko ci, co mają dwie komórki – jedną z Androidem, a drugą na grabie i żadna z nich nie jest szara.”), żądając dostawienia przyimka ZA. Za dużo.

To wystarczyło, by ujawniła się frakcja mniej liczna, za to nadrabiająca ambicją, zarzucająca wszystkim innym przepieprzanie kasy na prawo i lewo, bo życie wcale tak dużo nie kosztuje i jak się chce, to można, więc po prostu weźcie się ludzie ogarnijcie czy coś. Bo przecież są tacy, którzy mają do dyspozycji minimum egzystencjalne i muszą sobie poradzić. Oczywiście żadne fejsbuki czy w ogóle internety nie wchodzą w grę, ale ogólnie żyją, czyli można, co nie?

Ogólnie to cała reszta, z których połowa zaczęła ustawiać stosik, połowa pobiegła po zapałki, rzuciła się przypominać, że tak to sobie można o wsi pisać, bo jak się w mieście mieszka, to jednak płaci się więcej, bo czynsze, bo przedszkola, bo dojazd do pracy. Na to ci, którzy mieszkają stosunkowo blisko miasta, ale nie na tyle, żeby się łapać na zbiorkom, ryknęli śmiechem i zatupali nogami, bo co wy (tu typowo polskie epitety) możecie wiedzieć o kosztach dojazdu.

Gdzieś z tyłu podniosły się głosy, że koszty dojazdu to i tak pikuś przy kumulacji z kredytem hipotecznym. To dopiero boli. Frankowicze turlali się ze śmiechu już od pewnego czasu, a teraz przystąpili do zakładania grupy „Beka z tych, co mają kredyty w złotówkach lub nie mają wcale”, po czym ogłosili wspólne piwo (hasztag #frankiwo), by powspominać złote czasy, gdy frank chodził po 2,10.

Dżon Kołolsky naczytał się już sporo, ale jakoś nie poczuł się szczególnie przybliżony do odpowiedzi. Już ogarnął, że koszt życia w Polsce mieści się pomiędzy minimum egzystencjalnym a tym, co europoseł jest w stanie wpisać w wydatki na paliwo i to wbrew pozorom wcale nie będzie górna granica możliwości. Wie, że rozjazd między wsią a miastem zawstydza szpagatem wszystkie chińskie gimnastyczki. Wie, że ma znaczenie ilość tego i owego oraz rozmiar tamtego, o powierzchni czegoś tam już litościwie nie wspominając. Tylko co? No właśnie, tylko nic.

Nie będę szuja, pomogę, w końcu jako nieodrodna córa mojego narodu nie będę siedzieć cicho, kiedy w koło taka zacna nawalanka 😉 Drogi Dżonie, poznaj więc mądrość niezwykłą i precyzję odpowiedzi. Ile kosztuje życie w Polsce? Ha! Życie w Polsce kosztuje tyle, ile wynoszą „okoliczności przyrody”, które wystąpić muszą, PLUS tyle, ile z własnej woli się do nich dokłada. Ni mniej, ni więcej. I tylko część z tego jest sterowalna. Jaka? To zależy właśnie od tego, co to za okoliczności tej przyrody są. Co to oznacza? Cóż, dla każdego coś innego. Ale spoko, drogi Dżonie, zostań z nami. Zawsze mamy niezły zaciesz, gdy ktoś się na to decyduje 😉

Obrazek z pixabay.com.

8 KOMENTARZE

    • Dla mnie proste. Ta notka jest rozwazaniem o tym, jak takie niby proste pytanie budzi emocje, wrogosc i frustracje. Jak ludzie sie licytuja, kto ma gorzej, a z drugiej strony nie chca wyjsc na niezaradnych. Mysle, ze Krusz moze od czasu do czasu pozwolic sobie na publikowanie luznych przemyslen nie zwiazanych z jakas akcja czy ankieta, to w koncu jej blog, pisze, co jej w duszy gra. Jedni pisza o swoim weselu sprzed 5 lat, inni komentuja, co rozne garnitury i garsonki powiedzialy w tv…

      • Tak, a dodatkowo jeszcze jest to takie śmiechnięcie z samego pytania. Bo zapytać, ile kosztuje życie w Polsce, to mniej więcej tak samo jak zapytać, ile kosztuje samochód. To zależy przecież od pierdyliarda spraw, przy czym po części tylko od samego samochodu.
        Jakiś czas temu ktoś zostawił komentarz, ile kosztuje mieszkanie. To mniej więcej tak samo załamujące. Niech się najpierw określi, czy celuje w pałac czy oborę 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here