Majezonik. To coś, co mamy na stanie obok lemiodady. Jeśli nie znacie majezoniku i lemiodady, to z pewnością zetknęliście się z kakałkiem. Nie wierzę, że nie, każdy, kto ma dzieci, ogarnia, o co chodzi 🙂 Kakałkiem dzisiaj się nie zajmiemy, lemiodadką też, natomiast tę drugą z majezonem łączy to, że z powodzeniem może być wykonana w domu. Lemoniadę (lemiodadkę) przygotowuję dzieciom raz po raz, normalna rzecz, za majonez zabrałam się po raz pierwszy w życiu.

Mój pierwszy w życiu majonez robiony metodą chałupniczą wyszedł jak? Ge-nial-nie! Za pierwszym razem! Wiecie, co to oznacza? Że skoro mnie się udał, to nie ma opcji, powinien wyjść wszystkim. Czy warto zrobić majonez samemu? Dlaczego nie? Zawsze jest to okazja do poeksperymentowania w kuchni i przygotowania czegoś, co się zna od początku do końca.

Głównym składnikiem mojego „majezoniku” stał się olej rzepakowy ze względu na jego smakowo-zapachowe właściwości. W tym przypadku to bardzo ważne. Prawidłowo oczyszczony rafinowany olej rzepakowy jest neutralny w smaku i zapachu. I tak ma być. Rzepakowy ma naturalnie bardzo dobre właściwości emulgujące, dlatego z nim majonez łatwiej się udaje. Poza tym dzięki dobrej stabilności oksydacyjnej długo utrzymuje świeżość i to też istotne, bo domowy majonez nie zawiera przecież niczego, co przedłużyłoby jego trwałość. Trzeba go wykorzystać w ciągu kilku dni. Tak czy inaczej kapitalna sprawa z domowym majonezem, oto przepis 🙂

Domowy majonez dla mistrzów i początkujących

Potrzebujemy naprawdę niewielu składników.

  • 2 żółtka (można też zrobić majonez z białek, wyobraźcie sobie, można w ogóle bez jajek!)
  • 1 łyżeczka musztardy (ja dałam sarepską)
  • 1 łyżka soku z cytryny (można cytrynę zastąpić dobrym octem)
  • Szczypta soli
  • 1 łyżka ciepłej wody (jeśli majonez wychodzi nam za gęsty – woda rozrzedza)
  • Odrobina pieprzu (nie musi być, ja dodałam)
  • 250 ml oleju rzepakowego (lub więcej, zależy, ile chcemy otrzymać majonezu)

Przygotowanie wbrew pozorom naprawdę nie jest trudne, ważne jest tylko, żeby wszystkie składniki miały temperaturę pokojową.

Żółtka oddzielamy od białek i ubijamy mikserem razem z musztardą, solą i pieprzem. Wiecie, taki jajeczno-musztardowy kogel-mogel. Kiedy składniki są połączone, powolutku (po-wo-lut-ku!), po odrobince dodajemy olej rzepakowy, nie zaprzestając ubijania. Wlewamy kapkę, miksujemy, póki się nie zjednoczy z resztą, i dopiero potem dodajemy następną odrobinkę.

Z początku masa będzie rzadka, ale z czasem zauważycie, że lekko gęstnieje. Wtedy możecie dodawać olej rzepakowy w większych ilościach. Na koniec dodajecie sok z cytryny lub ocet. Oczywiście, jeśli wyda wam się, że czegoś brakuje (soku z cytryny, pieprzu itp.), to dodajecie. W znalezionym przeze mnie przepisie była 1 łyżeczka soku z cytryny i ¼ łyżeczki soli. Pierwszego okazało się zbyt mało, drugiego zbyt dużo, dlatego zmodyfikowałam przepis.

majonez2

Na końcu dodajemy ciepłą wodę, jeśli jest taka potrzeba. Ja lubię, kiedy majonez jest bardzo gęsty, dlatego ten krok ominęłam, ale wy próbujcie, śmiało 🙂 Potem co? Potem możemy zabrać się za robienie ulubionej sałatki 🙂

majonez3

Jak widzicie, ten mój domowy majonez jest nieco bardziej żółty niż „kupny”. To zupełnie normalne 🙂 Ach, zapomniałabym! Dobrze jest wybrać stosunkowo wysokie, ale niezbyt szerokie naczynie. Szybciej się uporamy z robotą i nic nie będzie pryskać na boki.

majonez

Wymieszałam mój domowy „majezonik” z jogurtem typu greckiego i wykorzystałam przy sałatce. Wspaniale się sprawdził w tym połączeniu.

A wiecie, że rzepak bywa nazywany „oliwką północy” ze względu na wysoką zawartość kwasu oleinowego, zbliżoną do zawartości w oliwie z oliwek?

Olej rzepakowy zawiera też bardzo dużo cennych przeciwutleniaczy- jest źródłem witaminy E. To było naprawdę bardzo ciekawe doświadczenie, spróbuję zapewne jeszcze nie raz zakręcić i zamieszać 🙂 Zostało mi jeszcze trochę majonezu, idę się nieco odmłodzić za sprawą sałatki :))

logo-rzepak

ENJOY_pasek

13 KOMENTARZE

    • O ile pamiętam, to niecałe dwie. Nałożyłam do szklanki tylko część.
      Tego majonezu nie ma sensu robić więcej niż na całkowite jednorazowe wykorzystanie (np. w sałatce), bo można go trzymać w lodówce co najwyżej kilka dni.

  1. Moja mama od zawsze sama kręci majonez i jest pyszny, a u mnie w domu to majonez tylko na święta, jakoś mało go używamy. Ale fajnie jest mieć przepis. Ja poproszę o przepis na pyszną lemoniadę:)

  2. U nas majonezu idzie mało, więc nie robię, za to musztardy od czorta, więc musztardę robię sama 🙂 Nie mogę jeść cukru, a w kupnych majonezach i musztardach (o koncentratach pomidorowych i ketchupach nie wspomnę) cukier jest zawsze.
    Twój majonezik wygląda zachęcająco, może zmienię zdanie 😉

      • Podstawa to gorczyca – może być wyłącznie biała, może być biała i czarna (im więcej czarnej, tym musztarda ostrzejsza, ja robię mniej więcej pół na pół). Na standardowy słoiczek musztardy potrzeba ciut więcej, niż pół kubka gorczycy. Suchą gorczycę trzeba zalać wodą z octem (jabłkowym, winnym, mniej więcej 6 łyżek wody i 1-2 łyżki octu) i zostawić na co najmniej 24 h w ciemnym miejscu w temperaturze pokojowej (gdyby się okazało, że gorczyca wypiła wodę, można jej nieco dolać). Jak już gorczyca się pomoczy, trzeba ją zblendować dodając odrobinę soli. Dosmaczanie odbywa się według gustów osobniczych – ja przepadam za musztardą ostrą ze słodką nutą, więc dosypuję ksylitol, można dodać miód, chrzan, co kto lubi. I wsio 🙂

    • E, spójrz na skład majonezu kieleckiego 😉 krótki, zwarty, bez cukru i dodatków. Z dość krótką datą przydatności do spożycia 😉

  3. Chyba jeszcze łatwiej kręci się majonez w malakserze, jak ktoś ma. Obroty są wyższe, szybciej się emulguje, szybciej można lać olej. No i można jednocześnie kroić grzybki i ogóreczka na sosik tatarski:)