Macierzyństwo w „rzeczywistości ciągłej sprzedaży”. Kto razem ze mną powie STOP?

17
1842

Zacznijmy banalnie – macierzyństwo zmienia. Już samo to stwierdzenie zasługuje na nagrodę imienia Paolo Coehlo, ale zabrnę dalej. Macierzyństwo zmienia psyche i modeluje ciało. Wżera się w mózg, zakorzenia w synapsach, ostatecznie i nieodwracalnie zmienia trajektorię fotonów wpadających na siatkówkę oka, przez co nie da się na świat patrzeć tak samo jak w czasach sprzed macierzyństwa.

Boże, kiedyś mogłam to i to – myśli sobie matka. – Rany, niesamowite, że myślałam tak i tak. Teraz ma wrażenie, że jakiś tunel czasoprzestrzenny (czy Einstein maczał w tym palce?) teleportował ją na jakąś zupełnie inną planetę, która tylko z pozoru wygląda tak samo ja ta, na której dotąd żyła. Wszystko jest inne, nawet jeśli pozostało takie samo, perspektywa spojrzenia zmieniła się, nawet jeśli sytuacja rysuje się identycznie.

O tak, zaprawdę powiadam wam, macierzyństwo ryje beret. I nie da się żyć tak, jak przed dzieckiem i jakby dziecka nie było. Wiecie, kiedy najbardziej widać, że się nie da? Kiedy się to dziecko traci i zostaje na całe życie rana, która z biegiem czasu z pozoru zaczyna przypominać przybladłą bliznę, ale wystarczy niewiele, by zaczęła jątrzyć się na nowo. Świat pozostaje z zupełnie nielogiczną i niewypełnialną dziurą. Nie o tym dzisiaj jednak, nie o tym. Dzisiaj o tym, że mamy się sprzedać.

Żyjemy w erze panowania wielce nam (nie)miłościwego marketingu, w którym wartość jest wyznaczana przez poziom sprzedaży. Sprzedaż rozumiem bardzo szeroko jako coś, co przenika wszystkie warstwy naszego życia i odciska na nich piętno poprzez to, że nakazuje nam rywalizować o uznanie innych i tworzyć JAKOŚĆ, bo jeśli nie tworzysz, to dupa blada, przepadłeś. Stwórz własną markę! Pokaż im, na co cię stać! Bądź supermatką, superżoną, superkochanką, mistrzynią kreatywnego spędzania czasu z maluszkiem, najlepiej karmiącą, najlepiej wychowującą, godzącą cudownie wszystkie aspekty życia i posiadającą – oczywiście – świetne ciało.

Problem w tym – a problem nowy nie jest – że nasze rzeczywiste, codzienne macierzyństwomocno rozjeżdża się z tym, które oglądać można na łamach pisemek dla rodziców lub w reklamach telewizyjnych. Choć właściwie dlaczego rozgraniczam, to przecież często to samo… Rozjazd jest właśnie dlatego, że – jak śpiewa Myslovitz – żyjemy „w rzeczywistości ciągłej sprzedaży”. Ładne ciało, piękne wnętrze mieszkania i harmonijne życie ma moc, sprzedaje. Dlatego tak bardzo w mediach się liczy.

Problem jest nie w tym, że taką wyidealizowaną wersję rodzicielstwa się spotyka. Problem polega na tym, że uważamy, że to jest coś, do czego mamy dążyć, że tacy powinniśmy być,a jeśli nie jesteśmy, to ewidentnie czegoś nam brakuje, coś spieprzyliśmy, coś poszło nie tak. Tak jakby o naszej wartości decydowała ilość lajków i szerów pod zdjęciem na twarzoksiążce jako odpowiedź na nasze starania w zbliżeniu się do ideału.

A to przecież nie tak. I dlatego, że nie tak, powstała czwarta odsłona „Macierzyństwa bez lukru”. Odsłona tekstowo-wizualna. Popatrzcie sobie na kobiety, które mają za sobą jedną, trzy czy sześć ciąż i porodów. Są idealne? A skąd! Są chude i grube, z mankamentami, niemłode, porozciągane tu i ówdzie, z włosami dalekimi od wizji Roszpunki. Takie jak ja, jak ty, jak wy, jak my. Różnicie się od nich? Wcale się nie różnicie.Czy są piękne? O TAK!

1200x1200_MEMY_MAPHOT1_BEZ

Powstała kapitalna książka, „Macierzyństwo bez photoshopa”, najlepsza z odsłon „Macierzyństwa bez lukru”. Grupa fantastycznych kobiet odsłoniła swoje niedoskonałe ciała, żeby pomóc innym kobietom odnaleźć się w „rzeczywistości ciągłej sprzedaży”. Zdjęciom, naprawdę odważnym zdjęciom, towarzyszą świetne teksty napisane przez kobiety i przez mężczyzn.

1200x1200_MEMY_MAPHOT4_BEZ

Czego potrzebują matki w „rzeczywistości ciągłej sprzedaży”? Będę z uporem maniaka powtarzać to stwierdzenie, bo jest wyjątkowo trafne. Prawdy. Potrzebują PRAWDY. Potrzebują wiedzieć, że ich niedoskonałe życie i niedoskonałe ciało to jest właśnie to, o co chodzi. Że nie muszą sięgać do wyimaginowanej poprzeczki, by być kimś. Są KIMŚ. Zrobiły dla świata tak wiele – urodziły, a teraz wychowują. Codziennie płacą wysoką za to wysoką cenę i będą płacić do końca życia. No kurza twarz, zachwyćmy się tym!

1200x1200_MEMY_MAPHOT7_BEZ

Potrzebujesz tej książki, mówię ci. I to wcale nie dlatego, że jeden z tekstów napisałam ja, he he 🙂 A to jest jeden z najlepszych tekstów, jakie kiedykolwiek wyszły spod moich palców, zapewniam. Potrzebujesz jej, żeby wiedzieć, na czym stoisz. 

1200x1200_MEMY_MAPHOT10_BEZ

No, Coehlo drżyj, nadchodzę 😉

Jeden z blogerów powiedział jakiś czas temu, że ma dość czytania o tym, jakie macierzyństwo jest trudne. No tak, wśród białych mebelków, uśmiechniętych bobasków i markowych ciuszków z pewnością wygląda sympatyczniej, to prawda. Rzecz w tym, że prawdziwe piękno nie zasadza się na harmonii, tylko na jej braku. Macierzyństwo oznacza destrukcję na wielu płaszczyznach, od ciała poczynając, i właśnie dlatego jest tak cudowne. Czy kobiety z książki cierpią? Codziennie. Jak każde. Czy zamieniłyby swoje macierzyństwo na coś innego? Nigdy. Czy żal im, że nie będą już nigdy wyglądać jak przed porodem? Pewnie nutka nostalgii się pojawi. Czy to dla nich problem? Zdecydowanie nie.

„Macierzyństwo bez photoshopa” przyda ci się jeszcze z jednego powodu. Wszyscy autorzy i autorki, w tym ja, cały dochód ze sprzedaży książki przeznaczają na konto Mikołajka Kamińskiego będącego pod opieką fundacji „Zdążyć z pomocą”, który choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Wyguglajcie sobie, co to jest, śmiało. Kup koniecznie tę książkę. Nie tylko zyskasz wartościową pozycję czytelniczą, nie tylko będzie to coś, co można czytać po wielokroć i ciągle wracać, ale jeszcze pomożesz komuś w naprawdę trudnej sytuacji, której ty nie chciałbyś doświadczyć za Chiny ludowe.

Tu kupicie książkę w przedsprzedaży –> księgarnia sensus.pl. Klikamy, klikamy! Jestem niezwykle dumna, że mogłam uczestniczyć w tym wspaniałym przedsięwzięciu. Lubię zostawiać świat troszkę lepszy, niż go zastałam.

Autorzy, którzy współtworzyli książkę to: Anna Kowalczyk (boskamatka.pl), Joanna Skotnicka (moje-waterloo.blogspot.com), Beata Czerniakowska (Przebieralnia), Dorota Gęsiorska (mamaszostki.blog.pl), Dorota Smoleń (od-rana-do-wieczora.pl), Idiomka (idiomka.blog.pl), Izabela Lasowy-Cibor, Jan (tramwajnr4.pl), Julita Hybki (doulajulita.pl), Karolina, Kasia Ogórek (twojediy.pl), Łucja Prizeman, Maciej Mazurek (zuchpisze.pl, zuchrysuje.pl), Magda Kiełbowicz, Małgorzata Gilewska (gilewska.pl), Małgorzata Strzelecka (chudszej-szepty.blogspot.com), Małgorzata Dawid-Mróz (manufaktura-radosci.pl), Maria Kudroń (Krakowska Grupa Wsparcia dla Rodziców), Sylwia Niemczyk-Opońska (babyonline.pl), Zdzisław Fenczok.

Obrazek z pixabay.com

17 KOMENTARZE

  1. Telewizja robi wode z mózgu także dzieciom. Moja strasza córka ma 5 lat i jak ogląda te reklamy które pokazuja dzieci upaćkane w obiedzie a przychodzi mamusia i mówi ojej nic sie nie stało to pyta mnie „mamo a dlaczego ja tak nie moge” itp czasami jest to naprawde przykre. W reklamach rodzice nigdy nie krzyczą. Zawsze sa uśmiechnięci nawet jak dziecko zabazgra całą scianę pisakami czy kredkami.

    • Chodzi o to samo, niezależnie od medium. Mama klaszcze nad kreatywnością potomka, bo ma najnowszej generacji farbę do ścian, inna mama chodzi wiecznie uśmiechnięta i cała w bieli, bo ma super proszek, a jeszcze inna zawsze ze wszystkim jest na luzie, bo łyka magnez firmy X. O tym mówię. Rzeczywistość ciągłej sprzedaży.

    • Też mam pięciolatkę i jak próbuję ocalić chociaż kilka lepszych sukienek na wyjątkowe okazje przed ubabraniem w przedszkolu, to zawsze mi mówi że przecież jest cudowny proszek, kapsułki czy inne cholerstwo – i tu podaje konkretną markę – który wszystko spiera, nie martw się mamo 🙂 Moja córa w TV ogląda tylko ABC ale tam też sieczka reklamowa

  2. To ja opowiem o innej stronie „ciągłej sprzedaży”,bo na mamę dopiero startuję 😉

    Od ponad dwóch lat choruje na raka. Olalam system, ale… Otoczenie nie. I potem słyszę – „bo w DD była laska, co zaraz po chemii poszła na siłownię!”, „Jesz za mało antyoksydantów! W tv mówili!”, „Bo w tv pokazywali, że te szpitale to takie ładne są”, albo nawet, najbardziej bolesne „Przecież przy raku się chudnie! Nie może być chora, bo przytyla!”.
    Patrzysz na reklamy szamponów, na „Ż jest piękne”, filmy, w których chorzy skaczą na bungee.
    I nie wiesz, czy to z tobą coś nie tak, czy może dostałaś wadliwego raka.
    Jeszcze mi to rybka, od dwóch lat telewizora nie używam, ale moi znajomi to mają niezły bałagan we łbie.
    Bo kto wytłumaczy, że to tylko piękna teoria? Mi się już nie chce 😉

  3. Witaj w empiku robię zamówienia i bez problemu robią wysyłkę zagraniczną…stąd moje pytanie życzę miłej niedzieli

  4. Mój egzemplarz doszedł pocztą. I to nie byle jak, z pieczątką „Dzieciowo” i adresem napisanym własnoręcznie przez współautorkę 😉
    Lektura skończyła się przy trzecim posiedzeniu nad zimną kawą. Trzecim głównie dlatego, że w międzyczasie wzywały mnie nie-cierpiące-zwłoki-strasznie-ważne obowiązki (przecież jeżdżenie tabunem resoraków jak matka nie patrzy się nie liczy!- paczać więc musiałam, nie w książkę).
    I co tam znalazłam (w książce tym razem)? A no, po pierwsze zdjęcia kobiet w „rozmiarówce” wszelakiej, w fajnej bieliźnie (staniki odpowiednio dobrane do każdego biustu, nie kończące się na 75B- CHWAŁA WAM!) i wszystkie piękne! Kobiece, naturalne.
    Po 2 teksty mam. Wszystkie osobiste. Przy niektórych fragmentach, miałam ochotę przybić piątkę autorce, inne czytałam, bo czytało mi się bardzo przyjemnie, kolejne powodowały gulę w gardle (te zakopane głęboko problemy i kompleksy, które okazują się nie tylko moje). Podejście do tematu z każdego punktu widzenia (nie wpisujesz się we wzorzec fit-mamuśki i dobrze ci z tym? To ok. Chcesz jednak zacząć coś robić w kierunku poprawy kondychy i figury? Może kilka z tych rad pomoże.)
    Po 3 teksty panów. Po prostu dobrze wiedzieć, że nasza pozycja w oczach kochającego faceta jest praktycznie nie do ruszenia. Miło też poczytać kiedy mężczyzna, tak ładnie wyraża się o swojej kobiecie (i to nie przy szczeniackim zauroczeniu, a przy małżeństwie ze stażem i całej historii z tym związanej). No i pointa ZUCHA.
    Ps. W swoim felietonie, Krusz jak zwykle trafiła w sedno.

    Nadaje się na prezent dla świeżo upieczonych rodziców, takich co wszystko już mają też. Takiego punktu widzenia w wyprawce się nie kompletuje- niestety.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here