Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o telefonach, których nazwa brzmi tak, jak wygląda wrocławski Sky Tower¹, kiedy nowe nadgryzione jabłko vol.5 miało się dopiero pojawić wśród nieśmiałych zapowiedzi i niedowierzań, kiedy… cóż, aż się prosi, by powiedzieć „za moich czasów, drogie dzieci”, żył sobie król medialny. Cesarz właściwie, bo królem to sobie może być ten, o którym wspomną ze dwa średnio popularne tytuły, a jego panowanie rozciągało się bardzo szeroko, od portali z rasami psów w nazwie, poprzez pisma mniej lub bardziej rozumiejące, co to jest moda, aż po liczne facebookowe grupy typu „Beka z…”, tak potrzebne w podtrzymaniu popularności.

To on dyktował warunki i wyznaczał trendy, jeśli więc machnął sobie stylóweczkę w majtkach w motylki, następnego dnia po publikacji wpisu tłumy od szóstej rano warowały przy odpowiednich butikach, serwery sklepów internetowych dymiły z przepracowania, a wszystkie stragany na deptakach nad Bałtykiem czekały na turystów zaopatrzone w stosowne podróby. Słowem – rządził.

Jak to jednak czasem w takich przypadkach bywa, cesarz wszystko już widział i wszystkiego doświadczył. Przez rozbudowaną warstwę sławy i chwały, wśród szerokiego potoku pieniądza, sączyła się strużka zniechęcenia i apatii. Gorąco pragnął natychmiastowego efektu WOW, bo – doskonale to rozumiał – tenże jest gwarancją albo co najmniej mocną zapowiedzią dalszych dochodów. Niestety od pewnego czasu o wszystkich projektach mógł zaśpiewać „ale to już było”. I owszem, moda co prawda powraca, jednak nie na tyle szybko, by dało się temat załatwić poprzez „zerknijcie na notkę z tamtego roku, tak się nosimy i dziś”.

Od czasu do czasu wrzucał jakąś fotkę na Instagram lub puszczał dla gimbazy na Snapchacie filmik z dorobioną mordą psa lub świńskim ryjkiem. Wszystko jednak w znanych już ciuchach. Dramat. Zainteresowanie portali spadało, hejterzy przestępowali z nogi na nogę, a ten i ów zaczynał już drzeć łacha z kogoś innego, podbijając mu wejścia na bloga. Cesarz czuł oddech konkurencji na plecach i nie w smak mu była wizja rychłej detronizacji. Lud potrzebował igrzysk, a igrzysk nie było.

Pewnego dnia do skrzynki mailowej trafiła nietypowa propozycja. Z początku przeleciał ją wzrokiem i zirytowany zamierzał usunąć, myśląc, że to kawał, było w niej jednak coś, co kazało mu się zastanowić po raz drugi. Hmm, interesujące. Zupełnie nieznana firma, jakiś, pożal się Boże, świeżutki start up, proponuje mu współpracę i sesję zdjęciową inną niż wszystkie. W zamian oczekują jedynie 1% z dochodów, jakie dzięki nim osiągnie. Chcą mieć na dalszy rozruch – napisali bezczelnie i wprost.

Nie da się ukryć, ryzyko było ogromne. Fałszywy ruch i przestrzelenie oznaczało nie tylko utratę tronu, ale i medialną śmierć, a ta, jak wiadomo, jest gorsza niż rzeczywista. Czy jednak scenariusz musi okazać się czarny? Powodowany ciekawością cesarz spotkał się z młodziutką firmą i wkrótce ku swojemu zdumieniu trzymał w ręku podpisaną umowę wraz ze szczegółowym harmonogramem działań. Kto nie ryzykuje, ten nie ma, czas na efekt WOW.

Starannie stopniując napięcie zapowiedział w kanałach social media nadejście totalnej rewolucji. Zbliżenie na wypielęgnowany sześciopak wraz z pępkiem biło na Snapchacie rekordy popularności, stając się przyczyną co najmniej czterech omdleń w komunikacji publicznej. Facebook szalał od domysłów, portale plotkarskie tworzyły historie, przy których Śpiąca Królewna to literatura faktu. Wszyscy czekali na zapowiedziany wcześniej dzień i godzinę publikacji nowej odsłony.

W końcu nadszedł ten moment i… świat zamarł. Wraz ze światem zamarł i cesarz, czekając na wdechu na pierwsze reakcje. Cisza rozlała się w eterze, a cisza w soszjal midiach to rzecz równie niezwykła, jak doskonała polszczyzna Dżołany Krupy. Sekunda za sekundą z łoskotem spadały w przestrzeń czasu. Każde tyknięcie designerskiego zegara dochodzące z cesarskiej kuchni było jak wystrzał.

W końcu Adaś z I C gimnazjum w Pacanowie (150 znajomych na fejsie, w tym mama i pani od biologii) zamieścił pierwszy komentarz:

– Eee [emotikon wytrzeszcz], ten ziom jest GOŁY. Pozdro ziom. Cze [emot machanie łapką, emot pięć serduszek].

Historycy nie są do końca zgodni co do genezy dalszego rozwoju wydarzeń, sugerują jednak, że emotikon pięć serduszek mógł przechylić szalę na właściwą stronę.

– On jest NAGI! – zakrzyczał pięć sekund później następny komentarz.

– Faktycznie, niezłe to jest, on jest NAGI! – dodał kolejny.

– On jest NAGI! – skomentował znany autorytet świata mody, który jako pierwszy poszerował post – Mój Boże, TO GENIALNE!!!

O święta Spacjo, patronko internetów! Wybuch był tak potężny, że eksplozja supernowej mogła konkurować wyłącznie w kategorii strzału z kapiszona. Nagie totalnie, nagie bez żadnych niedomówień fotki udostępniano na prawo i lewo, a podejmowane przez Facebook próby blokowania ich z uwagi na pogwałcenie regulaminu, powodowały dalszy, lawinowy wzrost popularności i zwiększenie tempa szerowania.

Świat oszałał. Kobiety paliły staniki, ten i ów przyszedł do korpo bez majtek (na wierzch gajerek, bo dress code, ale się liczy). Komentatorzy mody rozwodzili się nad niezwykłą kreatywnością, tuzy marketingu akcentowały wizjonerstwo i wskazywały leszczom „tak róbcie!”. Pół blogosfery stwierdziło, że pozamiatane, i zaczęło rozważać zamknięcie blogów, hejterzy zarywali noce, wznosząc się na wyżyny tfurczości destruktywnej. W serialach telewizyjnych zaczęły się pojawiać subtelne aluzje, a aktorzy nosili na sobie jakby mniej odzieży. Mówcy motywacyjni organizowali szkolenia pod hasłem „Do wolności przez detekstylizację”.

A cesarz? A cesarz wygodnie rozsiadł się na tronie marki X, mając w zasięgu ręki rolkę czarująco delikatnego papieru marki Y i na najnowszym smartfonie od Z, wśród zalewu wielce intratnych propozycji współpracy odszukał maila, na którego czekał. Jego start upowi partnerzy przesłali mu pomysł na to, jak pozbawić korony Kim Kardashian. Cesarz westchnął, uśmiechnął się tajemniczo i nacisnął guzik spłuczki. To się, kurde, uda.

1) Dla tych, którzy nie zajarzyli, o co chodzi z tym Sky Towerem, proszę uprzejmie, wizualizacja 🙂


.

8 KOMENTARZE