Prosty przepis na najlepszą zabawę w tej części galaktyki

10
1742

Powiem tak – gwiazdka Michelin już macha na nas z daleka i rozpościera ramiona, by nas przygarnąć. Musimy jeszcze trochę nad efektami popracować, ale – jak zobaczycie na zdjęciach – mamy tę moooooc, mamy tę moooooc 🙂 Powiem jeszcze inaczej: są desery lodowe i Desery Lodowe oraz Desery Lodowe, Które Domagają Się Powtarzania Trzy Razy Dziennie. Te pierwsze są tworzone przez dorosłych, wprawnych w sztuce kulinarnej, te drugie przez dzieci, którym ci dorośli uparli się pomagać. Trzecie są dziełem dzieci, którym zostawiliśmy wolną rękę. Tako i ja zrobiłam.

Gdybyśmy mieli zdefiniować sukces w kontekście dziecięcej frajdy, to wyglądałby on właśnie tak. Zabawa, zdaniem dzieci, była tak pyszna, że teraz mniej więcej co piętnaście minut dręczą mnie, by powtórzyć zabawę raz jeszcze i jeszcze jeden, i jeszcze raz. Problem w tym, że skończyły nam się lody, ale jest to przeszkoda z kategorii do ogarnięcia.

Czego potrzebujemy do sukcesu i zdobycia stu punktów w kategorii „Autor najlepszej zabawy na całej planecie”? Kilku prostych rzeczy:

Wafelkowych miseczek do lodów (ale one nie są konieczne)

  • Lukrowej posypki do zdobienia wypieków i deserów (ale bez tego też się można obejść)
  • Bitej śmietany (niekoniecznie, niekoniecznie)
  • Owoców (ale możemy się obyć bez)
  • Własnoręcznie zrobionej polewy czekoladowej (i ona również nie jest obowiązkowa)
  • Dzieci – warunek sine qua non, jak wiadomo radość dzielona ulega pomnożeniu, a dzieci są w tej specyficznej matematyce międzyludzkiej bardzo biegłe 🙂
  • Lodów Algida Śmietankowa w wersji, która nam najbardziej odpowiada (u nas Algida Śmietankowo-Truskawkowa oraz Algida Straciatella) – również warunek sine qua non, Algida = porcja radości.

Gotowi na przepis? No to zapinamy pasy i jedziem. Uwaga, będzie hardcore’owo! To wersja dla lekko szalonych i skłonnych popuścić wodze fantazji, dla tych, którzy są w stanie przymknąć jedno oko (a nawet dwa) na, ekhm, kwestię ewentualnych zniszczeń, wersja dla nieidealnych i wrzucających na luz. Gotowi? Naprawdę gotowi? No to podaję:

Przepis na najpyszniejszą zabawę pod słońcem jest prosty: wziąć dzieci, dać im lody i nie wtrącać się. Tyle 🙂

„Ja pierwsza, tę wezmę!”

algida14

„Teraz trochę czekolaaaaadyyyyyyy”

„Dawaj mię tę łyżkę do lodów, teraz ja!”

„Ty weź różowe, ja kolorowe”

algida4

algida8

algida3

A efekty finalne? No cóż, Magda Gessler na znak protestu ścięłaby się na jeża, Modest Amaro zapragnąłby natychmiast rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, a Makłowicz do spółki z Bikontem zapłakaliby rzewnie nad jakąś zupą, radykalnie w ten sposób zwiększając jej zasolenie. Dzieciom się jednak podobało wy-bit-nie. One były dumne, miały ubaw po pachy, zresztą zobaczcie sami.

algida5 algida6

algida7 algida9

Dziewczyn jest trzy a deserów lodowych więcej? Prawidłowo, prawidłowo. Dzieci tak się rozkręciły, że zrobiły porcje (zaś tam porcje! Porciska! 🙂 ) dla rodziców. Gdybyśmy nie zastopowali produkcji za sprawą wspólnej rodzinnej, radosnej wyżerki, dobro powędrowałoby do wszystkich sąsiadów z klatki schodowej. I teraz tak sobie myślę, że, holender, szkoda. Wtedy to dopiero byłoby miło 😉

Gdybyśmy mieli wskazać jakiegoś duchowego mentora dziecięcych poczynań, to byliby to nowi bohaterowie Algidy Śmietankowej, czyli Coolki.

coolki

www.strefarodzinnejzabawy.pl

Nie wiem, kto patronował nam najbardziej. Władek Wypadek, Gucio Gapa, Staszek Straszek czy Bystra Beti. Pewnie wszyscy po trochę, bo było – jak to określiła Maria – „strrrrrrrasnie fajnie”, zaliczyliśmy wypadek w postaci nieoczekiwanej destrukcji łyżki do lodów, zagapiliśmy się i trzy wafelkowe kubeczki padły łupem kradzieży (poziom endorfin u psa wzrósł radykalnie i natychmiastowo), a bystre, młode umysły przeprowadziły niezwykłą kombinatorykę lodowo-ozdobniczą.

No i teraz dzieci ciągle chcą robić lody i chcą je robić same. No i git, przyklaskuję. Lody (w tym Algida Śmietankowa) są najmniej kaloryczne wśród wszystkich słodyczy, mam dodatkowy argument za. Ha!

KONKURS, KONKURS!

Ale my tu gadu-gadu, a ja mam dla was mini-konkursik. Chcecie wygrać maskotki Coolki? Pewnie, że chcecie 🙂 Jak mawiała Barbie w Toy Story 3, będzie cool i cooltura 🙂 Co trzeba zrobić, żeby zgarnąć drużynę złożoną z Bystrej Beti, Władka Wypadka, Gucia Gapy i Staszka Straszka? Niezwykle prostą rzecz: w komentarzu pod tą notką napisać, kiedy czuliście się z rodziną naprawdę szczęśliwi tak grupowo. Opiszcie króciutko tę sytuację, dosłownie parę zdań wystarczy.

Czasu jest sporo, od dziś przez tydzień, czyli do 18 czerwca do godz. 23.59. Liczy się czas opublikowania komentarza. Wybiorę dwie osoby spośród zamieszczonych odpowiedzi, które na początku lipca otrzymają coolerską „bandę czworga”. Proste? Proste. I niech będzie pysznie. Czas – start! (regulamin konkursu przeczytacie tutaj)

Wpisowi patronuje marka Algida i to jest, omnomnom, bardzo pyszne, omnomnom 🙂

Wyniki konkursu!

Budka się zamyka, paluszki przytyka! Rodacy, panie i panowie! Dziękuję wam za podzielenie się cudownymi chwilami pełnymi radości. Wyobraziłam je sobie i zrobiło mi się błogo oraz z miejsca odechciało iść do pracy, he he 🙂 Wszystkie odpowiedzi były przecudowne i wybór przyprawiał mnie o bezsenne noce (oraz mocno nadszarpnął zgromadzone zapasy kawy), postanowiłam jednak wybrać dwie odpowiedzi, które szczególnie przemówiły do mojej wyobraźni.

Pierwszą zamieściła Epoustouflante:

Dla nas ostatnio szczęśliwym momentem było wspólne puszczanie baniek w ogrodzie. Takich ogromnych, puszczanych ze sznurka na patykach maczanych w 5litrowym wiaderku z płynem. Raz bańki puszczali rodzice, potem dzieci a my łapaliśmy. Wspólny moment szczęścia radości i BEZTROSKI!

Drugą dodała Marta:

Tak grupowo ostatnio czuliśmy się najszczęśliwsi podczas rejsu, po jeziorach Warmii i Mazur. Bez telefonów bez telewizora… tylko my, masa miłości a do tego błękitne niebo i trochę mniej błękitna woda 🙂 Szczęście w najczystszej postaci…

Uwaga, odsłaniam podbrzusze – nigdy w życiu nie byłam na Mazurach (aaaaaaa!) 🙂 Dziewczyny, skontaktuję się z Wami mailowo i serdeczne gratulacje dla was. Serdeczne dzięki wszystkim, którzy się włączyli do zabawy. Niech moc, eee… niech radość i pyszności będą z wami 🙂

10 KOMENTARZE

  1. Najbardziej jesteśmy szczęśliwi jak rano lądujemy wszyscy razem w jednym łóżku. Nie ma więcej radości jak razem się kokosimy opowiadamy sobie sny i planujemy cały dzień najlepiej weekendowy dzień. Wspaniale być tak blisko siebie i naprawdę razem, dopóki syn jeszcze chce z nami się przytulać! Uwielbiam takie poranki.

  2. Najbardziej szczęśliwi jesteśmy w soboty, bo mamy wolny dzień i wspólnie szykujemy naszą ulubioną jajecznicę na śniadanie – na maśle, rzecz jasna. Robimy mega, hiper, giga wielką porcję, tak by wykorzystać dary natury – a może i dary losu – czyli jajka od wiejskich kurek, w które co tydzień zaopatruje nas teściowa 🙂 Całą patelnię jajecznicy dzielimy odpowiedni co do ilości delikwentów przy stole i szczęście jak malowane 🙂 Niczego więcej nam nie potrzeba, bo mamy siebie i chwilę dla siebie…

  3. Najbardziej szczęśliwi to czujemy się wtedy gdy możemy spędzić czas razem. Nieważne czy to w domu czy to na jakiejś wyprawie po prostu razem, ponieważ w dzisiejszych czasach tak trudno o chwilę wytchnienia a przecież „Szczęście jest w tysiącach kawałków, tworzących mozaikę dnia dnia codziennego”

  4. Niedziela 🙂 Szczęśliwi duchowo – wieczór, syn po kąpieli, klękamy we trójkę do modlitwy i słyszymy z mężem „Żebyśmy byli zdrowi i szczęśliwi i żeby mój braciszek zdrowo rósł w brzuszku mamusi” 🙂
    A potem nadchodzi czas na szczęście cielesno-zmysłowe: wspólne chrupanie chrupków i obowiązkowy odcinek „Kucyków z czterema nogami po angielsku”, bo przyjaźni nigdy dość 😀

  5. Ostatnio czuliśmy się tak wyjątkowo szczęśliwi wszyscy razem kiedy robiliśmy urodziny Ali i Wojtusia. Taka porcja szczęścia, że szok, gdyż nasze dzieci mają urodziny koło siebie, a do tego jeszcze między czasie jest Dzień Dziecka :D. Zrobiliśmy bibę, zjechała się cała rodzina, dużo dzieci i mnóstwo zabawy :D. Świeżo złożona trampolina i inne prezenty pomagały w radości dzieciom, ale dorosłym też. Graliśmy w piłkę, rzuty do tablicy, huśtaliśmy się na huśtawce, jedliśmy tort truskawkowy i loooody :D, a to wszystko RODZINNIE :D.
    Jednym słowem SZCZĘŚCIE!

  6. Tak grupowo ostatnio czuliśmy się najszczesliwsi podczas rejsu, po jeziorach Warmii i Mazur. Bez telefonów bez telewizora… tylko my, masa miłości a do tego błękitne niebo i trochę mniej błękitna woda 🙂 Szczęście w najczystszej postaci…

    • gratuluję wygranej 🙂 Też jestem Marta i też tak sie zawsze czułam na Mazurach na łódkach… szkoda tylko, że to nie ja to napisałam 🙂

  7. Dla nas ostatnio szczęśliwym momentem było wspólne puszczanie baniek w ogrodzie. Takich ogromnych, puszczanych ze sznurka na patykach maczanych w 5litrowym wiaderku z płynem. Raz bańki puszczali rodzice, potem dzieci a my łapaliśmy. Wspólny moment szczęścia radości i BEZTROSKI!

  8. Najbardziej szczesliwi bylismy w malym domku na Mazurach, na prawdziwej wsi podczas wspolnego grillowania. Moj maz pilnowal kielbasek, a my z chlopakami naprzemian gralismy w pilke nozna, jezdzilismy na rowerach (i szukalismy bocianow) lub tez bawili sie w piaskownicy. 😉

  9. Łza się w oku kręci. My jesteśmy zbyt nerwowi na wspólne szczęście. Dzieci są niekompatybilne ze sobą ( za duży rozrzut), a my zbyt zestresowani. Wszelkie próby radosnego wspólnego piknikowania
    czy wycieczek rowerowych kończą się obietnicą, że następnym razem jedziemy osobno 😉 Tym bardziej gratuluję i ciepło myślę o tych, którym jednak to się udaje :))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here