Proste oszczędzanie ze szczyptą magii

20
2309

W ciągu ostatnich 12 miesięcy udało mi się odłożyć trochę grosza i to pomimo kredytu hipotecznego i trójki dzieci, a jedno i drugie, jak wiadomo, kosztuje. Co więcej, paradoksalnie właśnie ten kredyt hipoteczny zmobilizował mnie, by na serio regularnie zacząć coś chomikować. Wysokość góry grosza przemilczę, bo dużo lub mało jest kwestią względną. Dla mnie dużo, ktoś inny prychnąłby tylko wzgardliwie i powiedział, że pieniądze zaczynają się od… i tu by podał od ilu, co by okazało się totalnie poza moim zasięgiem.

Jak mi się to udało? Trzy czynniki na to się złożyły, które niekoniecznie sprawdzą się w pojedynkę, ale złożone do kupy zadziałały na zasadzie wzajemnego się uzupełniania i wsparcia. U mnie zadziałały, podkreślę, ale jeśli okażą się inspiracją dla kogoś z was i w perspektywie zaowocują odłożeniem grosiwa, to będzie świetnie. Mówię o zwiększeniu dochodów, trzech cudownych słowach i ogólnej koncepcji działania. Przechodzimy do szczegółów.

Dwa strumyczki

Życie freelancera jest bardzo cudowne, pod warunkiem, że nam zwisa, czy płatność za fakturę otrzymamy teraz, czy miesiąc później. Jeśli jednak nam nie zwisa, bo w sumie tynk w ramach urozmaicenia diety sprawdza się słabo, mamy dwie opcje. Możemy zapisać się do facebookowej grupy „Czekam na przelew”, możemy po raz piętnasty zadzwonić z pytaniem o kasę i usłyszeć, że księgowa jest na urlopie (Australia czy może Antarktyda, w każdym razie bardzo daleko i poza wszelkim zasięgiem), a możemy postarać się o kolejne źródło dochodu, żeby zamortyzować brak regularności wpływów z freelancerki.

I taki właśnie był mój krok. Po roku bycia wyłącznie „na swoim” wróciłam do mojego dawnego korpo i to była najlepsza decyzja, gratuluję jej sobie codziennie. Po pierwsze mam stały, regularny dochód, po drugie płacę o 800 zł mniejszy ZUS (bo zostaje tylko składka zdrowotna). Zarobek nie jest duży, ale daje mi poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że budżet domowy staje się przewidywalny. Owszem, coś za coś – nie ma mnie w domu – wiadomo, mam znacznie mniej czasu na wszystko – wiadomo, ale korzyści bezsprzecznie dominują.

Jeśli więc z tej pracy, którą mamy, nie wyciśniemy niczego więcej, a chcemy więcej, to trzeba podjąć się czegoś jeszcze. Ja wiem, wiem, to łatwo się mówi, dlatego nie powiewam sztandarem jedyniesłuszności, czasem jednak jedynym sposobem poszerzenia strumyczka kasy jest połączenie go z drugim strumyczkiem.

Trzy cudowne słowa

Większe zarobki nie oznaczają z automatu oszczędności, dlatego pierwszy krok byłby tylko dołożeniem sobie kolejnego garbu („ucz się i pracuj, a garb ci sam wyrośnie”), gdyby nie krok drugi. I tutaj z lekka ocieramy się o magię. To słowa, które jeśli już zryją beret, przeżrą na wylot wszelkie zwoje, pokonają labirynt półkul i zakorzenią się w człowieku, potrafią zrobić bardzo wiele. Trzy słowa, które – mam nadzieję – pozostaną ze mną na zawsze. Trzy bardzo proste słowa, które działają tak samo jak hamulec ręczny w samochodzie. Chcecie je poznać? Gotowi? To jedziemy.

CZY NA PEWNO

Widzicie, życie kosztuje, normalna sprawa, ale sporo kasy w ciągu miesiąca udaje nam się przepieprzać na pierdoły. Więcej: na TANIE pierdoły. Kupujemy, bo tanio, bo okazja, kupujemy kompulsywnie, kupujemy, bo tak, kupujemy bez zastanowienia. Kupujemy mając przeświadczenie, że oszczędzamy, bo to, co nabywamy, jest tańsze. Umyka nam jednak to, że tej taniochy kupujemy znacznie więcej.

Trafiłam wczoraj w Lidlu na dzikie tłumy. Okazuje się, że była jakaś wyprzedaż, wszystkie szmatki po 10 zeta czy coś w tym guście. Ludzie brali całe góry (tanio! Okazja! Promocja! Wyprzedaż!) i wędrowali z tym do kasy, po czym wykładali na taśmę. I wiecie co? Jakby się tak przyjrzeć, ile wydali, to okazałoby się, że promocja znacznie bardziej uszczupliła ich portfele niż regularne ceny. Dobra, część rzeczy przehandlują, wszyscy wiedzą, że tak się dzieje, ale nie wszyscy puszczą to dalej w obieg. O homo dyskontus zresztą już pisałam proszszsz…

Homo dyskontus

Dlatego od roku wszelkim moim działaniom towarzyszą trzy magiczne słowa CZY NA PEWNO. Znacie ten mechanizm? Idziesz do lumpeksu (tam tanio!), widzisz cacy portki, bierzesz trzy pary, bo okazja jak nigdy. Ale CZY NA PEWNO potrzebujesz trzech par? Idziesz do drogerii po, dajmy na to, szampon, widzisz promocję cieni do powiek, bierzesz trzy kasetki, bo za tę cenę warto. Może i warto, ale CZY NA PEWNO potrzebujesz tych wszystkich cieni? Masz żel pod prysznic, ale widzisz taki, którego jeszcze nie miałaś, więc kupujesz. CZY NA PEWNO potrzebujesz go już teraz?

Oczywiście, powiedzmy sobie od razu, że pewne rzeczy to NA PEWNO i tu nie ma gadania. Na pewno dentysta, na pewno półkolonie dla dzieci, na pewno kolejna książka z serii, którą zbieram. Znajdzie się to i owo, na co wydam pieniądze i kropka, bo są rzeczy ważne i ważniejsze, jednak trzy magiczne słowa CZY NA PEWNO sprawiają, że mniej pieniędzy przecieka mi przez palce. Głównie dlatego mogę wydać na to, co na pewno, bo poddaję weryfikacji moje zamierzenia podczas każdej wizyty w sklepie.

Nie chodzi o to, żeby wybierać najtańsze możliwe opcje, tylko o to, żeby wydawać rozsądnie. Nie zawsze najtańszy wybór jest wyborem słusznym. Żadna oszczędność, jeśli zaopatrzymy się w badziew, który rozleci się po tygodniu i będziemy musieli ponownie wyskoczyć z kasy. Od mniej więcej roku towarzyszy mi więc idea racjonalizacji wydatków. I ona, proszę ja was, sprawiła, że wydaję mniej, bo więcej się nad tym wydawaniem zastanawiam. To działa.

Cel, pal!

Samo oszczędzanie nie miałoby jednak najmniejszego sensu, gdyby nie przekonanie PO CO właściwie odkłada się pieniądze. Ustalmy od razu – nie dla pieniędzy. Pieniądze nie są celem same w sobie, nie interesuje mnie posiadanie pieniędzy, tylko to, czemu one mają służyć. Nakreśliłam więc sobie dwa cele, jeden krótkoterminowy, drugi długoterminowy. Jeśli wiem, po co odkładam pieniądze, wiem też, jak to odkładanie rozplanować w czasie, a skutkiem tego udaje mi się odłożyć więcej.

Co to za cele? Celem krótkoterminowym jest zakup jednej rzeczy do nowej chawiry, do której wzdycham, jak kiedyś wzdychałam do zmywarki. Celem długoterminowym jest budowanie poduszki finansowej ze względu na kredyt hipoteczny. To jest dla mnie oczywista oczywistość, jeśli się już wzięło z bankiem ślub i przysięgło, że się nie opuści aż do ostatniej raty. Wszystko może się zdarzyć, w życiu jedyną stałą jest jego nieprzewidywalność. Odkładanie pieniędzy to w tej sytuacji konieczność i to jest właśnie czynnik, który zmotywował mnie najbardziej.

Podsumujmy:

  • Jeśli przy obecnym dochodzie nie można nic odłożyć, warto poszukać możliwości drugiego źródła zarobkowania. Nie w każdym przypadku jest to możliwe, ale w niejednym owszem i warto tę opcję wykorzystać.
  • Podczas każdych (KAŻDYCH) zakupów włączamy hamulec ręczny w postaci CZY NA PEWNO (okaże się, że bardzo wiele rzeczy wcale nie na pewno i spokojnie możemy bez nich żyć, wykorzystując to, co mamy).
  • Świadomość PO CO to robimy pozwoli nakreślić ramy czasowe. Wszelkie działania muszą mieć swój początek i koniec, inaczej umyka nam sens. Jeśli więc oszczędzamy, musimy wiedzieć, na co przeznaczymy pieniądze, co nam pozwoli określić ramy czasowe i rozplanować odkładanie pieniędzy.

I powiem wam, że gdybym wcześniej działała tak świadomie, miałabym teraz w skarpecie znacznie więcej (skarpetę traktujemy metaforycznie). Dobrze jednak, że nauka przyszła teraz, na nią nigdy nie jest za późno.

Ikona notki z pixabay.com.

20 KOMENTARZE

  1. Jeszcze dorzucilabym, jesli mozna oczywiscie, dobry wybor wspolmalzonka albo intercyzy, hehhe. Jesli oszczedzasz, a wspolspacz przewala, to nie jest to interesujace. Jesli twoj chlopak kolo trzydziestki nie ma ani grosza oszczednosci, to zastanow sie, czy zechce sie zmienic. Taki mam paradoks w rodzinie: ciotka oszczedza na „druga emeryture”, przeprowadzila rozdzielnosc kont itd., a wujek przewala co jego, bo przeciez „ciotka spi na forsie, to bedzie placic za chalupe”. No pewnie, ze bedzie, przeciez nie chce wyladowac na ulicy. Absurd totalny.

    • Bardzo słuszne, tylko z tym małżonkiem to ciężkie do sprawdzenia na starcie jest. Wychodzi w praniu. No i w wieku 30 lat mieliśmy okrągłe zero oszczędności. Oboje. Zmiana przyszła z czasem.
      Ale racja, że jeśli jedno oszczędza, drugie przewala, to słabo to rokuje 🙂

  2. Oj, Krusz, jak ja Ci zazdroszczę….
    Nie odkładania [chociaż też, bo u nas jest bardzo słabo w tej kwestii, ale nie dlatego, że przewalamy, tylko dlatego, że nie mamy z czego], tylko tego, że chciałaś wrócić na etat i że Ci się to udało. Nie da się ukryć, że jeśli się nie jest Mateuszem Grzesiakiem, z kasą u freelancera bywa różnie, a przy stałych wydatkach od żarcia po kredyty stałe źródło dochodów jest nieocenionym skarbem. Przyznam, że wydawało mi się, że swoją freelancerką dam radę załatać dziurę po cienkiej nauczycielskiej pensji, ale miałam rację – wydawało mi się, a teraz nie mam dokąd wracać, bo szkoły chętniej zwalniają, niż zatrudniają. No, kanał, ale trudno, popełniłam błąd (w kwestii rezygnacji z etatu, nie odejścia z tej konkretnej placówki) i próbuję go naprawić. Wolałabym nie wracać do szkoły, ale przekwalifikowanie się osoby powyżej 35 roku życia to mit i legenda, niestety (na pewno znajdzie się ktoś, komu się udało, ale od osoby około czterdziestki oczekuje się nie świeżości i entuzjazmu, tylko dwudziestu lat doświadczenia).
    Wracając do naszych baranów – moja matka mawiała, że mam obrócić każdą złotówkę pięć razy, zanim ją wydam. Czasem wystarczy obrócić raz i już widać, że coś, co zamierzam kupić, nie jest mi potrzebne.
    Jeszcze od innej strony – planowanie. Planowanie zakupów, czy to odzieżowych, czy spożywczych sporo ułatwia i często chroni przed niepotrzebnym wydawaniem kasy. Nam się bardzo przydaje.

    • Jestem na etapie doceniania stabilizacji życiowej. Eksperymenty mam już – jak myślę – za sobą. Spróbowałam tego i owego, popełniłam błędów mnóstwo i moja rodzina miała zebrała tego owoce, ale widzę, że w mojej sytuacji (a tak na marginesie uważam, że raczej kiepski ze mnie materiał na biznesłumen) ten wariant, który teraz uskuteczniam, sprawdza się najlepiej. Co będzie dalej – zobaczymy.

  3. Tak robimy. Znajomi się zastanawiają, jakim cudem z mojej najniższej a jego średniej krajowej zamierzamy za 3 lata wybudować dom bez kredytu. Mamy własnościowe mieszkanie, nie opłacamy żadnych rat, nie mamy kredytu. Jeździmy autem które kupiliśmy 2 lata temu za 40 tysięcy. Bo stary rzęch się niemal rozleciał. Zamierzamy nim jezdzic dopuki sie da! 😉 Nie kupujemy rzeczy niezbędnych. Zawsze się zastanawiam czy mi to potrzebne. Niezbędne. Jest fajne, podoba mi sie, ale czy mi to do życia koniecznie potrzebne? No nie. Bo mam już to w domu, tylko ze inne. Albo wczoraj na spacerze koleżanka, która dochody swoje i meza ma duzo wyzsze niz nasze, też sie dziwi jak nam się udaje tak odkładać, po czym idzie do bio sklepu po pasztet z gęsi za 69,90 za kg. Kupuje na spróbowania pół kilo i dorzuca buteleczke syropu malinowego 200 ml za 6 zł. Ja nie kupuje w bio sklepie. Bez syropu z malin też sie obejde. Nie jest mi to w tym momencie niezbędne do życia. To samo z wodą do picia. Mamy u nas bardzo bardzo smaczną, zdrowa i promowaną kranówke, bogatą w minerałay i witaminy. Bogatszą od butelkej w sklepach. Pijemy kranówke. Ona nie. I większość moich znajomych też nie. Nie rozumiem ich. Nie kupować pierdół, szukać tańszych, ale nie gorszych jakościowo alternatyw, pić kranówke! 😉 Gorsze jakosciowo = pierdoła. Buta czy ciucha kupuje raz a porzadnego. Można? Można!!!! Na wakacje jezdzimy w Polskę. Do fajnych hoteli, ale tanszych niż za granicą. Nawet łącznie 2000 zł różnicy to dla nas dużo:D Ale jak już zbudujemy ten nasz dom, to bedziemy powoli zwiedzać swiat! I kupimy sobie jacht! Mamy tyle marzeń do zrealizowania! 😀 Nie mogę się doczekać! 😉

    • I fajnie, ale przyczepię się wakacji zagranicą. Otóż Chorwacja wyszła nam taniej niż Bałtyk. Słowacja wcale nie wypadła drożej niż polskie Tatry, wręcz przeciwnie. To tak jakby ktoś myślał, że pojedzie nad polskie morze i będzie taniej. Nie będzie. Bałtyk jest bardzo drogi 🙂 Poza Polską też można znaleźć tańsze wakacje 😉

  4. Kusi nas trochę ta Chorwacja w przyszłym roku swoim autem. Zobaczymy jak wyjdzie 🙂 A cholernie drogi Bałtyk mamy 40 min drogi i dlatego wakacje z reguły na południu Polski. Z Grouponu 😛 Fajne miejsca za fajne ceny.

  5. To ja jeszcze dorzucę trzy grosze 😉
    Grunt to pozbyć się długów.
    Był taki moment, gdy zostawalo nam 400zł na życie. Dzielilam to na tygodnie, czyli 100zł do wydania na tydzień. Dało się? Dało.
    W momencie, gdy jedna rata się skończyła, podnioslam limit tygodniowy na 150zł (już full wypas życie :D), a resztą dotychczasowej raty… Splacalam już kolejny kredyt. W ciągu roku splacilismy dwóch komorników i dwa kredyty. Teraz nadganiam kartę kredytową.
    Przywyklismy do życia za 400zł, więc te 600 to już luksus. A kredyty się splacają ekspresowo 🙂 Gdy już będziemy na czysto to cała nadwyżka z tych 600zł pójdzie na oszczędności. I będzie nowy samochód ;)))

  6. Powiem Ci szczerze, że oszczędzać nie jest tak ciężko, ciężej jest potem nie wziąć tej kasy na jakieś „ważne” wydatki 🙂

  7. Wszystko co napisałaś jest prawdą. Ja również stosuję powyższe rozwiązania. Szkoda tylko, że tak trudno znaleźć dodatkowe źródło dochodu, a – uwierz mi – próbowałam i próbuję wciąż.

  8. My stosujemy wszystko powyższe plus jeszcze zaraz po otrzymaniu wypłaty jej część przelewamy od razu na konto oszczędnościowe (wiemy mniej więcej ile miesięcznie kosztuje nas „życie”). Dzięki temu pokusa skorzystania z okazji czy promocji jest mniejsza. Nie mam, to nie wydaję.

  9. Niegdyś byłam prawdziwą zakupoholiczką. Na hasło promocja leciałam jak mucha… wiadomo do czego. Kupowałam dużo taniochy i pierdół, zagracając przy tym dom. W końcu powiedziałam sobie stop, kupuję tylko to, czego naprawdę potrzebuję, lepszej jakości. I ustawiłam sobie taką opcję na koncie, że za każdą transakcję na rachunku oszczędnościowym odkłada mi się 6 zł – takiej kwoty nie zauważam, a po kilku miesiącach uzbierała się niezła sumka 🙂

    • Tak, różne banki taką opcję mają. To jest dobra rzecz, jeśli nie jesteśmy zmobilizowani na tyle, by samodzielnie i regularnie zasilać rachunek oszczędnościowy jakąś kwotą. Parę groszy czy złotych odłoży się samo przy okazji płatności kartą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here