Różne czynniki złożyły się na to, że w tym roku mogliśmy sobie pozwolić jedynie na czterodniowy wypad (trzy noclegi). Jeśli ma się tak mało czasu do dyspozycji, a wyrwać się trzeba, bo inaczej człowiek oszaleje i szare komórki transformują w szary pył, który wiruje („tylko on mnie nie opuszcza, na na na”), to logiczne jest, że miejsce docelowe nie może być na drugim końcu Europy. Jeśli jedyną opcją jest wypad z trójką dzieci i psem, możliwości manewru są jeszcze bardziej ograniczone.

Czy jednak nie da się wypocząć? A skąd! Pewnie, że się da! No dobra, wyjazd z dziećmi oznacza po prostu zmęczenie się na łonie przyrody, ale łono owo krase wielce i szerokie tak, że wszystkich nas przytuli. Łącznie z psem, bo mu się należy.

Ponieważ jesteśmy z Wrocławia, celem wypadu była Kotlina Kłodzka, a konkretnie sam koniec tejże kotliny, czyli Międzygórze (i okolice). W tej notce znajdziecie więc to, co sprawdziliśmy na własnej skórze i co możemy zaproponować do zobaczenia, jeśli – tak jak my – jedziecie z dziećmi (i zwierzyną domową). Zapnijcie pasy i zaczynamy.

Dlaczego Międzygórze jest takie fajne na rodzinny wypad?

No właśnie, przyczyn jest kilka, pozwólcie, że wypunktuję.

Po pierwsze ponieważ tam – excusez le mot – psy szczekają dupami, konie gwiżdżą na palcach i komary mają pętlę, ceny za nocleg są znacznie niższe niż w miejscowościach o niebo lepiej wypromowanych. Znaleźliśmy metę w gospodarstwie agroturystycznym, gdzie dzieci płaciły za noc 25 zł od osoby, dorośli 35 zł a pies piątaka. Dla porównania w Szklarskiej Porębie ceny, które widziałam, nie schodziły poniżej 45 zł za osobę, a sięgały często gęsto 70 zł i wyżej.

Po drugie, ponieważ te psy tymi dupami, to żadna elita a tym bardziej elyta tam nie zagląda. Cisza, spokój, słychać własny oddech i to, jak ptaki drą ryje. Żadnego disco-błysko, żadnych rajz wypasionymi furami przez centrum miejscowości, żadnych – uwaga, uwaga! – straganów z wczasowymi duperelami, które w supermarkecie można nabyć pięć razy taniej, żadnych salonów gier, żadnych basenów z kulkami, nic, nic, nic. Jedna knajpa, gdzie można zjeść obiad i pizzę (okropna, ale jak schodzisz ze szlaku z trójką dzieci, to już ci wszystko jedno 😉 ), jedna budka z lodami, dwa sklepy spożywcze. Nic więcej. Uwaga, ZERO BANKOMATÓW i tylko w jednym z dwóch spożywczych zapłacisz kartą. Przygotuj się 😉

Po trzecie to, co można zobaczyć, jest w zasięgu dzieci bez bólu i przysięgania, że nigdy więcej i następny wspólny urlop na emeryturze. Atrakcji nie ma wybitnie sporo i powiedzmy sobie szczerze, jeśli nie dysponujecie samochodem, to na więcej niż trzy dni nie ma sensu tam jechać, ale są góry i to przyjemnie niewysokie, jest parę miejsc, gdzie można zajrzeć po drodze. Nasze dzieci mają obecnie sześć (no dobra, te sześć to we wrześniu) lat i osiem lat i trasy były dla nich a-ku-rat-ne.

Co zobaczyć, gdzie pójść, gdzie zahaczyć? Międzygórze i przyległości.

Zajmijmy się najpierw tym, co jest w zasięgu ręki.

Wodospad Wilczki

Najbliższa atrakcja Międzygórza. Dojście bardzo szybkie, bo wodospad jest niemal przy drodze. Będzie kiepsko, jeśli wasze dziecko podróżuje w wózku, bo wózkiem zwyczajnie przejechać się tam nie da. Polecam zostawić wózek w przyhotelowym barze (tak, tam jest hotelik i przy hoteliku taki drewniany bar), miła pani rzuci okiem, a wy hyc na ten wodospad i z powrotem. Są dwa tarasy widokowe, ale uwaga na nogi, łatwo się potknąć. No i trzymamy się barierek, schody są wymagające. Sześciolatki dają radę z palcem w nosie, pies też.

wodospad_wilczki

Ogród Bajek

Okiem dorosłego: dość siermiężna atrakcja rodem z PRL (założony w 1981 roku) z wyrzeźbionymi w drewnie figurami, okiem dzieci: fenomenalne miejsce, gdzie są postacie ze wszystkich znanych im bajek (Smerfy, Reksio, Shrek, Królewna Śnieżka itp.). Od wodospadu Wilczki jest pięknie oznakowana trasa, nie sposób nie trafić. Idziemy pod górę (góra nazywa się Igliczna, o ile się nie mylę 895 m n.p.m.), przez krótki czas bezpośrednio przy wodospadzie podejście jest wymagające (po kamiennych schodach), potem już bułka z masłem, przyjemna trasa lekko pod górkę i równo jak po stole.

ogrod_bajek

Maria Śnieżna

Maria Śnieżna to sanktuarium tuż pod szczytem góry Igliczna. Z Ogrodu Bajek dzieli nas od celu jeszcze jakieś 30 minut w porywach (żółty szlak) i podejście jest bardzo cudowne, ach, ach. Jeśli jesteśmy wierzący, warto zobaczyć kościółek, który stoi na miejscu objawień…

maria_sniezna

…, jeśli nie jesteśmy wierzący, to polecam punkt widokowy przy kościółku, z którego rozciąga się panorama Gór Bialskich ze Śnieżnikiem na czele. Jest na czym oko zawiesić, naprawdę.

igliczna

Ogród Bajek i Marię Śnieżną można zaliczyć w jeden dzień. Co dalej? Niby można wejść na Śnieżnik (1425 m n.p.m.), ale odradzam. Chyba że macie dzieci ze stali. Z Międzygórza jest 3 godziny podejścia na szczyt liczone DLA DOROSŁEGO i to nie jest łatwa trasa, naprawdę. Byłam na Śnieżniku dwa razy i za każdym razem urypałam się po pachy. To nie jest trasa dla dzieci, chyba że dzieci podróżują w turystycznym nosidle – a to proszę uprzejmie, nawet trzy razy w tę i z powrotem.

Jeśli nie dysponujecie samochodem, to na tym zasięg atrakcji się kończy. Dużo zależy od miejsca, gdzie się nocuje. Jak wspomniałam wyżej, wybraliśmy gospodarstwo agroturystyczne i ono było atrakcją samą w sobie. Kaczki (i małe kaczuszki), kury (i małe kurczaczki), psy, koty, konie, owce (z czego część dała się złapać i wygłaskać), spora łąka, na której rekordy popularności biło łapanie świerszczy, miejsce na ognisko, grill i stare huśtawki. No i inne dzieci, oczywiście. Nawet gdybyśmy nigdzie nie chodzili i tak byłoby super.

Jeśli macie samochód, to otwierają się przed wami nowe możliwości i o tych na następnej stronie.

16 KOMENTARZE

  1. My byliśmy na scieżce w chmurach wczoraj. Jest meeega fantastycznie, z dwulatkiem spokojnie wyciągiem wjechaliśmy, wózek przemili panowie z obsługi postawili zwyczajnie na kolejnej kanapie. Czesi nie mają problemu z psami, malutkimi dziećmi, osobami na wózkach inwalidzkich – dla nich problem nie istnieje, podobnie jak problem braku płatności kartą. Tam wszystko łatwo, szybko i przyjemnie. Atrakcja taka, że z butów wysadza, jeszcze dziś się cieszę na wspomnienie tej wycieczki. Dodam od siebie,że w punkcie gastronomicznym przy wodospadzie w Międzygórzu jest przepyszny bigos i chleb ze smalcem. Z Kudowy nie mamy tak daleko – będziemy kolejnych naszych gości tam wozic 🙂

  2. Jakieś dwa tygodnie temu wleźlismy na Śnieżnik z córą (6 lat) i synem (2 lata) z wysokości Kletna (szlak zdaje się żółty, można zaliczyć jaskinię i Śnieżnik za jednym zamachem). Córa szła o własnych siłach w obie strony, syn na plecach u Taty. Podejście do łatwych nie należy (pogoda też nam za bardzo nie sprzyjała), ale jest na prawdę przepięknie. Nie pamiętam dokładnie, ale wejście od Jaskini zajęło nam chyba jakieś 2,5 plus chwila w schronisku na zupę (nie polecam), zejście coś koło 1,5 h. Trzeba jednak przyznać, że to raczej traska i szczyt dla dzieci, które dużo chodzą lub uprawiają jakieś sporty, wymagające nawet dla dorosłych.

  3. Planuję wakacje z 4 osobową rodziną w sierpniu – Wrocław i właśnie Kotlina Kłodzka.
    Czy możesz polecić nam tańsze noclegi we Wrocławiu i namiary na to gospodarstwo agroturystyczne w Międzygórzu ?

    • Noclegów we Wrocławiu nie polecę – jestem z Wrocławia, nigdy mnie nie interesowało, gdzie w moim mieście można spać, nie potrzebowałam takich informacji. Do wyszukania noclegów w dużym mieście mogą posłużyć powszechnie znane portale, trivago, booking.com itp. W ten sposób znaleźliśmy fajne spanie w Berlinie.
      Gospodarstwo agroturystyczne w Międzygórzu to to: wichrowe-wzgorza.pl. Noclegi w regionie można znaleźć też przez portal czarnagora.com.pl Uprzedzam, warunki w gospodarstwie bardzo skromne, choć jest fajny aneks kuchenny i duża jadalnia dla gości, w której można przyjemnie zjeść. Warto zabrać ze sobą czajnik elektryczny, bo tam jest jeden taki zwykły i ustawia się do niego kolejka.

  4. Wywodzę się z Bystrzycy, mamy i budkę z lodami, i nawet hotel 😉 Obecnie to miasto wygląda o niebo lepiej niż 10 lat temu, dzięki funduszom unijnym. Mamy też jedyne w Europie muzeum filumenistyczne.
    Ale że pizza w Wilczym Dole w Międzygórzu niedobra…? Mąż do tej pory wspomina ją jako najlepszą pizzę, jaką jadł, ale fakt, to było dobrych parę lat temu…

    • Niedobra, ale być może ja mam spaczony gust, bo na moim wygwizdowie otworzyła się pizzeria, gdzie sprzedają pizzę ponoć prawdziwą, neapolitańską i jest pieczona w piecu opalanym drewnem. Różnica jest szokująca, zapewniam. W Wilczym Dole w Międzygórzu nie była smaczna, jakaś fatalna ilość cebuli (WTF?), produkt seropodobny na wierzchu (koło mozarelli to nawet nie stało), ciasto grube jak nie wiem co, ale to nie ma znaczenia, jak człowiek pada na ryło 🙂
      Jeśli w Bystrzycy jest hotel, to nieźle się zamaskował 😉 Lodów nie widziałam, obeszliśmy rynek i przyległości w poszukiwaniu knajpy, gdzie można by było wrzucić coś na ząb. Był lokal serwujący piwo i jakieś tam coś, co nie było obiadem – zdecydowanie nie o to chodziło. Jasne, część kamienic jest odnowiona, ale część nadal straszy (we Wrocku też straszą, żeby nie było). Natomiast widać i sorry, że to napiszę, że miasto nie ma żadnej koncepcji wypromowania się choćby w regionie. A szkoda, bo przypomina takie nasze polskie Carcassonne. I naprawdę wrażenie jest przygnębiające, kiedy się po nim łazi. Fundusze funduszami, ale tu potrzeba perspektywicznego myślenia i jakiegoś planu działania. Może mylne wrażenie odniosłam, ale ja tego planu działania nie widziałam.

  5. Ciekawa atrakcją jest też kopalnia złota w złotym stoku. Moja czterolatka była zachwycona. Kopalnie zwiedza się z przewodnikiem, a zapewniam, że pracuje tam świetna ekipa. Są atrakcje dodatkowe dla dzieci, typu płukanie złota, wybijanie monety itp. Kilkaset metrów dalej średniowieczny park techniki z odtworzonymi maszynami wykorzystywanymi w dawnych czasach di pracy i z placem zabaw. Tego już nie zwiedziliśmy z braku czasu, ale to też fajna atrakcją dla dzieci. Świetnym miejscem jest też papiernia Dusznikach Zdroju, szczególnie warsztaty robienia papieru oraz miniaturowe maszyny, których można dotykać i wprawiac je w ruch na ekspozycji.

  6. Fajnie piszesz. Super styl do czytania. Czytam i się śmieję, po czym dotarłam do info o Śnieżniku. I od razu stanowczo wyrywa mi się „Trzeba iść!” 😛
    W tej chwili nasz mała ma 5lata i 3m. Czemu trzeba iść? Bo mając 2lata i 10m wlazła na własnych nogach na Preikestolen w Norwegii. Trasa ma 3,8km i różnice wysokości ok 330m. Czasem lekko idzie się w dół. Po 1,5 km na płaskiej łączce, po 2 podejściach, jacyś Anglicy pukali się w czoło widząc nas bez nosidła „No way” (przestaliśmy go używać, jak córcia zaczęła chodzić. Ten wyjazd, to tez były ostatnie chwile wózka, tylko trzeba było się z nim obtykać 🙁 ) W tej chwili jeszcze nie wiedziałam, że przed nami prawie pionowe podejście 100m do góry na odcinku może 200m Pionowa skalna ściana ze stopniami od 20-40cm. Mała wspinała się jak małpka. Jak wlazłam, to pierwsze stwierdzenie było „nigdy więcej” ale teraz już tęsknie i chętnie poszła bym jeszcze raz. Fakt wchodziliśmy nie 2, a 4,5 godziny i schodziliśmy 3,5 ale było warto. Lece czytać dalej Twoje wpisy 🙂

  7. Bardzo pomocne i ciekawe informacje dla turystów z dziećmi, dziękuje! Co do opisu Bystrzycy -wszystko się zgadza. Nie rozumiem tylko tego wpisu
    „Warto zobaczyć (i naprawdę życzyłabym sobie, żeby elyty sobie tam pomieszkały), jak żyją ludzie skazani na wegetację bez perspektyw. Warto przekonać się, jak się żyje w mieście, gdzie większość ludzi nie ma pracy, gdzie nie ma żadnej knajpy, żadnej budki z lodami, niczego, co zatrzymałoby turystę.”
    A czemu „elity” są temu winne? Dlaczego „wegetacja bez perspektyw” skoro gołym okiem człowiek widzi że perspektywą byłoby właśnie chociażby otwarcie budki z lodami? Kto broni tym ludziom wykazania się inicjatywą? Elity mają przyjechać i pokazać im jak się lody sprzedaje??? Nie rozumiem kompletnie ale może to kwestia jakichś skrótów myślowych, w końcu tekst jest o walorach turystycznych a nie o braku przedsiębiorczości i kreatywności u miejscowej ludności.