Zaprawdę powiadam wam, że powiedzenie o tym, że małe dzieci to małe kłopoty, a duże dzieci to duże kłopoty, ma wiele racji. Ja wiem, że niektórym świat się właśnie zwalił na głowy, ja przyjmuję ich ból na klatę, ja przytulam nawet, jak tylko przytulać potrafię do piersi mej nienadobnej i raczej kościstej, ja ściskam wszystkich, którzy myśleli, że po buncie dwulatka to już będą mieli z bańki. Otóż nie, wyobraźcie sobie. Życie potrafi zaskoczyć, zważcie. Życie okazuje się w cholerę skomplikowane. Wzdychamy więc do buntu dwulatka, kiedy to młodzian co prawda uwali się Rejtanem na środku przejścia dla pieszych, ale przynajmniej nam nie nabluzga. Albo zrobi to w języku niezrozumiałym dla postronnych. Wzdychamy, bo choć potrafił taki dwulatek mieć pomysły od czapy, ale przynajmniej nie mówi „mamo, a ja już trzy razy wyprowadzałam psa, więc czekam na moje trzy złote”, kiedy my już mamy nadzieję, że całość wpisze się w starą, dobrą, polską tradycję regulowania płatności.

Wszystkich, którzy chcą wiedzieć, co ich czeka, zapraszam do rzucenia okiem. Wszyscy, którzy nie chcą, niech czytają przez palce i powtarzają „mnie to nie spotka, mnie to nie spotka, moje dziecko będzie inne”. To nie działa, ale człowiek jednakowoż wydaje się spokojniejszy.

Pan „ja wiem wszystko najlepiej”

Ośmiolatek czuje się już bardzo dorosły, zwłaszcza jeśli na co dzień ma do czynienia z młodszym rodzeństwem. Phi, maluchy to maluchy. A on już potrafi sam kupić lody, o! Jeździ na rowerze, wymiata na rolkach, robi życiowe rekordy na hulajnodze, a sprzęt elektroniczny nie ma dla niego tajemnic. Zawiesza się wyłącznie na komunikacie „wyciągnij pranie” lub „wyprowadź psa”. Wtedy wytacza szereg okoliczności usprawiedliwiających i zwalniających go (w jego pojęciu) z domowych obowiązków. Ośmiolatek wobec młodszego rodzeństwa chętnie przyjmuje rolę mentora i opiekuna, ale trzeba do tego podejść z dystansem. O ile pomoc młodszym jak najbardziej zasługuje na uznanie, o tyle przejmowanie pałeczki wychowawczej z rąk rodzica należy temperować. Wychowywanie młodszego rodzeństwa nie jest domeną ośmiolatka i nie powinno nią być.

Pomimo tego całego poczucia dorosłości (zwłaszcza jeśli obejrzy się z rodzicami mecz siatkówki, kiedy młodsi już chrapią, i co prawda nic się nie rozumie, ale „o mamo, a Polska ma jedenaście!” zawsze można zawołać, bo się kuma cyferki), ośmiolatek bardzo potrzebuje czułości. Stoi tym samym w dość niewygodnym rozkroku jak panna, co to i chciałaby, i boi się. Jest już duży, ale kiedy nikt nie widzi, to on chętnie wskoczy na kolana, chętnie owinie się wokół rodzicielskiej szyi, chętnie da się wygłaskać i wytulać. To ważne. Łatwo przypiąć jest najstarszemu dziecku łatkę tego, co to z palcem w nosie powinno wszystko ogarnąć, bo przecież jest najstarsze. Ośmiolatek jednak bardzo pozostaje dzieckiem. I nie chodzi o to, by bagatelizować jego osobę, tylko by do jego możliwości przykładać właściwą miarę.

Ośmiolatek to osoba, która skrupulatnie i konsekwentnie rozliczy człowieka z jego błędów wychowawczych, złamanych obietnic i niekonsekwencji. Oraz koniecznie chce wiedzieć więcej. Powie „ale mamo, przecież mówiłaś, że palenie jest niezdrowe, to dlaczego nasza pani pali papierosy?” Bo musicie wiedzieć, że w hierarchii wartości ośmiolatka jest pani wychowawczyni, potem długo, długo nic, potem najlepsza psiapsióła i dopiero rodzice. Wszelkie rysy na szkle domagają się więc natychmiastowego wypolerowania, jeśli już nie realizowanego w czynie, to przynajmniej konkretnego w słowie. Och, nic tak nie wnerwia ośmiolatka jak zawiedzione nadzieje. Opcje masz dwie. Albo obietnicę spełnić (trzeba było uważać, co się mówi, teraz to już wiesz), albo postarać się o w miarę zadowalającą etykietę zastępczą.

Wszechstronna wiedza ośmiolatka (czytaj: przeświadczenie o jej posiadaniu) sprawia, że sam sobie poprzeczkę zawiesza wysoko. Jeśli ma zrobić jakieś zadanie, oczekuje, że zrozumie je w trzy sekundy, i jeśli się tak nie dzieje, następuje faza rozpaczy i irytacji. Oczywiście, nie jest to aż tak spektakularne, jak w przypadku sześciolatka, bo ośmiolatek wykazuje się daleko większą cierpliwością (a jaką cierpliwość mają jego rodzice, ho, ho!), ale zdarza się, że okopie się w swoim niezrozumieniu tematu i choćbyś stawał na uszach, wyjaśniał tak, że nawet twój pies siada i zaczyna pisać doktorat, to wszelkie twe wysiłki zgasi jedno: „Ale ja nie rozumiem”.

Stawiam na Tolka Banana!

Jako rodzice wkraczamy na terra incognita związków, pardą, partnerskich. Partnerstwa dziecięcego, męsko-damskiego. Ośmiolatki co prawda zazwyczaj organizują sobie zajęcia jednopłciowo, czyli dziewczynki sobie, chłopcy sobie i z reguły są to zajęcia bardzo się od siebie różniące (chyba że ktoś ma dziecko, które przyłapie na tym, że się schowało pod samochodem dostawczym sąsiada i jeszcze bezczelnie tłumaczy, że sąsiad to widział i się zgodził, WTF?!). Nie przeszkadza to jednak łypaniu oczkiem na płeć przeciwną. Zmierzam do tego, by powiedzieć, że relacje z rówieśnikami są w życiu ośmiolatka bardzo ważne. Niezwykle istotne jest zdobycie akceptacji grupy, zwłaszcza jeśli grupa jest wiekowo nieco starsza. Nasze dziecko jest w stanie dokonać rzeczy piramidalnie głupich, byle tylko spotkało się to z rówieśniczym „WOW”.

Bierzesz takiego delikwenta, udzielasz mu reprymendy (broń Boże przy grupie!!!), a on ci na to, że nie wiedział albo że nie rozumie, albo uderza w bek, albo obraża się i następnie przypomina, że ty pięć dni temu przeklinałeś przy wkręcaniu śrubki, a rodzeństwo dostało o jeden kawałek czekolady więcej. Słowem, mistrz w odwracaniu kota ogonem.

Nigdy, przenigdy – piszę na bazie własnych doświadczeń – nie opierniczaj dzieciaka przy rówieśnikach, nawet jeśli jesteś wściekły, że Boże mój. Po pierwsze on będzie miał spaloną pozycję w grupie, a to wbrew pozorom bardzo ciężko nadrobić i sprawa zwyczajnie boli. Po drugie sytuacja postawi młodego w opozycji do ciebie, a to rokuje jak najgorzej. Spokojnym głosem zaproś osobnika na chwilę do domu i tam wyłóż kawę na ławę, starając się jednocześnie zrozumieć, dlaczego zrobił to, co zrobił. Wynik cię zaskoczy. Okaże się, że jakiś cwaniak go podpuścił, albo chciał coś udowodnić, albo zwyczajnie nie pomyślał, że to może być głupie.

Szybciej, wyżej, mocniej!

Niezależnie od tego, jak bardzo bezbrzeżną pogardą darzymy wyścig szczurów, w młodziakach z początku podstawówki bardzo mocno zakorzeniona jest potrzeba rywalizacji. Ważne, by być na pierwszym miejscu, cała reszta to siara. Rywalizacja nie jest ukierunkowana kontra ktoś tam, tylko raczej u jej podstaw leży zdobycie uznania dorosłych, polepszenie/umocnienie pozycji w grupie czy też po prostu poczucie satysfakcji. Nieważne, że tłumaczysz, że liczy się udział w danych zawodach, że super jest w ogóle tak szybko biec/wysoko skakać itp., on chce być pierwszy i koniec. I fajnie, tylko trzeba sobie jeszcze radzić z porażkami, a porażki (miejsca od drugiego w dół) ośmiolatek przeżywa bardzo głęboko i traktuje śmiertelnie poważnie.

Ale dlaczego nie wolno?

Dla ośmiolatka bardzo ważne są reguły i przepisy. Przechodzenie po pasach oznacza twórcze wykorzystanie całej powierzchni pasów, a zboczenie z nich metr przed krawężnikiem domaga się wytłumaczenia. Jeśli nie przechodzimy na czerwonym, to nie przechodzimy na czerwonym, a uciekający tramwaj nie jest żadnym usprawiedliwieniem, nawet gdyby następny miał przyjechać dopiero w kolejnym stuleciu. Postawa godna pochwały, tak na marginesie.

Ośmiolatek chce uczynić świat zrozumiałym do szpiku kości. Często zadaje pytania o postawy przyjmowane przez dorosłych, a gumowe ucho i wbudowana stacja nasłuchowa pomaga mu zbierać dane, by następnie stawiać rodzica przy tablicy. Jeśli naprawdę chcesz coś zachować w tajemnicy, jeśli chcesz coś przedyskutować wyłącznie w dorosłym gronie, upewnij się, że nie ma dzieci w pobliżu. W przeciwnym wypadku możesz się zdziwić, jak wiele informacji przyswoiły zupełnie nie słuchając 😉

Mój świat taki wielki

Dzisiejsze ośmiolatki wzrastają w drastycznie innym środowisku niż my, dinozaury, w naszych latach osiemdziesiątych. Internet jest dla nich tak naturalny jak dla nas lodówka, a ich świat jest znacznie większy niż nasz. Większy o wirtualną przestrzeń. To jest najlepszy moment na to, by interesować się tym, co też nasze dziecko właściwie ogląda. Jutuba obsługuje sprawnie gdzieś od czterech lat, a teraz dodatkowo doszła umiejętność czytania. Słowem może więcej. Sam sobie odszuka i włączy, nie potrzebuje pomocy rodzica. Wszystko pięknie, ale w tym wieku dziecko nie potrafi jeszcze ocenić, co jest wartościowe, a co nie, co jest dobre, co nieszkodliwe, a co może zwyczajnie zrobić mu krzywdę.

Od razu mówię, że szlaban na tablet niczego nie załatwi, naprawdę. Rówieśnicy wynoszą telefony i tablety na dwór (za wyjątkiem Krakowa, Kraków wynosi na pole 😉 ), przynoszą do szkoły i tam grupa w pełnej tajemnicy sięga po zakazany owoc. A jaka jest grupa dla ośmiolatka? Grupa dla ośmiolatka jest najważniejsza. Lepszy efekt przynosi więc interesowanie się tym, co widziało nasze dziecko (jeśli będzie miało fantazję i w ogóle się tym podzieli), łopatologiczne tłumaczenie, dlaczego tego i tamtego oglądać nie powinno (miliard takich samych pytań i nigdy dość), a co z kolei zobaczyć warto.

Świat jest zresztą fascynujący. Ośmiolatek bardzo często wykazuje zainteresowanie przyrodą, zjawiskami atmosferycznymi, środowiskiem jako takim, chce wiedzieć jak najwięcej. Ma plany i marzenia, już wie, kim zostanie w przyszłości (życie to boleśnie zweryfikuje, ale póki co mu tego nie mówimy). Empatia każe mu karmić bezpańskie kotki (które na szczęście, jak się okazuje, posiadają służbę domową, tylko wymykają się na dodatkowe żarło), wzruszać się losem wszystkiego, co żyje, aż do stawania w obronie komarów. Tak, komarów broni wyłącznie wczesna podstawówka 🙂 To jest bardzo piękny czas i warto pielęgnować tę wrażliwość. Ona sama kiedyś może minie, a na pewno transformuje w inną postać, ale póki co niech będzie.

konik_polny2

Niewyparzony język

Większość rodziców dzieci siedmio- i ośmioletnich odkrywa z bezbrzeżnym zdumieniem, że ich grzeczniutki synuś, ich cud-miód-do-rany-przyłóż córunia potrafi rzucić mięsem. A jeśli nawet łacina póki co pozostaje poza zasięgiem, to młody potrafi tak przysunąć słowem, że ktoś nam musi podnieść szczękę z parteru. Dzieci zwyczajnie zaczynają pyskować, przewracają oczami, robią miny, burczą, przedrzeźniają, tupią nogami i zwyczajnie robią wszystko, żeby nas wkurzyć. I udaje im się to, och, jak bardzo im się udaje!

Dlaczego to robią? Cóż, czy nam się to podoba czy nie to efekt szkoły i grupy. Dzieci przejmują pewne zachowania, tak było, jest i będzie. Ośmiolatek czuje się dorosły, a to jest jeden ze sposobów zaakcentowania niezależności, nawet tej iluzorycznej. Bywa, że młody czuje się w jakiś sposób pomijany, niezauważany i niedoceniany, kiedy uwaga rodziców skupia się na młodszym rodzeństwie. Agresją słowną lub fizyczną wyraża w ten sposób swoje niezadowolenie i bunt.

Co robić? No cóż, trzeba się jakoś przeorganizować i rozdzielić. Ja sama złapałam się na tym, że skupiałam uwagę na sześcioletnich bliźniaczkach, bo starsze dziecko, wiadomo, spokojnie sobie poradzi. Ono jednak uwagi rodziców cały czas bardzo potrzebuje. Ośmiolatki wściekają się, kiedy nie potrafią sobie z czymś poradzić, mają problem, który je przerasta (ale też niekoniecznie chcą się nim podzielić) lub też po prostu powraca stary dobry temat testowania granic.

Podsumowanie

Tak czy inaczej, drodzy rodacy, nie jest źle. Osobiście jaram się niezwykle czasem, który stał się moim udziałem. Spójrzcie na to tak: młodzież jest już samoobsługowa, ale wiadomo, że wróci na noc do domu. Pieluch już nie zakładasz, ale na randki jeszcze nie lata. Jeszcze nie ma konta na Facebooku (nie ma, prawda?), a do komunikacji międzyludzkiej używa domofonu, nie apki na telefon. Cudowny czas, naprawdę. Skończy się szybciej, niż myślę, zaczniemy bolesny dla obu stron okres dojrzewania i wtedy będę miała co wspominać w krótkich chwilach względnego spokoju. Rodzice ośmiolatków – jest dobrze, naprawdę 😉

10 KOMENTARZE

  1. Krusz, prowadziłaś kiedyś cykl o etapach rozwoju, utknęłam na 4-ro latku, teraz osiem lat, coś mi umyka 😉

  2. Nas to czeka za rok-półtora. Brzmi raczej optymistycznie:) Przede wszystkim liczę na to, że do ósmego roku życia młodemu minie fascynacja słowami „kupa”, ” pupa”, „bąk” i tym podobne. Napisz, że się nie przeliczę:)

  3. Z tą nieskutecznością szlabanu na tablet to prawda, ale postraszyć zawsze można, bo dla ośmiolatka (pamiętam jak przez mgłę) nadal liczy się tu i teraz. Nie zawsze też w hierarchii jest miejce na panią wychowawczynię. Bywa, że są koledzy, długo długo nic, a potem koledzy. I kot/pies/chomik. A na końcu rodzice, a jeszcze dalej młodsze rodzeństwo, jeśli jest.

  4. Mam wrażenie, że to co piszesz o 8-latkach dotyczy naszego prawie 6-latka 😉 Aż strach się bać co będzie jak zacznie być nastolatkiem!

  5. Właśnie to przechodzimy i tylko ja wiem, jak bardzo czasami swędzi ręka Pyskówki, fochy i bezczelne odzywki… Mój ojciec twierdzi, że jestem dla Młodego zbyt ostra, a ja zastanawiam się, jak byłby rozpuszczony, gdybym odpuściła! Przy zdrowych zmysłach trzyma mnie tylko myśl, że to KIEDYŚ MINIE A potem będzie gorzej