Królow(i)e szos

7
1309

Człowiek, kiedy mieszka w mieście, to chce czy nie chce, staje się uczestnikiem ruchu drogowego, co siłą rzeczy wiąże się z obserwacjami. Nie że sami filujemy na prawo i lewo jak największa plotkara na dzielni, która pechowo przegapiła ulubiony serial, tylko te obserwacje same na nas wpadają. Tak się składa, że z przyczyn osobistych i po części zawodowych mam ich całkiem sporo, a wszystkie dotyczą używania smartfonów podczas jazdy samochodem, kiedy się jedzie w roli kierowcy.

Oto znajomy wrzuca na Instagram filmik ewidentnie kręcony podczas jazdy, niezliczoną ilość razy ktoś przede mną stoi dalej, choć ma zielone, bo coś tam stuka na klawiaturze. Ten i ów w czymś tam się zagapia, a chwilę później okazuje się, że rozmawia przez telefon. Dzwonię do kogoś, pytam, czy może rozmawiać, i słyszę „spokojnie, pani mówi, ja jadę, ale to żaden problem”.

To żaden problem. Żaden, nie no, skąd. Chciałam sprawdzić, czy moje odczucia mają przełożenie na szersze zjawisko, czy też peron mi odjechał, dlatego poprosiłam na Facebooku o udział w anonimowej ankiecie i odpowiedź na kilka pytań. Zebrałam 224 odpowiedzi, za które pięknie dziękuję 🙂 Pewne wyniki mnie zaskoczyły, pewne potwierdziły wcześniejsze odczucia. Zanim jednak przejdę do wyników i ich omówienia, proszę was, żebyście zadali sobie jedno pytanie i odpowiedzieli na nie szczerze.

Czy w swoim własnym odczuciu jesteś dobrym kierowcą?

Pierwsze, co się narzuca, to tak. Tak. Trzy razy tak. Polacy powszechnie – i to wynika z innych badań – są przekonani o swoich wysokich umiejętnościach za kierownicą, niezależnie od wieku, płci czy ilości lat od wydania prawa jazdy. Jeżdżę szybko, ale bezpiecznie, jeżdżę dynamicznie, ale wszystko kontroluję – ile razy to słyszeliście? Ile razy sami wypowiadaliście? Właśnie. Ja też mówię, żebyście sobie nie myśleli. Ja też się uważam za dobrego kierowcę.

Czy w swoim własnym odczuciu jesteś dobrym kierowcą?

Pierwsze, co się narzuca, to tak. Tak. Trzy razy tak. Polacy powszechnie – i to wynika z innych badań – są przekonani o swoich wysokich umiejętnościach za kierownicą, niezależnie od wieku, płci czy ilości lat od wydania prawa jazdy. Jeżdżę szybko, ale bezpiecznie, jeżdżę dynamicznie, ale wszystko kontroluję – ile razy to słyszeliście? Ile razy sami wypowiadaliście? Właśnie. Ja też mówię, żebyście sobie nie myśleli. Ja też się uważam za dobrego kierowcę.

Dlaczego to takie istotne? Ponieważ poczucie pewności siebie sprawia, że stajemy się tolerancyjni w odniesieniu do niektórych zachowań. Uważamy, że możemy sobie na nie pozwolić, bo przecież dobrze czujemy się za kierownicą i kontrolujemy rzeczywistość. To zupełnie normalne i to we wszystkich dziedzinach życia, nie tylko w ruchu drogowym. Jestem w tym dobry, dlatego mogę to i to. Kiedy ktoś nie czuje się pewnie w tym, co robi – weźmy już tych początkujących kierowców – stara się skupić na jednej czynności (prowadzenie auta), pozostawiając na marginesie wszystko inne. Wraz z nabywaniem doświadczenia wrzuca coraz bardziej na luz i… wtedy się dzieje 😉 Dobrze, tyle wstępu, przejdźmy do ankiety.

Pierwsze pytanie w ankiecie brzmiało tak:

Czy odbierasz telefon, kiedy kierujesz samochodem?

Odpowiedzi kształtowały się następująco:

  • Nigdy. Ktokolwiek to jest, może zaczekać, aż się zatrzymam i oddzwonię. – 39 odpowiedzi (17,6%)
  • Tak, ale tylko wtedy, kiedy dzwoni ktoś naprawdę bliski. – 38 odpowiedzi (17,1%)
  • Tak, kiedy widzę znajomy numer. – 34 odpowiedzi (15,3%)
  • Tak, kiedy widzę nieznany numer (może to kurier?). – 10 odpowiedzi (4,5%)
  • Raz czy dwa mi się zdarzyło, ale z zasady tego nie robię. – 32 odpowiedzi (14,4%)
  • Tak, bo zawsze korzystam z zestawu głośnomówiącego. – 67 odpowiedzi (30,2%)
  • Tak, ale tylko wtedy, kiedy stoję na światłach lub utknęłam/utknąłem w korku. – 30 odpowiedzi (13,5%)

polak

Tylko 17% odpowiadających nie odbiera telefonu podczas jazdy. Zakładam (choć to nie padło), że kiedy bardzo chcą wiedzieć, kto i czego chce, zatrzymują w pierwszym możliwym miejscu i oddzwaniają. Pozostała część (83%) w mniejszym lub większym stopniu daje sobie na to przyzwolenie, w zależności od okoliczności. To mnie nie dziwi, spodziewałam się takiego wyniku, widzę to przecież na co dzień. Zszokowała mnie natomiast ilość osób, które deklarują, że używają zestawu głośnomówiącego. Naprawdę? NAPRAWDĘ? Moje obserwacje są dokładnie odwrotne. Moje obserwacje prywatne i zawodowe mówią mi, że z zestawu głośnomówiącego korzystają nieliczni.

Przejdźmy do pytania drugiego.

Czy zdarza ci się pisać lub odpowiadać na smsy lub wiadomości z komunikatorów internetowych, kiedy prowadzisz auto?

Odpowiedzi wyglądały tak:

  • Nie ma takiej opcji. – 108 odpowiedzi (48,4%)
  • Sporadycznie, ale jednak mi się zdarza. – 40 odpowiedzi (17,9%)
  • Tak, często to robię, piszę smsy z prędkością światła. – 9 odpowiedzi (4%)
  • Tylko, kiedy stoję na światłach i wiem, że szybko nie ruszę. – 46 odpowiedzi (20,6%)
  • Tak, ale tylko kiedy stoję w korku. – 38 odpowiedzi (17%)

polak2

Tu już sprawa wygląda inaczej. Prawie połowa nigdy tego nie robi i przyczynę można zapewne wskazać oczywistą – pisanie wiadomości wymaga oderwania oczu od przedniej szyby samochodu, czyli większego zaangażowania niż rozmowa telefoniczna. No i czasem potrzeba do tego obu rąk (jak ktoś ma duży telefon, phablet itp.), a to oznacza zdjęcie ich z kierownicy. Połowie odpowiadających zdarza się to jednak, mówiąc inaczej, połowa daje sobie na to przyzwolenie.

No to teraz o tym dlaczego. Powiedziałam już, że jednym z powodów jest przekonanie o własnych wysokich umiejętnościach jako kierowcy. A co innego wchodzi w grę? Zobaczmy.

Pytanie do tych, którzy odbierają telefony (i nie korzystają z zestawu głośnomówiącego) lub piszą smsy czy wiadomości w komunikatorach. Dlaczego to robisz?

  • Boję się, że mogło stać się coś złego. – 36 odpowiedzi (27,3%)
  • Z czystej ciekawości. – 28 odpowiedzi (21,2%)
  • Kurczę, może nie zapłaciłem faktury i ściga mnie np. gazownia? – 1 odpowiedź (0,8%)
  • Jestem dobrym kierowcą i mam podzielność uwagi. – 21 odpowiedzi (15,9%)
  • Bez przesady! Trzy sekundy rozmowy to żaden wielki grzech! – 11 odpowiedzi (8,3%)
  • Wszyscy tak robią. – 4 odpowiedzi (3%)
  • Jak człowiek stoi w takim korku, to nawet może do sklepu wyskoczyć, nie tylko pogadać przez telefon czy napisać smsa. – 46 odpowiedzi (34,8%)
  • Będę czekać trzy lata na zmianę świateł na zielone, to na pewno zdążę zamienić parę zdań. – 26 odpowiedzi (19,7%)

polak3

Sprawa zdaje się rysować bardzo wyraźnie i grubą kreską. Z jednej strony żyjemy w ciągłym stresie, skoro ponad 27% odpowiadających zakłada czarny scenariusz, kiedy dzwoni telefon (i domyślnie dzwoni ktoś z rodziny). Odbierają oczywiście, bo zwariują, jak nie odbiorą, po czym okazuje się, że – moja supozycja – w 99% przypadków chodzi o totalną pierdołę. Czy coś by się stało, gdyby oddzwonili kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt minut później? Najprawdopodobniej nic. Stres jednak swoje piętno wyciska i sprawia, że czujemy potrzebę ciągłego bycia w zasięgu ręki.

Spora ilość osób czuje się rozgrzeszona z racji stania w korkach lub czekania na zielone światło. No bo przecież tyyyyyle czasu. Przy okazji ogłaszania ankiety pojawił się argument, że sms smsowi nierówny i krótka odpowiedź „ok” podczas stania na światłach nie wydaje się wielkim przegięciem. Oczywiście samo w sobie nie. Jeśli jednak dajemy sobie, nomen omen, zielone światło na odpowiedź „ok”, co stoi na przeszkodzie, by przesunąć granicę nieco dalej? Prędzej czy później pojawi się pokusa/potrzeba/konieczność* (*niepotrzebne skreślić), by napisać coś więcej i to… będzie proste. Bo skoro już piszemy „ok”…

Pytanie czwarte to już niezły hardcore.

Zdarza ci się zaglądać do serwisów społecznościowych (Facebook, Instagram, Snapchat, Twitter i inne), kiedy prowadzisz samochód?

Odpowiedzi wyglądały następująco:

  • Nie ma takiej wiadomości, która nie mogłaby zaczekać. – 158 odpowiedzi (71,5%)
  • Tak, kiedy stoję w korku. – 38 odpowiedzi (17,2%)
  • Tak, kiedy czekam na światłach.  – 21 odpowiedzi (9,5%)
  • Tak, jestem rekinem social media, muszę być na bieżąco. – 2 odpowiedzi (0,9%)
  • Raz czy dwa mi się zdarzyło, ale zasadniczo tego nie robię. – 18 odpowiedzi (8,1%)

polak4

Te statystyki też nie dziwią. O ile jeszcze pisanie smsów można jakoś wytłumaczyć (naciągane, ale zawsze) pilnymi sprawami do określenia się na już, o tyle w przypadku serwisów społecznościowych tej zasady zastosować się nie da. No bo umówmy się, co superpilnego może na nas czekać? Kolejny arcyważny szitsztorm? Rozkoszne misie panda wyświetlone 20 mln razy? Zdjęcie czyjegoś śniadania lub obiadu w domu, knajpie czy gdzieś tam? Czy NAPRAWDĘ istnieją takie rzeczy na Facebooku czy Snapchacie, które domagają się reakcji teraz i natychmiast?

Jeśli jednak tyle osób mówi, że niczego nie wrzuca, skąd ten natłok fotek trzaskanych zza kierownicy? Na Instagramie co jeden mistrz kierownicy prezentuje wschody i zachody słońca, informując, że zmierza do lub z pracy i ni cholery nie ma się przekonania, że stoi na poboczu. Skąd ten zalew selfie? Skąd te filmiki kręcone ewidentnie w czasie jazdy i to wcale nie na siedzeniu pasażera? Czy te wszystkie wrzutki są naprawdę AŻ TAK ważne, że świat sobie bez nich nie poradzi?

Ostatnie pytanie było podsumowujące.

Gdybyś z poniższych przyczyn wypadków na drogach oraz kolizji mógł/mogła wybrać tylko TRZY i wskazać jako najczęstsze, to które byś wskazał(a)?

Wskazania wyglądają następująco:

  • Stan polskich dróg. – 13 odpowiedzi (5,8%)
  • Brak odpowiedniej ilości dróg szybkiego ruchu (autostrad, dróg ekspresowych). – 7 odpowiedzi (3,1%)
  • Stan techniczny polskich samochodów. – 5 odpowiedzi (2,2%)
  • Żałosne umiejętności polskich kierowców. – 27 odpowiedzi (12,1%)
  • Brawura i głupota. – 195 odpowiedzi (87,4%)
  • Nadmierna prędkość. – 160 odpowiedzi (71,7%)
  • Jazda pod wpływem alkoholu i/lub środków odurzających. – 144 odpowiedzi (64,6%)
  • Używanie telefonu podczas jazdy. – 66 odpowiedzi (29,6%)
  • Przemęczenie, rozkojarzenie. – 53 odpowiedzi (23,8%)

polak5

Bardzo znamienne, moim zdaniem, jest to, że trzy najczęściej wskazywane przyczyny to jednocześnie te, w których występuje największe przyzwolenie i relatywizm. Oczywiście głupota i brawura pojawiała się najczęściej, ale wiadomo, że to te debile jeżdżą jak poplątani, a ja jestem świetnym kierowcą. Nadmierna prędkość? Ale co to znaczy nadmierna prędkość? Jakieś oszołomy postawiły tu ograniczenie prędkości, przecież trzeba jechać szybciej, bo nie da się inaczej. Ja jeżdżę szybko, ale bezpiecznie, wiem, gdzie wytyczyć granicę. Naprawdę wiesz? NAPRAWDĘ?

Jazda pod wpływem alkoholu oczywiście jest naganna, ale to jedno piwo… Może się nad tym jednym piwem tak nie doktoryzujmy, co? Bez przesadyzmu może, bez oszołomstwa. Człowiekiem trzeba być, a ja doskonale wiem, kiedy przestać i kiedy nie jest za dużo. Znam swój organizm i wiem, kiedy powiedzieć stop. Naprawdę wiesz? NAPRAWDĘ?

Używanie telefonów komórkowych podczas jazdy nie zostało wskazane przez wiele osób, ale może też i dlatego, że nie jest to jeszcze problem nagłaśniany. Jeszcze. Do pierwszej wielkiej tragedii. Pisanie smsów i rozmawianie odpowiedzialne jest raczej za stłuczki i kolizje niż wypadki „po zbóju” choćby dlatego, że – jak wskazywały odpowiedzi – sięga się po nie, czekając na światłach i stojąc w korkach. Wtedy nie rozwija się zabójczych prędkości. Wtedy można komuś co najwyżej wjechać w zadek, bo się człowiek zagapi. Ale to się zmieni i myślę, że doczekamy jakiejś poważniejszej kampanii informacyjnej związanej z uzależnieniem człowieka od informacji.

I tu będzie pointa. Czy nie jest przypadkiem tak, że przekroczyliśmy pewną granicę? Czy nie wydaje wam się, że staliśmy się uzależnieni od informacji, od ich tworzenia i odbierania? Czy przypadkiem właśnie to uzależnienie nie leży u podstaw korzystania z telefonów, kiedy siedzimy za kółkiem?

Ikona notki z pixabay.com

 

7 KOMENTARZE

  1. Sporo pracy włożono w ankietę i jej opracowanie – dobry pomysł! Aby uniknąć tego typu parawypadkowych sytuacji po prostu nie mam telefonu komórkowego! Takiej opcji nie widziałem… Jestem wolnym człowiekiem i nikt do mnie nie zadzwoni – ani z dobrymi, ani ze złymi wieściami. Ani w sklepie, ani w aucie, ani w kościele. Uważam, że prędzej czy później się dowiem bez zbędnego a wielce emocjonalnego gadania. I pewnie nie zaatakuje mnie glejak (podobno także od ciągłego używania komórki przy uchu).

  2. W stanach coraz głośniej mówi się o zgubnych skutkach korzystania z telefonów podczas jazdy. Tam to jest problem.

  3. Ja proponuję Pani, i to naprawdę proponuję, a nie ze tylko komentuję,stworzenie podnotki, względnie kolejnej o tym kto z nas dzwoni do kierowcy, czy kończymy rozmowę, gdy wiemy, że nasz rozmówca siedzi za kółkiem? Odkąd przeczytałam ten artykuł http://theinspirationroom.com/daily/2010/dont-talk-while-he-drives/ i mam w mózgu wypalone z niego zdjęcia ZAWSZE kończę rozmowę z kierowcą, nawet, gdy on oponuje. Polecam każdemu zobaczenie tych zdjęć. Ta kampania jest skuteczna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here